środa, 11 września 2019

Joanne Macgregor - "Za głosem serca"

Skuszona przepiękną, wakacyjną okładką i porównaniem do "Małej Syrenki" stwierdziłam, że będzie to idealna powieść na wakacje. Lekka, przyjemna, wciągająca. Co zatem poszło nie tak?


Oto opis, który możecie przeczytać na okładce książki: 

Nowoczesny romans zainspirowany "Małą Syrenką”, jedną z najpiękniejszych literackich historii miłosnych.


Kiedy osiemnastoletnia Romy Morgan ratuje życie hollywoodzkiemu gwiazdorowi Loganowi Rushowi, dostaje pracę jako jego osobista asystentka i z dnia na dzień znajduje się w środku ekscytującego świata filmu. Spełnia się sen Romy – między nią a Loganem zaczyna więcej niż iskrzyć. Wtedy jednak Romy odkrywa, że plan filmowy to świat iluzji i niedotrzymanych obietnic. Traci pewność, komu naprawdę może zaufać. Kiedy odkrywa mroczną tajemnicę Logana musi dokonać wyboru między miłością a zemstą.


Początkowo byłam naprawdę bardzo pozytywnie nastawiona na tę powieść, jednak gdy zaczęłam czytać i rzeczywistość okazała się być zupełnie inna niż się tego spodziewałam i jak była zapowiadana, nieco się rozczarowałam. 

Po pierwsze -  nie mam pojęcia skąd tutaj jakiekolwiek porównanie do Małej Syrenki. Gdzie? W którym miejscu? Jest mi ktoś w stanie to wytłumaczyć? Ja zupełnie tego nie widzę, kompletnie. 

Po drugie - główna bohaterka, która działała mi na nerwy. A on? Chyba jeszcze bardziej. Domyślam się, że "tak miało być", jednak strasznie mnie to denerwowało. On był wykreowany na takiego stereotypowego gwiazdora, który jest rozchwytywany, najwspanialszy itd. Ona natomiast - jak psychofanka (przed którymi tak apropo go ochraniała). Mnóstwo plakatów w pokoju jestem w stanie zrozumieć, ale wypłynięcie na głębokie wody tylko po to, aby go śledzić? Przesada. Oczywiście w pewnym momencie ratuje mu życie i dzięki temu otrzymuje pracę, jako jego osobista asystentka (przynieś, wynieś, pozamiataj).  Nie wiem, może wyrosłam już z tego typu powieści, ale ta książka naprawdę działała mi na nerwy. Zdecydowanie jestem za stara na takie książki. 

Jeżeli chodzi o akcję, to według mnie nie działo się w tej książce nic ciekawego. Czasem nawet dłużyła mi się i chciałam jak najszybciej dojść do końca lektury. Jak dla mnie? Nic specjalnego. Bardzo przeciętna lektura. 

Jednak wiem, że nastolatkom może przypaść do gustu, więc jeżeli jesteście młodszym czytelnikiem - zwróćcie uwagę na tę książkę. Tylko pamiętajcie, że ona nie ma nic wspólnego z Małą Syrenką. 
Dla starszych - nie polecam, nie odradzam (bo ona wcale nie była zła, była przeciętna) - sami zdecydujcie, czy chcecie po nią sięgnąć. Może Wy odnajdziecie w niej coś wartościowego. 

2 komentarze:

Cześć!
Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. Chciałabym, abyś podzielił(a) się swoim zdaniem na temat przeczytanego postu. Będzie mi bardzo miło.