środa, 18 września 2019

Magdalena Kordel - "Antolka"

Twórczość Magdaleny Kordel bardzo lubię, zwłaszcza za taką lekkość w odbiorze i poczucie humoru zawarte na łamach praktycznie każdej jej powieści. I to właśnie dlatego pewnego wrześniowego dnia postanowiłam przeczytać "Antolkę". Poza tym spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na jej temat, więc grzechem by było nie sprawdzić tego u siebie.


Niektórzy mówią, że gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, zawsze możesz otworzyć tartak.
Antolka właśnie tego musiała się nauczyć. Nigdy nie poznała swojego ojca, a kłótnie z despotyczną i nieczułą matką stały się dla niej codziennością. Jako dziecko ciągle czekała na jakieś „jutro”, w którym miały się spełnić jej marzenia. W końcu postanowiła zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyjechać na Mazury.

Kiedy w czerwcowy wieczór Antolka pakuje się w kłopoty w portowej knajpie, z opresji ratuje ją Janek – najbardziej wyjątkowy chłopak, jakiego dotąd poznała. Czy kilka mazurskich dni okaże się czymś więcej niż wakacyjną przygodą? Czy Antolce uda się odnaleźć własną drogę? I jakim cudem prosto z Mazur wyląduje u dawno zapomnianej ciotki, w Beskidzie Niskim?

Muszę się do czegoś przyznać. Rzadko kiedy czytam opisy książek, naprawdę. Często mam tak, że nie chcę wiedzieć o czym będzie książka i sama chcę się o tym przekonać podczas lektury. I właśnie tak było z tą książką. Zupełnie nie wiedziałam o czym ona będzie. Zaczęłam czytać...i przepadłam. 

Spędziłam z nią tak fantastyczny czas, odprężyłam się, zrelaksowałam. Właśnie takiej książki było mi trzeba w tym czasie. Lekkiej, przyjemnej. Cudownie było przenieść się na Mazury, odpocząć razem z bohaterami na żaglach. Zarówno Antolka jak i Janek są tak rewelacyjnymi osobami, że nie sposób ich nie polubić. Niejednokrotnie śmiałam się w głos czytając ich przygody. 

Antolka wychowywana jest przez matkę. Chociaż wychowywana to zbyt dużo powiedziane. Umówmy się, że mieszkają razem. Jej matka jest lekarzem i całe swoje życie spędza na dyżurach w szpitalu. Gdy dziewczynka była mała, kompletnie się nią nie interesowała. Dopiero, gdy dziewczyna ma przed sobą wybór studiów, matka zainteresowała się tematem i zmusza ją do wybrania jednego z dwóch kierunków: prawo, lub medycyna. Dziewczyna ma dość i ucieka na Mazury. W knajpie pakuje się w kłopoty i tam ratuje ją Janek i zabiera na swoją łódź. Janek mieszka w górach ze swoją rodziną. Pracuje w tartaku, martwi się o zdrowie swojego ojca. Na kilka dni wyrusza na wakacje i właśnie tam poznaje roztrzepaną Antolkę. 

Ich historia jest rewelacyjna. Bardzo dobrze mi się ją czytało i zdecydowanie będzie to idealna lektura na zbliżające się jesienne wieczory pod kocykiem. Polecam Wam bardzo tę książkę. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. 

sobota, 14 września 2019

Eoin Dempsey - "Anioł z Auschwitz"

Jakiś czas temu bardzo polubiłam się z literaturą wojenną, obozową i bardzo chętnie sięgam po tego typu powieści. Wszystko zaczęło się od "Kołysanki z Auschwitz", którą przeczytałam niedawno i byłam zachwycona. Wzruszyła mnie ona niesamowicie i postanowiłam sobie częściej sięgać po tego typu książki. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź "Anioła z Auschwitz" wiedziałam, że koniecznie będę musiała przeczytać tę książkę. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że istnieje taka platforma do czytania e-booków, jaką jest Legimi, bo to właśnie dzięki niemu mogłam już w dzień premiery zacząć ją czytać. 


Powieść przedstawia historię Christophera, który zgłasza się na ochotnika do szeregów SS. Rozpoczyna służbę w Auschwitz, która ma polegać na nadzorze nad pieniędzmi, skradzionymi ofiarom, którzy zginęli w komorach gazowych. 

Zastanawiacie się pewnie dlaczego on się tam zgłosił? Co go do tego skłoniło? Odpowiedź jest prosta. Miłość. Rebecca. Christopher i Rebecca byli od zawsze nierozłączni. A wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy to Christopher znalazł małą Rebeccę i postanowił się nią zaopiekować. Rodzice rodzice byli przeciwni ich znajomości, jednak nic nie mogło ich rozdzielić - on Niemiec, ona Żydówka. Jednak gdy wybucha II wojna światowa, kobietę wywożą do obozu. I tak Christopher w imię miłości, aby ratować swoją ukochaną, postanawia pojechać do Auschwitz i ją odszukać. 

Młody chłopak zupełnie nie spodziewał się tego, co zastał w Auschwitz. Jest świadkiem ludobójstwa,  gdzie dziennie mordowanych jest setki, lub nawet tysiące osób. Zarówno mężczyzn, kobiet jak i dzieci. To właśnie tam, wśród tych wszystkich więźniarek nasz bohater poszukuje swojej ukochanej, z nadzieją, że jeszcze żyje i że będzie mógł jej jakoś pomóc. Codzienność w Auschwitz niejednokrotnie go przerasta, jednak robi wszystko, aby się nie złamać, aby ją odnaleźć. Chce również pomóc innym więźniom, aby przetrwali te dni w chociaż troszkę lepszych warunkach. Dla więźniów jest Aniołem, bo to właśnie dzięki niemu ta codzienność troszkę się zmienia, ulega poprawie. Jednak Christopher i tak jest załamany, ma wrażenie, że wszystko co robi, to za mało, że mógłby jeszcze bardziej im pomóc. Niestety. Rzeczywistość jest okrutna. 

Książka jest rewelacyjna. Czyta się ją naprawdę jednym tchem, chociaż tematyka obozowa do łatwych i przyjemnych nie należy. Przeczytałam ją w jeden, góra dwa dni. Tak bardzo mnie wciągnęła. "Anioł z Auschwitz" jednak jest troszkę inny, niż wszystkie. Daje nadzieję na to, że wszystko się dobrze skończy. Do końca jednak nie wiadomo jak potoczą się losy bohaterów. Zakończenie natomiast tak bardzo mnie uradowało, że możecie to sobie tylko wyobrazić. Jestem zachwycona tą książką i wiem, że Wam również przypadnie do gustu. 

P.S. Jeżeli miałabym porównywać ją do "Kołysanki..." to "Anioł..." jest zdecydowanie bardziej łagodniejszy. Kołysanka mną wstrząsnęła, tutaj tego nie było, ale mimo wszystko książka jest fenomenalna i uważam, że każdy powinien ją przeczytać. 

środa, 11 września 2019

Joanne Macgregor - "Za głosem serca"

Skuszona przepiękną, wakacyjną okładką i porównaniem do "Małej Syrenki" stwierdziłam, że będzie to idealna powieść na wakacje. Lekka, przyjemna, wciągająca. Co zatem poszło nie tak?


Oto opis, który możecie przeczytać na okładce książki: 

Nowoczesny romans zainspirowany "Małą Syrenką”, jedną z najpiękniejszych literackich historii miłosnych.


Kiedy osiemnastoletnia Romy Morgan ratuje życie hollywoodzkiemu gwiazdorowi Loganowi Rushowi, dostaje pracę jako jego osobista asystentka i z dnia na dzień znajduje się w środku ekscytującego świata filmu. Spełnia się sen Romy – między nią a Loganem zaczyna więcej niż iskrzyć. Wtedy jednak Romy odkrywa, że plan filmowy to świat iluzji i niedotrzymanych obietnic. Traci pewność, komu naprawdę może zaufać. Kiedy odkrywa mroczną tajemnicę Logana musi dokonać wyboru między miłością a zemstą.


Początkowo byłam naprawdę bardzo pozytywnie nastawiona na tę powieść, jednak gdy zaczęłam czytać i rzeczywistość okazała się być zupełnie inna niż się tego spodziewałam i jak była zapowiadana, nieco się rozczarowałam. 

Po pierwsze -  nie mam pojęcia skąd tutaj jakiekolwiek porównanie do Małej Syrenki. Gdzie? W którym miejscu? Jest mi ktoś w stanie to wytłumaczyć? Ja zupełnie tego nie widzę, kompletnie. 

Po drugie - główna bohaterka, która działała mi na nerwy. A on? Chyba jeszcze bardziej. Domyślam się, że "tak miało być", jednak strasznie mnie to denerwowało. On był wykreowany na takiego stereotypowego gwiazdora, który jest rozchwytywany, najwspanialszy itd. Ona natomiast - jak psychofanka (przed którymi tak apropo go ochraniała). Mnóstwo plakatów w pokoju jestem w stanie zrozumieć, ale wypłynięcie na głębokie wody tylko po to, aby go śledzić? Przesada. Oczywiście w pewnym momencie ratuje mu życie i dzięki temu otrzymuje pracę, jako jego osobista asystentka (przynieś, wynieś, pozamiataj).  Nie wiem, może wyrosłam już z tego typu powieści, ale ta książka naprawdę działała mi na nerwy. Zdecydowanie jestem za stara na takie książki. 

Jeżeli chodzi o akcję, to według mnie nie działo się w tej książce nic ciekawego. Czasem nawet dłużyła mi się i chciałam jak najszybciej dojść do końca lektury. Jak dla mnie? Nic specjalnego. Bardzo przeciętna lektura. 

Jednak wiem, że nastolatkom może przypaść do gustu, więc jeżeli jesteście młodszym czytelnikiem - zwróćcie uwagę na tę książkę. Tylko pamiętajcie, że ona nie ma nic wspólnego z Małą Syrenką. 
Dla starszych - nie polecam, nie odradzam (bo ona wcale nie była zła, była przeciętna) - sami zdecydujcie, czy chcecie po nią sięgnąć. Może Wy odnajdziecie w niej coś wartościowego. 

niedziela, 8 września 2019

Martyna Senator - "Z popiołów"

Cześć! 
Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami opinią na temat książki, którą od dawna chciałam przeczytać. Seria Martyny Senator chodziła za mną od dłuższego czasu i w końcu nadszedł ten dzień, kiedy wzięłam do ręki "Z popiołów", zaczęłam czytać... i przepadłam. Przepadłam na długie godziny.


Książka jest rewelacyjna! Przedstawia historię Sary i Michała, którzy spotykają się w dość niebezpiecznych okolicznościach. Michał ratuje Sarę przed nieznajomymi chłopakami, którzy chcieli ją okraść. Zabiera ją do baru, w którym pracuje i oferuje pomoc. Sara jest tajemniczą dziewczyną, która przez wydarzenia z przeszłości nie chce angażować się w żadne nowe znajomości. Nawet jej przyjaciółka, z którą mieszka nie zna jej sekretu. Dziewczyna najbardziej zżyta jest z babcią, którą często odwiedza. Rodziców natomiast stara się unikać. Michał małymi kroczkami próbuje zbliżyć się do dziewczyny. Czy mu się to uda? 

Tak bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Bardzo mi się podobała. Bohaterowie są rewelacyjni, zwłaszcza Michał, którego nie sposób nie polubić. Jest wspaniałym człowiekiem. Miłym, opiekuńczym, dobrym. On też nie miał w życiu lekko, jego była dziewczyna potraktowała go okropnie i też cały czas o tym pamięta. Jednak bardzo ciągnie go do Sary. I te wszystkie ich spotkania były tak pięknie opisane, że nie sposób się było oderwać od książki. Pamiętam, że zaczęłam ją czytać w formie papierowej, a skończyłam na Legimi - w pociągu, gdy wracałam znad morza. 

W książce pojawia się też wątek muzyczny i czytając ją, przypomniała mi się książka Colleen Hoover - "Maybe Someday", którą tak bardzo lubię. To właśnie muzyka pomaga Sarze w ciężkich chwilach i to właśnie dzięki niej dziewczyna staje się bardziej otwarta i pewna siebie. 
W książce poruszone są również wątki przemocy oraz problemów rodzinnych. 

Bardzo polecam Wam tę książkę. Jestem pewna, że się nie rozczarujecie, a ja niebawem zabieram się za kolejny tom i liczę, że również będę zachwycona, tak jak przy pierwszym. 

Czytaliście książkę? Macie w planach? Koniecznie dajcie znać.