piątek, 29 listopada 2019

Mitch Albom - "Pięć osób, które spotykamy w niebie"

Cześć!

Dzisiaj przychodzę z opinią na temat książki "Pięć osób, które spotykamy w niebie". Jest to bez wątpienia wyjątkowa powieść. Poznajemy w niej Eddiego, który ginie podczas wykonywania swojej pracy w wesołym miasteczku przygnieciony przez jedną z atrakcji, ratując małą dziewczynkę. 

Dostaje się do nieba i spotyka tam pięć osób, które w jakiś sposób są związane z jego życiem. Niekoniecznie musi ich znać, jednak one wpłynęły na jego życie. Każda z tych osób uczy go jednej rzeczy, która ma mu pomóc zrozumieć sens jego życia i pogodzić się ze samym sobą. 

Eddie to bohater, który wiele przeszedł w swoim życiu. Właśnie dzięki spotkaniu z każdą z osób, dowiadujemy się jak wyglądało jego życie. A prawie całe swoje życie spędził w wesołym miasteczku, Rubylandzie. Tam też znajduje się po śmierci, tam jest jego niebo, chociaż tak bardzo chciał stamtąd uciec jak najdalej. Chciał dla siebie czegoś lepszego. Lepszej pracy, studiów, chciał czegoś więcej. Przez większą część swojego życia winił swojego ojca za to, że tam się znalazł. Na wszystkie swoje pytania otrzymuje odpowiedź właśnie od tych pięciu osób. 

Książka pokazuje, że każdy człowiek, którego spotykamy na swojej drodze ma dla nas jakieś znaczenie, każdy z nich kształtuje nas w pewien sposób i każda z nich jest dla nas ważna. Niezależnie od tego jak długo ją znaliśmy i ile z nią przeżyliśmy. "Pięć osób, które spotykamy w niebie" to niezwykle wzruszająca historia. Zupełnie nie spodziewałam się tego, co otrzymałam w niej. Wzruszyłam się ogromnie przy niektórych historiach, a przy jednej nawet zakręciła mi się łezka w oku. 

Bardzo polecam tę książkę, naprawdę warto ją przeczytać, ponieważ jest bardzo mądra, pouczająca, a jej treści są ponadczasowe i uniwersalne. Można się przy niej naprawdę dobrze zastanowić nad swoim życiem i tym, jak je traktujemy. Przepiękna historia Eddiego i ważnych dla niego osób. Warto przeczytać i zastanowić się nad tym, co autor chciał nam w niej przekazać. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Magdalena Zeist - "Jeszcze jedno marzenie"

Są takie książki, które przyciągają Cię jak magnes. Nie potrafisz tego wyjaśnić, ale wiesz, że koniecznie musisz je przeczytać. Właśnie tak miałam z debiutem Magdaleny Zeist - "Jeszcze jedno marzenie". Nawet zapisałam się do booktouru organizowanego na Instagramie, ale nie wytrzymałam. Odpaliłam Legimi i zaczęłam czytać. I przepadłam bez reszty, a lektura zajęła mi dwa wieczory. To było coś niesamowitego. 


 Jeżeli taki wspaniały był debiut, to jestem ciekawa co będzie z kolejnymi książkami. Ciekawi jesteście co mi się podobało w tej książce?


🌟Po pierwsze bohaterowie, którzy są rewelacyjni. Cudowni, ogromnie w sobie zakochani, mający mnóstwo problemów na głowie, ale silni. Dają sobie ze wszystkim radę, mimo, że wcale nie mają lekko w życiu. Igor - chłopak, który czeka na przeszczep serca. Jest chory i tylko przeszczep może go uratować. Mieszka ze swoją dziewczyną, którą kocha nad życie. Oboje są architektami i prowadzą swoją firmę razem z przyjacielem. Gaja bardzo wierzy w Igora i w to, że uda im się doczekać na serce i dalej będą tak szczęśliwi jak teraz. Bohaterowie są wykreowani rewelacyjnie. Bardzo ich polubiłam. Tak samo przyjaciółkę dziewczyny, która pod pewnym względem była podobna do mnie. Czytając miałam wrażenie "to o mnie, przecież mam tak samo". 

🌟 Po drugie nawiązanie do książki "Oskar i Pani Róża", którą tak ogromnie uwielbiam. Cudownie było przypomnieć sobie fragmenty i cytaty, które autorka przytaczała przed każdym rozdziałem. Rewelacyjny pomysł bez dwóch zdań! 


🌟 Po trzecie sprawa pomagania. Uwielbiam pomagać, staram się to robić kiedy tylko mogę, a tutaj autorka zachęca do zarejestrowania się jako dawca narządów. Bardzo poważna sprawa, ale jakże ważna. I nawet nie zdjęcie sobie sprawy ilu jest potrzebujących. Bardzo cenię sobie książki, które niosą przesłanie. I tutaj bez wątpienia się z tym spotykamy. Po pierwsze przy dawcy organów, a po drugie w kwestii schronisk dla psów - naprawdę bardzo polecam zapoznać się z tą książką. 


🌟 Po 4 dziadek Lucek, który jest fenomenalnym człowiekiem i którego nie sposób nie polubić. Poza tym ma on swój odpowiednik w prawdziwym życiu, o czym autorka napisała na samym końcu książki. Uwielbiam tego bohatera. Nadaje on tej książce niesamowitego koloru i jego postać sprawia, że kilka razy śmiałam się podczas czytania tej książki. 

🌟 Dwa zakończenia! Tak! Dobrze czytacie. Możecie sobie wybrać to, które Wam bardziej pasuje. I to było genialne. Ja przeżyłam niezły szok czytając do końca. I zdradzę Wam coś - główna bohaterka również pisze książkę. I jedno z tych zakończeń jest tym, które ona wymyśliła dla swoich bohaterów, a drugie...no cóż. Sami się przekonacie. 


🌟 Styl i język autorki, która pisze rewelacyjnie. Książka jest ogromnie wciągająca i muszę przyznać, że przeczytałam ją dosłownie w dwa wieczory. Byłam tak zachwycona, że nie wyobrażacie sobie tego. Autorka tak pięknie pokazała miłość między Gają a Igorem, że miałam uśmiech na twarzy praktycznie przez cały czas czytania książki. To było przepiękne. A jakie emocjonujące! W pewnym momencie myślałam, że na zawał padnę! Bardzo, bardzo polecam. To zdecydowanie jeden z najlepszych debiutów książkowych tego roku! Będę tę książkę polecać z pewnością wszystkim wokół. Musicie ją przeczytać. 


Czytaliscie tę książkę? Macie zamiar? Jaki był najlepszy debiut, który czytaliście? 

czwartek, 21 listopada 2019

Kilka słów o "Kołysance z Auschwitz"

Witajcie!
Kilka dni temu przeczytałam "Kołysankę z Auschwitz" i chciałabym się podzielić z Wami wrażeniami z lektury. 
Przyznam szczerze, że nigdy nie przepadałam za wojenną / obozową tematyką książek. Jedynie dwie książki, które pamiętam z czasów szkolnych przypadły mi do gustu. Były to "Kamienie na szaniec" oraz "Opowiadania" Tadeusza Borowskiego, dlatego z wielką ostrożnością podeszłam do lektury "Kołysanki z Auschwitz". I jak się okazało - zupełnie niepotrzebnie. 

Książka jest fenomenalna. Naprawdę. Opisuje losy Helene Hannemann, Niemki, która znalazła się w obozie w Auschwitz. Jesteście ciekawi dlaczego i jak wyglądało jej życie w Birkenau? 

Niemcy, 1943 rok. Helene Hannemann budzi swoje dzieci, aby zaczęły szykować się do szkoły. Jej mąż Johann niedawno stracił pracę i nie ma szans na nową ze względu na swoje romskie pochodzenie. Jednak zanim rodzina Hannemann rozpocznie kolejny dzień, ich codzienność przerywają mundurowi wysłani przez SS.
Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz, ponieważ w ich żyłach płynie romska krew. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, a mimo to dobrowolnie postanawia opuścić dom razem z najbliższymi. Wszyscy trafiają do nazistowskiego obozu koncentracyjnego.
Johann zostaje oddzielony od reszty rodziny, a Helene jako wyszkolona pielęgniarka zostaje
wyznaczona przez doktora Mengele do prowadzenia obozowego przedszkola. Nie ma złudzeń co do brutalnych zamiarów tego człowieka. Chce jednak dać tym małym niewinnym istotom choć cząstkę nadziei oraz poczucie normalności.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj postać Helene. "Kołysanka z Auschwitz" jest inspirowana prawdziwym życiem i prawdziwymi wydarzeniami w życiu bohaterki. Prawie wszystko jest opisane dokładnie w taki sposób, jakim było naprawdę. 

I postać główniej bohaterki - Helene. To Niemka, kobieta o wielkim sercu. Bezgranicznie zakochana  w mężu - Cyganie i oddana swojej rodzinie. Jest w stanie poświęcić wszystko dla swoich dzieci. Nawet jedzie z nimi do obozu, gdyż nie wyobraża sobie, że miałaby się z nimi rozdzielić. Podczas pobytu w Birkenau pomaga innym więźniom. Jest pielęgniarką, a potem prowadzi obozowe przedszkole. Jest cudownym człowiekiem, osobą, która pomimo bardzo ciężkiej sytuacji, w której się znalazła, jest pogodną kobietą i stara się wszystkim pomóc. Ostatnia scena w książce jest ogromnie wzruszająca. Idealna matka, wzór do naśladowania, fenomenalna kobieta.

Trzeba przyznać, że autor zrobił bardzo dobrą robotę pisząc tę książkę. Powieści obozowe / wojenne zawsze kojarzyły mi się z takim ciężkim stylem i językiem, przez co trudno było mi przez nie przebrnąć. W "Kołysance..." jest zupełnie inaczej. Autor postarał się oddać całą historię w naprawdę przyjemnym stylu. Mimo, iż podejmowany temat do łatwych nie należał, a wręcz przeciwnie, autorowi udało się sprawić, że tę książkę czyta się rewelacyjnie. W pewnych momentach nie sposób się od niej oderwać.
Mario Escobar wszystkie wydarzenia i miejsca opisał tak, jakby w tym czasie był obok wszystkich tych bohaterów, jakby widział co się tam dzieje, co gdzie jest, jak wygląda. Jestem zachwycona tą książką. Nie miałam żadnego problemu, aby wyobrazić sobie wszystko to, co przeżywają bohaterowie. 

Poza tym rewelacyjnym zabiegiem było również zamieszczeniu na końcu książki wyjaśnień historycznych, w których autor zawarł prawdziwe informacje na temat Helene Hannemann, prowadzenia przedszkola, innych bohaterów książki czy ważnych informacji, które fajnie byłoby znać. Dalej znajdziemy "kalendarium cygańskiego obozu w Auschwitz" - to z pewnością świetna lekcja historii. Na końcu jest również mapka cygańskiego obozu z rozmieszczeniem wszystkich pomieszczeń oraz oryginalna mapa całego obozu Birkenau (Auschwitz II).

"Kołysankę z Auschwitz" śmiało mogę nazwać najbardziej wzruszającą książką jaką przeczytałam w całym moim życiu. Ostatnie strony naprawdę już bardzo ciężko było mi czytać. Łzy cisnęły mi się do oczu. Oczyma wyobraźni widziałam wszystko to, co działo się w obozie. A nie był to łatwy i przyjemny widok. Książka jest naprawdę bardzo emocjonująca. Podczas czytania kilka razy wzruszałam się, musiałam się oderwać i wrócić do niej za chwilę.  Natomiast ostatnia scena - to było coś najpiękniejszego, a z drugiej strony najbardziej tragicznego i wzruszającego w tej książce. 

Podczas czytania zdałam sobie sprawę, że często nie doceniamy tego, co mamy. A mamy naprawdę wiele. Spokój, brak wojny, mamy co jeść, mamy się w co ubrać, mamy rodzinę, mamy wolność. A i tak ciągle czegoś nam brakuje, coś nam nie pasuje, na coś narzekamy. Helene wraz z pięciorgiem dziećmi była ponad rok uwięziona w obozie, głodna, nie wiedziała, czy kolejnego dnia jeszcze będzie żyć zarówno ona jak i jej dzieci, a mimo wszystko potrafiła cieszyć się z tego co ma, z tego, że jest razem z dziećmi, z tego, że może pomóc innym. 

Kochani, naprawdę zachęcam Was do przeczytania tej książki. Jestem pewna, że wzruszycie się tak bardzo jak ja i będziecie równie mocno zachwyceni tą powieścią. To nie jest byle jaka książka o pobycie w obozie, ale przekonacie się o tym dopiero wtedy, kiedy po nią sięgniecie i przeczytacie. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni. 

poniedziałek, 18 listopada 2019

Anna Ciarkowska - "Pestki"


Pestki ostatnio krążą po całym Internecie. Tej książki jest wszędzie pełno, a to wszystko dlatego, że autorka stworzyła coś niesamowitego! 😍



Intymne zapiski o uwikłaniu w powinności i konieczności, o tym, co trzeba i co należy. Opowiadania układają się w historię o dziewczynie, która wtłoczona w świat utkany ze słów matki, babci, koleżanek, nauczycielek, chłopaków, kochanków, partnerów, pełen konwenansów i zasad zaczyna kawałek po kawałku tracić swoje życie. To ślady jej próby odnalezienia się w rzeczywistości, której sztywne ramy nie znoszą sprzeciwu, inności i wrażliwości.

Codzienność składa się z gestów i słów. Czasem zostawiają one w nas mikrourazy, drobne skaleczenia, które nie chcą się goić i układają się w kolejne warstwy smutku. Czy poczucie osamotnienia jest ceną za nadwrażliwość na świat?

Pestki, to rewelacyjna lektura dla każdego. To mnóstwo zapisków autorki prosto z jej serca. O tym jak było, jak jest, o tym co do niej mówili, co trzeba, co należy, a czego nie wolno. 

Anna Ciarkowska napisała fenomenalną:

Książkę, którą czyta się bardzo szybko.
Książkę, w której każdy z nas znajdzie cząstkę siebie. 
Książkę, w której pokazała światu drzemiące w niej emocje. 
Książkę, która jest do bólu prawdziwa.
Książkę, która jest ogromnie emocjonalna i wzruszająca.
Książkę, w której każdy rozdział rozpoczyna się słowami wypowiedzianymi przez matkę, babcię, koleżankę, czy kolegów. Słów, które ranią ją doszczętnie i sprawiają, że bohaterka coraz bardziej zamyka się w sobie i popada w depresję. 
Książkę, którą można potraktować jako pamiętnik z życia bohaterki. Od najmłodszych lat, do dorosłości (książka podzielona jest na 4 części). 
Książkę, która pokazuje jak słowa mogą ranić i jaki wpływ mają na drugiego człowieka.
Książkę, która ma Ci uświadomić, żebyś czasem pomyślał(a) zanim coś powiesz, zanim znów skrytykujesz, znów powiesz do drugiego (dziecka, koleżanki), że jest beznadziejna, że do niczego się nie nadaje, że nikt jej nie zechce.

Anna Ciarkowska napisała książkę, która nie jest tylko kolejną pozycją na rynku wydawniczym. To coś więcej, dużo więcej. Napisała książkę, którą koniecznie musicie przeczytać. ❤️

piątek, 15 listopada 2019

Agata Przybyłek - "Tak smakuje miłość"

Uwielbiam książki Agaty Przybyłek. Jest to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka. I gdy tylko wychodzą nowe powieści Agaty, muszę je przeczytać. Najlepiej od razu. Chociaż mam jeszcze zaległości z poprzednimi jej książkami. Tak samo było przy "Tak smakuje miłość". Wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. 


Podobno ludzie mogą popełnić dwa błędy po rozstaniu. Albo uciekają od świata i ludzi, albo zbyt szybko wchodzą w kolejne związki. Ola zamierza popełnić je oba. Tylko który najpierw?
Teściowa Oli odkryła na stare lata nową pasję – wróżbiarstwo. Któregoś dnia stawia karty swojemu synowi. Niestety, przyszłość jawi się w czarnych barwach. Za radą kart (i mamusi), mąż Oli odchodzi.
Choć Ola jest znaną blogerką kulinarną i nie istnieje danie, którego nie potrafiłabym przygotować, nie zna tego najważniejszego przepisu – na miłość…
Ola wraca w rodzinne strony, by wyremontować stary dom pośrodku lasu i obiecuje wyjść za pierwszego mężczyznę, który zechce tam z nią zamieszkać. Przychodzi jej do głowy tylko jeden zawód, jaki pozwala na pracę w dowolnym miejscu – pisarz. Choć pomysł był tylko żartem, niedługo później na horyzoncie pojawia się młody i przystojny autor powieści z dreszczykiem…

Zaciekawił Was opis? Mnie od razu, dlatego tym bardziej chciałam przeczytać tę książkę jak najszybciej. Gdy tylko do mnie dotarła, zabrałam się za nią i zaczęłam czytać. 

Ola wiedzie szczęśliwe życie u boku męża. Prowadzi dobrze prosperującego bloga kulinarnego, ma zamiar nawet utworzyć swój program kulinarny, do którego będzie zapraszać znane osobistości. Jej sielskie życie pewnego dnia psuje teściowa, która postanowiła zabawić się we wróżkę. Z kart wyczytała, że jej synowi grozi przy Oli niebezpieczeństwo i muszą się rozstać. Jak teściowa powiedziała, tak jej synek zrobił. Po kilku latach małżeństwa Ola zostaje sama. I to z tak głupiego powodu. Niedługo później na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna, autor poczytnych książek z dreszczykiem, którego Ola jest wielką fanką. 

"Tak smakuje miłość" to bardzo przyjemna książka, która z pewnością nada się na zrelaksowanie po ciężkim dniu w pracy. Lekka, czasem zabawna historia sprawia, że idealnie można przy niej odpocząć. Poza tym tyle przysmaków, które serwuje Ola sprawiają, że od razu jest się głodnym, więc lepiej nie czytać przed obiadem, czy kolacją. 😌

Agata Przybyłek po raz kolejny napisała książkę, którą czyta się rewelacyjnie. Jest tak wciągająca jak każda inna autorki. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ponieważ "Tak smakuje miłość" jest pierwszą częścią nowej serii. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie jeszcze więcej brata Oli, którego bardzo polubiłam. Najbardziej podobała mi się właśnie ich relacja i dialogi, przy których nie raz płakałam ze śmiechu. Jest to idealna książka dla wszystkich romantyczek. Jestem pewna, że Wam również przypadnie do gustu. 


I na koniec cytat, który najbardziej zapadł mi w pamięci z tej książki.
"Z miłością jest jak z ogniskiem. Gdy nie podkładasz drewna zbyt często, płomień w końcu zgaśnie. Niezależnie od tego, jak duży i intensywny był na początku."


wtorek, 12 listopada 2019

Corinne Michaels - "Conviction"

"Conviction" to jedna z tych książek, na które czekałam z niecierpliwością. Po genialnej powieści "Consolation" nie mogłam się doczekać, aż będę mogła sięgnąć po jej kontynuację, aby dowiedzieć się, jak potoczą się losy Natalie, Liama i innych bohaterów. Odliczałam dni do premiery, aby tylko sprawdzić, czy wszystko poszło po mojej myśli. Spodziewałam się równie genialnej książki co jej poprzedniczka, jednak trochę się zawiodłam.


Niby nietrudno było się domyślić jak dalej potoczą się ich losy, to jednak byłam ciekawa, czy autorka przypadkiem nie postanowi nas czymś zaskoczyć. Na szczęście rozwiązanie sprawy było dokładnie takie, jakiego chciałam dla Natalie, którą uwielbiam i uważam, że jest naprawdę rewelacyjną kobietą. 

Świat Natalie i Liama w ciągu kilku minut przewraca się do góry nogami. Ich uczucie zostaje wystawione na wielką próbę, która

"Consolation" to książka pełna akcji, tutaj jednak tym razem dzieje się znacznie mniej. Autorka bardziej postawiła w tej części na uczucia, na miłość, wierność czy inne bardzo ważne wartości w życiu. Brakowało mi w niej jednak trochę elementu zaskoczenia, od początku wiedziałam jak ta historia się zakończy, jaki wybór podejmie Natalie. I z jednej strony bardzo się z niego cieszę, ale z drugiej nutka zaskoczenia nikomu by nie zaszkodziła.

Bohaterowie zmienili się w Conviction, zwłaszcza Liam, który zupełnie nie potrafił się odnaleźć w sytuacji, jaka go zastała. Stał się mężczyzną potulnym jak baranek, który zrobiłby wszystko dla Natalie. Liam został wykreowany w tej części jako ten, który boi się zawalczyć o swoje szczęście i woli odpuścić, bo tak jest zdecydowanie łatwiej.

sobota, 9 listopada 2019

Małgorzata Garkowska "Zapomnij o nim"

"Zapomnij o nim" to książka wyjątkowa. Niezwykle emocjonująca i wzruszająca. Oprócz tego jest w niej tyle dobra i ciepła, że nie sposób przejść obok niej obojętnie i ciężko ją odstawić. 

Zainteresował mnie opis. Już wtedy wiedziałam, że będzie to dobra książka. Nie spodziewałam się tylko, że aż tak dobra. 



Miłość wszystko wybacza, ale czy na pewno?
Artur jest człowiekiem poukładanym i solidnym. Narzeczona, praca, mieszkanie. I konkretne plany na przyszłość. Wciąż jednak – sam nie wie dlaczego – wraca myślami do nieznajomej ze sklepu, której próbował pomóc.
Anna myślała, że ma wszystko. Spokojna praca w rodzinnej firmie, przygotowania do ślubu, dziecko w drodze. Jedno wydarzenie wszystko zmienia. Zostaje sama z mnóstwem pytań bez odpowiedzi.
Ewelina zjawia się w Zamościu z jedną walizką w ręce. I jednym celem: chce odnaleźć mężczyznę, w którym się zakochała. I który jest ojcem jej dziecka. Sama, bez pracy, próbuje sobie radzić w nowej rzeczywistości.
Trzy osoby w przełomowym momencie życia. Co się wydarzy, gdy ich ścieżki się przetną? Czy uda im się wykorzystać swoją szansę? I czy miłość będzie miała też jasną stronę?

Gdy piszę tę opinię jestem świeżo po przeczytaniu tej książki. I co mogę powiedzieć? "Jej, jest piękna. Naprawdę. Musicie ją przeczytać. Tak dobrze mi się ją czytało. Szkoda, że już się skończyła."
Świat każdego z bohaterów załamuje się. Każde z nich doświadcza ciężkich i przejmujących chwil. Przecież nie tak miało wyglądać ich życie. 

Emocjonująco i ciekawie robi się już na pierwszych stronach książki. Nie zdarza się to często, ale mnie wciągnęła od samego początku i tak było do ostatniej strony. Byłam bardzo ciekawa co będzie dalej, jak potoczą się losy bohaterów. Kibicowałam im wszystkim bardzo mocno. 

Artur, Anna i Ewelina to cudowni ludzie, których losy w pewnym momencie przecinają się. Autorka stworzyła naprawdę niesamowitą historię. Znajdziemy w niej ból (również ten fizyczny),  stratę, chorobę, problemy rodzinne, ale również nadzieję i dobroć, która dodaje skrzydeł i wiary w to, że na świecie istnieją jeszcze cudowni i bezinteresowni, dobrzy ludzie. 

Rewelacyjnie czytało mi się tę książkę. Nie mogłam i nie chciałam jej odkładać. Tak bardzo wciągnęłam się w nią i zainteresowałam się losami bohaterów, że chciałam się jak najszybciej dowiedzieć jak zakończy się ta powieść. I zakończenie mnie wzruszyło. To było takie piękne. I tak bardzo chciałabym poznać ich dalsze losy. 

Jest to z pewnością jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku, więc naprawdę serdecznie Wam ją polecam. 

środa, 6 listopada 2019

Cecelia Ahern - "PS Kocham Cię na zawsze"

Pamiętacie książkę (i film) "PS Kocham Cię"? Na pewno większość z Was kojarzy ten tytuł. Ja uwielbiam zarówno książkę, jak i ekranizację, więc gdy tylko się dowiedziałam o kontynuacji, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I to jak najszybciej. 

Gdy książka do mnie trafiła, rzuciłam się na nią od razu i zaczęłam czytać. Już na początku książki ogarnęło mnie wzruszenie. Przypomniałam sobie wszystko, co działo się w pierwszej części. Razem z bohaterką przeżywałam tę stratę. 


"PS Kocham Cię na zawsze" rozpoczyna się siedem lat po śmierci Gerry'ego. Holly układa sobie życie na nowo. Poznała nawet mężczyznę, z którym spotyka się i jest szczęśliwa. Pewnego dnia siostra Holly, Ciara namawia ją do udziału w podcaście, w którym miałaby opowiedzieć swoją historię związaną z listami, które Gerry jej zostawił i o swoich doświadczeniach związanych ze śmiercią męża. Holly obawia się konsekwencji, tego, że wszystkie wspomnienia wrócą, a ona przecież zostawiła to już za sobą. Nie chcąc odmawiać siostrze, zgadza się na ten występ. Nie wie tylko, co dzięki temu się rozpocznie i jak to na nią wpłynie. 

Ta książka jest przepiękna. Wzruszająca, pełna emocji. Poznajemy nowych bohaterów, którzy na pewno na długo zagoszczą w Waszej pamięci. Ja nadal pamiętam o Ginice i jej małej córeczce. To poświęcenie i motywacja do nauki pisania, aby mogła zostawić swojej córeczce list ogromnie mnie wzruszyły. A oprócz Giniki są również inni bohaterowie, którzy tak jak Gerry chcą zostawić coś swojej rodzinie, gdy odejdą. Wszystkie te historie są naprawdę przepiękne i wzruszające. Autorka napisała wspaniałą kontynuację. Książkę czyta się lekko, jest ogromnie wciągająca. I pomimo, że autora przedstawia temat śmierci, który nie jest łatwym tematem, wyszło jej to niesamowicie. Wzruszyłam się na niej niejednokrotnie, ale były to takie łzy szczęścia. Widziałam ile miłości jest w bohaterach - do swojej rodziny, męża, żony, dzieci. Cudowna historia, którą naprawdę musicie przeczytać. A jeżeli tęsknicie za Holly i Gerry'm - w tej książce również ich spotkacie. Jako para, jako małżeństwo. Autorka bardzo często ich wspomina i wraca do ich wspólnych chwil. 

PS. Na podstawie tej książki również powstanie film. Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się go doczekać. To z pewnością będzie hit! 

niedziela, 3 listopada 2019

Krakowskie Targi Książki 2019 [relacja]

Targi książki w Krakowie to takie coroczne wydarzenie, na którym zawsze chcę być, chociaż nie zawsze mi się to udaje. Po raz pierwszy byłam na nich 5 lat temu. Nie wierzę, jak ten czas szybko leci. W tamtym roku również udało mi się być, w niedzielę.  ❤️
W tym roku targi odwiedziłam w sobotę. Bardzo zależało mi na tym, aby dostać się do świątecznej sali Czwartej Strony i spotkać wszystkie autorki tegorocznych świątecznych premier Czwartej Strony. Sala zrobiła na mnie ogromne wrażenie, było przepięknie, klimatycznie. Nawet choinka była, lampki, i jemioła! Coś pięknego. Wydawnictwo postarało się ogromnie, a ludzie to docenili, gdyż sala praktycznie cały dzień była pełna. Kolejki do autorów były nieuniknione. Jednak warto było. 



Spotkałam autorki, na których najbardziej mi zależało. 

Agatę Przybyłek, która bez wątpienia jest moim odkryciem ostatniego czasu i której książki kocham całym sercem. ❤️ Poza tym Agata jest tak uśmiechniętą osobą, że drugiej takiej nie spotkałam na całych targach. Jeżeli jej nie znacie, serdecznie polecam. W jej książkach zakochacie się od pierwszego przeczytania. Ja tak miałam.😍



Sylwia Trojanowska, która jest tak bardzo kochana. Z Sylwią znamy się internetowo od mojej ukochanej "Szkoły latania", a dopiero na targach udało nam się spotkać po raz pierwszy na żywo. Było cudownie. Pięknie, wzruszająco. A jaką piękną dedykację otrzymałam w książce. Coś pięknego. Rozmawiałyśmy również na temat książek oczywiście i po tej rozmowie wiem, że muszę nadrobić serię z Ludwikiem. Dwie części już do mnie idą. ❤️


Natalia Sońska, której książki uwielbiam. Zwłaszcza te w klimacie zimowo-świątecznym, bo to właśnie od nich zaczęła się moja przygoda z książkami Natalii - "Garść pierników, szczypta miłości". Piękne to było, a potem czytałam już każdą następną. Teraz muszę nadrobić te "słodkie" książki, bo ich jeszcze nie znam. Natalia jest również przesympatyczną osobą i cudownie było ją poznać na żywo. ❤️

I Gabriela Gargaś, której powieści jeszcze nie zdążyłam przeczytać, ale zobowiązałam się, że ta świąteczna to będzie moja pierwsza. Koleżanka, która była ze mną na targach bardzo poleca książki Gabrysi, więc tym bardziej muszę nadrobić. 😁 Również cudowna, wesoła, piękna osoba. ❤️


Bardzo się cieszę, bo udało mi się również spotkać moją kochaną Olę, z którą poznałam się na początku roku właśnie przez Instagrama. Razem byłyśmy w sali, gdzie organizowany był konkurs książkowy. Za zrobienie zdjęcia i dodanie go na Instagrama można było otrzymać dowolną książkę Jojo Moyes. Razem z Olą wybrałyśmy "Zanim się pojawiłeś" - oglądałam film, uwielbiam go, ale książki nie miałam okazji czytać, więc będzie to idealna okazja. ❤️

Jeżeli zaś chodzi o całokształt targów, to niestety, ale nie udało mi się przejść po większości stanowisk, ponieważ był straszny tłok i ścisk. Bardzo ciężko było się przedostać z jednego punktu do drugiego. Bardzo, bardzo, bardzo dużo ludzi, ogromne kolejki do autorów.
Sobota na targi? Tylko jeżeli chcemy się dostać strikte tylko do autorów, na których nam najbardziej zależy. Jeżeli chodzi o spacery między stanowiskami wydawnictw, nie polecam soboty. Czwartek i piątek jest dużo, dużo lepszym wyborem. I właśnie w przyszłym roku wybiorę się pewnie w piątek, aby na spokojnie pooglądać sobie stoiska wydawców. 


Na zdjęciach możecie zobaczyć również stosik książek, które przywiozłam z targów. ❤️ Większość to oczywiście książki świąteczne od Czwartej strony i książka Jojo Moyes, którą otrzymałam za zrobienie zdjęcia i dodanie na Instagrama. 😁❤️
Byliście na targach?
Kogo mieliście okazję spotkać?
Jakie spotkanie autorskie wspominacie najmilej? Nie tylko z targów. 😁
I dajcie znać jak Wam się podobało na Targach Książki w Krakowie. ❤️

czwartek, 31 października 2019

Mój pierwszy audiobook w życiu, czyli "Masz wiadomość" Agaty Przybyłek

Agata Przybyłek to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka. Kupiła mnie swoją serią z siostrami, a potem przepadłam przy serii z domkami. "Najlepsze co mnie spotkało" to zdecydowanie moja ulubiona książka tej autorki. Gdy tylko dowiedziałam się, że ma powstać audiobook, moje myśli były dwojakie. Po pierwsze - uwielbiam Agatę i muszę poznać jej najnowsze dzieło, a po drugie - przecież ja nie słucham audiobooków. Przecież mnie to nudzi, nigdy nie mogę się skupić.
Wygrałam konkurs na kod do Audioteki u autorki na Instagramie i tak rozpoczęła się moja przygoda z "Masz wiadomość". 

Julia zaraz przez ślubem zostaje porzucona przez swojego narzeczonego, z którym była w siedmioletnim, szczęśliwym związku. Jest załamana, zrozpaczona, nie wierzy, że jeszcze kiedyś będzie w stanie się zakochać i że ktoś pokocha ją. Za namową przyjaciółki zakłada profil na portalu randkowym. Tam poznaje Adama, mężczyznę, który już dawno stracił zaufanie do płci przeciwnej i nadzieję na to, że pozna tę jedyną, wyjątkową kobietę. Wystarczyło jedno pytanie, aby zmieniło się jego życie. Jak to będzie, gdy ta dwójka będzie chciała przenieść znajomość do świata realnego? Czy im się uda? Przeczytajcie koniecznie. 

Nawet nie wiecie jakie to było piękne. Od dawna twierdziłam, że moją ulubioną książką tej autorki jest "Najlepsze co mnie spotkało", ale "Masz wiadomość" jest chyba jeszcze lepsza. Tak jak wspominałam, było to moje pierwsze "prawdziwe" spotkanie z audiobookiem i muszę przyznać, że bardzo, ale to bardzo udane. Marta Żmuda-Trzebiatowska ma przepiękny głos i z przyjemnością słuchałam i nie mogłam przestać. 

A historia? No bajka. Jeju jakie to było piękne, magiczne, cudowne. Nie mogłam przestać się uśmiechać podczas słuchania. Czułam się, jak gdybym stała gdzieś z boku i obserwowała wszystko to, co się w życiu bohaterów właśnie dzieje. Bohaterowie również byli cudowni. Tak wiele swoich cech odnajdywałam w Julii. "Masz wiadomość" jest przepełniona emocjami, miłością, szczęściem, ale i ogromnym bólem i zawodem. 
Piękne w tej książce jest również to, że autorka zamieściła w niej kilka faktów ze swojego prawdziwego życia. Tym bardziej czułam się, jakbym słuchała opowieści z życia autorki. To było naprawdę tak prawdziwe, emocjonalne i piękne, że trudno wyrazić to słowami. Słuchałam wszędzie. Podczas jazdy samochodem do pracy, podczas spacerów, sprzątania, zmywania, kiedy tylko była możliwość. 


Zakończenie natomiast mnie zmiażdżyło. Totalnie nie wierzyłam w to, co słyszę. Tak bardzo mnie to zaskoczyło i...złamało mi serce. Tak. Bez wątpienia tak było. 
Musicie to przesłuchać i przeżyć wszystkie te emocje, które mi towarzyszyły. To było coś absolutnie przepięknego. 

Marzę o tym, aby książka wyszła w papierowej wersji. Żebym mogła do niej wrócić jeszcze raz i aby leżała na regale na jakimś wyjątkowym miejscu, bo ta historia naprawdę na to zasługuje. 

niedziela, 6 października 2019

Wielka wymiana książkowa. Przeczytaj i podaj dalej...

Cześć w niedzielę!

Dzisiaj przychodzę do Was, aby Wam opowiedzieć o świetnej akcji organizowanej przez Save the magic moment oraz Socjopatkę. Tym razem jest to już ósma edycja, jednak ja biorę udział po raz pierwszy. Zaczęłam od Instagrama, bo to właśnie tam dodałam dwa pierwsze zdjęcia z książkami na wymianę. Nie sądziłam, że będzie aż tak duże zainteresowanie, naprawdę. Wymiany książkowe u mnie były przeważnie nieudane, a tutaj zapowiada się rewelacyjnie. A to za sprawą tego, że tak dużo osób się dołączyło do tej akcji. 



Na wymianę wystawiłam sporo książek, ale dużo rozeszło mi się już na Instagramie, zanim zdążyłam opublikować ten post. Na zdjęciu widnieją książki, które jeszcze zostały i którymi się chętnie podzielę z innymi. 


1. Agata Polte - "Na przekór" 
2. Anna Płowiec - "Sekrety Julii"
3. O matko i córko
4. J. E. Smith - "Odległość między Tobą a mną" 
5. Julie Johnson  - "Zakochani rozbitkowie"
6. Joanne Macgregor - "Za głosem serca" 
7. Marianne Power - "Help me" 
8. Biblia zdrowej cery. Skin doctor. 

8. Mhairi McFarlane - "Uwaga! To może być miłość"
9. Martyna Flemming - "Dom pełen cudzych mężów" 
10. Maja Komasińska-Moller - "Pogoda ducha"
11 Kristen Roupenian - "Kociarz"
12. Hermia Stone - "Joy"
13. Remigiusz Mróz - "Testament" 
14. Remigiusz Mróz - "Kasacja" 
15. Federico Moccia - "Trzy razy Ty"

I tak wyglądają właśnie moje książki na wymianę. Serdecznie zapraszam do wymiany. Mam nadzieję, że coś Wam się spodoba z tych książek i dokonamy fajnej wymiany. 

Pozdrawiam! 💖💖💖

piątek, 4 października 2019

Magdalena Witkiewicz - "Cześć, co słychać?"


Dziś wiem i widzę już nieco więcej. Nauczyłam się patrzeć, ale umiem też przymykać oczy. Ze strachu, że popełnię błąd.

Jestem taka jak inne, to wiem na pewno. Matki, żony i kochanki. Kobiety w połowie życia. Mądrzejsze niż 20 lat temu, ale za to z bagażem doświadczeń.

Pełne głęboko skrywanych tajemnic, o które nikt nas nie podejrzewa.



Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój.

Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać.
Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: „Cześć, co słychać”…



Powieść o tym, jak z pozoru zwykłe "Cześć, co słychać?"  potrafi przewrócić życie do góry nogami. 

Najbardziej smakuje to, czego nie możemy mieć. Nawet jeżeli codziennie jemy przepyszną czekoladę, to czasem zatęsknimy za ziemniakami.

I kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz, której nie mogłam przepuścić. Mimo, iż adresowana jest ona głównie do czterdziestolatek, to ja, o połowę młodsza dziewczyna postanowiłam po nią sięgnąć, bo nie potrafię oprzeć się żadnej książce tej Pani. 

I tak z mojej perspektywy: Zuzanna, kobieta po czterdziestce. Matka, żona, wydawać by się mogło - kobieta spełniona. Jednak szara codzienność, monotonia i rutyna codziennych dni zdają się ją przytłaczać. Kobieta zaczyna pragnąć czegoś więcej. Chciałaby jeszcze raz, tak jak kiedyś poczuć motyle w brzuchu, pójść na romantyczną randkę. A w domu czeka na nią nudny mąż, który nie ma w sobie zupełnie nic z romantyka. Do Zuzanny w pewnym momencie wracają wspomnienia. Odnajduje pudło z pamiątkami z młodości, w którym znajduje listy miłosne od swojej pierwszej miłości - Pawła. Postanawia odszukać go na Facebooku. W przypływie impulsu decyduje się napisać do niego trzy słowa, które odwrócą jej poukładany świat do góry nogami. 

Uważam, że każda kobieta powinna mieć prawo o sobie decydować. Nigdy nie wiemy co nią powoduje, że podejmuje takie, czy inne decyzje. Na zewnątrz może świecić słońce, a w środku panować nieokiełznany chaos. I bardzo, bardzo smutne jest to, że często tkwi sama w tym chaosie.

Pani Magda ma w sobie to coś, co sprawia, że każda jej książka musi stać się bestsellerem. Historie jakie tworzy, bohaterowie, których kreuje i wspaniały styl pisania sprawiają, że czytelniczki uwielbiają książki tej autorki. Ze mną jest dokładnie tak samo. Każda książka Pani Magdy, po którą zdecyduję się sięgnąć równa się z wielkim zachwytem z mojej strony. 

W jakiejś recenzji przeczytałam, że tej książki nie powinny czytać młode kobiety, gdyż nie są na tyle dojrzałe, nie zrozumieją zachowania bohaterki, bo nie przeżyły w życiu tego co te starsze, nie mają tyle doświadczenia. I być może coś w tym jest. Wydaje mi się, że gdybym była w wieku porównywalnym do głównej bohaterki, przeżywałabym tę powieść w zupełnie inny sposób. Prawdopodobnie bardziej by do mnie dotarła, gdyż mogłabym się utożsamiać z Zuzanną. 

Mimo, iż tak nie było, muszę stwierdzić, że książka naprawdę bardzo mi się podobała. Autorka pisze wspaniale, co podkreślam za każdym razem. Zdecydowanie przy niej nie można mówić o nudzie, wręcz przeciwnie, jest bardzo wciągająca i nie można się od niej oderwać. 

Na koniec chciałabym Wam powiedzieć, że ta książka naprawdę mnie czegoś nauczyła i dała mi wiele do myślenia. Nauczyłam się, że naprawdę trzeba doceniać to, co się ma i nie szukać ekscytujących wrażeń tylko po to, aby na chwilę oderwać się od rzeczywistości, bo potem może być za późno, aby wszystko naprawić i wrócić do codziennego życia.

Ta historia nauczyła mnie, że nigdy, przenigdy nie należy nikogo osądzać. Że sytuacja, z której my znajdujemy wyjście, może dla kogoś być sytuacją podbramkową i niemożliwą do pokonania. Każdy medal ma dwie strony. Z zewnątrz nie widać każdej ze stron. Gdy medal trzymamy blisko siebie, w dłoni, dokładnie możemy obejrzeć za i przeciw.

środa, 18 września 2019

Magdalena Kordel - "Antolka"

Twórczość Magdaleny Kordel bardzo lubię, zwłaszcza za taką lekkość w odbiorze i poczucie humoru zawarte na łamach praktycznie każdej jej powieści. I to właśnie dlatego pewnego wrześniowego dnia postanowiłam przeczytać "Antolkę". Poza tym spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na jej temat, więc grzechem by było nie sprawdzić tego u siebie.


Niektórzy mówią, że gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, zawsze możesz otworzyć tartak.
Antolka właśnie tego musiała się nauczyć. Nigdy nie poznała swojego ojca, a kłótnie z despotyczną i nieczułą matką stały się dla niej codziennością. Jako dziecko ciągle czekała na jakieś „jutro”, w którym miały się spełnić jej marzenia. W końcu postanowiła zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyjechać na Mazury.

Kiedy w czerwcowy wieczór Antolka pakuje się w kłopoty w portowej knajpie, z opresji ratuje ją Janek – najbardziej wyjątkowy chłopak, jakiego dotąd poznała. Czy kilka mazurskich dni okaże się czymś więcej niż wakacyjną przygodą? Czy Antolce uda się odnaleźć własną drogę? I jakim cudem prosto z Mazur wyląduje u dawno zapomnianej ciotki, w Beskidzie Niskim?

Muszę się do czegoś przyznać. Rzadko kiedy czytam opisy książek, naprawdę. Często mam tak, że nie chcę wiedzieć o czym będzie książka i sama chcę się o tym przekonać podczas lektury. I właśnie tak było z tą książką. Zupełnie nie wiedziałam o czym ona będzie. Zaczęłam czytać...i przepadłam. 

Spędziłam z nią tak fantastyczny czas, odprężyłam się, zrelaksowałam. Właśnie takiej książki było mi trzeba w tym czasie. Lekkiej, przyjemnej. Cudownie było przenieść się na Mazury, odpocząć razem z bohaterami na żaglach. Zarówno Antolka jak i Janek są tak rewelacyjnymi osobami, że nie sposób ich nie polubić. Niejednokrotnie śmiałam się w głos czytając ich przygody. 

Antolka wychowywana jest przez matkę. Chociaż wychowywana to zbyt dużo powiedziane. Umówmy się, że mieszkają razem. Jej matka jest lekarzem i całe swoje życie spędza na dyżurach w szpitalu. Gdy dziewczynka była mała, kompletnie się nią nie interesowała. Dopiero, gdy dziewczyna ma przed sobą wybór studiów, matka zainteresowała się tematem i zmusza ją do wybrania jednego z dwóch kierunków: prawo, lub medycyna. Dziewczyna ma dość i ucieka na Mazury. W knajpie pakuje się w kłopoty i tam ratuje ją Janek i zabiera na swoją łódź. Janek mieszka w górach ze swoją rodziną. Pracuje w tartaku, martwi się o zdrowie swojego ojca. Na kilka dni wyrusza na wakacje i właśnie tam poznaje roztrzepaną Antolkę. 

Ich historia jest rewelacyjna. Bardzo dobrze mi się ją czytało i zdecydowanie będzie to idealna lektura na zbliżające się jesienne wieczory pod kocykiem. Polecam Wam bardzo tę książkę. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. 

sobota, 14 września 2019

Eoin Dempsey - "Anioł z Auschwitz"

Jakiś czas temu bardzo polubiłam się z literaturą wojenną, obozową i bardzo chętnie sięgam po tego typu powieści. Wszystko zaczęło się od "Kołysanki z Auschwitz", którą przeczytałam niedawno i byłam zachwycona. Wzruszyła mnie ona niesamowicie i postanowiłam sobie częściej sięgać po tego typu książki. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź "Anioła z Auschwitz" wiedziałam, że koniecznie będę musiała przeczytać tę książkę. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że istnieje taka platforma do czytania e-booków, jaką jest Legimi, bo to właśnie dzięki niemu mogłam już w dzień premiery zacząć ją czytać. 


Powieść przedstawia historię Christophera, który zgłasza się na ochotnika do szeregów SS. Rozpoczyna służbę w Auschwitz, która ma polegać na nadzorze nad pieniędzmi, skradzionymi ofiarom, którzy zginęli w komorach gazowych. 

Zastanawiacie się pewnie dlaczego on się tam zgłosił? Co go do tego skłoniło? Odpowiedź jest prosta. Miłość. Rebecca. Christopher i Rebecca byli od zawsze nierozłączni. A wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy to Christopher znalazł małą Rebeccę i postanowił się nią zaopiekować. Rodzice rodzice byli przeciwni ich znajomości, jednak nic nie mogło ich rozdzielić - on Niemiec, ona Żydówka. Jednak gdy wybucha II wojna światowa, kobietę wywożą do obozu. I tak Christopher w imię miłości, aby ratować swoją ukochaną, postanawia pojechać do Auschwitz i ją odszukać. 

Młody chłopak zupełnie nie spodziewał się tego, co zastał w Auschwitz. Jest świadkiem ludobójstwa,  gdzie dziennie mordowanych jest setki, lub nawet tysiące osób. Zarówno mężczyzn, kobiet jak i dzieci. To właśnie tam, wśród tych wszystkich więźniarek nasz bohater poszukuje swojej ukochanej, z nadzieją, że jeszcze żyje i że będzie mógł jej jakoś pomóc. Codzienność w Auschwitz niejednokrotnie go przerasta, jednak robi wszystko, aby się nie złamać, aby ją odnaleźć. Chce również pomóc innym więźniom, aby przetrwali te dni w chociaż troszkę lepszych warunkach. Dla więźniów jest Aniołem, bo to właśnie dzięki niemu ta codzienność troszkę się zmienia, ulega poprawie. Jednak Christopher i tak jest załamany, ma wrażenie, że wszystko co robi, to za mało, że mógłby jeszcze bardziej im pomóc. Niestety. Rzeczywistość jest okrutna. 

Książka jest rewelacyjna. Czyta się ją naprawdę jednym tchem, chociaż tematyka obozowa do łatwych i przyjemnych nie należy. Przeczytałam ją w jeden, góra dwa dni. Tak bardzo mnie wciągnęła. "Anioł z Auschwitz" jednak jest troszkę inny, niż wszystkie. Daje nadzieję na to, że wszystko się dobrze skończy. Do końca jednak nie wiadomo jak potoczą się losy bohaterów. Zakończenie natomiast tak bardzo mnie uradowało, że możecie to sobie tylko wyobrazić. Jestem zachwycona tą książką i wiem, że Wam również przypadnie do gustu. 

P.S. Jeżeli miałabym porównywać ją do "Kołysanki..." to "Anioł..." jest zdecydowanie bardziej łagodniejszy. Kołysanka mną wstrząsnęła, tutaj tego nie było, ale mimo wszystko książka jest fenomenalna i uważam, że każdy powinien ją przeczytać. 

środa, 11 września 2019

Joanne Macgregor - "Za głosem serca"

Skuszona przepiękną, wakacyjną okładką i porównaniem do "Małej Syrenki" stwierdziłam, że będzie to idealna powieść na wakacje. Lekka, przyjemna, wciągająca. Co zatem poszło nie tak?


Oto opis, który możecie przeczytać na okładce książki: 

Nowoczesny romans zainspirowany "Małą Syrenką”, jedną z najpiękniejszych literackich historii miłosnych.


Kiedy osiemnastoletnia Romy Morgan ratuje życie hollywoodzkiemu gwiazdorowi Loganowi Rushowi, dostaje pracę jako jego osobista asystentka i z dnia na dzień znajduje się w środku ekscytującego świata filmu. Spełnia się sen Romy – między nią a Loganem zaczyna więcej niż iskrzyć. Wtedy jednak Romy odkrywa, że plan filmowy to świat iluzji i niedotrzymanych obietnic. Traci pewność, komu naprawdę może zaufać. Kiedy odkrywa mroczną tajemnicę Logana musi dokonać wyboru między miłością a zemstą.


Początkowo byłam naprawdę bardzo pozytywnie nastawiona na tę powieść, jednak gdy zaczęłam czytać i rzeczywistość okazała się być zupełnie inna niż się tego spodziewałam i jak była zapowiadana, nieco się rozczarowałam. 

Po pierwsze -  nie mam pojęcia skąd tutaj jakiekolwiek porównanie do Małej Syrenki. Gdzie? W którym miejscu? Jest mi ktoś w stanie to wytłumaczyć? Ja zupełnie tego nie widzę, kompletnie. 

Po drugie - główna bohaterka, która działała mi na nerwy. A on? Chyba jeszcze bardziej. Domyślam się, że "tak miało być", jednak strasznie mnie to denerwowało. On był wykreowany na takiego stereotypowego gwiazdora, który jest rozchwytywany, najwspanialszy itd. Ona natomiast - jak psychofanka (przed którymi tak apropo go ochraniała). Mnóstwo plakatów w pokoju jestem w stanie zrozumieć, ale wypłynięcie na głębokie wody tylko po to, aby go śledzić? Przesada. Oczywiście w pewnym momencie ratuje mu życie i dzięki temu otrzymuje pracę, jako jego osobista asystentka (przynieś, wynieś, pozamiataj).  Nie wiem, może wyrosłam już z tego typu powieści, ale ta książka naprawdę działała mi na nerwy. Zdecydowanie jestem za stara na takie książki. 

Jeżeli chodzi o akcję, to według mnie nie działo się w tej książce nic ciekawego. Czasem nawet dłużyła mi się i chciałam jak najszybciej dojść do końca lektury. Jak dla mnie? Nic specjalnego. Bardzo przeciętna lektura. 

Jednak wiem, że nastolatkom może przypaść do gustu, więc jeżeli jesteście młodszym czytelnikiem - zwróćcie uwagę na tę książkę. Tylko pamiętajcie, że ona nie ma nic wspólnego z Małą Syrenką. 
Dla starszych - nie polecam, nie odradzam (bo ona wcale nie była zła, była przeciętna) - sami zdecydujcie, czy chcecie po nią sięgnąć. Może Wy odnajdziecie w niej coś wartościowego.