wtorek, 21 marca 2017

"Szept wiatru" Sylwii Trojanowskiej - fragment nr 8.


Od równo tygodnia na blogach książkowych możecie czytać po kolei fragmenty "Szeptu wiatru" Sylwii Trojanowskiej. Dzisiaj przyszła pora na mój, ósmy fragment. Jeśli nie mieliście okazji czytać od początku, podaję Wam kolejne blogi:


Turkusowa sowa

— To wcale nie było mądre — skwitowała Zośka, kiedy żegnałyśmy się, stojąc przed autem.
Zabraliśmy ją spod tej piekielnej bramy na drugą stronę „Trójkąta Bermudzkiego”, skąd sobie tylko znanymi przejściami przedostawała się do swojej oficyny.
— Oni z reguły nie cackają się z takimi jak ty. Mogli ci naprawdę zrobić krzywdę.
— Wiem, ale nic nie poradzę, że coś we mnie wstąpiło.
— Naprawdę to nagrałaś? — Zaprzeczyłam ruchem głowy. — Jesteś sprytna! Zaskoczyłaś go!
— Aha.
— Oni do tej pory mnie nigdy nie zaczepiali.
— Serio? To był pierwszy raz?
— Tak. Pierwszy. Pewnie dlatego, że zazwyczaj to mój ojczym z nimi w bramie stał, a odkąd go nie ma, Juliusz przejął dowodzenie.
— Ten typ ma na imię Juliusz? Jezu… Słowacki by się w grobie przewrócił! — Pogładziłam Zośkę po ramieniu. — Mieszkasz w strasznym miejscu, nie zazdroszczę ci.
— Ostatnio trochę się pogorszyło. Częściej przyłażą pod moją bramę, bo stąd nikt ich nie przegania. Czasami wystają pod nią całymi dniami.
— Nigdy więcej nie będę narzekała na swoją ulicę.
— Ja myślę! — Zośka zerknęła do samochodu. — Leć do matki, może musisz jej pomóc. Twój ojciec nieźle oberwał.
Mój ojciec rzeczywiście zaliczył potężny cios, który na dodatek urósł w oczach mojej matki do ciosu niemal śmiertelnego i to zadanego ręką dwa razy większego mężczyzny. Miałabym wątpliwości co do śmiertelności tego ciosu oraz gabarytów przeciwnika, ale postanowiłam nie umniejszać rangi tego wydarzenia.
— Byłeś taki bohaterski, Robercie! — powtarzała. — Ty też, Kasiu, choć uważam, że niepotrzebnie się narażałaś. Mogli ci coś zrobić!
— Tato sam powiedział, że trzeba działać, więc… natchnął mnie i zadziałałam — odpowiedziałam, choć o żadnym natchnieniu mowy być nie mogło.
— Moja krew… — odparł ojciec.
— Bo to twoja córeczka — dodała matka.
— Córeczka… — wymruczał niemal niesłyszalnie ojciec, ale ja doskonale usłyszałam to jakże obce w jego ustach słowo.
Ojciec spojrzał na mnie w lusterku wstecznym. Nie uśmiechnął się, choć pewnie w normalnych rodzinach ten serdeczny grymas stanowiłby całkowicie naturalną reakcję. My jednak nie tworzyliśmy normalnej rodziny. W normalnej rodzinie słowo „córeczka” w ustach ojca po prostu istnieje, szczególnie kiedy ta „córeczka” jest dzieckiem. Ja jednak nawet kiedy byłam mała, tego pieszczotliwego określenia nie doświadczałam, zazdroszcząc koleżankom, które miały to na co dzień. Od zawsze w ustach ojca byłam po prostu Katarzyną, tylko Katarzyną.
Nagle wszystko dookoła stało się nieważne, zapomniałam o tym, co przed chwilą się działo, o pyskówce, o zagrożeniu i o przypływie odwagi. Nagle byłam tylko ja i mój ojciec, i nasze spojrzenia, choć dalekie, to jednocześnie niemożliwie bliskie. Lampiłam się w jego odbicie, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałam. Ojciec przymknął oboje oczu, głęboko westchnął i jeszcze raz spojrzał na mnie w lusterku. Nieznacznie pokiwał głową. Nie wiem, czy słusznie, ale odebrałam to jako przeprosiny za tak późne zwrócenie się do mnie w sposób jak najbardziej właściwy, w sposób należny każdej niewinnej istotce, którą zapewne i ja w dzieciństwie byłam.
Moje ciało przeszył dreszcz, który był chyba wyrazem ulgi i radości, spowodowanej krótkim, ale jakże brzemiennym w skutki słowem „córeczka”.

Kolejny fragment pojawi się jutro u Klaudii -  porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com
Czytaj dalej »

sobota, 18 marca 2017

E-booki nie takie straszne?

Pamiętam, że jeszcze nie tak dawno byłam zupełnie przeciwna e-bookom i wszystkim formom czytania innym niż książka papierowa. Zawsze, gdy tylko dostałam pytanie - książka tradycyjna czy e-book? Od razu, bez wahania odpowiadałam tradycyjna. Jednak ludzie się zmieniają, ja również przekonałam się do elektronicznej formy książek. Początkowo wszystkie e-booki czytałam na telefonie, jednak gdy z telefonu przeniosłam się na czytnik, oszalałam. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że jest to takie wygodne. 


Dzisiaj chciałabym właśnie porozmawiać z Wami na ten temat. Czy wolicie książki papierowe, czy e-booki i dlaczego? 

Ja, mimo iż od zawsze twierdziłam, że nie tknę się książek elektronicznych, w końcu nadszedł ten czas, że musiałam. Zaczęło się od przedpremierowych książek od wydawnictw, które były właśnie głównie w formie PDF. Chciałam przeczytać i zrecenzować, więc musiałam znieść formę tej książki, jakim był właśnie e-book. Początkowo zawsze czytałam na moim telefonie, co było kosmicznie niewygodne. Pobrałam sobie z Google Play aplikację do e-booków na telefonie - Aldiko i do tej pory powiedziałabym Wam, że naprawdę ją polecam, że czyta się dobrze. Czytałam w taki sposób naprawdę przez długi czas, co było bardzo szkodliwe dla moich oczu. Jednak nie zważałam na to. Czytałam dalej. 

Potem miałam taki okres, że zastanawiałam się nad zakupem czegoś większego do czytania. I pojawił się dylemat - czytnik e-booków, czy może tablet? "Hmm, tablet będzie chyba lepszy. Więcej opcji, poza tym można na nim robić różne inne rzeczy, niż tylko czytać." I tak myślałam, myślałam, dużo czytałam na ten temat  i po jakimś czasie stwierdziłam jednak, że czytnik będzie lepszy. I nie myliłam się! Ktoś, kto wymyślił takie urządzenie, jest dla mnie absolutnym geniuszem! I wiem, że już nigdy nie wrócę do niewygodnego czytania na telefonie! 
Jeśli chodzi o czytnik, to jestem właśnie na etapie jego wyboru. Będę testowała 5 różnych modeli i mam nadzieję, że zdecyduję się na któryś, który naprawdę spełni moje oczekiwania. (Na zdjęciu pierwszy z nich -  PocketBook Basic Touch 2, którego właśnie testuję).


Nigdy nie sądziłam, że czytanie e-booków może być takie wygodne i wciągające. I dopiero teraz dopiero doświadczyłam na "swojej skórze" ile taka forma czytania ma plusów. 

Po pierwsze - czytnik możesz zabrać dosłownie wszędzie, można mieć go cały czas przy sobie, ponieważ jest lekki i nie zajmuje dużo miejsca.
Po drugie - na jednym urządzeniu możemy mieć ze sobą mnóstwo książek, jakie tylko chcemy.
Po trzecie - możesz dostosować rozmiar czcionki na taką, jaka ci pasuje.
Po czwarte - możesz szybko znaleźć tekst, do którego chcesz wrócić, nie przekopując całej książki.
Po piąte - żywotność baterii w czytnikach jest naprawdę duża. Możesz czytać przez około miesiąc bez konieczności ładowania.

Nie oznacza to jednak, że rezygnuję z czytania papierowych książek - nie!  Nadal je uwielbiam i nie wyobrażam sobie, że mogłyby zniknąć, jednak, no cóż. Zdecydowanie bardzo polubiłam się z elektronicznymi książkami. 

Jestem natomiast bardzo ciekawa Waszego zdania odnośnie e-booków. Czytacie? Lubicie? E-book czy książka papierowa? Podyskutujmy w komentarzach! 
Czytaj dalej »

piątek, 17 marca 2017

Sprzedam Książkę - czyli moja nowa inicjatywa.

Witajcie Kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z czymś specjalnym. Wczoraj, zupełnie spontanicznie przyszedł mi do głowy pomysł związany ze sprzedażą książek. Spojrzałam na swoją biblioteczkę i stwierdziłam, że jest tutaj mnóstwo książek, do których już na pewno nie wrócę. Szkoda, aby siedziały one bezużytecznie i kurzyły się. Dlatego postanowiłam zrobić wyprzedaż biblioteczki. Chciałam to zrobić na Instagramie, bo tam mam mnóstwo osób czytających książki. 

I wtedy mnie natchnęło, stwierdziłam, że na pewno jest dużo więcej takich osób, które chcą się pozbyć książek ze swojej biblioteczki. Dlatego stworzyłam "Sprzedam Książkę", czyli miejsce dla książkoholików, którzy zarówno chcą sprzedać książki, kupić, czy wymienić się nimi. 

Nie sądziłam, że ten pomysł aż tak przypadnie Wam do gustu. Dostałam mnóstwo pozytywnych słów na ten temat i to jeszcze bardziej zmobilizowało mnie do działania. A działać będę na Instagramie i Facebooku

Zapraszam Was serdecznie do obserwowania i udostępniania. Myślę, że to naprawdę może być rewelacyjna sprawa. 

Już dzisiaj pojawią się pierwsze ogłoszenia książek na sprzedaż. 

Klikając na zdjęcie, przeniesie Was na Instagrama i Facebooka.



Czytaj dalej »

czwartek, 16 marca 2017

Zapowiedź najlepszej książki tego roku - "Carpe Diem" Diane Rose

Diane Rose to jej pseudonim literacki, a "Carpe Diem" to jej debiut. Najlepszy debiut, jaki kiedykolwiek czytałam! 28 marca to dzień, w którym będziecie mogli nabyć już tę genialną książkę.
Ja jestem jej ambasadorką, książkę już przeczytałam, jestem w niej zakochana i zazdroszczę Wam, że ta lektura jest jeszcze przed Wami. Naprawdę bardzo chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz! 



Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak za nim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil…

"Carpe Diem" to niezwykła książka. O prawdziwej miłości, szczęściu, radości ale i zmierzaniu się z brutalną rzeczywistością, która potrafi skomplikować całe życie. Uwielbiam ją! Przy żadnej innej książce nie wylałam tyle łez. Absolutny majstersztyk. Aż trudno uwierzyć, że to debiut. Autorka uczy nas, aby cieszyć się z małych rzeczy, dobrych chwil, wtedy życie staje się dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. Musicie ją przeczytać i poznać tę wzruszającą historię Rose i Daniela! 


Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam ją przeczytać. Naprawdę nigdy wcześniej nie czytałam niczego równie wzruszającego, a co dopiero takiego debiutu. Będę ją polecała wszystkim, których tylko spotkam na swojej drodze, możecie być tego pewni. 

Premiera 28 marca!
Czytaj dalej »

niedziela, 12 marca 2017

Richard Paul Evans - "Scieżki nadziei"



Niejednokrotnie wspominałam Wam, że zarówno Richard Paul Evans jak i Nicholas Sparks to moi ulubieni autorzy i że jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich twórczości. Chyba jednak w końcu musiał nadejść ten dzień, w którym nie wszystko będzie tak kolorowe.  

Wyprzeć się własnej przeszłości to znaczy spalić most, którym musimy przejść, by zrozumieć samych siebie.

Na rynku wydawniczym pojawiła się ostatnio nowa książka Richarda Paula Evansa, którą po prostu musiałam przeczytać. Wszystkie poprzednie, które czytałam zachwyciły mnie niesamowicie. Dlatego pomyślałam, że ze "Ścieżkami Nadziei" będzie tak samo. Niestety trochę się rozczarowałam. 
 
Po śmierci ukochanej żony, utracie domu i pracy Alan wyruszył w pieszą podróż przez całą Amerykę. Sam. Z jednym plecakiem. Z mnóstwem pytań o sens życia i cierpienia. Podczas swej niezwykłej wędrówki doświadczył dobra i ciepła, otrzymał pomoc i przekonał się o sile, jaką dać może tylko przyjaźń. Spotkał ludzi, którzy na zawsze odmienili jego życie. Powoli odzyskiwał nadzieję. Ale nigdy nie wiemy, co czeka nas za zakrętem drogi. Los znów kazał Alanowi przerwać podróż i poddał go kolejnej ciężkiej próbie. Teraz jednak Alan ma coś, czego mu brakowało, zanim wyruszył – bagaż doświadczeń i mądrość zdobyte podczas wędrówki. Czy to wystarczy, aby dokończyć podróż? Czy Alan zostawi za sobą przeszłość i znajdzie siłę, by żyć na nowo? Czy odzyska szanse na miłość i zwykłe ludzkie szczęście?
  
Szkoda, że serc nie można przestawiać na sterowanie ręczne.

W powieści mamy do czynienia z Alanem, który postanawia przejść pieszo przez całą Amerykę, aż do pewnego miejsca. Jednak na jego drodze staje mu choroba ojca, która zmusza go do przerwania trasy i powrotu do domu, aby zająć się chorym ojcem. 

I właśnie to jest część, która podobała mi się najbardziej, którą czytałam z wyraźnym zainteresowaniem, od której nie mogłam się oderwać. Świetnie została przedstawiona relacja na linii ojciec-syn. Ten młodszy w obliczu śmierci ojca robi wszystko, aby poznać lepiej swojego tatę, aby nadrobić stracony czas, który zaniedbał w przeszłości. Wtedy też dowiaduje się wielu interesujących faktów z życia ich rodziny. 

Po punkcie kulminacyjnym powieści, bohater znów wyrusza w trasę. I tutaj robi się już dla mnie zbyt nudno. Książka staje się rozwleczona poprzez zupełnie niepotrzebne opisy między innymi jedzenia. Ja rozumiem, że to mogłoby być ciekawe gdyby było to raz na jakiś czas, a nie każdego dnia dowiadujemy się, co nasz bohater jadł. Mnie się to nie podobało. Właśnie przez takie niepotrzebne opisy ta książka od połowy bardzo mnie nudziła i tylko czekałam na zakończenie. 

-Chcę o niej zapomnieć. Wtedy nie będzie tak bolało.
Pokręcił głową.
-To by było gorsze od bólu. - Ukucnął obok mnie. - Dzięki naszym wspomnieniom jesteśmy tym, kim jesteśmy. Bez nich jesteśmy niczym. Jeśli to znaczy, że czasami musimy poczuć ból, to warto.

Wiem jednak, że wielu osobom ta książka bardzo się podobała, jednak ja nie będę należeć do jej fanów. Niestety tym razem autor mnie nie porwał swoim pomysłem na książkę. Brakowało mi emocji, które Evans naprawdę umie opisać genialnie.

Czytaj dalej »

czwartek, 9 marca 2017

Stephanie Garber - "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"

Są takie książki, o których słychać mnóstwo od samego początku, nawet przed premierą. I wiesz, że choćby nie wiem co, Ty również musisz ją przeczytać. Przecież przeglądając Instagrama ta okładka przewija Ci się na co czwartym zdjęciu. Nie możesz być gorszy. Musisz mieć ją i Ty. Przecież wszyscy tak bardzo ją zachwalają. Tobie również musi się spodobać. No właśnie. Musi, albo nie musi.


Przypadek o którym piszę, to dokładnie ja. Od początku miałam ochotę na tę książkę. Poza tym, na instagramie, którego ostatnio non stop przeglądam wszyscy tak bardzo się zachwycali tą książką, że zrobili mi jeszcze większą ochotę na nią. Zaczęłam więc czytać. 

"Jest taka wciągająca" - mówili. "Przeczytasz w dwa wieczory". Nic z tego. Coś w tym jest, że jeśli wszyscy tak bardzo zachwycają się jakąś książką, mi nie do końca przypada do gustu. I tak było tym razem. Od początku nie mogłam się w nią wciągnąć. Myślałam, że im akcja będzie się toczyła dalej, tym będzie lepiej. Niestety. W moim odczuciu nie była. Nudziła mnie niemiłosiernie, dłużyła się, ale jednak coś "kazało" mi czytać dalej. I dobrze zrobiłam. Bo ta książka wcale nie jest taka najgorsza, jak możecie pomyśleć po tych kilku słowach. Ale zacznijmy od początku.


Mamy dwie siostry - Tellę i Scarlett. Mieszkają wraz z despotycznym ojcem na wyspie Trisda. Ich matka odeszła, a od tego czasu ojciec zrobił się nie do wytrzymania. Na każdym kroku kontroluje dziewczyny, które muszą być mu posłuszne w stu procentach, inaczej jedna z nich cierpi. Ojciec nawet zaplanował ślub Scarlett z tajemniczym hrabią, którego dziewczyna nigdy nie widziała na oczy. Wierzy jednak, że ten ślub może stać się początkiem nowego, lepszego życia jej i Telli. 
Marzeniem Scarlett jest wziąć udział w Caravalu, w corocznej grze, w której stawką jest spełnienie marzeń zwycięzcy. Niespodziewanie nadarza się okazja, aby móc z niej skorzystać. Razem z Tellą mają być gościem honorowym mistrza Legendy, tajemniczego człowieka, o którym wszyscy słyszeli, ale nikt nie wie kim on jest. Dziewczyny wyruszają w podróż, która ma spełnić ich marzenia. Jednak okazuje się, że to nie będzie takie proste. Legenda porywa Tellę, a tegorocznym zadaniem jest odnalezienie dziewczyny. Dobrze, że ze Scarlett jest tajemniczy Julian, żeglarz, który przypłynął z nimi. Chłopak, który skrywa mnóstwo tajemnic, i który wzbudza zainteresowanie dziewczyny. 

Naprawdę spodziewałam się rewelacyjnej powieści, z niesamowitymi zwrotami akcji, od której nie będę mogła się oderwać. Niestety trochę się zawiodłam. Zupełnie nie mogłam się wczuć w klimat powieści, wcale nie zachwycił mnie świat Caravalu. Nie mogłam się w nim odnaleźć. Poza tym, historia nie wciągnęła mnie na tyle, żebym przez nią zarywała noce, czy odpuszczała obowiązki domowe, bo "jeszcze jeden rozdział".


Jedno, co mi się podobało, to rozwijająca się relacja między Scarlett a Julianem, którego uwielbiam! Naprawdę jest rewelacyjny. Drugim plusem jest również zakończenie, które zaskoczyło mnie niesamowicie i właśnie na to czekałam!  Szkoda, że dopiero na sam koniec zaczęło się robić ciekawie. Przyznaję, że końcówka mnie porwała i nie mogłam się doczekać jak to się skończy. Teraz natomiast nie mogę się doczekać kolejnej części, aby dowiedzieć się jak potoczą się dalsze losy bohaterów. 

Jeżeli miałabym powiedzieć o czym tak naprawdę jest ta książka, to dla mnie to najpiękniejsza opowieść o siostrzanej miłości. O tym, że jedna za drugą potrafiłaby oddać życie, skoczyć w nieznane, aby tylko druga była szczęśliwa. Najważniejsze w ich relacji jest ich miłość i oddanie. Bardzo podoba mi się jak zostało to przedstawione.


Jeśli lubicie tego typu powieści, przeczytajcie. Prawdopodobnie to ja jestem jakiś wyjątek, skoro wszystkim tak bardzo przypadła do gustu, a mi już trochę mniej. Pamiętajcie jednak, że zawsze lepiej jest samemu sprawdzić to, czy dana pozycja się wam spodoba, czy jednak nie. 

Mam nadzieję, że mimo wszystko sięgniecie po tę powieść i napiszecie mi w komentarzu jak Wam się podobała i do której grupy należycie. Zwolenników zakochanych w powieści, czy raczej nie. 
Czytaj dalej »

środa, 8 marca 2017

Szybki konkurs na Dzień Kobiet!

Witajcie Kochani! <3
Na początku chciałabym życzyć wszystkim Paniom samych wspaniałych chwil, uśmiechu, szczęścia i radości z okazji Dnia Kobiet! 

Dzisiaj mam dla Was również konkurs, a do wygrania książka pt. "Emocjonalne sos. Jak uleczyć negatywne emocje" od Wydawnictwo MUZA SA​. 




Aby ją wygrać napiszcie w komentarzu co jest Waszą codzienną motywacją do pozytywnego patrzenia na świat, polubcie Blask Książek​ na Facebooku oraz udostępnijcie ten post na swojej tablicy. 

Konkurs równoczesnie odbywa się również na wydarzeniu:  Zaczytany Rok 2017 -  tutaj.  I to własnie tam pojawią się wyniki!

Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujecie mnie na instagramie:  klik

Na odpowiedź macie 24 godziny.

Pozdrawiam ;)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 marca 2017

Marcowe zapowiedzi 2017.

 Witajcie,
już sześć dni marca za nami, a ja dopiero teraz mam dla Was marcowe zapowiedzi wydawnicze. Muszę przyznać, że jest tego trochę. Skupilam się tutaj tylko na tych pozycjach, które mnie interesują i które chciałabym przeczytać.

1. Kim Holden - "O wiele więcej" 





Po przeczytaniu "Promyczka" bez wątpienia sięgnę po kolejną książkę autorstwa Kim Holden i mam nadzieję, że spodoba mi się w podobnym stopniu jak "Promyczek"

Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć.
To mieszanka uczuć i pasji – połączenie niebezpieczne, podsycające miłość... ale również nienawiść.
Poznałem obydwa te uczucia i jestem w nich ekspertem.
Zakochałem się w Mirandzie ślepo i bezgranicznie. Wyidealizowałem sobie jej obraz.
Jednak marzenia są niczym dym.
Unoszą się nad nami, nieuchwytne, aż w końcu wydaje nam się, że ich pragniemy. I potrzebujemy.


2. Gabriela Gargaś - "Taka jak Ty"

Karolina i Mariona przyjaźniły się od dziecka. Wśród bloków z wielkiej płyty huśtały się „od dechy do dechy”, wisiały na trzepaku głową w dół i zwierzały się sobie z pierwszych zauroczeń.
Gdy weszły w dorosłość, ich przyjaźń trwała, a one wiedziały o sobie wszystko.
Mariona jako pierwsza wyszła za mąż i urodziła dwóch chłopców. Dom, praca i mąż stały się jej całym światem. Bywały chwile, gdy zawiedziona spoglądała na swoje życie, w którym brakowało spontaniczności.
Wtedy za sprawą koleżanki swojego syna poznała Bartka, ojca dziewczynki. Między dwojgiem dorosłych zaczęło rodzić się uczucie.
Karolina zwlekała z założeniem rodziny. Zdeklarowana singielka, chłonęła życie i korzystała z jego uroków. W końcu spotkała Michała, mężczyznę swojego życia. Jednak nie wszystko potoczyło się tak, jak oboje chcieli. Karolina urodziła chorego synka. Jej świat się rozpadł i miała żal do losu, że to nieszczęście padło właśnie na nich. Bardzo kochała rodzinę, a mimo to bywały chwile, że chciała krzyczeć i zostawić wszystko za sobą.
Dzięki wsparciu przyjaciółki z czasem nauczyła się żyć w cieniu nieuleczalnej choroby dziecka. Niezmiennie obwiniała siebie o stan synka, nie zdając sobie sprawy, że podczas porodu popełniono kardynalny błąd. Położna odbierająca poród, Stefania, już do końca swoich dni będzie żyła w ogromnym poczuciu winy.

3. Max Monroe - "Złapać milionera" 

Randki w ciemno? Portale randkowe? Szybkie randki? Ona przerobiła już wszystko.
Georgia Cummings nie ma szczęścia w umawianiu się z facetami, a Internet wcale jej w tym nie pomaga.

Mimo usilnych starań nie potrafi znaleźć wyjścia z tego dziwacznego, alternatywnego wszechświata, w którym panowie uważają zdjęcie swojego przyrodzenia za świetną alternatywę dla rozmowy. Jeszcze raz ktoś przyśle jej dwuznaczną fotkę i skreśli mężczyzn na dobre...

Ale dlaczego nie potrafi przestać fantazjować akurat o tym gościu?
Kline Brooks jest uosobieniem niegrzecznego milionera – ma ciemne, krótkie włosy, kaloryfer jak Cristiano Ronaldo i zabójczy uśmiech.

Oprócz tego ma też zasadę – nie umawia się ze swoimi podwładnymi.
Ona również nie zamierza się do niego zbliżać.
Ich hormony mają jednak zupełnie inne plany…

4. Laisa Raywen - "Zły Romeo" 


Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. 

Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...

Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?


5. Natalia Sońska  - "Kropla zazdrości morze miłości"

Kinga pogrąża się w rozpaczy po stracie ukochanego, zaniedbując pracę i przyjaciół. Czy otrząśnie się na czas, by nie stracić tego, co najważniejsze i co dotąd trzymało ją przy życiu? Nie jest to łatwe, bo ilekroć Kinga wyjdzie na prostą, powracają do niej koszmary…
Tymczasem Hania, przyjaciółka Kingi, staje na początku nowej drogi – niestety bardzo wyboistej. Przeszkodą w dążeniu do szczęścia okazują się liczne zobowiązania oraz chęć osiągnięcia sukcesu. Rosnąca ambicja przyćmiewa wartości, dla których jeszcze nie tak dawno Hania była w stanie poświęcić wszystko.
„Kropla zazdrości, morze miłości” to nie tylko wspaniała opowieść o miłości, lecz także o emocjach – nie zawsze tych łatwych. Bohaterki Natalii Sońskiej wiedzą, że życie wymaga od nas dużo zaangażowania i dobrej woli, by ład i harmonia mogły zagościć w nim na dobre.

6. Magdalena Wala - "Mów mi katastrofa" 

Aldona ma wiele talentów, ale największym z nich jest wpadanie w tarapaty i przyciąganie niezwykłych zdarzeń, a przy tym… przystojnych mężczyzn.
W wyniku zaskakującego splotu wydarzeń na jej drodze staje Kamil, i to niejeden raz! Mężczyzna pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, w różnych zakątkach kraju i jakby nie przypadkiem. W dodatku jak na złość spotkaniom towarzyszą kompromitujące dla dziewczyny okoliczności. Kim jest tajemniczy przystojniak? Czy zakochana po uszy Aldona nie pomyli się znowu, tym razem z wyborem obiektu swoich uczuć?
Mów mi Katastrofa! bawi do łez. Kolejna powieść autorki książki Przypadki pewnej desperatki nie pozostawia wątpliwości, że każde, nawet najbardziej nietypowe i śmieszne zdarzenie, może być początkiem czegoś wyjątkowo pięknego.​​


7. Agnieszka Olejnik - "Apetyt na więcej" 

 Życie nie zawsze układa się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a szczęście kryje się w najmniej spodziewanych miejscach. Jak rozpoznać drogę, która do niego prowadzi?
Ewa czuje, że oszukuje siebie i swojego partnera, trwając w pozornie tylko idealnym związku. Kobieta uświadamia sobie, że jedynym mężczyzną, którego naprawdę kocha, jest Andrzej. Jednak na przeszkodzie ich miłości staje ciąg nieporozumień i niedomówień. Tymczasem Klaudia, borykająca się z problemem samoakceptacji, wyrusza na poszukiwania samej siebie i znajduje szczęście w najmniej spodziewanym miejscu.

W trzeciej części bestsellerowego cyklu Agnieszki Olejnik bohaterowie muszą zadać sobie pytanie, kim są i czego pragną, oraz zawalczyć o własne szczęście. Bo życie ma różne smaki, a sztuką jest znaleźć ten, który pokocha się najbardziej.


8. Diane Rose -  "Carpe Diem"
Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak za nim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. 
Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil...






9. Anna Sakowicz - "Już nie uciekam"


Joanna potrafi zaskakiwać zarówno siebie, jak i najbliższych. Jest narzeczoną Artura, iskrzy między nią a Jaromirem, w dodatku pojawia się kolejny zagadkowy mężczyzna. 
Pomimo wątpliwości, bohaterka zaczyna urzeczywistniać swoje marzenia. Przeprowadza się na Kociewie i podejmuje decyzję o uruchomieniu kawiarni w lokalu, z którym wiążą się pewne tajemnice. 
Nadal pracuje jako wolontariuszka w hospicjum dla dzieci. Pisze dla nich bajki. 
Wkrótce zgłasza się poważny wydawca, który chce je opublikować, ale stawia warunki... 




10. Jeż Agnieszka & Płatkowska Paulina - "Szczęściary"

Wyobraźcie sobie, że Bridget Jones ma bliźniaczkę. Albo serdeczną przyjaciółkę. Pomnóżcie jej przygody razy dwa. Doprawcie w dowolnych proporcjach dziećmi, rozwodami, ślubami, ciążami, dietami, awansami w pracy i wylatywaniem z niej.
Gotowe?
Przedstawiamy Wam zatem prawdziwe Szczęściary...
Zaczyna się... happy endem.
Jagoda i Malina zaczynają wreszcie wieść swe wymarzone nowe życia. Po burzliwych wydarzeniach, śmiałych zmianach i ważnych decyzjach – teraz mają wszelkie powody, by spodziewać się błogiego, świętego spokoju: każda ma u boku ukochanego mężczyznę, dzieci, nowy dom, dobrą pracę – oraz przyjaciółkę w zasięgu maila.
Tylko czy życie kobiety lubi płynąć jak uregulowana rzeka?

Czytaj dalej »

czwartek, 2 marca 2017

Podsumowanie stycznia i lutego 2017.

Witajcie kochani!
Dzisiaj drugi dzień marca, a to dopiero moje pierwsze podsumowanie miesiąca. Jak to się stało? Otóż styczeń miałam jakby wyrwany z życia poprzez sesję egzaminacyjną i mnóstwo zaliczeń na studia. Dodatkowo praca 5 dni w tygodniu, życie prywatne, więc nie było czasu, niestety. Natomiast teraz postanowiłam podsumować oba miesiące. 

W styczniu i w lutym przeczytałam łącznie 9 książek. Poniżej przedstawię Wam te książki i będziecie mieli również odnośnik do recenzji, które pojawiły się na blogu. 

W sumie przez dwa miesiące przeczytałam 3249 stron, co daje nam około 55 stron dziennie. Jestem zadowolona. Niezły wynik jak na praktycznie miesiąc wyjęty z życia przez sesję. 


(384 str.; 6/10)

(320 str; 10/10)



3. Natasza Socha & Magdalena Witkiewicz -
 "Awaria małżeńska"
(376str.; 10/10)

(352 str.; 7/10)


5. Magdalena Kordel - "Sezon na cuda"
(394 str.; 9/10)


(336 str.; 8/10)


(368 str.; 9/10)



(304 str.; 6/10)

9. Stephanie Garber - "Caraval, chłopak, który 
smakował jak północ" 
(415 str.; 7/10)


Blog w liczbach!

Liczba postów: 14 (7 w styczniu i 7 w lutym)
Facebook: 3197 || 3360 (+163)
Instagram502 || 575 (+73)
Liczba wyświetleń bloga 866636  || 885024 (+18388)
Liczba obserwatorów:  749 || 766 (+17)
Liczba komentarzy: 9577 || (+139)

A tak prezentują się prawie wszystkie (oprócz ebooków) książki przeczytane w styczniu i w lutym.



Czytaj dalej »