niedziela, 22 października 2017

Anna Dąbrowska - "W rytmie passady"

Uwielbiam filmy, których głównym motywem jest taniec. Mogłabym je oglądać godzinami. Jeżeli chodzi jednak o książki, to wcześniej nie spotkałam się z żadną tego typu powieścią. Dlatego, gdy tylko zauważyłam zapowiedź "W rytmie passady", wiedziałam, że to książka, którą koniecznie będę musiała przeczytać. I tak właśnie się stało. Przedstawiam wam genialną książkę. Książkę, której zakończenie złamie Wam serce i nie będziecie mogli uwierzyć, że to już koniec tej historii. Przed czytaniem zaopatrz się w chusteczki, bez nich możesz nie dać rady dobrnąć do końca książki. 

W powieści poznajemy Julitę i Marcela. Dwie zupełnie różne osoby, których nic nie powinno połączyć. A jednak połączył ich taniec. 

Julita to uczennica liceum. Wycofana dziewczyna, która przeżyła w dzieciństwie straszne chwile i jej trauma sięga do dnia dzisiejszego. Aby dziewczynę rozruszać, jej przyjaciółka zabiera ją na zajęcia zumby. Julicie tak się to spodobało, że pojawia się na zajęciach coraz częściej. 
Pewnego dnia na zumbie pojawia się przystojny tancerz, Marcel, który jest przyjacielem Kuby, instruktora zumby. Zauważa tańczącą dziewczynę i nie może od niej oderwać wzroku. 
Julita dostaje propozycję, która może pomóc jej zmienić swoje życie. Musi tylko wystartować w zawodach kizomby. 

Marcel to z kolei pewny siebie, przystojny tancerz i instruktor. Na wieść o chorobie matki nie załamał się, ale postanawia zrobić wszystko, aby jej pomóc. Musi uzbierać mnóstwo pieniędzy, a jedynym pomysłem w tej chwili jest wystartowanie w konkursie tańca i nagrodę pieniężną przekazać na leczenie matki. Zupełnie dwie inne osoby, dwa inne światy i miłość do tańca.  


Kizomba to zmysłowy taniec, który swoją popularność zawdzięcza Portugalczykom. To właśnie oni sprawili, że o tańcu tym dowiedzieli się inni, głównie Europejczycy. Dla mnie to nie nowość, słyszałam o tym tańcu od znajomego już jakiś czas temu, który jest tym bardzo zafascynowany. 

Taniec w tej powieści został przedstawiony fenomenalnie. Autorka jest zdecydowanie geniuszem dla mnie przez to, co zrobiła. Opisała wszystko w taki sposób, że miałam przed oczami tańczącą parę. Bez problemu wczułam się w klimat i było wspaniale. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób autorka poradziła sobie z tym wyzwaniem, jakim jest wierne oddanie tego, co działo się na parkiecie. A to wcale nie było takie proste. Nazwać słowami wszystko to, czego nie możemy zobaczyć na własne oczy oraz dodatkowo przywołanie emocji  jakimi dzielą się bohaterowie w tym tańcu. 

Rewelacyjne było również to, że mogłam śledzić historię zarówno z perspektywy Julity, jak i Marcela. Osobne rozdziały, które przedstawiały punkt widzenia, oraz wszystkie emocje towarzyszące ich znajomości z obu stron, to zdecydowanie świetne rozwiązanie, gdyż możemy lepiej poznać bohaterów. 
Jeżeli chodzi o bohaterów, to zostali wykreowani rewelacyjnie. Julita to osoba, której nie sposób nie polubić, chociaż na początku trochę denerwowało mnie jej zachowanie, ale później wszystko było w jak najlepszym porządku. Marcel również jest wspaniałym facetem, który dla wielu czytelniczek może stać się idealnym facetem. Wszystko w ich zachowaniu zostało dopracowane i dopięte na ostatni guzik, więc nie ma szans, aby się do czegoś doczepić. Przynajmniej mi nic takiego nie wpadło do głowy. Fantastyczne było to, w jaki sposób bohaterowie przeszli metamorfozę podczas trwania powieści. Cudownie było czytać o ich narastającym uczuciu, zbliżaniu się do siebie. 


Miłość w "W rytmie passady" została przedstawiona genialnie. Uczucie, które łączy tę dwójkę zdecydowanie przebija wszystko i mogłabym czytać to godzinami, dniami, tygodniami i miesiącami i mam wrażenie, że nadal byłoby mi mało. Autorka dopracowała książkę w każdym, dosłownie w każdym szczególe. Czegoś tak wspaniałego bardzo dawno nie czytałam. 

Zakończeniem natomiast autorka wywołała burzę w moim sercu. Ból, smutek, rozpacz. To wszystko przyszło tak nagle, tak niespodziewanie. Zupełnie bez uprzedzenia. Nie byłam przygotowana na to, co się wydarzyło. Nie byłam przygotowana na to, że autorka w tak bestialski sposób złamie mi serce i sprawi, że rozbiło się na milion drobnych kawałeczków. To było straszne. Chyba jeszcze nigdy tak długo nie przeżywałam żadnego zakończenia książki. 

Autorko - wielkie, ogromne ukłony w Twoją stronę za tę książkę. Czegoś takiego nie czytałam chyba nigdy. Jest to najbardziej wzruszająca książka, jaką miałam okazję kiedykolwiek przeczytać. Już wiesz, że dla mnie ta historia skończyła się na ostatnim zdaniu tej książki (przed Epilogiem). Oczywiście, kolejną część również przeczytam, jeżeli będzie mi dane, jednak będę traktować ją jako osobną opowieść.