czwartek, 5 października 2017

Anna Dąbrowska - "Jutro będziemy szczęśliwi"

Chyba każda osoba czytająca ma tak, że kolejne książki autora ocenia przez pryzmat tej pierwszej przeczytanej przez siebie. I w przypadku, gdy poprzednia przeczytana książka sprawiła nam wiele przyjemności i podobała się, na to samo liczymy przy drugiej i kolejnej powieści. Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Anny Dąbrowskiej była "W rytmie passady" (recenzja pojawi się niebawem), którą uwielbiam i nie mogłam się od niej oderwać, a na końcu autorka złamała mi doszczętnie serce! Liczyłam na to, że "Jutro będziemy szczęśliwi" również mi się spodoba i nie zawiodłam się. 



Życie pisze własne scenariusze
Trzy lata – już tyle czasu Zuza próbuje poskładać swoje życie od nowa, ale w tej skomplikowanej układance wciąż brakuje najważniejszego elementu – jej wielkiej miłości. Adam zniknął bez słowa pożegnania, zostawiając ją samą, ze złamanym sercem.
Kiedy Zuza postanawia zmienić swoje życie, zjawia się Adam. Czy dziewczyna będzie w stanie spojrzeć w oczy ukochanego, który tak boleśnie ją zranił? Czy tajemnica, którą skrywa Adam, stanie się przeszkodą w drodze do miłości?
Jutro będziemy szczęśliwi to książka, która rozgrzeje cię jak ciepła herbata z miodem, cytryną… i gwiazdką anyżu.


Uwielbiam książki w zimowo-świątecznym klimacie. Gdy tylko dowiedziałam się o premierze najnowszej książki Anny Dąbrowskiej, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Chociaż był to wrzesień, miałam wielką ochotę na tego typu historię. 


Miała być miłość na zawsze. On miał być zawsze przy niej. Przecież mówił, że ją kocha i  że nigdy nie zostawi. To dlaczego tak nagle, z dnia na dzień przestał się odzywać? Dlaczego wyjechał, nie informując nikogo, dlaczego się nie pożegnał? Dlaczego nie wysłał nawet jednego głupiego SMS-a? A teraz minęły trzy lata i pojawia się w miasteczku wraz ze swoją mamą. Zuza nie chce go widzieć, robi wszystko, aby uniknąć spotkania z nim. On jednak również nie chce pojawiać się znów w życiu dziewczyny. Nie w takim stanie. Nie po tym, co jej zrobił. A może jednak? Może uda mu się stanąć na nogach, właśnie dla niej. Może to ona będzie dla niego motywacją, aby wziąć życie w swoje ręce i walczyć o swoją przyszłość. I wreszcie...może ona mu wybaczy. 

Zuza i Adam są jednymi z moich ulubionych bohaterów. Wykreowani są tak prawdziwie, że jestem pewna, że każdy z nas, czytelników, może znaleźć w nich jakąś część siebie, czy ludzi wokół których się obraca. Bez wątpienia ta dwójka mogłaby stać się moimi przyjaciółmi. Z wielką ciekawością i zainteresowaniem śledziłam ich losy i czułam, jakbym siedziała gdzieś z boku i przyglądała się całej tej historii. Zuza to wielki uparciuch (taki trochę podobny do mnie), a z drugiej strony bardzo życzliwa i serdeczna osoba. Po "stracie" ukochanego zamyka się w sobie, jest zupełnie pozbawiona życia, walczy ze złamanym sercem, ale jednocześnie nadal darzy chłopaka wielką miłością. Z "pomocą" przychodzi jej przyjaciel - Marcin, który od dawna jest zakochany w dziewczynie. Sprawia on, że dziewczyna powoli odzyskuje wiarę w lepsze jutro, jednak tak naprawdę Zuza nic nie czuje do Marcina. Chłopak ten jednak jeszcze dużo, dużo namiesza w życiu Zuzy, ale i nie tylko jej. 


Autorka tą książką zdecydowanie skradła moje serce, chociaż w zupełnie inny sposób, niż przy okazji "W rytmie passady". Już od początku książka zawiera w sobie mnóstwo emocji, a ja uwielbiam tego typu książki. Historia Zuzy i Adama jest przepiękna. Autorka pokazuje w niej walkę o marzenia i o miłość, bez względu na okoliczności i przeciwności losu, które człowiek napotyka na swojej drodze.  

Mój ulubiony zabieg, czyli naprzemienna narracja została zastosowana w tej książce, dlatego możemy poznać punkt widzenia zarówno Zuzy, jak i Adama. Oboje bohaterów możemy dzięki temu lepiej poznać i dowiedzieć się co myślą, czują w danym czasie. Poza tym język i styl pisania, którym posługuje się autorka jest przepiękny. Lekki, przyjemny. Dzięki temu książka idealnie nadaje się na odprężenie po męczącym dniu w pracy, szkole czy na uczelni. Powieść czyta się rewelacyjnie, zdecydowanie wciąga i książkę połyka się w mgnieniu oka. 

Jestem pewna, że spodoba się i Wam. Tak jak wspominałam, jest ona nieco w świątecznym klimacie, jednak wiem, że przeczytanie jej w tym okresie czasu nie powinno sprawiać Wam problemu. To bardzo ciepła i rozgrzewająca powieść, przy której poczujecie ten klimat i zatopicie się w lekturze bez końca. A potem przewrócicie ostatnią stronę i z zaskoczeniem stwierdzicie, że to już koniec tej wspaniałej historii. Dla mnie mogłaby być dwa razy dłuższa. Bardzo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów! Polecam serdecznie!