poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Robyn Schneider - "Początek wszystkiego"

Chyba każdy zna taki scenariusz. Stoisz w kolejce w aptece albo gdzieś, a koleś z tyłu żuje ci gumę prosto do ucha, i to jest tak obrzydliwe, że myślisz sobie: "On to chyba robi specjalnie". Ale jesteś kompletną ciapą, więc po prostu stoisz dalej i bierzesz to na klatę.


Są książki, które są bardzo mocno, wręcz nachalnie promowane przez wydawnictwa, jak również takie, którym tej promocji brakuje. Dobra książka może zostać niedoceniona tylko dlatego, że wydawnictwo nie postarało się z promocją, jak również nachalna promocja ze strony wydawnictwa może sprawić, że czytelnik będzie rozczarowany lekturą.

"Początek wszystkiego" to książka, którą widziałam wszędzie. Facebook, Instagram, strona wydawnictwa, mnóstwo księgarń, tysiące blogów zachwycało się tą książką. Zapadła mi w pamięci do tego stopnia, że niewiele brakowało, a śniłaby mi się po nocach. Prawda jest taka, że marketing zadziałał skutecznie. Książkę udało mi się zdobyć na wymianie z pewną dziewczyną na Instagramie. Byłam przeszczęśliwa, że wreszcie ją mam i od razu zabrałam się za czytanie. Spodziewałam się naprawdę czegoś dobrego. Powieści, od której nie będę potrafiła się oderwać i która sprawi, że spędzę cudowne chwile z książką. I trochę się rozczarowałam. Znacie uczucie, gdy tak bardzo jesteście zainteresowane daną książką, wszystkim się podoba, a Ty zabierasz się do czytania i to jednak nie jest to, czego oczekiwałaś? No właśnie. Tym razem ja to przeżyłam. 


Ezra Faulkner to typowa gwiazda w swojej szkole, niczym z amerykańskiego filmu dla młodzieży. Przystojny, atrakcyjny, dobrze zbudowany, kapitan szkolnej drużyny. Miał nawet zostać królem balu maturalnego, na który miał pójść ze swoją dziewczyną, również szkolną gwiazdą. A potem, w jednej chwili traci wszystko. Dziewczynę, która zdradziła go z najlepszym kumplem, samochód, który roztrzaskuje podczas wypadku, uszkadzając sobie również kolano na tyle poważnie, że nie może już liczyć na powrót do sportu. Znajomi również odwracają się od niego, zamiast pojawić się w szpitalu i wspierać przyjaciela, wysyłają mu jedynie kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.
Przychodzi nowy rok szkolny. Ezra czuje się obco w swojej szkole, w której jeszcze rok temu był gwiazdą. 
W ich szkole pojawia się nowa dziewczyna, Cassidy Thorpe. Zupełne przeciwieństwo zarówno Faulknera, jak i jego dawnych przyjaciół.. Razem zapisują się do kółka dyskusyjnego i zaczynają spędzać wspólnie coraz więcej czasu. Dzięki dziewczynie życie Ezry zmienia się i Cassidy sprawia, że chłopak zaczyna optymistycznie patrzeć na świat. Wszystko jest na dobrej drodze, do czasu....

"Początek wszystkiego" to powieść dla młodzieży, których ostatnio pojawia się mnóstwo. Trzeba mieć naprawdę bardzo dobry pomysł na książkę lub sposób przedstawienia historii, aby się przebić (albo mieć wyjątkowo dobrą promocję!). Czy w tej książce jest coś takiego? Szczerze mówiąc nie zauważyłam.

Tak jak wspominałam już wcześniej, trochę się zawiodłam na niej. Historia jest przewidywalna, trzeba to przyznać. Prawie do końca domyśliłam się, jak ta książka się zakończy, jednak autorce udało się mnie zaskoczyć! I tutaj dla niej ogromny plus, ponieważ udało się jej uciec od utartych schematów przy książkach tego gatunku. Takiego zakończenie zupełnie się nie spodziewałam. I wbiło mnie w fotel. Nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Jednak z drugiej strony mam wrażenie, że zakończenie było "ściągnięte" od pewnej autorki, którą bardzo bardzo lubię. Nie przeszkadzało mi to jednak w dalszej lekturze. 

Książka jest bardzo lekka i przyjemna, idealna na letnie popołudnia. Porusza ona jednak również ciężkie tematy, jak śmierć bliskiej osoby, czy wypadku powodującego zakończenie pewnego etapu w życiu i próbą pogodzenia się z tym i przyzwyczajenia do nowego życia. Z wielką ciekawością śledziłam zmagania Ezry z tym, co go spotkało. Bardzo podobał mi się również wątek z kółkiem dyskusyjnym. Czegoś takiego jeszcze w książkach nie czytałam. Osoba Cassidy również mocno mnie zainteresowała. Thorpe to bardzo barwna postać, przy której nie można się nudzić. To zupełne przeciwieństwo Ezry, jednak ta dwójka potrafiła znaleźć wspólny język. Co więcej, dziewczyna sprawiła, że Faulkner stał się zupełnie inną osobą. 
Bardzo przyjemnie spędziłam czas w towarzystwie tych dwojga i ich przyjaciół, jednak nie było to do końca to, czego oczekiwałam po tej książce. 

Spodziewałam się typowo letniej, wakacyjnej lektury od której nie będę potrafiła się oderwać i która sprawi, że godziny nie będą miały dla mnie znaczenia, a ja nadal będę czytać, bez względu na wszystko. Potrzebowałam totalnego oderwania się od rzeczywistości i niestety nie otrzymałam tego. 

Niemniej jednak lekturę bardzo polecam. Jak sami mogliście przeczytać, to naprawdę przyjemna opowieść o dwojgu młodych ludzi, którzy nie mają łatwo w życiu.