piątek, 4 sierpnia 2017

Katarzyna Misiołek - "Ironia losu"

Pamiętacie Fosiek? Druga Gosia, która tutaj kiedyś pisała dzisiaj przybywa do Was z recenzją "Ironii Losu"

Marzena jest kobietą dojrzałą – pracuje, dba o dom, o męża, wydawać by się mogło, że wszystko jest tak jak należy, a jednak…


Marzena wierzy, że wciąż jeszcze ma kontrolę nad swoim sielankowym, od dawna poukładanym życiem. Mąż to jedno, kochanek to zupełnie inna bajka – tak sobie przynajmniej wmawia. Jednak uwikłana w romans z młodszym mężczyzną, który zajmuje coraz więcej miejsca w jej życiu, dzień po dniu traci dobre relacje z najbliższymi, kłamie, kręci, plączę się... Mąż długo niczego nie podejrzewa; kochanek robi się z kolei coraz bardziej nachalny, wręcz toksyczny. Twierdzi, że się w Marzenie zakochał, ale czy to na pewno jest miłość? Zakazany związek nabiera tempa, wciąga bohaterów w wir wydarzeń, nierozerwalnie splatając ich losy. Szarpanina emocjonalna Jacka i Marzeny przypomina szaloną jazdę górską kolejką; w tle Hubert – mąż, który coraz mniej wie o własnej ukochanej. Podgryzana wyrzutami sumienia wiarołomna żona codziennie obiecuje sobie, że niebawem to wszystko zakończy, ale z każdym dzwonkiem telefonu myśli tylko o dłoniach kochanka na swojej nagiej skórze. Jednak wraz ze słodko-gorzkim romansem pojawiają się dramatyczne wydarzenia, których bohaterka nie mogła przewidzieć. Łańcuszek zdarzeń doprowadza do nieodwracalnej tragedii, a życie kolejny raz pokazuje, że nie da się ranić innych bez żadnych konsekwencji…


Naszą bohaterkę poznajemy w momencie, gdy w jej życie wkrada się coś bardzo niebezpiecznego, a może raczej ktoś – Jacek… To miała być niezobowiązująca przygoda, próba ucieczki od monotonii, bo przecież Marzena kochała swojego męża – stabilnego, ułożonego pana doktora, jednak czegoś jej w tej bajce brakowało, jakiegoś ciemnego charakteru, który pokazałby jej życie, o jakim nie miała do tej pory pojęcia. Szalony seks, spotkania, gdy Hubert był na dyżurze i ta nić niepewności, czy mąż aby na pewno niczego się nie spodziewa…

Nie spodziewał się, przytłoczony własnymi troskami, nie pomyślał nawet, by jego żona mogła zrobić mu taką krzywdę, ech to zaufanie i ślepa naiwność, a może po prostu miłość, która daje pewność co do tej drugiej osoby? Sam przecież nie raz był adorowany, jednak na nic zdały się zaloty innych kobiet…

A Marzena? Marzena sama pogubiła się gdzieś po drodze. Ciężko jest osądzić taką osobę, czy też starać się zrozumieć, trzeba postawić się w tej sytuacji i oby to się nikomu z nas nie przydarzyło, bo to chyba najbardziej może zniszczyć drugiego człowieka.

Pani Kasia Misiołek już nie raz zaskoczyła mnie swoją twórczością i umiejętnością pisania w taki sposób, że rozpoczynając kolejną książkę, nie da się od niej oderwać… Przeczytałam ją już jakiś czas temu, jednak ciągle coś stawało mi na drodze, by wreszcie wyrazić swoją opinię – Gosiek jednak postawił na swoim i aby dostać kolejną książkę w swoje ręce musiałam zakończyć to co zaczęłam.

Uwielbiam twórczość pani Kasi i baaaardzo żałuję, że dopiero niedawno spotkałam się z jej sztuką. Jest pełna skrajnych emocji, porusza i wyostrza każdy zmysł, działa na wyobraźnię – czego chcieć więcej? Ja bym chciała, żeby te historie ciągnęły się i ciągnęły, choć wiem, że bez tej nutki tajemniczości, straciłyby swój urok.

Mimo, iż nie do końca popieram naszą bohaterkę, to ta książka zdecydowanie zapadnie mi na długo w pamięci. Nie przepadam za typowymi romansami, gdzie wszyscy żyli długo i szczęśliwie, autorka też tego unika i dzięki temu jestem jej wielką fanką. Nie mogę się doczekać kolejnych powieści, a może jeszcze kiedyś dowiemy się co dalej z naszą Marzeną, jak potoczyły się jej losy, ja chciałabym wiedzieć.

Gorąco polecam, ta książka zdecydowanie trafia do rankingu dziesięciu najlepszych książek przeczytanych w tym roku