środa, 14 czerwca 2017

Elżbieta Rodzeń - "Zimowa miłość"


Anna i Michał poznali się na pierwszym roku studiów. Dla medycyny zrezygnowali ze swoich największych pasji. Zostali parą. Byli nierozłączni. Idealna miłość, piękne chwile, rewelacyjny czas w ich życiu. Mnóstwo planów na przyszłość i nagły koniec ich relacji. 
Oboje zostali lekarzami. Ich kliniki nawet ze sobą współpracują, ale oni nie mają ze sobą żadnego kontaktu. Annę zawsze w kontaktach z Michałem reprezentuje jej przyjaciółka Magda. Od szesnastu lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Teraz przypadkowo jadą na tę samą konferencję medyczną. Los chce, że zostają uwięzieni w chatce ojca Anny, z dala od cywilizacji, bez jakiejkolwiek możliwości wydostania się stamtąd. Bez jedzenia, picia. Na dodatek z małą córką Michała, Zosią. Są zmuszeni do spędzenia ze sobą ponad tygodnia. Jak sobie poradzą z nową sytuacją? 

Przyznam szczerze, że książkę tą wybrałam głównie ze względu na jej piękną okładkę, w której po prostu się zakochałam. Po drugie zimowy klimat, który uwielbiam w książkach sprawił, że miałam jeszcze większą ochotę ją przeczytać, a gdy jeszcze do tego doszły pozytywne słowa na jej temat od innych czytelniczek, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

"Zimowa miłość" to powieść o...miłości. Takiej prawdziwej, szczerej, pięknej, na całe życie. Oboje przez szesnaście lat nie mogli o sobie zapomnieć. Dopiero tak dramatyczna sytuacja, jaka spotkała ich w drodze z konferencji musiała im to uświadomić.
Ten tydzień, który spędzili we trójkę dał im naprawdę wiele. Musieli zacząć ze sobą rozmawiać, jakoś się dogadywać, wzajemnie pomagać sobie w przetrwaniu.


To przepiękna książka, którą bardzo, ale to bardzo polubiłam i którą czytało mi się rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że autorka pisze wspaniale. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z jej twórczością, ale wiem, że muszę to nadrobić. "Zimowa miłość" była bardzo wciągająca. Historia Anny i Michała tak bardzo mi się podobała, że nie mogłam się od niej oderwać. Byłam bardzo ciekawa jak potoczą się ich dalsze losy. Nie myślcie, że to takie oczywiste. Ja byłam załamana, gdy dowiedziałam się, co autorka nam zgotowała. Jak to zazwyczaj bywa, nic nie może pójść gładko, zawsze muszą pojawić się komplikacje. Tak było i tym razem. Nic nie było oczywiste.

Bardzo podobał mi się wątek próby przetrwania w zimnej chatce odciętej od świata. Bez jedzenia, picia. Musieli radzić sobie sami i przyznam szczerze, byłam dumna z tego, jak im to poszło. Gdyby tego było mało, nie byli sami, ale z dzieckiem Michała, które na domiar złego wymagało opieki lekarskiej. Sroga zima, mnóstwo śniegu, zepsuty samochód, to wszystko przeszkodziło im w swobodnym opuszczeniu tego miejsca. Są skazani sami na siebie. Muszą nauczyć się ze sobą rozmawiać i radzić sobie w tak trudnej sytuacji.

Powieść jest bardzo realistyczna. Bohaterowie również. Nie mogę im nic zarzucić. Myślę, że w dokładnie taki sam sposób zachowałby się każdy z nas. Nie ma tutaj żadnych zakłamań, według mnie wszystko dokładnie tak, jak mogłoby się to zdarzyć w prawdziwym świecie.


Na dodatek mnóstwo emocji, które serwuje nam autorka. Powód, przez który zakończyła się młodzieńcza znajomość bohaterów i wszystkie troski, które musieli w swoim życiu przeżyć bohaterowie. Muszę to powiedzieć, książka jest rewelacyjna. Bardzo polubiłam tę książkę i jestem pewna, że Wam również przypadnie do gustu, dlatego polecam Wam ją z całego serca.

Poza tym spójrzcie tylko na tę okładkę, która tak bardzo zachęca do sięgnięcia po nią i zapoznania się z tą cudowną historią. I tutaj trzeba przyznać, że okładka idzie w parze z treścią. Obie cudowne! Koniecznie przeczytajcie.

A jeśli czytaliście, dajcie znać, jak Wam się podobała.