niedziela, 9 kwietnia 2017

Diane Rose - "Carpe Diem"


Zastanawialiście się kiedyś, co zrobilibyście jakbyście się dowiedzieli, że macie 700 dni życia? Że za te 700 dni Wasze życie tak po prostu się skończy? Że umrzecie i zostawicie wszystko, co mieliście tutaj, na ziemi..przyjaciół, rodzinę, może ukochanego / ukochaną? Prawdopodobnie nikt o tym nie myśli. Nie wiemy ile życia nam jeszcze zostało. Nikt tego nie wie. 

Nasza bohaterka, Rose natomiast dostała wyrok. Ma 700 dni do końca życia, z czego 100 już "zmarnowała", więc zostało jej 600 dni, które ma zamiar wykorzystać według zasady "carpe diem" - chwytaj dzień. Dziewczyna jest chora, ma poważne problemy z sercem. Uratować ją może jedynie przeszczep, o który jak chyba wszystkim wiadomo, wcale nie jest tak łatwo, a i tak nie ma się pewności, czy serce się przyjmie.



Rose bardzo dużo przeszła w swoim życiu. Jej matka zmarła przy porodzie, więc dziewczyna nie miała możliwości jej poznać. Jej ojciec zostawił ją po tym, jak się dowiedział, że jest chora. W życiu dziewczyny jedynym pewnym punktem jest James - jej starszy brat, który od początku opiekował się nią najlepiej jak tylko potrafił. To on najbardziej wierzy w to, że życie Rose da się uratować. Dziewczyna mieszka z nim i jego rodziną, a więc żoną, dwójką dzieci, psem i rybką.
Każdego dnia odlicza dni do swojej śmierci. W sześćsetnym dniu poznaje kogoś, kto zmienia całe jej życie. Kogoś, kto sprawia, że Rose zaczyna się częściej uśmiechać, patrzeć optymistycznie na życie. To miała być tylko jedna randka i koniec znajomości, przecież i tak umrze. Jednak jak to w życiu bywa, na jednej randce znajomość się nie kończy. Dwójka młodych ludzi zakochuje się w sobie.
Rose jednak ukrywa przed Danielem informację o swojej chorobie, gdyż boi się, że ten ją zostawi.

Gdyby mi nikt wcześniej nie powiedział, że "Carpe Diem" to debiut, nigdy w życiu  bym na to sama nie wpadła. Książka jest rewelacyjna. Historia Rose i Daniela jest obłędna, powalająca i bardzo wciągająca. Totalnie nie mogłam się od niej oderwać. Połknęłam ją w jeden dzień. To był niesamowity dzień. Pełen emocji, wspaniałych przeżyć. Całą historię przeżywałam razem z bohaterami. Czułam się tak, jakbym stała gdzieś z boku i na żywo widziała wszystko to, co się u nich dzieje, to co ich łączy. Ich radość, szczęście, miłość, ale i ból, smutek i rozpacz.

Nigdy wcześniej przy żadnej innej książce nie wylałam tyle łez. To, co autorka zgotowała nam, a raczej bohaterom powieści "Carpe Diem" to było wstrząsające. Młoda, dwudziestodwuletnia dziewczyna (dokładnie w moim wieku!) ma wyrok śmierci. Za 600 dni umrze, jeśli nie znajdzie się dawca. Spotyka chłopaka, zakochuje się, ale wie, że na niej ciąży wyrok. Musi mu o tym powiedzieć, ale nie wie jak. Boi się. Nie wie jak zareaguje, czy jej nie zostawi. Prawdziwa miłość powinna wszystko przezwyciężyć, ale czy ona jest taka? Przecież znają się raptem kilkanaście dni.

Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ale naprawdę musicie ją przeczytać. To nie jest taka książka, jakich pełno. To szczera do bólu, jakże prawdziwa powieść osadzona w polskich realiach. Wszystko jest dokładnie takie, jakim jest w prawdziwym życiu. Nie ma tu miejsca na fantazjowanie. Tu liczy się każdy dzień, każda chwila, która jest dla dziewczyny tak bardzo cenna. To nie jest banalna książka. Niech mi tylko ktoś tak o niej powie, nigdy w życiu się z tym nie zgodzę.

Przeczytajcie ją, proszę Was. Tylko jedna mała rada -  przygotujcie chusteczki, dużo chusteczek. Bez nich naprawdę będzie Wam ciężko. Autorka przygotowała dla nas emocjonalny rollercoaster. Gdy pozwolicie się mu ponieść, będziecie się śmiać z Rose i Daniela, z Jamesa, Tomka i Oliwii, wylejecie mnóstwo łez. Będziecie przeklinać w myślach (albo nie tylko w myślach) autorkę dlaczego ona im coś takiego zrobiła. A zakończenie Was rozwali. Mnie rozwaliło. Byłam tak rozsypana, nie wiedziałam jak się pozbierać. Ta książka zostanie w moich myślach i w moim sercu na bardzo długi czas. To książka, która wprowadziła mnie w taki kac książkowy, jakiego nigdy w życiu wcześniej nie miałam. Przeczytajcie ją, naprawdę warto. O takiej miłości marzy każdy.