niedziela, 12 marca 2017

Richard Paul Evans - "Scieżki nadziei"



Niejednokrotnie wspominałam Wam, że zarówno Richard Paul Evans jak i Nicholas Sparks to moi ulubieni autorzy i że jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich twórczości. Chyba jednak w końcu musiał nadejść ten dzień, w którym nie wszystko będzie tak kolorowe.  

Wyprzeć się własnej przeszłości to znaczy spalić most, którym musimy przejść, by zrozumieć samych siebie.

Na rynku wydawniczym pojawiła się ostatnio nowa książka Richarda Paula Evansa, którą po prostu musiałam przeczytać. Wszystkie poprzednie, które czytałam zachwyciły mnie niesamowicie. Dlatego pomyślałam, że ze "Ścieżkami Nadziei" będzie tak samo. Niestety trochę się rozczarowałam. 
 
Po śmierci ukochanej żony, utracie domu i pracy Alan wyruszył w pieszą podróż przez całą Amerykę. Sam. Z jednym plecakiem. Z mnóstwem pytań o sens życia i cierpienia. Podczas swej niezwykłej wędrówki doświadczył dobra i ciepła, otrzymał pomoc i przekonał się o sile, jaką dać może tylko przyjaźń. Spotkał ludzi, którzy na zawsze odmienili jego życie. Powoli odzyskiwał nadzieję. Ale nigdy nie wiemy, co czeka nas za zakrętem drogi. Los znów kazał Alanowi przerwać podróż i poddał go kolejnej ciężkiej próbie. Teraz jednak Alan ma coś, czego mu brakowało, zanim wyruszył – bagaż doświadczeń i mądrość zdobyte podczas wędrówki. Czy to wystarczy, aby dokończyć podróż? Czy Alan zostawi za sobą przeszłość i znajdzie siłę, by żyć na nowo? Czy odzyska szanse na miłość i zwykłe ludzkie szczęście?
  
Szkoda, że serc nie można przestawiać na sterowanie ręczne.

W powieści mamy do czynienia z Alanem, który postanawia przejść pieszo przez całą Amerykę, aż do pewnego miejsca. Jednak na jego drodze staje mu choroba ojca, która zmusza go do przerwania trasy i powrotu do domu, aby zająć się chorym ojcem. 

I właśnie to jest część, która podobała mi się najbardziej, którą czytałam z wyraźnym zainteresowaniem, od której nie mogłam się oderwać. Świetnie została przedstawiona relacja na linii ojciec-syn. Ten młodszy w obliczu śmierci ojca robi wszystko, aby poznać lepiej swojego tatę, aby nadrobić stracony czas, który zaniedbał w przeszłości. Wtedy też dowiaduje się wielu interesujących faktów z życia ich rodziny. 

Po punkcie kulminacyjnym powieści, bohater znów wyrusza w trasę. I tutaj robi się już dla mnie zbyt nudno. Książka staje się rozwleczona poprzez zupełnie niepotrzebne opisy między innymi jedzenia. Ja rozumiem, że to mogłoby być ciekawe gdyby było to raz na jakiś czas, a nie każdego dnia dowiadujemy się, co nasz bohater jadł. Mnie się to nie podobało. Właśnie przez takie niepotrzebne opisy ta książka od połowy bardzo mnie nudziła i tylko czekałam na zakończenie. 

-Chcę o niej zapomnieć. Wtedy nie będzie tak bolało.
Pokręcił głową.
-To by było gorsze od bólu. - Ukucnął obok mnie. - Dzięki naszym wspomnieniom jesteśmy tym, kim jesteśmy. Bez nich jesteśmy niczym. Jeśli to znaczy, że czasami musimy poczuć ból, to warto.

Wiem jednak, że wielu osobom ta książka bardzo się podobała, jednak ja nie będę należeć do jej fanów. Niestety tym razem autor mnie nie porwał swoim pomysłem na książkę. Brakowało mi emocji, które Evans naprawdę umie opisać genialnie.