poniedziałek, 20 lutego 2017

Denise Hunter - "Jak płatki śniegu..."



Eden Martelli jest zbyt pochłonięta ucieczką z sideł śmierci, by uświadomić sobie, że zmierza prosto w ramiona miłości.

Klucząc wiejskimi drogami, ona i jej oniemiały synek, zmuszeni są kryć się przed ludźmi. Zatrzymani przez awarię samochodu, bez grosza przy duszy i szans na nocleg – nie mają żadnego pomysłu na przetrwanie Bożego Narodzenia w Summer Harbour.
Pomocny i zaradny Beau Callahan doskonale rozwiązuje problemy… innych ludzi. Odszedł z biura szeryfa, aby prowadzić rodzinną plantację choinek świątecznych, ale nadal nie pogodził się ze śmiercią rodziców i nie ma sił, by stawić czoła samotności podczas świąt.
Kiedy na progu jego domu staje poszukująca pracy Eden, Beau widzi w niej odpowiedź na swoje modlitwy. Kobieta budzi zaufanie, jest bardzo sumienna i… ujmująco piękna. Z czasem okazuje się jednak, że skrywa wiele tajemnic.
U progu Bożego Narodzenia Eden dopada przeszłość.
Beau zrobiłby wszystko, by ją chronić, ale kto ochroni jego przed uczuciem do kobiety, która boi się zaufać komukolwiek?

Mówią, żeby nie oceniać po okładce. Podobno można się rozczarować. Być może coś w tym jest, ale nie tym razem. Do przeczytania tej powieści zachęciła mnie właśnie okładka, którą zauważyłam na Instagramie Wydawnictwa Dreams. Stwierdziłam, że z całą pewnością muszę ją przeczytać. Liczyłam na przewidywalną, ciepłą, lekką świąteczno-zimową powieść. 

Rzeczywistość jednak mnie zaskoczyła, muszę to przyznać. Początkowe rozdziały książki niekoniecznie mnie zachwyciły, więc zostawiłam ją sobie "na później". Wiedziałam, że w końcu przyjdzie taki dzień, kiedy będę chciała do niej wrócić i kiedy ją przeczytam. Ten czas pojawił się dość szybko. Gdy tylko zabrałam się za jej czytanie w piątek po pracy, nic się dla mnie nie liczyło. Tylko Eden, Micah, Beau i Summer Harbour. Cały wieczór spędziłam z tą książką i to była rewelacyjna przygoda. Muszę Wam przyznać, że zdecydowanie nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. 


Mamy tutaj do czynienia z Eden i Micah - matki z dzieckiem, którzy uciekają przed niebezpieczeństwem. Chcą się ukryć, aby nikt ich nie znalazł i nie poznał. Dlatego muszą zmienić swoją tożsamość. Docierają do miejscowości Summer Harbor, gdzie psuje się im samochód, więc nie mogą uciekać dalej. Na domiar złego ktoś ich okradł z wszystkich dokumentów, pieniędzy i prywatnych rzeczy. Nie mają kompletnie nic. Eden postanawia znaleźć pracę, aby zarobić trochę pieniędzy i udać się w dalszą drogę, do lepszej przyszłości. I tak trafiają na plantację Callahanów. Jeden z braci -  Beau postanawia pomóc kobiecie. Eden jest sumienna, pracowita i...atrakcyjna. Nic więc dziwnego, że Paige, dziewczyna Beau zaczyna być zazdrosna i coś podejrzewać. Eden natomiast skrywa mroczną tajemnicę odnośnie swojej przeszłości. Boże Narodzenie staje się dla niej koszmarem. Beau robi wszystko, aby jej pomóc. 

Uwielbiam tę książkę! Sądziłam, że będzie to typowy, przewidywalny romans, a to co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jest to pierwsza książka autorki, którą miałam okazję przeczytać, ale mam nadzieję, że "Boskie lato", powieść, która również została wydana w Polsce przypadnie mi do gustu tak jak ta. Denise Hunter mnie zachwyciła tą wstrząsającą historią matki i dziecka. Wykreowała bohaterów w taki sposób, że nie można ich nie polubić. Oczarowała mnie postać Beau, wrażliwego, pomocnego mężczyzny, który nie zostawił Eden i Micaha na pastwę losu, ale postanowił przygarnąć ich pod swój dach i udzielić pomocy. Eden również jest moją bohaterką. Z narażeniem życia uciekała przed grożącym im niebezpieczeństwem razem z pięcioletnim synem. Swoją odwagą pokazała, że prawdziwa miłość matki do dziecka jest bezgraniczna i kochająca matka zrobi wszystko, aby jej dziecko było bezpieczne. 




Jeśli miałabym opisać tę książkę w kilku słowach, jakie by to były?  Sama się nad tym zastanawiałam.
Na pewno tajemnicza. Tak naprawdę od początku nie wiemy nic więcej oprócz tego, że kobieta z synkiem ucieka przed niebezpieczeństwem. Co się stało? Co im grozi? Dlaczego uciekają? Tego nie wiemy. 
Romantyczna. Niespodziewanie do względnie poukładanego życia Callahanów wkracza młoda, atrakcyjna kobieta. Od razu przykuwa uwagę Beau. Z biegiem czasu zakochuje się w niej, z wzajemnością, jednak życie wcale nie jest takie proste. Kobieta przyjęła sobie: żadnych mężczyzn. Czy Beau zdoła przekonać ją do tego, że miłość wcale nie musi być straszna? 
Z niesamowitymi zwrotami akcji, których czytelnik zdecydowanie się nie spodziewa i które wbijają w fotel. Akcja płynie sobie powoli, życie bohaterów toczy się spokojnie, aż tu nagle bach! i zaczyna się kryminalna rozgrywka. 

Zdecydowanie polecam tę książkę. Jestem pewna, że przypadnie Wam ona do gustu i spędzicie z nią rewelacyjne chwile. 

Muszę przyznać, że nigdy nie przepadałam za wątkami kryminalnymi, jednak ostatnio zaczęło mi się to coraz bardziej podobać. Bardzo polubiłam tajemnice, niesamowite zwroty akcji, w których czytelnik "czuje że żyje", coś zaczyna się dziać, jest rewelacja. Dlatego szukam takich książek, jeśli ktoś zna coś takiego, napiszcie mi tytuły w komentarzu. Będę bardzo wdzięczna.