piątek, 21 kwietnia 2017

Prosto z..."Carpe Diem" Diane Rose


"Najważniejszy w życiu jest czas. Co ci po miłości, rodzinie, przyjaciołach, studiach, skoro nie możesz się nimi długo w pełni cieszyć?"

"Każdy ma prawo przeżyć miłość. Nieważne, ile dni mu zostało."

"Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nie opuścisz go, gdy zacznie spadać na dno. Będziesz po prostu robił wszystko, by o stamtąd wyciągnąć."

"Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść."

"To jest miłość. Ta chwila, gdy druga osoba cię opuszcza, a ty nie wyobrażasz sobie bez niej dalszego życia, a każda minuta bez niej sprawia ci ból." 

"Byłam egoistką. Byłam okrutna, ale chciałam kochać i być kochana. Chciałam go zatrzymać jak najdłużej, chociaż wiedziałam, że na niego nie zasługuję."

"Myślę, że wszyscy ludzie pragną miłości. Nawet siedem dni miłości, jest warte tego, by później cierpieć. Nigdy nie żałuj tego, że go poznałaś. Prawdziwa miłość jest warta późniejszego cierpienia, naprawdę. Po prostu musisz teraz ruszyć do przodu."

"Poznałem odpowiednią dziewczynę w odpowiednim czasie, w cholernie niesprzyjających okolicznościach. Los jest bardzo niesprawiedliwy."

"Jedyne co mogę ci obiecać to, to że zawsze będę przy tobie, bez względu na to jaką podejmiesz decyzję. I będę walczył za ciebie, gdy zabraknie ci sił…tylko tyle mogę dla ciebie zrobić, tylko tyle."
Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Agata Czykierda-Grabowska "Wszystkie twoje marzenia"

Maja i Kamil to kolejna para od Agaty Czykierdy-Grabowskiej, którą pokochałam całym sercem. Najpierw Karina i Aleksander w powieści Kiedy na mnie patrzysz, potem Oliwia i Dominik z Jak powietrze, a teraz Maja i Kamil. Jak autorka to robi, że potrafi w taki sposób przyciągnąć czytelnika od samego początku, że z chęcią będzie chciał czytać kolejne książki? 

To były dwa dni. Dwa piękne dni, a raczej wieczory, które spędziłam w towarzystwie Mai i Kamila. Dwa wieczory z książką, którą będę na długo pamiętać, która wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam jej odstawić, dopóki nie skończyłam i nie dowiedziałam się jak zakończą się losy tej dwójki. 

Autorka do tej pory dała mi się poznać jako ta, która genialnie potrafi wykreować bohaterów, którzy są tak bardzo prawdziwi, jak gdyby opisywała historie prawdziwych ludzi, którzy żyją wokół nas. Tym razem było tak samo. Maja i Kamil to stuprocentowo prawdziwi młodzi ludzie, którzy poznają się w dość ciekawych okolicznościach. 
Dziewczyny, wyobraźcie sobie, że zepsuł wam się samochód, zupełnie nie chce odpalić, nie wiecie co robić. Jesteście wkurzone na cały świat, krzyczycie, kopiecie samochód, jakby to miało pomóc. W tym momencie podchodzi do was pewien przystojny chłopak i oferuje swoją pomoc. Po chwili przypominacie sobie, że na pewno musiał widzieć waszą reakcję, uznał was za wariatkę. Macie ochotę spalić się ze wstydu. Oto historia pierwszego spotkania Mai i Kamila. Potem idzie z górki. Okazuje się, że mieszkają w tym samym akademiku, ciągle spotykają się w sklepie, na imprezach. Zostają przyjaciółmi, spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Dziewczyna jednak wymaga na nim obietnicę, że nigdy nie będzie chciał niczego więcej od niej, niż przyjaźni. Co będzie dalej? Możecie się domyślać. 

Jeśli miałabym wymienić kilka plusów tej książki, to byłyby bez wątpienia: 

- bohaterowie, którzy są wykreowani rewelacyjnie.

Kamil, przystojny młody człowiek, który jest niewątpliwie marzeniem każdej czytelniczki, która tylko go pozna. Czuły, wrażliwy, troskliwy, z poczuciem humoru. Taki, który dla swojej miłości potrafiłby zrobić wszystko. Oddany, wierny, lojalny a przede wszystkim uczciwy względem swojej ukochanej. Na dodatek, ma brata, Kubę, który jest równie przystojny i oszałamiający, jak Kamil. Ta dwójka ma w sobie coś, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Kamil to bohater, w którym nie sposób się nie zakochać.
Maja również jest bohaterką rewelacyjnie wykreowaną. Jest dokładnie taka, że "można z nią konie kraść", jak również porozmawiać, spędzić rewelacyjnie czas. Dziewczyna uwielbia gotować, zwłaszcza dla innych, dlatego bardzo chętnie na "randki" przynosi swoją specjalność - czekoladowe babeczki, które Kamil uwielbia i które zawsze znikają w zastraszająco szybkim tempie.

Ta dwójka jest dobrana rewelacyjnie. Doskonale wiem, że tacy ludzie naprawdę istnieją i można ich spotkać wszędzie. Na ulicy, w szkole, pracy, na uczelni. Mnóstwo jest takich osób. Trzeba tylko dobrze patrzeć i dostrzec w innych takiego Kamila i Maję.
Uwielbiam ich poczucie humoru, ciągłe docinki, przez które raz po raz wybuchałam śmiechem. Dzięki temu książkę czyta się rewelacyjnie, w mgnieniu oka.

- emocje, które są wyczuwalne na każdym kroku.

Obietnica obietnicą, ale dzieją się w życiu takie rzeczy, których przewidzieć nie można. I tak właśnie tej sytuacji nie mógł przewidzieć Kamil, kiedy obiecywał dziewczynie, że nic więcej między nimi nie będzie, jak tylko przyjaźń. Życie jednak pisze swoje scenariusze i nic mu do tego, że złożyłeś taką, a nie inną obietnicę. I właśnie w tym czasie wkraczają emocje. Czytając, nie mogłam się oderwać, zwłaszcza przy końcówce, kiedy nie wiedziałam "co jest grane" i moje serce cierpiało równie mocno jak Kamila i Mai. Nie mogłam pogodzić się z tym, co autorka im zaserwowała. Toż to było straszne!

- prostota i lekki styl autorki, która sprawia, że czytanie staje się przyjemnością.

Historia niby prosta, ale jednak napisana w tak piękny sposób, że nie można było się od niej oderwać. Autorka pisze przepięknie. Jej styl pokochałam już przy "Kiedy na mnie patrzysz" i nadal go uwielbiam. Opowieść zaserwowana jest nam w rewelacyjnej formie. Jestem pewna, że "Wszystkie twoje marzenia" podbije serce mnóstwa czytelniczek w całej Polsce.

- szata graficzna, która skradła moje serce.

Jeszcze tego nie mówiłam, ale ta książka jest tak pięknie wydana, że nie mogę przestać na nią patrzeć. Okładka jest rewelacyjna i na myśl od razu przywodzi mi wiosnę, miłość, szczęście - zdecydowanie to najpiękniejsza okładka z dotychczas wydanych przez Agatę książek! Musicie ją mieć. Spójrzcie tylko jak pięknie będzie wyglądała w waszej biblioteczce.

Kończąc, serdecznie polecam wam tę piękną książkę, od której nie potrafiłam się oderwać i o której przez długi czas nie będę mogła zapomnieć. To cudowna powieść o miłości, szczęściu, przyjaźni, o tym, co w życiu jest najważniejsze. Musicie ją przeczytać. Jestem pewna, że nie będziecie żałować. 
Czytaj dalej »

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt Wielkanocnych!


Najserdeczniejsze życzenia 
zdrowych, radosnych, 
rodzinnych i spokojnych 
Świąt Wielkanocnych, 
smacznego jajka 
oraz mokrego dyngusa
życzy Gosiek ❤
Czytaj dalej »

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkanocny Tag Książkowy 2017

Hej, hej! 
Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc mam dla Was coś przyjemnego. Otóż będzie to Wielkanocny Tag Książkowy. Stwierdziłam, że tak przed Świętami będzie to idealny pomysł na taką luźniejszą notkę, coś innego niż recenzja. Zatem zaczynajmy! 

Króliczki - książka, której chcesz więcej (czekasz na jej sequel) 
Naprawdę nie jestem w stanie wybrać jednej książki, której chciałabym przeczytać kontynuację, bo jest ich tyle, że trudno zliczyć. Jednak ostatnio w mojej głowie siedzą mi najbardziej trzy książki: "Carpe Diem", "Wszystkie twoje marzenia" oraz "Zimowa miłość". Jestem strasznie ciekawa jak potoczyły się dalsze lody moich ulubionych bohaterów! 

Jajko - książka, która cię zaskoczyła 
"Carpe Diem"  to zdecydowanie książka, która mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się czegoś tak rewelacyjnego. To, co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli jeszcze nie znacie, koniecznie musicie się z nią zapoznać, a tutaj możecie przeczytać moją recenzję: Diane Rose - "Carpe Diem" 

Tropienie jajeczek - książka, którą z trudem dostałaś w swoje ręce 
To było dawno temu, ale pamiętam, jak nie mogłam nigdzie znaleźć książki "Nostalgia anioła". Nie wiem jak teraz jest z tą książką, ale wtedy zdobycie jej graniczyło z cudem, a ceny na allegro wahały się w okolicach 70-100 zł. Udało mi się jednak ją zdobyć poprzez wymianę na Lubimy Czytać!


Owieczki - dziecięca książka, którą nadal uwielbiasz
Nie wiem czy dziecięca, ale kojarzy mi się właśnie z dzieciństwem - "Ania z Zielonego Wzgórza". Zdecydowanie ją uwielbiam! Poznałam ją dzięki temu, że była to moja lektura w podstawówce. Tak samo było z "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiam również "Matyldę" Roalda Dahl'a

Wiosna - książka z okładką, która przywodzi ci na myśl tę porę roku 
Jest kilka takich książek, jednak na tę chwilę znów przychodzą mi dwie wyjątkowe książki - "Carpe Diem" oraz "Wszystkie twoje marzenia", które serdecznie polecam! 

Jezus - religijna książka, którą kochasz 
Jedyna książka, która przychodzi mi do głowy to "Niebo istnieje naprawdę", która bardzo mi się podobała i czytałam ją z wielką przyjemnością. Pewnie większość z Was wie o czym piszę, więc nie będę dużo mówić, a jeśli nie, to zapraszam na recenzję: "Niebo istnieje naprawdę" - recenzja. 


Zmartwychwstanie - książka od nieżyjącego już autora 
Niestety, nic mi nie przychodzi do głowy. Z tego co się orientuję, czytam jedynie tych, którzy żyją i nadal tworzą! 

Koszyczki - książka, która aktualnie znajduje się na twojej liście życzeń 
Naprawdę? Tylko jedna? Nie ma takiej opcji. Moja lista życzeń na dzień dzisiejszy:
- Magdalena Witkiewicz - "Czereśnie zawsze muszą być dwie"
- Agnieszka Lingas-Łoniewska - "Wszystko wina kota" 
- Alek Rozgoziński - "Jak Cię zabić kochanie?"
- Kim Holden - "O wiele więcej" 
Jest ich zapewne wiele, wiele więcej, ale aktualnie pewnie o nich zapomniałam!

Cukierki - słodka książka
Hmm...a może by tak "Wszystkie twoje marzenia"? Mimo wszystko jest słodko! Ale wszystko w granicach rozsądku! 

Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi dziewczyn:
GosiEwelinyGosiKamiliDonki oraz  Kasi

Dajcie znać w komentarzu jak wy odpowiedzielibyście na te pytania! 


Czytaj dalej »

niedziela, 9 kwietnia 2017

Diane Rose - "Carpe Diem"


Zastanawialiście się kiedyś, co zrobilibyście jakbyście się dowiedzieli, że macie 700 dni życia? Że za te 700 dni Wasze życie tak po prostu się skończy? Że umrzecie i zostawicie wszystko, co mieliście tutaj, na ziemi..przyjaciół, rodzinę, może ukochanego / ukochaną? Prawdopodobnie nikt o tym nie myśli. Nie wiemy ile życia nam jeszcze zostało. Nikt tego nie wie. 

Nasza bohaterka, Rose natomiast dostała wyrok. Ma 700 dni do końca życia, z czego 100 już "zmarnowała", więc zostało jej 600 dni, które ma zamiar wykorzystać według zasady "carpe diem" - chwytaj dzień. Dziewczyna jest chora, ma poważne problemy z sercem. Uratować ją może jedynie przeszczep, o który jak chyba wszystkim wiadomo, wcale nie jest tak łatwo, a i tak nie ma się pewności, czy serce się przyjmie.

Rose bardzo dużo przeszła w swoim życiu. Jej matka zmarła przy porodzie, więc dziewczyna nie miała możliwości jej poznać. Jej ojciec zostawił ją po tym, jak się dowiedział, że jest chora. W życiu dziewczyny jedynym pewnym punktem jest James - jej starszy brat, który od początku opiekował się nią najlepiej jak tylko potrafił. To on najbardziej wierzy w to, że życie Rose da się uratować. Dziewczyna mieszka z nim i jego rodziną, a więc żoną, dwójką dzieci, psem i rybką.
Każdego dnia odlicza dni do swojej śmierci. W sześćsetnym dniu poznaje kogoś, kto zmienia całe jej życie. Kogoś, kto sprawia, że Rose zaczyna się częściej uśmiechać, patrzeć optymistycznie na życie. To miała być tylko jedna randka i koniec znajomości, przecież i tak umrze. Jednak jak to w życiu bywa, na jednej randce znajomość się nie kończy. Dwójka młodych ludzi zakochuje się w sobie.
Rose jednak ukrywa przed Danielem informację o swojej chorobie, gdyż boi się, że ten ją zostawi.

Gdyby mi nikt wcześniej nie powiedział, że "Carpe Diem" to debiut, nigdy w życiu  bym na to sama nie wpadła. Książka jest rewelacyjna. Historia Rose i Daniela jest obłędna, powalająca i bardzo wciągająca. Totalnie nie mogłam się od niej oderwać. Połknęłam ją w jeden dzień. To był niesamowity dzień. Pełen emocji, wspaniałych przeżyć. Całą historię przeżywałam razem z bohaterami. Czułam się tak, jakbym stała gdzieś z boku i na żywo widziała wszystko to, co się u nich dzieje, to co ich łączy. Ich radość, szczęście, miłość, ale i ból, smutek i rozpacz.

Nigdy wcześniej przy żadnej innej książce nie wylałam tyle łez. To, co autorka zgotowała nam, a raczej bohaterom powieści "Carpe Diem" to było wstrząsające. Młoda, dwudziestodwuletnia dziewczyna (dokładnie w moim wieku!) ma wyrok śmierci. Za 600 dni umrze, jeśli nie znajdzie się dawca. Spotyka chłopaka, zakochuje się, ale wie, że na niej ciąży wyrok. Musi mu o tym powiedzieć, ale nie wie jak. Boi się. Nie wie jak zareaguje, czy jej nie zostawi. Prawdziwa miłość powinna wszystko przezwyciężyć, ale czy ona jest taka? Przecież znają się raptem kilkanaście dni.

Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ale naprawdę musicie ją przeczytać. To nie jest taka książka, jakich pełno. To szczera do bólu, jakże prawdziwa powieść osadzona w polskich realiach. Wszystko jest dokładnie takie, jakim jest w prawdziwym życiu. Nie ma tu miejsca na fantazjowanie. Tu liczy się każdy dzień, każda chwila, która jest dla dziewczyny tak bardzo cenna. To nie jest banalna książka. Niech mi tylko ktoś tak o niej powie, nigdy w życiu się z tym nie zgodzę.

Przeczytajcie ją, proszę Was. Tylko jedna mała rada -  przygotujcie chusteczki, dużo chusteczek. Bez nich naprawdę będzie Wam ciężko. Autorka przygotowała dla nas emocjonalny rollercoaster. Gdy pozwolicie się mu ponieść, będziecie się śmiać z Rose i Daniela, z Jamesa, Tomka i Oliwii, wylejecie mnóstwo łez. Będziecie przeklinać w myślach (albo nie tylko w myślach) autorkę dlaczego ona im coś takiego zrobiła. A zakończenie Was rozwali. Mnie rozwaliło. Byłam tak rozsypana, nie wiedziałam jak się pozbierać. Ta książka zostanie w moich myślach i w moim sercu na bardzo długi czas. To książka, która wprowadziła mnie w taki kac książkowy, jakiego nigdy w życiu wcześniej nie miałam. Przeczytajcie ją, naprawdę warto. O takiej miłości marzy każdy.


Czytaj dalej »

środa, 5 kwietnia 2017

Leisa Rayven - "Zły Romeo"


Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...


Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...

Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?




To książka, która sprawiła, że nie mogłam się oderwać od czytania. Historia Cassie i Ethana wciągła mnie bez reszty i nie pozwoliła na żadne inne zajęcia. 


Historia toczy się na dwóch poziomach czasowych. Czas w powieści przeplata się ze sobą. "Sześć lat wcześniej" to historia poznania dwójki bohaterów, ich wspólne próby do "Romea i Julii" oraz oczywiście sam spektakl. To właśnie wtedy, na przygotowaniach to wszystko się stało. To wtedy Cassie zakochała się w zabójczo przystojnym Ethanie, który w spektaklu miał grać jej wielką miłość. Jak się okazało, z jej strony nie do końca była to gra, gdyż przeniosło się to również na życie prywatne. Poznajemy wtedy historię ich wielkiej miłości, która wyczuwalna jest "na kilometr". 
Od początku chemia i napięcie jakie jest wyczuwalne między bohaterami sprawiło, że nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Uczucie, jakie ich połączyło było czymś wspaniałym, czymś nie do opisania. 

"Obecnie" natomiast to teraźniejszość, gdzie ta dwójka spotyka się po trzech latach. On złamał jej serce, a teraz znów mają grać kochanków. Chłopak postanawia za wszelką cenę odzyskać Cassie, jednak to wcale nie będzie takie proste. Dziewczyna, mimo, iż nadal bardzo go kocha, nie jest już tą samą Cassie, co wcześniej. Czy uda im się naprawić zranione serca? Czy będą żyć długo i szczęśliwie? Tego nie wiemy, jednak bardzo zachęcam Was do lektury. 


Szczerze mówiąc zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej lekturze. Gdy tylko usłyszałam "Romeo i Julia" od razu wiedziałam, że muszę to przeczytać. Uwielbiam wszelakie powieści pisane na podstawie jakichś innych słynnych dzieł. Sądziłam, że to może być dobra książka, ale nie wiedziałam, że spodoba mi się aż tak bardzo. 

Początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do przeskakiwania czasu akcji z "sześć lat wcześniej" do "obecnie", jednak potem nabrałam wprawy i nie miałam z tym już żadnego problemu. Książkę czyta się rewelacyjnie. Jest bardzo wciągająca, a historia przedstawiona przez autorkę bardzo interesująca. Jestem pewna, że wszystkie fanki twórczości Colleen Hoover będą zachwycone również tą książką. 

To opowieść o miłości, takiej, która zdarza się tylko raz w życiu. I o tym, że w życiu wcale nie jest tak prosto, jak to się niektórym wydaje. Ludzie są różni, każdy ma wady, jednak trzeba nad nimi pracować i starać się je wyeliminować. Ważne jest, żeby mieć kogoś przy sobie, kto będzie z nami i wesprze w każdej chwili. 
Związek Cassie i Ethana wydawał się idealny. Ta dwójka tak bardzo się kochała. To było widać, słychać i czuć. Wszyscy to widzieli. Jednak coś się popsuło i "zły Romeo" złamał serce swojej ukochanej. Z tego powodu bardzo cierpi przez te wszystkie lata i gdy tylko nadarza się okazja, aby znów się z nią zobaczyć, prosić o wybaczenie, robi wszystko, aby do tego doprowadzić. Dlatego ta dwójka spotyka się na Broadwayu. Znów mają razem grać. Czy to ich do siebie znów zbliży? Czy Cassie wybaczy mu to, że kiedyś, trzy lata temu złamał jej serce?



Bardzo mnie ciekawi co się wtedy stało, autorka na razie nic konkretnego nam nie zdradza, dlatego wprost się nie mogę doczekać kolejnej części - "Broken Juliet". Nie mogę się doczekać, kiedy znów będę mogła się spotkać z tymi rewelacyjnymi bohaterami i nadal śledzić ich historię! 

A teraz polecam Wam, moi Drodzy Czytelnicy tę książkę, która bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu. 
Czytaj dalej »

niedziela, 2 kwietnia 2017

Podsumowanie marca 2017.

Witajcie kochani! 
Dzisiaj przychodzę do Was z podsumowaniem kolejnego miesiąca, marca. W tym miesiącu wiele się działo, to muszę przyznać. Na szczęście przywitała nas już wiosna i mam nadzieję, że już z nami zostanie. Dzięki temu mam więcej siły i chęci do wszystkiego, również do bloga. W marcu przeczytałam 5 książek. Co najlepsze - wszystkie z nich były rewelacyjne i z czystym sercem mogę Wam je polecić. Większości recenzje dopiero pojawią się w kwietniu, ale na pewno potem wkleję tutaj linki do nich! 

1. Natalia Sońska - "Kropla zazdrości morze miłości" - 368 str. 
2. Laisa Rayven - "Zły Romeo" - 400 str. 
3. Diane Rose - "Carpe Diem" - 464 str. 
4. Agata Czykierda-Grabowska - "Wszystkie twoje marzenia" (ebook przedpremierowy!)
5. Krystyna Mirek - "Tajemnica zamku" - 356 str. 



Blog w liczbach!

Liczba postów: 12 
Facebook: 3360 || 3450 (+903)
Instagram:  575 ||658  (+83)
Liczba wyświetleń bloga:  885024 || 895 704  (+10680)
Liczba obserwatorów:  766 ||  769 (+3)

5 najpopularniejszych postów z marca: 




W marcu miało również miejsce założenie mojego kolejnego projektu, który możecie śledzić na Facebooku i na Instagramie. "Sprzedam Książkę". Trochę więcej o akcji możecie przeczytać pod tym linkiem. Mam nadzieję, że wpadniecie i dacie znać co sądzicie! 

Życzę Wam zatem miłego kwietnia i do zobaczenia w podobnej notce z podsumowaniem kwietnia! 
Czytaj dalej »

czwartek, 30 marca 2017

PocketBook Basic Touch 2 - z czym to się je?

Witajcie!
Dzisiaj przedstawiam Wam sprzęt, który testuję już od trzech tygodni. Poznajcie - PocketBook 625 Basic Touch 2, czytnik e-booków. Sprzęt, który sprawił, że zupełnie inaczej spojrzałam na e-booki. To naprawdę może być przyjemność, chociaż wcześniej nie dopuszczałam tego do głowy. 

Z tej strony Gośka. Do niedawna wielka przeciwniczka e-booków. Osoba, która nie wyobrażała sobie innej formy czytania, niż książka tradycyjna. Do czasu, aż poznałam "moce" czytników e-booków. 
Przepadłam. 

Poznajcie mojego przyjaciela, PocketBook Basic Touch 2 ! 

Dlaczego PocketBook? 
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z żadnym innym czytnikiem. Zupełnie nie wiedziałam "z czym się to je", jaki czytnik wybrać, czym się kierować. Dlaczego ten, a nie inny?
Zawsze wszyscy i wszędzie polecali mi czytniki marki Kindle. Gdzie się nie obejrzałam tam widziałam "Kindle". Chyba przez to, że był dosłownie wszędzie, zraziłam się do niego. Nie chciałam tego co wszyscy. Nie chciałam Kindla, dlatego postanowiłam wybrać PocketBooka. Poczytałam mnóstwo opinii na różnych stronach internetowych, wszyscy byli zadowoleni z tych czytników, dlatego postanowiłam spróbować. Ja również jestem. Po trzech tygodniach testowania tego czytnika naprawdę przyznaję, że jestem zadowolona. Nie miałam z nim żadnego problemu! 


PocketBook Basic Touch 2 to czytnik książek posiadający ekran o przekątnej 6 cali. Pamiętam, że zawsze, gdy rozglądałam się za czytnikami, szukałam takich, aby miały jak największy ekran. 6 cali? Co to jest? To przecież niewiele większy od telefonu, na którym tak beznadziejnie mi się czyta. 
I to był mój błąd. Teraz to wiem. Czytnik o ekranie 6 cali jest naprawdę rewelacyjny. Chcesz mieć większą czcionkę podczas czytania i lepiej widzieć? Co za problem. Wejdź w ustawienia i wybierz taki rozmiar czcionki, jaka Cię satysfakcjonuje. Do tego nie potrzebny jest Ci czytnik z 8-calowym ekranem. Co więcej. Taki duży czytnik będzie według mnie niezbyt komfortowym rozwiązaniem podczas czytania. Ten mój bez problemu zmieścisz w jednej ręce. 

PocketBook Basic Touch 2 to czytnik z dotykowym ekranem. I co ważne - działa świetnie. Nie ma problemu z mozolnym przesuwaniem się stron (do przesuwania stron najlepiej użyć strzałek na dole czytnika) czy zacinaniem się czytnika. Jeśli chodzi o przyciski, również działają bez zarzutu.

PocketBook Basic Touch 2 to czytnik z polskim menu. Wiem, że w większości czytników (czytaj: Kindle!!!) jest z tym problem, gdyż trzeba się "męczyć" z obcojęzycznym menu. Tutaj mamy bardzo duże ułatwienie, gdyż wszystko jest w języku polskim. Jest to niewątpliwie jeden z większych plusów tego czytnika, gdyż wiem, jakie to jest ważne dla korzystających z niego. Dużo bardziej komfortowo korzysta się z urządzenia, gdzie wszystkie aplikacje i całe menu mamy w swoim języku. Duży plus! 

Jeśli chodzi o aplikacje, to oprócz podstawowych funkcji, jaką jest czytanie znajdziemy tutaj mnóstwo innych aplikacji, jak na przykład: Dropbox, kalkulator, odręczny notatnik (w którym można sobie pisać, rysować itd), sudoku, szachy, a nawet pasjans! Szczerze mówiąc nie korzystałam z żadnej z nich, bo dla mnie czytnik ma służyć jedynie do czytania, ale muszę przyznać, że pomysł z dodatkowymi aplikacjami jest świetny! 

PocketBook Basic Touch 2 to urządzenie naprawdę łatwe w obsłudze. Do jego uruchomienia nie potrzeba wiele wysiłku. Należy go włączyć (przycisk do włączania na dole, koło wejścia na kartę pamięci i kabla USB jako ładowarki), skonfigurować (wybrać język, datę, godzinę) i już można z niego korzystać, jeśli tylko mamy jakąś książkę. Jeśli nie, można ją zgrać za pomocą kabla USB. 

PocketBook Basic Touch 2 to urządzenie, na którym można czytać książki w naprawdę różnych formatach. Czytnik obsługuje pliki PDF, epub, mobi, txt, html, jpeg, bmp, png i wiele wiele innych. Wszystkie dostępne możecie zobaczyć tutaj: klik.


Mobi - jako najlepszy (według mnie) format do czytania książek. 
Dokładnie tak jak widzicie. Próbowałam czytać w różnych formatach książek, aby sprawdzić, co dla mnie będzie najbardziej komfortowe i mogę się teraz z Wami tym podzielić. 
Jeśli chodzi o PDF - to zdecydowanie nie polecam, a nawet odradzam, gdyż trzeba się naprawdę mocno natrudzić, aby czytać w tym formacie.
(Edit: już wszystko jasne!  W ustawieniach wystarczy zmienić Tryb -> Rozpływ i wszystko działa bez zarzutów!) 
Polecam Wam natomiast MOBI -  zdecydowanie najlepszy format (chociaż wiem, że preferowany do PocketBooków jest epub. Mobi to typowo Kindlowy format, jednak mi sprawdził się rewelacyjnie w PocketBooku) . Czyta się rewelacyjnie, można ustalać rozmiar czcionki, rodzaj czcionki, odstępy między wierszami, dzielenie wyrazów, no dosłownie wszystko. (Wszystko to znajdziecie klikając w "ustawienia", poniżej.)


Słownik, czyli kolejne udogodnienie dla miłośników czytania. 
Wiele razy powtarzałam sobie, że jak tylko kupię sobie czytnik, na pewno zacznę czytać po angielsku. Jest to rewelacyjna forma nauki języka, którą od dawna chciałam rozpocząć. Wiem jednak, że początki mogą być ciężkie, dlatego w takim czytniku niezbędny dla mnie jest słownik angielsko-polski, który w dużym stopniu może nam ułatwić czytanie książek w języku obcym. Przyznajcie, że jest to rewelacyjna sprawa. Poza tym, słownik ten tłumaczy wam wszystkie możliwe znaczenia danego słowa, genialne! 


Czytnik ten ma naprawdę bardzo dużo funkcji i "bajerów" dla chcących czytać. Możemy obrócić tekst dokładnie tak jak w telefonie, z tym, że możemy sobie dokładnie wybrać w którą stronę chcemy to zrobić. W praktyce jednak nie korzystałam z tego w ogóle. Bardzo dobrze czytało mi się w "normalnej" formie i nie miałam potrzeby zmieniania tego. Wiem jednak, że każdy ma swoje przyzwyczajenia, dlatego muszę przyznać, że jest to kolejny plus tego czytnika! 


Tworzenie notatek, czyli coś, co pokochałam najbardziej! 
Uwielbiam zaznaczać cytaty w książkach. Z praktyką jest jednak gorzej, gdyż nie zawsze mam przy sobie karteczki indeksujące, czy inne przedmioty, którymi mogłabym zaznaczyć ulubione cytaty. Tutaj nie muszę się o to martwić. Jest to zdecydowanie opcja, z której korzystałam najczęściej. Na danej stronie tekstu mogłam sobie po prostu w jeden z trzech sposobów zaznaczyć cytat. 

Sposób pierwszy, czyli zakreślacz. 
Podkreślamy dany fragment, który nam się spodoba, puszczamy i wtedy tekst zostanie "zakreślony" w taki sposób, jak na zdjęciu poniżej. 


Sposób drugi, czyli... ołówek? 
Klikając na ten ołówek możemy rysować po stronie, pisać, zakreślać coś, co nam się wyjątkowo spodobało. 

Sposób trzeci, czyli zdjęcie. 
Klikając na czwarte okienko możemy zrobić zdjęcie fragmentowi książki, który bardzo nam się spodobał i w taki sposób zostanie to właśnie zapisane. 

Trzeci kwadracik to gumka, którą możemy zmazać nasze zapiski, podkreślenia itd.

Potem oczywiście wszystkie notatki można obejrzeć, a po kliknięciu w jedną z nich, przeniesie nas ona do strony w powieści, w której fragment ten się znajduje.

Oprócz tego można robić zakładki. Gdy na przykład boimy się, że nie będziemy wiedzieli na czym skończyliśmy czytać, można taką zakładkę sobie zrobić. 

Ja nie miałam jednak takich obaw, gdyż po zamknięciu czytnika i ponownym uruchomieniu go i otworzeniu danej książki, ZAWSZE otwiera się ona dokładnie w tym miejscu, na którym poprzednio skończyliśmy. Nigdy nie zdarzyło mi się tak, abym się zgubiła, czy coś mi się poprzestawiało. 


PocketBook Basic Touch 2 to rewelacyjne urządzenie, które jest w stanie przekonać Cię do sięgnięcia po inną formę czytania, niż tylko książki papierowe. Nawet ja, najbardziej zagorzała fanka książek tradycyjnych, po tych trzech tygodniach z czytnikiem nie wyobrażam sobie teraz, abym miała już nigdy z niego nie skorzystać. Jest to naprawdę bardzo wygodne urządzenie. 
A na koniec jeszcze raz przedstawię Wam i krótko opiszę wszystkie plusy i minusy tego czytnika.


Plusy i minusy PocketBook Basic Touch 2:

+ długa żywotność baterii -  mam go trzy tygodnie, korzystam z niego naprawdę bardzo dużo, a bateria nie musiała być przez ten czas ładowana. Zostało mi jeszcze 50% (oczywiście jeśli cały czas będzie włączone WI-FI, ta żywotność będzie krótsza, ale to chyba oczywiste)

+ łatwy w obsłudze - zdecydowanie nadaje się dla początkujących. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z czytnikiem, a w obsłudze tego odnalazłam się bez problemu.

+ odczytuje wiele formatów tekstu, jednak mi najlepiej czytało się w formacie 'mobi', tak jak wspominałam już u góry.

+ wbudowany słownik - również bardzo duży plus zwłaszcza dla tych, którzy chcą rozpocząć czytanie w języku angielskim.

+ WI-FI - wiadomo.

+ cena - cena również jest bardzo korzystna. W tym momencie możecie kupić ten czytnik za ok. 360-400 zł. Za taki standard myślę, że naprawdę warto!

+ polskie menu, tak jak już wspominałam wyżej, bardzo duży plus.

+ po 10 minutach sam się wyłącza - jeśli zapomnisz wyłączyć czytnik przed wyjściem z domu, nie musisz się martwić, że gdy wrócisz, cała bateria będzie wyładowana. Mój czytnik po 10 minutach sam się wyłącza. 


- brak podświetlenia - to chyba jedyny minus, jaki znalazłam w tym czytniku. Pewnie po dłuższym czasie znalazłoby się coś więcej, jednak na tę chwilę brak podświetlenia to jedyny problem jaki w nim zauważyłam. Nie ukrywam, że zależy mi na tym, aby czytnik miał podświetlenie, gdyż bez problemu wtedy można czytać wieczorową porą.

Wszystkie inne informacje, o których tutaj nie wspomniałam znajdziecie tutaj: klik.

Bardzo chętnie odpowiem na wszystkie pytania w komentarzach, więc jeśli tylko coś się Wam nasunie, dajcie mi koniecznie znać.



Przeczytaj również:
E-booki nie takie straszne?
Wiosenny Tag Książkowy
Sprzedam Książkę - moja nowa inicjatywa

Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 marca 2017

Natalia Sońska - "Kropla zazdrości, morze miłości"

Natalia Sońska to autorka, która swoim debiutem, "Garść pierników, szczypta miłości" skradła moje serce, zdecydowanie! Jestem zakochana w jej książkach i bohaterach, a moją ulubioną bohaterką jest Hania Bielska! Bardzo się cieszę, że powstała kolejna, trzecia i jak mniemam ostatnia część losów Hani, Wiktora, Kingi i innych bohaterów.
Z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, aż będę mogła przeczytać tę powieść. I kolejny raz się nie zawiodłam. Spędziłam przy niej cały dzień, który przepełniony był samymi pięknymi chwilami spędzonymi wraz z bohaterami.

Kropla zazdrości, morze miłości to kontynuacja losów bohaterów dobrze nam znanych z "Garść pierników, szczypta miłości" oraz "Mniej złości, więcej miłości" (recenzje obu możecie znaleźć na blogu).

Kinga nie może pogodzić się ze stratą swojego ukochanego Daniela. Całe dnie spędza w łóżku, nie wychodzi z domu, izoluje się od wszystkich przyjaciół i rodziny. Pomocną dłoń wyciąga do niej Hania, jej najlepsza przyjaciółka, która robi wszystko, aby doprowadzić Kingę do normalności. Odbija się to jednak na jej związku z Wiktorem. Ciągły brak czasu, problemy Kingi, nowe stanowisko pracy Hani powodują, że w ich związku zaczyna się źle dziać. Ciągłe awantury, nieporozumienia doprowadzają do poluźnienia więzi między Wiktorem i Hanią. 

"Kropla zazdrości, morze miłości" to rewelacyjna książka! Czyta się ją błyskawicznie, mi zajęło to dosłownie jeden dzień (uroki zwolnienia chorobowego!). W powieści naprawdę dużo się dzieje, czytelnik od razu chce wiedzieć, jak to wszystko się zakończy. Poza tym..uwielbiam styl pisania Natalii Sońskiej, jest fenomenalny. Książkę czyta się tak lekko, chociaż w powieści poruszane są poważne tematy. W tym momencie należą się jej gratulacje za pomysłowość i kreację bohaterów, które są nieziemskie. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, czym ta część mogłaby mnie zaskoczyć, jednak autorka stanęła na wysokości zadania i sprawiła, że spędziłam z jej książką wspaniały dzień. 


Jeśli chodzi o bohaterów, to tutaj proporcje zostały rozłożone mniej więcej po równo. Tyle samo było wątków Kingi co i Hani, co bardzo mi się podobało, gdyż nie ukrywam, że Hania to moja ulubienica. Mimo, iż ją bardzo lubię, nie raz podczas czytania chciałam dać jej w twarz lub nakrzyczeć na nią jaka to ona jest głupia, że na własne życzenie psuje coś tak pięknego, o czym czytaliśmy w poprzednich częściach. 

Kingę natomiast najbardziej polubiłam właśnie w tej książce. Wcześniej trochę mnie denerwowała, jednak tym razem moja sympatia do niej zwiększyła się o wiele. Kobieta ta dużo przeszła. Straciła ukochanego, z którym będzie miała dziecko. Mimo, iż jej żałoba trwała długi okres czasu, przez który nie ruszyła się z domu ani na krok, po jakimś czasie daje radę wstać z łóżka i zrobić coś ze swoim życiem. "Przecież jestem potrzebna swojemu dziecku, które niedługo się urodzi. Muszę się wziąć w garść." Tak też robi i w tym momencie jestem z niej dumna! 

No i Artur - grr jak ja nie znoszę tego typa w tej powieści. Nic więcej nie powiem, ale jedno Wam mogę zdradzić...będzie się działo!


"Kropla zazdrości, morze miłości" to zdecydowanie książka godna polecenia. Podczas czytania przeżywałam wszystkie wydarzenia z bohaterami. Niepokoiłam się o nich, denerwowałam się na decyzje, które podejmowali i cieszyłam się ze szczęścia, które ich spotyka. Autorka stara się nam pokazać, jak zazdrość może wpłynąć na związek dwojga ludzi. Niezastąpione okazały się również mądrości babci Janiny, które właśnie wam przytoczę: 

"To ja wam powiem tak. Kropla zazdrości jest potrzebna w każdym związku. To właśnie zazdrość, zaraz obok miłości motywuje nas do walki o drugą osobę. To ona pozwala uświadomić sobie, ile ktoś dla nas znaczy. I w końcu to dzięki niej wiemy, że w ogóle kogoś kochamy! Że chcemy mieć go dla siebie i zrobimy wszystko, by ktoś inny nas nie uprzedził. Ale musimy z nią uważać, bo to bardzo pikantna przyprawa. Wlejmy ciut za dużo i posiłek będzie nie do przełknięcia! Kropla. Kropla zazdrości wystarczy. Bo nie ma miłości bez zazdrości..."

Uwielbiam autorkę za te słowa. Spójrzcie tylko, jak to jest pięknie napisane! 


Poza tym, chciałabym się jeszcze odnieść do całej serii. 
Po pierwsze - książki są fenomenalne i polecam je gorąco wszystkim, którzy chcieliby spędzić przyjemnie czas z cudownymi bohaterami. 
Po drugie - styl autorki, który jest przepiękny. Natalia pomimo tak młodego wieku potrafi tak dobrze operować słowami, aby wydobyć z czytelnika najgłębsze emocje. 
Po trzecie - same okładki krzyczą: "Kup mnie, kup mnie. Zobacz jakie jesteśmy piękne i jak wspaniale będziemy się prezentować w Twojej biblioteczce."
Po czwarte -  tytuły książek, które po prostu uwielbiam. Nie wiem jak autorka na nie wpadła, ale to jest naprawdę coś rewelacyjnego. 

Przeczytajcie i przekonajcie się, że to co tutaj napisałam, to czysta prawda. Miłej lektury wam życzę!
Czytaj dalej »

piątek, 24 marca 2017

Wiosenny Tag Książkowy!

Cześć!

Bardzo dawno na Blasku Książek nie było żadnego TAGU, prawda? Z racji, że mamy już wiosnę, przynajmniej tę kalendarzową, bo za oknem różnie bywa, postanowiłam zrobić dla was Wiosenny Tag Książkowy. Wiosna to zaraz koło lata moja ulubiona pora roku. Wszystko się zieleni, budzi do życia a człowiek od razu staje się weselszy i pełny życia. Zgadzacie się? 

1. Ulubiona książka z zieloną okładką! 
To chyba wszystkie zielone książki, jakie posiadam w swojej biblioteczce. Nie potrafię wybrać niestety jednej ulubionej, ale polecam Wam "Szukaj mnie wśród lawendy" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, z tym, że to jest trzecia, ostatnia część. Tak samo książki Katarzyny Michalak - "Wiśniowy dworek", "Spełnienia marzeń" i "Leśna Polana". "Ani na uniwersytecie" niestety nie czytałam, ale jestem bardzo ciekawa całej serii i w końcu na pewno znajdę dla nich czas!  

2. Książka, która zawsze wyciąga Cię z doła. 
Pierwsza książka, która mi przyszła do głowy to "Uroczysko" Magdaleny Kordel. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek śmiałam się tyle razy, co przy czytaniu tej książki. Naprawdę gorąco polecam! Na poprawę humoru - idealna! 

3. Najbardziej irytująco-optymistyczna książka. 
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co by tutaj odpowiedzieć. Chyba nie mam takiej książki, gdyż z reguły jeśli dana książka mnie irytuje, to to na pewno nie jest w pozytywnym sensie. Chyba jeszcze się nie spotkałam w swojej literackiej przygodzie z taką książką. 

4. Ulubiona książka, w której występują zwierzęta. 
Również miałam problem z tym, aby wskazać tę książkę. I znów mogłabym powiedzieć -  "Uroczysko" i sławna krowa, której imienia niestety nie pamiętam. Przypomniała mi się jednak jeszcze jedna książka - "Anioł stróż" Nicholasa Sparksa, jednego z moich ulubionych pisarzy. 

5. Ulubiona książka wydana na wiosnę. 
Jeszcze nie jest wydana, ale będzie. Właśnie na wiosnę. Kurcze, a jednak będzie ich więcej. No to tak: "Carpe Diem" Diane Rose, które czytałam niedawno przedpremierowo i w której się zakochałam. Jest to zdecydowanie najlepsza książka przeczytana przeze mnie w tym roku. Drugą książką jest "Wszystkie twoje marzenia" Agaty Czykierdy-Grabowskiej, której premiera planowana jest na maj. Również piękna książka, od której nie mogłam się oderwać i polecam Wam ją serdecznie!


6. Jest piękna pogoda. Idziesz do parku. Jaką książkę ze sobą zabierasz?
Konkretnego tytułu nie wskażę, ale na pewno jest to lekka, przyjemna książka, z którą mogłabym spędzić miło czas. Prawdopodobnie z gatunku new / young adult, albo obyczajówka. W sumie...mogłabym zabrać którąś książkę Sparksa, albo Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, gdyż na półce czekają nieprzeczytane jej książki, a jestem ich strasznie ciekawa! 

7. Ulubiona książka z okładką skąpaną w kwiatach. 
Aż musiałam wstać do mojej biblioteczki i sprawdzić, czy mam jakieś książki z okładką w kwiaty. I znalazłam "Wszystkie kolory nieba" Krystyny Mirek, zdecydowanie bardzo mi się podobała i polecam z czystym sercem. Oraz już trochę mniej, ale "Jak powietrze" Agaty Czykierdy-Grabowskiej. 

Do zabawy zapraszam: 
Ewelinkę - Redgirlbooks
Kamilę - Camilleshade
Gosię - Goszaczyta
Kasię - Kasiareads
oraz
Agnieszkę - Magical Reading

A jak wy odpowiedzielibyście na te pytania? 
Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

"Szept wiatru" Sylwii Trojanowskiej - fragment nr 8.


Od równo tygodnia na blogach książkowych możecie czytać po kolei fragmenty "Szeptu wiatru" Sylwii Trojanowskiej. Dzisiaj przyszła pora na mój, ósmy fragment. Jeśli nie mieliście okazji czytać od początku, podaję Wam kolejne blogi:


Turkusowa sowa

— To wcale nie było mądre — skwitowała Zośka, kiedy żegnałyśmy się, stojąc przed autem.
Zabraliśmy ją spod tej piekielnej bramy na drugą stronę „Trójkąta Bermudzkiego”, skąd sobie tylko znanymi przejściami przedostawała się do swojej oficyny.
— Oni z reguły nie cackają się z takimi jak ty. Mogli ci naprawdę zrobić krzywdę.
— Wiem, ale nic nie poradzę, że coś we mnie wstąpiło.
— Naprawdę to nagrałaś? — Zaprzeczyłam ruchem głowy. — Jesteś sprytna! Zaskoczyłaś go!
— Aha.
— Oni do tej pory mnie nigdy nie zaczepiali.
— Serio? To był pierwszy raz?
— Tak. Pierwszy. Pewnie dlatego, że zazwyczaj to mój ojczym z nimi w bramie stał, a odkąd go nie ma, Juliusz przejął dowodzenie.
— Ten typ ma na imię Juliusz? Jezu… Słowacki by się w grobie przewrócił! — Pogładziłam Zośkę po ramieniu. — Mieszkasz w strasznym miejscu, nie zazdroszczę ci.
— Ostatnio trochę się pogorszyło. Częściej przyłażą pod moją bramę, bo stąd nikt ich nie przegania. Czasami wystają pod nią całymi dniami.
— Nigdy więcej nie będę narzekała na swoją ulicę.
— Ja myślę! — Zośka zerknęła do samochodu. — Leć do matki, może musisz jej pomóc. Twój ojciec nieźle oberwał.
Mój ojciec rzeczywiście zaliczył potężny cios, który na dodatek urósł w oczach mojej matki do ciosu niemal śmiertelnego i to zadanego ręką dwa razy większego mężczyzny. Miałabym wątpliwości co do śmiertelności tego ciosu oraz gabarytów przeciwnika, ale postanowiłam nie umniejszać rangi tego wydarzenia.
— Byłeś taki bohaterski, Robercie! — powtarzała. — Ty też, Kasiu, choć uważam, że niepotrzebnie się narażałaś. Mogli ci coś zrobić!
— Tato sam powiedział, że trzeba działać, więc… natchnął mnie i zadziałałam — odpowiedziałam, choć o żadnym natchnieniu mowy być nie mogło.
— Moja krew… — odparł ojciec.
— Bo to twoja córeczka — dodała matka.
— Córeczka… — wymruczał niemal niesłyszalnie ojciec, ale ja doskonale usłyszałam to jakże obce w jego ustach słowo.
Ojciec spojrzał na mnie w lusterku wstecznym. Nie uśmiechnął się, choć pewnie w normalnych rodzinach ten serdeczny grymas stanowiłby całkowicie naturalną reakcję. My jednak nie tworzyliśmy normalnej rodziny. W normalnej rodzinie słowo „córeczka” w ustach ojca po prostu istnieje, szczególnie kiedy ta „córeczka” jest dzieckiem. Ja jednak nawet kiedy byłam mała, tego pieszczotliwego określenia nie doświadczałam, zazdroszcząc koleżankom, które miały to na co dzień. Od zawsze w ustach ojca byłam po prostu Katarzyną, tylko Katarzyną.
Nagle wszystko dookoła stało się nieważne, zapomniałam o tym, co przed chwilą się działo, o pyskówce, o zagrożeniu i o przypływie odwagi. Nagle byłam tylko ja i mój ojciec, i nasze spojrzenia, choć dalekie, to jednocześnie niemożliwie bliskie. Lampiłam się w jego odbicie, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałam. Ojciec przymknął oboje oczu, głęboko westchnął i jeszcze raz spojrzał na mnie w lusterku. Nieznacznie pokiwał głową. Nie wiem, czy słusznie, ale odebrałam to jako przeprosiny za tak późne zwrócenie się do mnie w sposób jak najbardziej właściwy, w sposób należny każdej niewinnej istotce, którą zapewne i ja w dzieciństwie byłam.
Moje ciało przeszył dreszcz, który był chyba wyrazem ulgi i radości, spowodowanej krótkim, ale jakże brzemiennym w skutki słowem „córeczka”.

Kolejny fragment pojawi się jutro u Klaudii -  porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com
Czytaj dalej »

sobota, 18 marca 2017

E-booki nie takie straszne?

Pamiętam, że jeszcze nie tak dawno byłam zupełnie przeciwna e-bookom i wszystkim formom czytania innym niż książka papierowa. Zawsze, gdy tylko dostałam pytanie - książka tradycyjna czy e-book? Od razu, bez wahania odpowiadałam tradycyjna. Jednak ludzie się zmieniają, ja również przekonałam się do elektronicznej formy książek. Początkowo wszystkie e-booki czytałam na telefonie, jednak gdy z telefonu przeniosłam się na czytnik, oszalałam. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że jest to takie wygodne. 


Dzisiaj chciałabym właśnie porozmawiać z Wami na ten temat. Czy wolicie książki papierowe, czy e-booki i dlaczego? 

Ja, mimo iż od zawsze twierdziłam, że nie tknę się książek elektronicznych, w końcu nadszedł ten czas, że musiałam. Zaczęło się od przedpremierowych książek od wydawnictw, które były właśnie głównie w formie PDF. Chciałam przeczytać i zrecenzować, więc musiałam znieść formę tej książki, jakim był właśnie e-book. Początkowo zawsze czytałam na moim telefonie, co było kosmicznie niewygodne. Pobrałam sobie z Google Play aplikację do e-booków na telefonie - Aldiko i do tej pory powiedziałabym Wam, że naprawdę ją polecam, że czyta się dobrze. Czytałam w taki sposób naprawdę przez długi czas, co było bardzo szkodliwe dla moich oczu. Jednak nie zważałam na to. Czytałam dalej. 

Potem miałam taki okres, że zastanawiałam się nad zakupem czegoś większego do czytania. I pojawił się dylemat - czytnik e-booków, czy może tablet? "Hmm, tablet będzie chyba lepszy. Więcej opcji, poza tym można na nim robić różne inne rzeczy, niż tylko czytać." I tak myślałam, myślałam, dużo czytałam na ten temat  i po jakimś czasie stwierdziłam jednak, że czytnik będzie lepszy. I nie myliłam się! Ktoś, kto wymyślił takie urządzenie, jest dla mnie absolutnym geniuszem! I wiem, że już nigdy nie wrócę do niewygodnego czytania na telefonie! 
Jeśli chodzi o czytnik, to jestem właśnie na etapie jego wyboru. Będę testowała 5 różnych modeli i mam nadzieję, że zdecyduję się na któryś, który naprawdę spełni moje oczekiwania. (Na zdjęciu pierwszy z nich -  PocketBook Basic Touch 2, którego właśnie testuję).


Nigdy nie sądziłam, że czytanie e-booków może być takie wygodne i wciągające. I dopiero teraz dopiero doświadczyłam na "swojej skórze" ile taka forma czytania ma plusów. 

Po pierwsze - czytnik możesz zabrać dosłownie wszędzie, można mieć go cały czas przy sobie, ponieważ jest lekki i nie zajmuje dużo miejsca.
Po drugie - na jednym urządzeniu możemy mieć ze sobą mnóstwo książek, jakie tylko chcemy.
Po trzecie - możesz dostosować rozmiar czcionki na taką, jaka ci pasuje.
Po czwarte - możesz szybko znaleźć tekst, do którego chcesz wrócić, nie przekopując całej książki.
Po piąte - żywotność baterii w czytnikach jest naprawdę duża. Możesz czytać przez około miesiąc bez konieczności ładowania.

Nie oznacza to jednak, że rezygnuję z czytania papierowych książek - nie!  Nadal je uwielbiam i nie wyobrażam sobie, że mogłyby zniknąć, jednak, no cóż. Zdecydowanie bardzo polubiłam się z elektronicznymi książkami. 

Jestem natomiast bardzo ciekawa Waszego zdania odnośnie e-booków. Czytacie? Lubicie? E-book czy książka papierowa? Podyskutujmy w komentarzach! 
Czytaj dalej »

piątek, 17 marca 2017

Sprzedam Książkę - czyli moja nowa inicjatywa.

Witajcie Kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z czymś specjalnym. Wczoraj, zupełnie spontanicznie przyszedł mi do głowy pomysł związany ze sprzedażą książek. Spojrzałam na swoją biblioteczkę i stwierdziłam, że jest tutaj mnóstwo książek, do których już na pewno nie wrócę. Szkoda, aby siedziały one bezużytecznie i kurzyły się. Dlatego postanowiłam zrobić wyprzedaż biblioteczki. Chciałam to zrobić na Instagramie, bo tam mam mnóstwo osób czytających książki. 

I wtedy mnie natchnęło, stwierdziłam, że na pewno jest dużo więcej takich osób, które chcą się pozbyć książek ze swojej biblioteczki. Dlatego stworzyłam "Sprzedam Książkę", czyli miejsce dla książkoholików, którzy zarówno chcą sprzedać książki, kupić, czy wymienić się nimi. 

Nie sądziłam, że ten pomysł aż tak przypadnie Wam do gustu. Dostałam mnóstwo pozytywnych słów na ten temat i to jeszcze bardziej zmobilizowało mnie do działania. A działać będę na Instagramie i Facebooku

Zapraszam Was serdecznie do obserwowania i udostępniania. Myślę, że to naprawdę może być rewelacyjna sprawa. 

Już dzisiaj pojawią się pierwsze ogłoszenia książek na sprzedaż. 

Klikając na zdjęcie, przeniesie Was na Instagrama i Facebooka.



Czytaj dalej »

czwartek, 16 marca 2017

Zapowiedź najlepszej książki tego roku - "Carpe Diem" Diane Rose

Diane Rose to jej pseudonim literacki, a "Carpe Diem" to jej debiut. Najlepszy debiut, jaki kiedykolwiek czytałam! 28 marca to dzień, w którym będziecie mogli nabyć już tę genialną książkę.
Ja jestem jej ambasadorką, książkę już przeczytałam, jestem w niej zakochana i zazdroszczę Wam, że ta lektura jest jeszcze przed Wami. Naprawdę bardzo chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz! 



Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak za nim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil…

"Carpe Diem" to niezwykła książka. O prawdziwej miłości, szczęściu, radości ale i zmierzaniu się z brutalną rzeczywistością, która potrafi skomplikować całe życie. Uwielbiam ją! Przy żadnej innej książce nie wylałam tyle łez. Absolutny majstersztyk. Aż trudno uwierzyć, że to debiut. Autorka uczy nas, aby cieszyć się z małych rzeczy, dobrych chwil, wtedy życie staje się dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. Musicie ją przeczytać i poznać tę wzruszającą historię Rose i Daniela! 


Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam ją przeczytać. Naprawdę nigdy wcześniej nie czytałam niczego równie wzruszającego, a co dopiero takiego debiutu. Będę ją polecała wszystkim, których tylko spotkam na swojej drodze, możecie być tego pewni. 

Premiera 6 kwietnia !

(Premiera się przesunęła w czasie)
Czytaj dalej »

niedziela, 12 marca 2017

Richard Paul Evans - "Scieżki nadziei"



Niejednokrotnie wspominałam Wam, że zarówno Richard Paul Evans jak i Nicholas Sparks to moi ulubieni autorzy i że jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich twórczości. Chyba jednak w końcu musiał nadejść ten dzień, w którym nie wszystko będzie tak kolorowe.  

Wyprzeć się własnej przeszłości to znaczy spalić most, którym musimy przejść, by zrozumieć samych siebie.

Na rynku wydawniczym pojawiła się ostatnio nowa książka Richarda Paula Evansa, którą po prostu musiałam przeczytać. Wszystkie poprzednie, które czytałam zachwyciły mnie niesamowicie. Dlatego pomyślałam, że ze "Ścieżkami Nadziei" będzie tak samo. Niestety trochę się rozczarowałam. 
 
Po śmierci ukochanej żony, utracie domu i pracy Alan wyruszył w pieszą podróż przez całą Amerykę. Sam. Z jednym plecakiem. Z mnóstwem pytań o sens życia i cierpienia. Podczas swej niezwykłej wędrówki doświadczył dobra i ciepła, otrzymał pomoc i przekonał się o sile, jaką dać może tylko przyjaźń. Spotkał ludzi, którzy na zawsze odmienili jego życie. Powoli odzyskiwał nadzieję. Ale nigdy nie wiemy, co czeka nas za zakrętem drogi. Los znów kazał Alanowi przerwać podróż i poddał go kolejnej ciężkiej próbie. Teraz jednak Alan ma coś, czego mu brakowało, zanim wyruszył – bagaż doświadczeń i mądrość zdobyte podczas wędrówki. Czy to wystarczy, aby dokończyć podróż? Czy Alan zostawi za sobą przeszłość i znajdzie siłę, by żyć na nowo? Czy odzyska szanse na miłość i zwykłe ludzkie szczęście?
  
Szkoda, że serc nie można przestawiać na sterowanie ręczne.

W powieści mamy do czynienia z Alanem, który postanawia przejść pieszo przez całą Amerykę, aż do pewnego miejsca. Jednak na jego drodze staje mu choroba ojca, która zmusza go do przerwania trasy i powrotu do domu, aby zająć się chorym ojcem. 

I właśnie to jest część, która podobała mi się najbardziej, którą czytałam z wyraźnym zainteresowaniem, od której nie mogłam się oderwać. Świetnie została przedstawiona relacja na linii ojciec-syn. Ten młodszy w obliczu śmierci ojca robi wszystko, aby poznać lepiej swojego tatę, aby nadrobić stracony czas, który zaniedbał w przeszłości. Wtedy też dowiaduje się wielu interesujących faktów z życia ich rodziny. 

Po punkcie kulminacyjnym powieści, bohater znów wyrusza w trasę. I tutaj robi się już dla mnie zbyt nudno. Książka staje się rozwleczona poprzez zupełnie niepotrzebne opisy między innymi jedzenia. Ja rozumiem, że to mogłoby być ciekawe gdyby było to raz na jakiś czas, a nie każdego dnia dowiadujemy się, co nasz bohater jadł. Mnie się to nie podobało. Właśnie przez takie niepotrzebne opisy ta książka od połowy bardzo mnie nudziła i tylko czekałam na zakończenie. 

-Chcę o niej zapomnieć. Wtedy nie będzie tak bolało.
Pokręcił głową.
-To by było gorsze od bólu. - Ukucnął obok mnie. - Dzięki naszym wspomnieniom jesteśmy tym, kim jesteśmy. Bez nich jesteśmy niczym. Jeśli to znaczy, że czasami musimy poczuć ból, to warto.

Wiem jednak, że wielu osobom ta książka bardzo się podobała, jednak ja nie będę należeć do jej fanów. Niestety tym razem autor mnie nie porwał swoim pomysłem na książkę. Brakowało mi emocji, które Evans naprawdę umie opisać genialnie.

Czytaj dalej »