wtorek, 29 listopada 2016

Kim Holden - "Promyczek"


Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.


Oboje to czują.

Oboje mają powód, by z tym walczyć.
Oboje skrywają tajemnice.



Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…

Mogą również zniszczyć.

Jak ja kocham tę książkę. Nawet sobie tego nie wyobrażacie. Jeśli jesteście jeszcze przed lekturą, zaopatrzcie się w chusteczki, bo gwarantuję wam, że będą potrzebne. 































Bardzo długo zwlekałam z lekturą jej, naprawdę. Nigdy wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać, chociaż chęci były od samego początku. Dopiero niedawno udało mi się ją zdobyć. Od razu zabrałam się do czytania. Wiedziałam mniej więcej czego mogę się po niej spodziewać, jednak mimo wszystko podchodziłam do niej z lekkim dystansem. Nie lubię się rozczarowywać książkami, które wszyscy uwielbiają. Tym razem na szczęście tak nie było. Pokochałam tę powieść dokładnie tak, jak wszyscy inni, którzy mi ją polecali. 

Kate, Gus, Keller, Shelly, Clay i inni. Bohaterowie, których autorka wykreowała w tej powieści są nieziemscy.  Kate, główna bohaterka - tak bardzo pozytywna osoba, którą pokochałam całym sercem. Tyle ciepła i radości wniosła w tę książkę. Nic więc dziwnego, że ma tylu wiernych i oddanych przyjaciół, którzy zrobiliby dla niej wszystko. I "Promyczek" idealnie do niej pasuje. Mimo, iż w swoim życiu naprawdę wiele przeszła, nie traci pogody ducha i swoim optymizmem zaraża innych.
Gus - jej najlepszy przyjaciel, gitarzysta. Razem z przyjaciółmi założył zespół muzyczny Rook. Kocha Kate całym sercem. Jest dla niej jak brat, ale czy tylko? Wspierają się w każdej chwili, uwielbiają się, nie mogą bez siebie żyć. 
Keller - boski przystojniak, dla którego nie tylko Kate straciła głowę, ja również. Uwielbiam go za wszystko. Taki mój prywatny ideał i bohater. Jego historia mnie tak bardzo przejęła, a z drugiej strony byłam, jestem z niego tak bardzo dumna. Shelly - nowa przyjaciółka Kate, którą poznała w Grant i z którą świetnie się dogaduje. 

Wszyscy bohaterowie wykreowani są tak bardzo realistycznie, że nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś na ulicy spotkała Shelly, Kellera czy Kate. Jestem pewna, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Relacje, jakie są między nimi bardzo mi się podobały. Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, śledząc losy nastolatków. 

Wiem, że czytelniczki dzielą się na zwolenników Gusa i zwolenników Kellera. Moje serce zdecydowanie skradł Keller, który od samego początku mnie kupił swoją osobą. Potem tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu. A na koniec...serce mi pękało z żalu nad tym, co musi przeżywać. 


Przepiękna historia o miłości, przyjaźni, życiu i tym, że trzeba się nim cieszyć, póki tylko można. Kate uczy nas tego, żeby każdy dzień traktować jakby miał być ostatnim, niczego nie żałować, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym. Ona jest tego idealnym przykładem, z której naprawdę można brać przykład. 

"Promyczek" mógłby być podzielony na dwie części. "Przed" w którym poznajemy codzienne życie nastolatki, która zaczęła studia, poznaje nowych przyjaciół, wychodzi na imprezy, korzysta z życia, spotyka na swojej drodze kogoś, w kim zakochuje się, chociaż tego nie chce. I to była ta część bardzo spokojna, przy której można się odprężyć i zrelaksować. I "Po", czyli momenty, w których poznajemy tajemnice. Zarówno Kate jak i Kellera. I to właśnie wtedy serce zaczyna bić szybciej, nie chcesz wiedzieć, jak to się skończy i już wtedy wiadomo, że to jest najlepsza książka wydana w tym roku. Idealna. Wspaniała. Cudowna. Wzruszająca. 

To nie jest zwyczajna książka. To powieść, która złamie Ci serce i sprawi, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Będziesz płakać, wylewać łzy, rozpaczać razem z bohaterami. Będzie ci ich tak strasznie żal. Nie będziesz mogła się powstrzymać przed szlochem. Twoje łzy będą spływać na książkę, litery będą się zamazywać. Nie będziesz widzieć nic. A potem stanie się to, czego tak bardzo nie chcesz przeczytać. Skończysz książkę i nie będziesz mogła przestać o niej myśleć. Dokładnie tak jak ja w tym momencie. Teraz tylko czekam, aż "Gus" będzie w końcu mój i będę mogła poznać dalsze losy bohaterów. 


Czytaliście? Dajcie koniecznie znać jak Wam się podobała książka i za którym z Panów jesteście? Gus czy Keller? 


Czytaj dalej »

sobota, 26 listopada 2016

R.K. Rilley "Podniebny lot"


Bianca pracuje jako stewardesa w pierwszej klasie luksusowych linii lotniczych. Jest młodą, piękną kobietą o blond włosach. Jej pewność siebie i profesjonalizm sprawiają, że jest szanowanym pracownikiem i wypełnia swoje obowiązki w skrupulatny sposób. Nie zawsze jednak w jej życiu wszystko było tak poukładane. Jej dzieciństwo bardzo odbiegało od normalnego życia, przeżyła więcej niż większość dorosłych ludzi i wyszła z tego bardzo dojrzała i samodzielna. Dlatego też w jej życiu poza najlepszym przyjacielem Stephanem nie ma miejsca dla nikogo innego, dziewczyna nie ufa ludziom i stara się sama układać swoje życie.
Jak zawsze jednak przewrotny los potrafi zaskoczyć, gdy na jej drodze pojawia się mężczyzna i to nie byle jaki mężczyzna. James poznał Biancę podczas jednych z podróży i postawił sobie za cel zdobycie jej. Jego nieprzeciętna uroda i charakter nie ułatwiały sprawy dziewczynie i trudno się dziwić, że nie mogła mu się oprzeć. Przerażające jest jednak to w jaki sposób James kieruje swoim życiem, bogaty, przystojny, ma jednak jedną bardzo kontrowersyjną cechę – uwielbia być na pierwszym miejscu i czuć, że ma władzę nad drugim człowiekiem, nad kobietą. Nie chodzi tutaj o zaciągnięcie jej do sprzątania, chodzi o pragnienie, by była mu podporządkowana, uległa i skłonna do jego niebezpiecznych zabaw w łóżku. Czy Bianca, która tak wiele w życiu przeżyła, jest w stanie aż tak zmienić wszystko o co tak długo walczyła dla faceta, który przeraża ją za każdym razem kiedy proponuje coś kontrowersyjnego, a jednocześnie tak bardzo ją pociąga? Nie wiem, czy potrafiłabym się odnaleźć na jej miejscu.

"Przez chwilę siedziałam w pełnym zdumienia milczeniu, nie potrafiąc ani wyrazić zgody, ani zaprotestować. Naprawdę tego pragnęłam, mimo że wcześniej nigdy czegoś takiego nie rozważałam. Wiedziałam, że nic takiego nigdy by się nie zdarzyło, gdyby nie to, że pewien miliarder nagle zaczął się obsesyjnie interesować każdym aspektem mojego życia."

„Podniebny lot” to pierwszy tom serii „W przestworzach”. Trudno nie porównywać tej książki do „Pięćdziesięciu twarzy Grey`a” i być może nie bez powodu, ponieważ James i Grey są bardzo do siebie podobni. Ja czytając tę książkę miałam momenty, kiedy musiałam przerwać, żeby zastanowić się, czy to naprawdę możliwe, żeby ludzie zachowywali się w taki sposób, jednak nie można jej tak po prostu zostawić, bo niesamowicie zachęca do poznania dalszych losów bohaterów.
Myślę, że warto przeczytać tę serię i przekonać się na sobie, jak zareagujemy na taki typ literatury. Ja nie żałuję i czekam na kolejne książki autorki. Polecam!
Czytaj dalej »

czwartek, 24 listopada 2016

Kasie West - "Chłopak na zastępstwo"

Book Toury to ostatnio bardzo popularna forma promocji książek. Pomysł oczywiście zawdzięczamy zagranicznym kolegom, książkoholikom. Bardzo cieszę się, że ta forma przyjęła się w Polsce. I właśnie dzięki book tourowi organizowanemu przez Martę z bloga Wymarzona Książka miałam okazję przeczytać "Chłopaka na zastępstwo". 




Nie jesteśmy doskonali i wcale nie powinniśmy tacy być.

Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś najpopularniejszą dziewczyną w szkole, przewodniczącą samorządu szkolnego. Masz przyjaciółki, które są równie popularne, jak ty. Dzisiaj jest ten wielki wieczór. Wystroiłaś się jak Stróż w Boże Ciało, wyglądasz olśniewająco. To właśnie dzisiaj Twoje przyjaciółki mają poznać twojego idealnego chłopaka - Bradleya. On jednak zrywa z tobą przed samym balem maturalnym, na parkingu, przed wejściem. No i co teraz? Jak zachowałabyś się? 

Gia jest bardzo zdeterminowana. Nie może pójść na bal sama. Inaczej dziewczyny pomyślą, że Bradley tak naprawdę nie istnieje i Gia go sobie wymyśliła. Na parkingu zauważa jednak chłopaka siedzącego w samochodzie i czytającego książkę. Myśli sobie: Raz kozie śmierć! Podchodzi do niego i składa mu propozycję nie do odrzucenia: Nieznajomy, możesz pójść ze mną na bal i udawać mojego chłopaka? Chłopak się godzi i po jakimś czasie wchodzą razem na salę. Co dalej? Tego musicie dowiedzieć się sami!


Książka jest cudowna! Fajna, lekka, przyjemna młodzieżówka. Tak bardzo romantyczna i słodka, jednak dająca do myślenia. Bo nie jest to kolejna bezsensowna młodzieżówka o niczym, o nie. To powieść z morałem, który jestem pewna, każdy potrafi dokładnie odczytać.

"Chłopak na zastępstwo" to powieść o tym, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Autorka poprzez  przykład głównej bohaterki chciała nam dać do zrozumienia, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co w życiu jest naprawdę ważne. Często też otaczamy się nieodpowiednimi ludźmi, oszukujemy, kłamiemy, aby tylko inni ludzie dobrze o nas myśleli, dowartościowują nas lajki i to, co ludzie o nas myślą.

Jak mierzymy dziś naszą wartość? Liczbą lajków, które otrzymał nasz post, tym, jak wielu mamy znajomych czy ile zebraliśmy retweetów? Czy w ogóle wiemy, co tak naprawdę myślimy, dopóki nie przedstawimy naszych myśli w sieci i nie dowiemy się od innych, ile ich zdaniem są warte?


Powiem Wam, że książka jest bardzo pouczająca. Jestem przekonana, że powinny po nią sięgnąć wszystkie nastolatki we współczesnym świecie. Nie dość, że bardzo przyjemna w odbiorze, czyta się ją rewelacyjnie, aż się oderwać nie można, to jeszcze nie brakuje w niej morału. Dawno nie spotkałam się z taką książką dla młodzieży, dlatego daję jej ogromnego plusa i żałuję, że tak szybko się skończyła. 


Bohaterowie wykreowani są bardzo dobrze. Dokładnie tak, jak powinni. Gia i jej denerwujące przyjaciółeczki są idealnie przedstawione. Bardzo podobał mi się proces przemiany głównej bohaterki, która pod wpływem nowych znajomości zmienia się i dostrzega co tak naprawdę w życiu jest ważne i co powinno się liczyć. 


Polecam ją wszystkim. Bardzo cieszę się, że mogłam ją przeczytać i dziękuję Marcie, że dała mi taką możliwość. Book Toury to jednak świetna sprawa. Wiem, że będę brała udział w kolejnych, więc jak wiecie o jakimś, dajcie znać w komentarzu! 

Jestem również ciekawa kolejnej książki tej autorki "Chłopak z sąsiedztwa"! 

Czytaliście? Dajcie znać jak Wam się podobała! 


Czytaj dalej »

sobota, 19 listopada 2016

Magdalena Witkiewicz - "Pracownia dobrych myśli"

Magdalena Witkiewicz, to pisarka, która dała mi się poznać przy książkach: "Pierwsza na liście", "Po prostu bądź", czy "Cześć, co słychać?" Bardzo spodobała mi się jej twórczość, dlatego z całą przyjemnością zabrałam się za czytanie "Pracowni dobrych myśli". I jest to cudowna książka.

"Wszystko przychodzi z czasem. Gdy tylko na to czekasz, czekasz całe życie. A gdy przestajesz czekać, los robi Ci niespodziankę i to, na co wcześniej czekałaś, po prostu się dzieje." 


"Pracownia dobrych myśli" to nowo powstała kwiaciarnia znajdująca się w kamienicy przy ulicy Przytulnej 26. Kamienica ta ma również swoich bohaterów, których możemy poznać podczas czytania tej książki. I tak po kolei mieszkają w niej: 

Giga, czyli Genowefa - najnowsza i najmłodsza lokatorka pracująca w telewizji, która ma za swoją szefową Curellę de Mon - idealne porównanie! To właśnie dzięki niej ludzie mieszkający na Przytulnej poznają się, i zaprzyjaźniają. 
Ewa - wdowa zakochana nadal w swoim zmarłym mężu, ma cudowną córeczkę Amelkę. Kobieta cały czas wspomina swojego zmarłego męża, nie pozwala sobie na radość, bo myśli, że powinna być smutna, skoro jest wdową. 
Florian -  właściciel "Pracowni dobrych myśli", syn Grażyny. Uroczy człowiek, który wie co to prawdziwa sztuka. Założył kwiaciarnię, aby sprawiać ludziom przyjemność. Jest zdania, że każda nieszczęśliwa, bez nastroju kobieta powinna włożyć sobie we włosy kwiat, wtedy staje się szczęśliwsza. Przyjaźni się z Tomaszem, motocyklistą i  mieszkańcami kamienicy. 
Grażyna, artystka, które całe dnie spędza w swoim gabinecie, w którym maluje. Matka Floriana, która nie jest szczęśliwą kobietą, dlaczego? Przeczytajcie. 
Pani Wiesia - zdecydowanie moja ulubienica. Najcudowniejsza osoba w całej powieści. Około osiemdziesięcioletnia kobieta mieszkająca w kamienicy. Większość dnia spędza w oknie obserwując to, co się dzieje w okolicy. Nie jest to jednak typowa babcia, która wszystko wie najlepiej i do wszystkiego się wtrąca. To rewelacyjna kobieta, która swoim poczuciem humoru, swoją osobą sprawia, że znikają wszystkie troski. To kobieta, która nie lubi kłopotów. To właśnie ona ma swoją magiczną miksturę - malinówkę, która jest dobra na wszystkie troski. I pita jest przez mieszkańców "dla zdrowotności". Kolejna osoba, która skrywa tajemnicę.
Jest też pan Zbyszek, starszy mężczyzna, który dużo czasu spędza z panią Wiesią.

"Jeżeli kogoś kochasz, nie unoś się dumą. Rób wszystko tak, byś potem za kilkadziesiąt lat nie żałował, że czegoś nie zrobiłeś." 



Lubię, cenię, ubóstwiam, uwielbiam tę książkę. Czegoś takiego właśnie było mi trzeba. "Pracownia dobrych myśli" to wspaniała, ciepła lektura przedstawiająca losy mieszkańców Przytulnej 26. Ich perypetie są napisane w genialny sposób. Dawno nie czytałam żadnej książki, która tak bardzo potrafiłaby mnie rozbawić. (Ostatnio to chyba Uroczysko Magdaleny Kordel, ale kiedy to było!). Tak jak już wspominałam, Pani Wiesia to zdecydowanie moja ulubienica. Jej pomysły, chęć życia, radość wypływająca z niej, chęć niesienia pomocy, to wszystko spowodowało, że książka tak bardzo mi przypadła do gustu. Wyobraźcie sobie osiemdziesięciolatkę, która postanawia kupić sobie tablet i uczy się go obsługiwać, ogląda "programy po godzinie 22" razem z innym lokatorem, a to tylko część z jej szalonych pomysłów. Znana jest również z tego, że nie lubi kłopotów i częstuje wszystkich swoją nalewką malinową, którą pije "dla zdrowotności" i która jest najlepszym lekarstwem na wszystkie troski i zmartwienia. 

"Bo ta miłość to taka trochę bańka jest. Pryśnie nagle, zupełnie nie wiadomo kiedy. I kiedy jeszcze jest szansa pozbierać to, co po tej miłości zostało, ci durni ludzie unoszą się dumą i pychą i nic nie robią. No i potem z tego tylko kłopoty są."

Obiecuję Wam, że nie będziecie się nudzić przy tej książce, wręcz przeciwnie. Będzie to dla Was idealny odpoczynek, dokładnie taki, jaki był dla mnie. Przy tej książce można się cudownie zrelaksować. Czytałam ją z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam się od niej oderwać, bo chciałam wiedzieć, jak potoczą się ich dalsze losy. I jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona!

Jest to tak przyjemna i ciepła lektura, że nie będziecie mogli się od niej oderwać. Jestem pewna, że czytając ją będzie Wam cieplej na sercu. I nie można tego rozumieć jako: skoro tak mówi, na pewno jest to książka przesłodzona do granic wytrzymałości. Zdecydowanie nie!


Uwielbiam w Pani Magdzie to, że potrafi pisać w tak lekki i przyjemny w odbiorze sposób, z poczuciem humoru, którego nie brakuje w "Pracowni dobrych myśli", ale potrafi również poruszać poważne tematy. Bo ta powieść to nie tylko śmiech. To coś więcej. To powieść o tym, co tak naprawdę w życiu jest ważne, a więc o miłości, przyjaźni i szczęściu, bez którego życie nie byłoby takie piękne. 

"Mówi się, że gdy człowiek idzie właściwą życiową ścieżką, to cały wszechświat mu sprzyja, by mógł nią iść dalej."

Jeśli chcecie poprawić sobie humor, przeczytać coś przyjemnego, odprężyć się, "Pracownia dobrych myśli" będzie idealnym wyborem. Polecam ją z całego serca!

Czytaj dalej »

niedziela, 13 listopada 2016

Nicholas Sparks - "Spójrz na mnie"


Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery.
A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy. 


Kolejna powieść od mojego króla powieści obyczajowych. Uwielbiam Sparksa i chyba wszyscy o tym wiedzą. Kiedyś nałogowo czytałam jego książki, jedna po drugiej, jednak jeszcze nie wszystkie udało mi się przeczytać. Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić w najbliższym czasie. Dzisiaj jednak mam dla Was opinię o najnowszej powieści Nicholasa Sparksa - "Spójrz na mnie". 


Pierwsze, co pomyślałam po przeczytaniu jej to: "Kurczę, to zupełnie inny Sparks. Tego jeszcze nie było." Jednak wszystko to jest zdecydowanie na plus. Nicholas Sparks przyzwyczaił nas do iście romantycznych historii, więc byłam trochę zaskoczona czytając "Spójrz na mnie", gdzie pojawiły się wątki kryminalne. 

Poznajemy Collina i Marię. Dwójkę osób, skrajnie od siebie różnych. Ona - pani prokurator, On - zawodnik walk MMA Nikt normalny nie przypuszczałby, że mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego. Jak się jednak okazuje, mogą mieć. I to o wiele więcej, niż można się było spodziewać. Zaczynają się spotykać i zakochują się w sobie. Ich miłość jest piękna, prawdziwa i godna naśladowania. 


Maria zostaje obiektem prześladowania i nękania - bukiet w samochodzie czy przebite opony to tylko dwa przykłady, których używa gnębiciel. Kobieta ma pojęcia kim może być jej prześladowca. Razem z Collinem próbują się czegoś dowiedzieć na ten temat. I gwarantuję Wam, że nie domyślicie się, kim on był. Ja byłam w szoku, nie spodziewałam sie totalnie. Ale to dobrze, o to chodziło. Tyle zagadek do rozwiązania, tajemniczości, niespodziewanych zwrotów akcji. Podobało mi się! 

Dynamiczna akcja, wspaniali bohaterowie, tajemnice, zagadki i oczywiście miłość w roli głównej. Tak można zdefiniować książkę "Spójrz na mnie". Dodatkowo ta przepiękna okładka, od której nie potrafię oderwać wzroku do tej pory!

Polecam ją naprawdę wszystkim. I fanom Sparksa, których raczej nie trzeba namawiać, ale również tym, którzy mają jeszcze przed sobą zapoznanie się z twórczością tego autora. Jestem pewna, że nie będziecie żałować! 

Czytaj dalej »

wtorek, 8 listopada 2016

Krystyna Mirek - "Jabłoniowy Sad. Spełnione marzenia"


W końcu doczekałam się trzeciej części "Jabłoniowego sadu", chyba mojej ulubionej serii w ostatnim czasie. I od razu zabrałam się do czytania!

Aniela ułożyła sobie życie z ojcem małej Ani i wyjechała do Warszawy, do ukochanego. Na miejscu, pod Krakowem została pozostała część rodziny. Jan przeniósł swoją księgarnię do nowo otwartej galerii handlowej w Krakowie i pracuje teraz jeszcze dłużej. Księgarnia jednak przynosi dużo większe zyski, z czego właściciel jest bardzo zadowolony. Helena natomiast zajmuje się  domem, nie zważa na swoje zdrowie, z którym ostatnio jest coraz gorzej. Kobieta ma na głowie ma mnóstwo obowiązków, dodatkowo doszła jej jeszcze opieka nad synami Maryli, która wraz z mężem i dziećmi przeprowadziła się do domu Zagórskich i razem próbują wspólnego życia od nowa. Julia nadal większość swojego czasu spędza w swoim gabinecie weterynaryjnym. Tam poznaje Bartosza, przystojnego mężczyznę, który będzie próbował zabrać dziewczynie trochę czasu. Gabrysia natomiast pogodziła się z faktem, że nie może mieć dzieci, jednak jej instynkt macierzyński doprowadza ją do szaleństwa. Można powiedzieć "chciała dobrze, a wyszło jak zwykle" i właśnie od tego momentu akcja w powieści zaczyna się rozwijać bardzo szybko. 


 "Miłość powinna być na receptę. Wydawana tylko osobom przebadanym przez lekarzy z dołączoną informacją, że wcześniej należy przeczytać ulotkę, by być świadomym wszystkich skutków ubocznych."


Tym razem autorka skupiła się na Julii, Gabrysi i Maryli. Tych dwóch pierwszych było bardzo mało w poprzednich tomach, więc prawie ich nie znałam. Początkowo nie chciałam poznać. Marzyłam tylko o tym, aby dowiedzieć się, co słychać u Anielki i jej nowej rodziny, jak im się układa, jak Ania zaakceptowała w swoim życiu ojca. Jednak nic takiego nie otrzymałam. Dostałam jednak historię pozostałych sióstr, która niczym nie odbiegała od poprzednich tomów. Mogę nawet powiedzieć, że jest chyba najbardziej emocjonującą częścią z cyklu. Zdecydowanie najbardziej mi się podobała.

Bohaterowie nadal wykreowani są rewelacyjnie. Jan i Helena Zagórscy, jako głowa rodziny, seniorzy rodu pragną, aby wszystko w ich życiu i życiu ich córek układało się jak najlepiej. Dlatego Helena pomimo swojego słabego zdrowia, nie przyznaje się, tylko nadal wykonuje swoje obowiązki i nie pozwala nikomu się odciążyć. Jan natomiast pragnie spełnić swoje marzenie. Chciałby mieć księgarnię, która prosperowałaby jak najlepiej się da. Przez to zaniedbuje swoją rodzinę. Jednak jest to mądry mężczyzna, który wie, co w życiu naprawdę się liczy.

"Dotknęła dłoni męża i zapomniała o wszystkich innych sprawach. Miłość ma taką moc. I może pojawić się wszędzie, o każdej porze. Niezależnie od wieku, stanu cywilnego ani tego, czy związek jest po przejściach, czy też nie."



Dopiero dzień, który dla nich wszystkich jest koszmarem, pozwala zwolnić i spotkać się całą rodziną - w szpitalu. Nie będę zdradzać komu i co się stało, ale właśnie w tym momencie widać jaką siłą jest rodzina, jak potrafią się zjednoczyć wszyscy, być razem i wspierać się w każdej sytuacji. 

Uwielbiam tę powieść, czytało mi się ją bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Autorka pisze rewelacyjnie, tak, że nie sposób się oderwać od lektury.

To pełna ciepła, miłości, przyjaźni powieść o tym, co w życiu jest najważniejsze. Pani Krysia wspaniale promuje w niej wartości jakimi są rodzina i miłość. Dzieli się z nami tym, co według niej w życiu najbardziej się liczy. A jest to dom i rodzina, do której zawsze można się zgłosić po pomoc, radę, czy podzielić się z nimi wspaniałymi wieściami.

"Miłość jest tajemnicą i rządzi się swoimi prawami. Ma tyle odmian, ilu ludzi na świecie. Nie da się jej wpisać w prosty rachunek prawdopodobieństwa." 

 Bohaterów pokochałam całym sercem. Są to tacy ludzie, których nie sposób nie polubić. Z trzech sióstr, z którymi mamy do czynienia w tym tomie, najłatwiej znalazłabym wspólny język z Julią, której kibicowałam przez całą powieść. Podczas czytania czułam się, jakbym stała gdzieś obok i przyglądała się życiu bohaterów z boku. Bardzo zżyłam się z bohaterami i nie mogłam oderwać się od czytania, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczą się ich dalsze losy.

"Spełnione marzenia" to cudowna powieść, która jest wypełniona emocjami po brzegi, głównie tymi pozytywnymi. Bardzo dobrze czuć miłość, jaka łączy bohaterów - a to jest piękna sprawa. 

Zarówno "Spełnione marzenia" jak i cała seria to idealna propozycja na długie jesienne wieczory, które właśnie nadeszły. Nie sposób się nudzić z tymi bohaterami, a poza tym jest to taka ciepła, serdeczna powieść, że można się w niej zakochać! Polecam serdecznie. Jeśli jeszcze tylko jej nie znacie, koniecznie musicie to nadrobić. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować. 


Poza tym okładka jest obłędna.  Po raz pierwszy, gdy tylko ją zobaczyłam, skojarzyła mi się z wiosną, z radością, szczęściem, miłością. I właśnie tego oczekiwałam po tej powieści. Okładka zdecydowanie jest idealna do tej książki. Zdecydowanie najpiękniejsza z całej serii, najbardziej mnie urzekła. I jestem pewna, że gdybym tylko miała wybierać po okładce (co naprawdę często mi się zdarza), sięgnęłabym po nią od razu. 

Na koniec powiem tyle, że bardzo bym chciała poznać dalsze losy bohaterów. Natomiast słyszałam, że to na razie koniec. Mam jednak nadzieję, że autorka nam tego nie zrobi i wróci do rodziny Zagórskich, zwłaszcza do Gabrysi. 
Pani Krysiu, proszę o kolejną część! ;)



Czytaj dalej »

czwartek, 3 listopada 2016

[PRZEDPREMIEROWO] Katarzyna Michalak - "Leśna Polana"

 Jestem w szoku. Naprawdę. Nie spodziewałam się tego, co przeczytałam w tej książce. To nie tak miało być. To miała być lekka i przyjemna książka o miłości jak wcześniejsze pani Kasi. 

Mam taką własną, prywatną listę autorów, których uwielbiam i po nowości których sięgam bez względu na wszystko (kiedyś się nią z Wami podzielę, obiecuję!). Pani Katarzyna Michalak również znajduje się na tej liście. I zazwyczaj jest tak, że nawet nie patrzę na opis książki, żadne recenzje, nic. Nic więc dziwnego, że potem jest tak jak teraz. Zaskoczenie i niedowierzanie. Bo miało być inaczej. 


W powieści poznajemy trzy przyjaciółki: Gabrysię, Julkę i Majkę. Zmierzają właśnie w kierunku domu w środku lasu, a raczej rudery, którą znalazła Gabrysia w ogłoszeniu. Gdy tylko zobaczyła Leśną Polanę, zakochała się w niej. Do domu wracała z płaczem. Ona już tam była. Ona zna to miejsce. Jednak wszystko miało być inaczej. Gabrysi jednak nie stać na zakup tego domku. Jej przyjaciółka, Majka chce spełnić jej marzenie i kupić go dla niej. Planuje intrygę, w której udział ma wziąć również Antoni, ojciec Gabrysi. 
Na ten sam pomysł kupna Leśnej Polany wpada również Wiktor. Bogaty biznesmen, który przyjechał do Polski ze Stanów załatwić pewne sprawy. 
Majka i Wiktor poznają się u notariusza, gdy dziewczyna nie pozwala zakupić mężczyźnie tego domu. Gdy tylko dowiaduje się kim on jest, oczekuje od niego, całej prawdy. I w ten oto sposób poznajemy historię Wiktora, jego ciężką, straszną historię, jego braci, których kocha nad życie, Gabrysi i bestii, okrutnego człowieka, który nie cofa się przed niczym, aby zdobyć to, co chce. 

Co ja mogę powiedzieć o tej powieści? Wow, wow wow! To było niesamowite. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie oczekiwałam takich wielkich emocji, takiego przebiegu historii, takiego wyznania Wiktora, które sprawiło, że miałam ciarki. Nie wiem jakim cudem przebrnęłam przez to. To było straszne, okropne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiem, że to wydarzyło się naprawdę, takie działania faktycznie były stosowane w X Pawilonie. 

Tak samo bardzo podziwiam autorkę za to, że była  w stanie napisać tak ciężką, tak bardzo emocjonującą książkę. My czytamy jedynie historię Wiktora, wytwór wyobraźni autorki. Ona natomiast zapoznała się z mnóstwem książek, wyznań, prawdziwych historii prawdziwych ludzi, którzy naprawdę przechodzili to, co Wiktor. 

To zupełnie inna książka niż wszystkie napisane przez panią Michalak. Mówiłam to już przy okazji "Bezdomnej" czy "Nie oddam dzieci", jednak to, co przeżyłam przy "Leśnej Polanie" - nie potrafię tego opisać słowami. Podczas czytania drżałam, nie mogłam uwierzyć w to, co czytam, miałam łzy w oczach. Jednak nie potrafiłam przestać czytać. Ta książka jest tak bardzo wciągająca, że zanim się obejrzycie, poznacie całą tragiczną historię Wiktora... no i Gabrysi.  Tyle emocji nie dała mi żadna inna książka, przysięgam. Takiego emocjonalnego rollercoasteru nie zafundował mi nikt wcześniej.

Przysięgam Wam, że nie sądziłam, że ta książka będzie tak okrutna. Po okładce spodziewałam się czegoś spokojnego, lekkiego. A podczas czytania przeżyłam taki szok. Jednak bardzo pozytywny. Ta książka złamała mi serce i nie wiem kiedy i czy w ogóle zostanie posklejane. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom i błagam...niech to się skończy po mojej myśli. 

Polecam Wam tę książkę, z całego serca. Nie jest ona lekka, naprawdę, ale warto ją przeczytać. Ja jestem przekonana, że zostanie ona  w mojej pamięci na bardzo długi czas. Autorka zrobiła chyba wszystko co w swojej mocy, aby ta książka była dobra. I jest. Jest rewelacyjna. Mogę Wam ją polecić z czystym sumieniem! Bohaterowie rewelacyjni, wielki podziw dla Wiktora!!! Historia wciągająca tak, że nie można się od niej oderwać. Musicie ją przeczytać. Zróbcie to, a potem podzielcie się ze mną swoją opinią. 
Czytaj dalej »