wtorek, 30 sierpnia 2016

Prosto z "Wszystkie kolory nieba"

Witajcie! 
Dzisiaj przyszła pora na kolejną dawkę cytatów w serii "Prosto z...". Niedawno skończyłam czytać "Wszystkie kolory nieba", dlatego to właśnie z cytatami z tej książki do Was dzisiaj przychodzę. Dajcie znać, który najbardziej przypadł Wam do gustu.

"Miłość boli. Im większa, tym mocniej."

"Miłość mocno idealizuje. Dobrze, jeśli trwa długo, gorzej, gdy szybko się kończy i z różowej chmurki człowiek gwałtownie spada na szary bruk."



"Kiedy jest dobrze, warto się zabezpieczyć. Chłonąć dobre emocje, pielęgnować miłość i odkładać pieniądze, naturalną koleją rzeczy przyjdzie bowiem za chwilę czas na dołek w jednej z tych dziedzin albo co gorsza we wszystkich na raz. Z czego można wyciągnąć logiczny wniosek, że skoro jesteś w dołku, to nie czas, by się marwtić. Raczej cieszyć, że za chwilę pojawi się lepszy czas."


"Miłość, to taki spokojny stan, przyjemność, dreszczyk emocji, fajna gra."


"Wielka miłość czasem niszczy życie, wielkie pieniądze również. Najlepiej mieć wszystkiego po trochu. Spokój i zwyczajne szczęście." 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Krystyna Mirek - "Wszystkie kolory nieba"

Wszyscy mają wobec Igi jakieś oczekiwania: przyszła teściowa, roszczeniowy ojciec, koleżanki z pracy, a nawet ukochany Wiktor. Coraz trudniej jest jej w pełni cieszyć się szczęściem, obawia się też, że nie do końca pasuje do świata, w którym się znalazła. Czuje, że to ona powinna dyktować warunki swojemu życiu…

Czy Iga i Wiktor posłuchają głosu serca i wybiorą prawdziwe uczucie? Kto pomoże im odnaleźć właściwą drogę: przyjaciele, rodzina, czy może ktoś zupełnie obcy?

Życie ich przyjaciół też pełne jest zawirowań. Janek spotyka wreszcie miłość, która wywraca mu świat do góry nogami. Amelia zaś wbrew wszystkiemu przekonuje się, że i ona ma prawo do szczęścia. A wszystko to za sprawą pewnej wyjątkowej kobiety o imieniu Ludwika…




























Pamiętacie historię Igi i Wiktora z książki Krystyny Mirek - "Większy kawałek nieba", którą jakiś czas temu się zachwycałam na blogu? Dzisiaj mam dla Was recenzję drugiej części!  I muszę Wam przyznać, że kontynuacja jest lepsza niż pierwsza część!

Iga i Wiktor są parą. Dziewczyna początkowo nadal pracuje w restauracji u Wiktora. Zazdrosne spojrzenia  i przytyki koleżanek z pracy dają w kość dziewczynie. Wiktor postanawia ją zwolnić, bo nie chce, aby jego kobieta pracowała dla niego. Iga przypomina sobie o tajemniczej kamienicy i robi wszystko, aby rozwikłać zagadkę w przeszłości. Dzięki temu poznajemy starszego pana, u którego zaczyna pracę Iga. Autorka nie zapomniała również o gosposi Wiktora i jej rodzinie, której poświęciła naprawdę sporo miejsca w tej powieści. Poza tym poznajemy również przyjaciela Wiktora i tajemniczą Ludwikę. Mnóstwo bohaterów, sporo wątków, które się ze sobą przeplatają. Wiele wątków, które poznaliśmy pierwszej części zostały rozwinięte i nasza ciekawość została po części zaspokojona. Z niesamowitą ciekawością śledziłam dalsze losy  Amelii, silnej samotnej matki i jej dzieci, jak również byłam ciekawa kim okaże się Ludwika!

Kolejny raz sięgnęłam po książkę Pani Krysi i kolejny raz się nie zawiodłam, wręcz przeciwnie. "Wszystkie kolory nieba" to cudowna, urocza  powieść, która mnie zachwyciła i przy której spędziłam bardzo mile czas. Iga to osoba, którą naprawdę da się lubić. A w zestawieniu z Wiktorem tworzą wspaniałą parę. 

Krystyna Mirek po raz kolejny nie zawodzi i mam wrażenie, że z każdą książką jest lepiej. Jej lekkie pióro, bardzo przyjemny styl pisania i niebanalna fabuła sprawia, że każda jej książka znajduje się na listach bestsellerów. I wcale się temu nie dziwię! 






















Zachęcam Was do zapoznania się z twórczością tej autorki, jeśli jeszcze nie mieliście okazji! Naprawdę warto. A jeśli już znacie, nie muszę Was przekonywać, że i ta jest równie cudowna jak wszystkie pozostałe w jej literackim dorobku. 

Piękna historia o niezwykłej sile miłości, którą musicie poznać! 



piątek, 26 sierpnia 2016

Anne Tyler - „Dziewczyna jak ocet”




          Doktor Battista jest o krok od przełomowego odkrycia. Niestety jego błyskotliwy asystent może zostać deportowany, co wstrzymałoby badania. Naukowiec obmyśla plan, w którym kluczową rolę ma odegrać jego córka Kate. Anne Tyler stawia pytanie, czy współczesna, niezależna kobieta jest w stanie poświęcić się dla mężczyzny. Odpowiedź jest oryginalna i zabawna - jak sama Kate.
          Niestety twórczość Szekspira znam jak każdy przeciętny obywatel - co trzeba było przeczytać w szkole przeczytałam i... zapomniałam. Muszę jednak wyznać, że Poskromienie złośnicy miałam na oku, a sam Projekt Szekspir mnie zachwycił i zainteresował - świetna inicjatywa! Jednak wiadomo jak to jest - zawsze coś innego wypadnie, a lekturę trzeba odłożyć na inny czas. Uznałam jednak, że trudno - nie znam pierwowzoru, może mnie adaptacja zachęci do jego rychłego sięgnięcia. Albo przeciwnie. Zebrałam jednak porządny wywiad, by móc zorientować się w podobieństwach i różnicach między oboma utworami. Moje wrażenia po lekturze są raczej pozytywne, spieszę jednak, aby przybliżyć Wam Dziewczynę jak ocet.


Niedziela, 11:05

Cze Kate wysyłam wiadomość!
Cześć.
Jesteś na chacie?
Na litość boską, pisz normalnie. Nie masz piętnastu lat.
Jesteś w domu?
Nie. 

          W trakcie towarzyszyło mi osobliwe uczucie, ponieważ znalazłam wiele podobieństw charakteru między sobą a główną bohaterką! Zdarzyło mi się to po raz pierwszy i nie potrafię wyrazić słowami, jak to niesamowicie dziwaczne ale w pozytywny sposób. Czułam się, jakby Kate siedziała w mojej głowie, a ja w jej!
           Poczułam do tej bohaterki wielką sympatię, głównie z tego powodu, że bardzo często się z nią zgadzałam. To zdeterminowana kobieta, która być może nie wie do końca czego chce, jest za to zdecydowana, czego nie potrzebuje. Reszta bohaterów budzi różnorakie emocje. Zdarzało mi się aprobować lub potępiać ich poczytania. Nie mogę powiedzieć, że są wielowymiarowi, jednak nie są papierowi, mają zarówno cechy pozytywne, jak i negatywne.
           Dziewczyna jak ocet to książka bardzo lekka i przyjemna. Czytało mi się szybko i dynamicznie. Opisy są nie za długie, nie za krótkie, zaś dialogi błyskotliwe i nierzadko zabawne. Font dodatkowo ułatwia sprawnie zagłębiać się w lekturze, ponieważ jest czytelny. Ze strony technicznej ta powieść prezentuje się bardzo dobrze.


Twoja matka... ona była bardzo delikatna, że się tak wyrażę. Nie lubiła być sama. Wyobrażasz sobie? Na dodatek przez byle drobiazg wpadała w rozpacz. Wiele razy mówiła, że jej życie nie ma sensu.
Kate skrzyżowała ręce na piersi. 
- Odpowiedziałem wtedy: „Cóż, masz rację, kochanie. Nie mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że twoje życie ma sens. Czy naprawdę kiedykolwiek w to wierzyłaś?”. Tylko że moje słowa jakoś nigdy nie przynosiły jej pocieszenia.
- Ciekawe dlaczego - zakpiła Kate. 

           Sama treść też jest ciekawa. Nie można zapominać, że to jedynie adaptacja dzieła Szekspira, a zatem istnieją również istotne różnice fabularne, o które niektórzy czytelnicy mają pretensje. Choćby rola siostry Kate, która została ograniczona do minimum. Ja z wiadomych względów nie mam autorce za złe żadnych wprowadzonych przez nią zmian, Mnie książka się podobała, historia jest przyjemna i opisana w sposób ciekawy. Lektura mnie nie nudziła, wręcz przeciwnie.
           Wśród wielu pozytywów dopatrzyłam się tylko jednej wady, za to bardzo dużej. Zabrakło rozwoju relacji Kate i Piotra. W jednym momencie główna bohaterka stroni od jego towarzystwa, a następnie zdają się tworzyć udaną i szczęśliwą parę. Miałam wrażenie, jakbym przegapiła kilka rozdziałów... Trochę mnie to zirytowało, ponieważ uwielbiam obserwować jak więzi między bohaterami się zacieśniają (lub przeciwnie), a ich uczucia ulegają zmianie. To wielka strata dla tej książki, a przede wszystkim dla czytelników. Niemniej uważam, że Dziewczyna jak ocet to świetna opcja na kilka wolnych godzin, zachęcam!
           


Za egzemplarz jestem bardzo wdzięczna:



Autor: Anne Tyler
Tytuł: Dziewczyna jak ocet
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 16 czerwca 2016
Liczba stron: 240
Ocena: 7/10



źródło opisu: www.publicat.pl

sobota, 20 sierpnia 2016

Coś się kończy - coś zaczyna...



Witajcie Kochani,

Dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią już notką ode mnie. Długo biłam się z myślami co dalej, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że pora zakończyć moją historię z Blaskiem. Nie wiem, czy chodzi o brak czasu, czy po prostu brak chęci... Wiem jednak, że nie potrafię już pisać tak często jak kiedyś, rzadziej też sięgam po książki i musiałam wreszcie sama przed sobą przyznać, że dłużej nie dam rady... 

Odchodzę, ale nie do końca - nadal co jakiś czas zagoszczą tutaj moje recenzje. Ustaliłam już z Gosią, że to ona będzie je za mnie publikować i wtedy to będzie dla mnie przyjemność, nie obowiązek, jakim powoli stawało się dla mnie recenzowanie książek. 

Nie przedłużając, życzę dziewczynom, żeby działały tutaj wkładając w Blask Książek całe swoje serce, jak do tej pory, a ja ze swojej strony obiecuję śledzić dalsze losy blogu i być na bieżąco jednak jako gość, nie recenzentka. 

Dziękuję za wszystko kochani czytelnicy!!! Książki ukazują nam najróżniejsze historie i oby coraz więcej ludzi sięgało po te skarby... 

Pozdrawiam, Fosiek

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Natalia Sońska - "Mniej złości, więcej miłości"


Kinga pracuje w redakcji pisma modowego „Pearl”. Jej życie jest idealnie poukładane i pozbawione problemów. Fajna praca i zakochany w dziewczynie po uszy fotograf Daniel są cudownym uzupełnieniem sielanki. Nic nie zapowiada nagłego załamania…
Życie Kingi zmienia się jednak diametralnie, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej ukochany wyjeżdża na międzynarodowy kontrakt do Afryki i zostawia ją na kilka miesięcy. Ale nie jest to jedyna szokująca wiadomość…
Uczucia Kingi zostaną wystawione na ciężką próbę. Będzie musiała znaleźć w sobie odwagę, by stawić czoła przeciwnościom. Na szczęście może liczyć na wsparcie rodziny i niezawodnej przyjaciółki. Czy z taką pomocą Kinga zdoła odnaleźć utracone szczęście i spełnić swoje marzenia?


"Mniej złości, więcej miłości" to druga książka w dorobku Natalii Sońskiej i druga jej powieść, którą miałam okazję przeczytać.  Czekałam na nią już od bardzo dawna. "Garść pierników, szczypta miłości" przypadła mi do gustu na tyle, że z niecierpliwością oczekiwałam kolejnej części. Tak bardzo chciałam kontynuacji losów Hani i Wiktora. Kontynuacji się doczekałam, na opis książki jednak przed przeczytaniem nawet nie spojrzałam. Z innych recenzji dowiedziałam się jednak, że będzie to kontynuacja, jednak główną bohaterką ma być Kinga, przyjaciółka Hani. Troszkę się tym rozczarowałam, ale...zabrałam się do czytania. I wszystkie moje obawy zniknęły. 

"Dopóki nie przeżyjesz  z człowiekiem całego życia, tak naprawdę nigdy do końca go nie poznasz."

Kinga to przyjaciółka Hani, która nadal pracuje w redakcji modowego pisma. Hania jakiś czas temu odeszła i Kinga musi radzić sobie sama i stawiać czoła szefowej. W jej życiu jednak nadal obecny jest Daniel, z którym kochają się nad życie, chociaż ich związek to dopiero początki. Daniel jest fotografem. Zostaje wysłany na dłuższy czas na zdjęcia do Afryki. Ich relacje się komplikują. Kinga zostaje w Polsce bardzo stęskniona, niepewna swojego związku i z...nieoczekiwaną niespodzianką od losu. W nowej sytuacji wspierają ją rodzice, Hania i nowa koleżanka z pracy. Co będzie ze związkiem Kingi i Daniela? Musicie sami się przekonać! 

"Mniej złości, więcej Miłości" to naprawdę bardzo dobra książka, którą czyta się rewelacyjnie. Wciągająca zupełnie jak jej poprzedniczka, o ile nie bardziej. Tutaj jednak nie znajdziemy słodkiej, sielskiej historii podobnej do tej z Pierników. Zawiera niespodziewane zwroty akcji, zaskakuje na każdym kroku, jest tajemnicza, pełna sekretów i akcji, której zdecydowanie się nie spodziewałam.  Oczywiście nie brakuje tutaj wątków miłosnych, o nie. A nawet pojawia się moja ulubiona para - Hania i Wiktor, z czego bardzo, ale to bardzo się cieszyłam! Powieść zdecydowanie daje do myślenia, wzrusza i zachwyca!

"Budowania związku też trzeba się nauczyć, nie można iść na łatwiznę, korzystać z cudzych receptur. To jak ściąganie w szkole. Jeśli spiszesz wszystko ze ściągi, to umiesz tylko w teorii i gdy przychodzi do zastosowania wiedzy w praktyce, rozkładasz ręce." 

Autorka wykreowała cudownych bohaterów, których nie sposób nie lubić. Kinga, którą trochę mogliśmy poznać w Piernikach, Mira, nowa koleżanka Kingi z pracy - zwariowana, pełna życia i szalonych pomysłów dziewczyna, która nieźle namiesza w życiu Kingi i przy której nie sposób się nudzić. Trzecią osobą, którą zapamiętałam szczególnie jest Kamil, brat Miry, który ujął mnie swoją wrażliwością i troskliwością, nie tylko względem siostry. Bardzo, ale to bardzo go polubiłam i gdy tylko pojawiał się na kartach powieści, od razu na mojej twarzy pojawiał się uśmiech! 

To nie jest zwykła powieść obyczajowa jakich wiele. To połączenie obyczajówki i sensacji w taki sposób, że czytając ją nie można się oderwać. Autorka postarała się i dopracowała wszystko na 100% . Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z tej książki. Zakończenie mnie zmiażdżyło, dosłownie. Zupełnie się tego nie spodziewałam i byłam w szoku podczas czytania, a na końcu polały się łzy. Mam jedynie nadzieję, że to nie koniec losów bohaterów, bo tego bym nie przeżyła. Liczę na jeszcze jedną, ostatnią część.  

Podsumowując, polecam Wam wspaniałą powieść ukazującą istotę prawdziwej miłości, relacji rodzinnych i przyjacielskich, oraz tego ile można poświęcić dla ukochanej osoby. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadła polska mieszanka powieści obyczajowej z sensacją, zdecydowanie polecam. Mnóstwo tajemnic, niedomówień, sekretów i niebezpieczeństw czyhających zza rogu i miłość, która jest w stanie pokonać wszystko...no, prawie wszystko. 

sobota, 13 sierpnia 2016

Cassandra Clare - „Pani Noc”




Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę...
[...]
Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie...
[...]
Niech mi Anioł to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie.

          Nocni Łowcy z Los Angeles są głównymi bohaterami powieści Pani Noc, pierwszej odsłony najnowszego cyklu Cassandry Clare zatytułowanego Mroczne Intrygi, kontynuacji bestsellerowej serii Dary Anioła.
Minęło pięć lat od wydarzeń przedstawionych w Mieście Niebiańskiego Ognia, po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć.
Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby 
jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce…
          

            Muszę przyznać, że byłam dość sceptycznie nastawiona do tej książki. Sama w zasadzie nie wiem dlaczego. Cassandra Clare jest poczytną autorką od kilku lat, której nazwisko jest znane, nic więc dziwnego, że tworzy dalej, zważywszy na fakt, iż udało jej się wykreować ciekawy i oryginalny świat. Niestety po przeczytaniu Diabelskich Maszyn, które to powinny mnie zachwycić z uwagi na akcent historyczny (bo to uwielbiam), byłam rozczarowana. Autorka mnie straszliwie wymęczyła tą trylogią, dlatego troszkę z obawą zerkałam na jej najnowszą serię. Okazuje się, że niepotrzebnie.

- Prawa są bez znaczenia  - powiedział Malcolm. Ściszył głos, który jednak bez przeszkód poniósł się na półpiętro. - Nie ma rzeczy ważniejszej od miłości. I nie ma wyższego od niej prawa.

          Najbardziej w tym tomiszczu spodobali mi się bohaterowie. Szczególnie ci główni. To postaci bardzo skomplikowane, wielowymiarowe, o trudnej przeszłości, która pozostawiła na ich sercach wiele blizn. Ostatnio mam bardzo melancholijny nastrój i muszę Wam wyznać, że momentami wystarczył sam opis sytuacji bohatera, abym się wzruszyła i uroniła kilka łez. Nie sposób bowiem być obojętnym wobec losu choćby Juliana. Nie zrozumcie mnie źle - Emma jest również wykreowana fantastyczne, bardzo podoba mi się jej charakter: odwaga, zawziętość, siła, choć lekkomyślność już mniej. Jednak to Jules mnie poruszył. Jego licznemu rodzeństwu, choć znajduje się na uboczu, autorka również poświęciła swoją uwagę. Nie są oni tylko tłem, ale mają swoje własne indywidualne osobowości, pragnienia i problemy. Bardzo to doceniam.
          Intryga jest raczej prosta. Czarna magia, nekromancja - znajome klimaty. Autorka świadomie i z rozwagą prowadzi akcję, w odpowiednich momentach ujawniając strzępy informacji. Do samego końca nie domyśliłam się, kim jest antagonista (nie żebym się starała, wyłączyłam mózg w czasie lektury), a jego motywy bardzo mnie zaskoczyły. Zdradzę jedynie, że budzą wiele emocji, bardzo ze sobą sprzecznych. W końcu nic nie jest czarno-białe. Bardzo się cieszę, że Cassandra Clare tę zasadę wprowadza w życie w swoich książkach.


- Trzymaj. - Mark zdjął niebieski T-shirt, pod którym miał drugi, szary. Julian posłał mu zdumione spojrzenie. - Ubierz się przyzwoicie. 
- Dlaczego nosisz koszulkę na koszulkę? - zainteresowała się Livvy.
- Na wypadek gdyby jedną mi ukradli - odparł Mark takim tonem, jakby nie było w tym niczego nadzwyczajnego. 
Teraz już wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem, nie tylko Julian, który przyjął i włożył  ofiarowany mu T-shirt. 


          Poza faktem, że autorka kreuje rozbudowane charaktery, uwielbiam również to, że jej książki to nie są zwykłe, głupiutkie paranormal romance dla nastolatków. Cassandra Clare zawsze w swoich powieściach porusza istotne, a zarazem trudne, tematy. Nic nie jest białe lub czarne, z pozoru coś oczywistego, wcale nie jest proste, nie ma łatwych wyborów... Przekonujemy się o tym na co dzień. Bohaterowie jej powieści także.
          Mimo wszystko ma wrażenie, że ta książka mogła być krótsza. Po przeczytaniu patrzę na jej rozmiar ze znaczniej większym zaskoczeniem niż przed. Po prostu uważam, że mogłabym już streścić w kilku/kilkunastu zdaniach, podczas kiedy liczy sobie ona ponad 800 stron! Nie przeszkadza mi to jednak. Spod pióra autorki wyszły rzeczywiście rozwlekłe opisy, jednak w większości są one ciekawe i mi się nie dłużyły. Mimo to, sądzę, że  można było znaczniej krócej.


Nikt nigdy nie jest czarnym charakterem we własnej historii. 

          Panią Noc polecam fanom Nocnych Łowców, którzy nie są zmęczeni tym światem. To bardzo wciągająca i interesująca rzeczywistość, w której nie brakuje ciekawych, wielowymiarowych bohaterów, przygód i tajemnic. Ja przy lekturze spędziłam miłe chwile, nie wiem jednak czy będę kontynuowała śledzenie losów Emmy i Juliana. Bynajmniej nie dlatego, że coś mi się nie podobało w pierwszym tomie! Po prostu dla mnie opowiadanie zamieszczone na końcu Pani Noc (choć przesłodzone do przesady...) było wystarczającym zakończeniem. Do niewtajemniczonych (jak ja) - a tak, na samym końcu znajduje się opowiadanie dotyczący losów bohaterów Darów Anioła. Większość fanów sympatyzuje z Jacem i Clary dlatego też to bardzo miłe, iż autorka zdecydowała się napisać co nieco, o tym, co tam u nich się dzieje. Choć tak jak wspominam, opowiadanie jest aż nadto cukierkowe, mnie do gustu nie przypadło, ale jako fan jestem zadowolona i uspokojona. Zatem do lektury raz jeszcze zapraszam wszystkich zainteresowanych, zaznajomionych z serią Dary Anioła, której to bohaterowie w niewielkich ilościach występują i tym tomie. Nie powinniście być rozczarowani, albowiem Cassie Clare trzyma poziom, a nowi bohaterowie też skradną wasze serca!



Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Pani Noc
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 828
Ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję:


źródło opisu: Wydawnictwo MAG, 2016

środa, 10 sierpnia 2016

Federico Moccia - "Tylko Ty"



Nicco postanawia odnaleźć Anię, polską turystkę, którą poznał w Rzymie i w której się zakochał. W podróży towarzyszy mu jego najlepszy przyjaciel, Gruby. Przed wyjazdem udaje im się zdobyć warszawski adres Ani, który jednak okazuje się nieprawdziwy. Zamiast Ani mieszka tam para sympatycznych gejów. Na szczęście w centrum miasta natrafiają na wielki baner reklamowy z Anią w roli modelki. Tak Nicco dowiaduje się, czym zajmuje się jego ukochana i jak bardzo jest znana w Polsce. Poznani wcześniej geje, sami pracujący w środowisku agencji reklamowych, pomagają im odnaleźć agentkę Ani. Okazuje się nią przebojowa Klaudia, dla której z miejsca traci głowę Gruby. Klaudia ma dla Ani ważny kontrakt reklamowy do omówienia i podpisania i w tym celu wyrusza do Krakowa, gdzie mieszka dziewczyna, a wraz z nią Gruby i Nicco.



Macie tak czasem, że natkniecie się na tę książkę i wiecie, że musicie ją przeczytać bez względu na wszystko? Na pewno macie. Ja też. Czasem nawet do tego stopnia, że dopiero po fakcie dowiaduję się, że książka którą właśnie czytam, to kontynuacja jakiejś innej. Tak własnie było podczas czytania "Tylko ty". Nie miałam pojęcia, że jest to druga część przygód Grubego i Nicco i bez problemu zabrałam się do czytania. I muszę przyznać, że zupełnie mi to nie przeszkadzało i nawet bym się nie zorientowała, gdybym nie natknęła się na jakąś recenzję tej książki, w której było napisane, że to dalsze losy bohaterów z książki "Chwila szczęścia". 


Jestem zatem idealnym przykładem na to, że "Tylko ty" można bez problemu czytać bez znajomości pierwszej części i nie będzie żadnego problemu z odnalezieniem się w historii.  

A jeśli chodzi o historię, to byłam jej bardzo ciekawa! Polsko-włoskie zauroczenie opisane przez Włocha? To musi być to! Byłam bardzo ciekawa, jak autor przedstawi nasz kraj i Polaków. I to, co dostałam wywołało u mnie ogromny uśmiech na twarzy. Ten zachwyt nad Polską, jaki autor przedstawił przez zwiedzających chłopaków był naprawdę cudowny! Warszawa, Kraków, Morskie Oko - wspaniałe miejsca, wspaniale opisane przez Włocha. 

Jeśli chodzi o fabułę i ogólne wrażenia z książki..."szału nie było". Większość książki to poszukiwania Ani, dziewczyny którą Nicco poznaje na wakacjach, w której się zakochuje i postanawia ją odnaleźć. Dosłownie 4/5 książki to bezsensowne dialogi, opisy, które nic nie wnoszą w książkę czy wspomnienia wydarzeń z wakacji podczas których Nicco i Ania się poznali. Ale to właśnie ich w tej książce zabrakło. Ta dwójka (razem) pojawia się na samym końcu, około 50 stron przed zakończeniem.  I to było moje rozczarowanie. 

Liczyłam na jakieś porywy serca, ciekawe momenty z ich udziałem, a otrzymałam banalną, trochę nawet bezsensowną historię z Polską w tle. Mimo, iż czyta się ją naprawdę przyjemnie, można się przy niej zrelaksować i spędzić miłe chwile, to ja liczyłam na coś większego. Niestety, nie tym razem.