poniedziałek, 30 maja 2016

#Czytelnicze nawyki TAG

Grafika pochodzi z bloga Blondie in Wordenland


Ten TAG podpatrzyłam u Weroniki z Książkowy świat Niki. Bardzo mi się spodobał, więc nie mogłam przejść obojętnie. Musiałam go zrobić. 




1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Zdecydowanie nie. Czytam w każdym możliwym kącie, kiedy tylko mam czas i chęci.


2. Czy podczas czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru?
Używam zakładek, choć najczęściej miejsce, gdzie skończyłam zaznaczam sobie zakladkopodobnym czymś z karteczkami przylepnymi, do zaznaczania cytatów.


3. Czy możesz po prostu skończyć książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
Absolutnie koniecznie muszę dojść do końca rozdziału, czy choćby akapitu. Inaczej nie mama sumienia odłożyć książki. 

4. Czy pijesz albo jesz podczas czytania?
Raczej nie. Jestem bardzo nieuważna i cudem byłoby, jakbym przy jedzeniu czy piciu, nie zabrudziła książki. Staram się więc unikać takich sytuacji. 


5. Jesteś wielozadaniowa? Słuchasz muzyki albo oglądasz telewizor podczas czytania?
Czytając potrafię się wyłączyć, jeśli chcę. W innym wypadku jestem świadoma wszystkiego wokół, zdarza mi się przy okazji oglądać serial czy słuchać muzyki.


6. Czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Jedną. Nie potrafię czytać więcej w tym samym czasie. Wolę się skupić na jednym konkretnym tytule.


7. Czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Najchętniej w domu ale normą jest, że książkę zawsze noszę w torebce, aby móc czytać, kiedy tylko nadarzy się okazja. 


8. Czytasz na głos, czy w myślach?
Tylko w myślach.


9. Czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?
Oj nie! Książkę czytam od początku do końca. Nic nie przeskakuję czy wyprzedzam.


10. Czy zginasz grzbiety książek?
Staram się na to uważać, jednak zdarzyło mi się to uczynić, czasami nie da się tego uniknąć.


11. Zaznaczasz swoje ulubione fragmenty? Jak?
Owszem. Zawsze zaznaczam cytaty, wcześniej wspomnianymi karteczkami. 


Do wykonania tego TAGu zachęcam każdego. Czy to w komentarzu, czy u siebie na blogu. Podsyłajcie mi linki!
Czytaj dalej »

sobota, 28 maja 2016

Remigiusz Mróz - „Rewizja”


            Żona i córka robotnika z Ursynowa giną tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ich polisa na życie jest tak duża, że towarzystwo ubezpieczeniowe nie spieszy się z jej wypłaceniem. Pogrążony w żałobie mężczyzna spodziewa się problemów, ale to, co go spotyka, przechodzi jego najśmielsze obawy...
Ubezpieczyciel odmawia wypłaty, twierdząc, że to robotnik zamordował rodzinę. Zaraz potem prokuratura stawia mu zarzuty, a on rozpoczyna walkę o uniewinnienie i własny honor. Pomaga mu prawniczka, która niedawno pogrzebała całą swoją karierę.

            O Remigiuszu Mrozie się trochę nasłuchałam. I to pozytywnych opinii, dlatego byłam jego twórczością zaciekawiona. Żałuję jedynie, że dopiero po fakcie sprawdziłam, iż Rewizja to już trzeci tom serii... No ale raz się żyje! Dość mylące są okładki, które są do siebie aż przesadnie podobne, a i tytuły wciąż mi się plączą, ponieważ nie śledziłam serii od początku więc niewiele mi mówią, stąd pomyłki. Jednak książkę przeczytałam, bo trzeba być twardym i sumiennym.

- Dziękuję, ale spasuję, jeśli chodzi o wykład na temat policyjnych relacji - wpadł jej w słowo i zabrał butelkę. - Jak ty to wszystko ogarniasz?
- Co? Życie?
- Nie, tego akurat nie ogarniasz - odparł i zatoczył krąg ręką nad kilkoma wyrokami. - Miałem na myśli to. 
- Tego też nie ogarniam. 

            Autor zdaje się posiadać pewien specyficzny talent, który miałam już okazję zaobserwować u innych pisarzy. Mianowicie potrafi niesamowicie rozwlekać akcję. Sto stron tej powieści, możnaby z powodzeniem opowiedzieć w dwóch zdaniach! Zdarzało mi się łapać na tym, iż przeczytałam już konkretną (sporą) liczbę stron, a mimo to nic ciekawego się z tego nie dowiedziałam. To niestety męczące. To tomisko mogłoby być cieńsze, co najmniej, o połowę, gdyby tak nie przeciągać i darować zbędne opisy.
           Z tego powodu lektura mnie momentami nudziła. Nie powiem, czytało się dość sprawnie, ponieważ font jest sporych rozmiarów, jednak mi się momentami aż za bardzo dłużyło. Akcja nierzadko się wlekła. Z niecierpliwością wyczekiwałam jakichś przełomowych wydarzeń, które nadałaby szybszego tempa.

Weszła do auta i powitała kierowcę uśmiechem. Miała dzisiaj dobry nastrój. 
- Wcześnie zaczynamy? - zapytał mężczyzna, odwzajemniając uśmiech. 
Przechyliła się między siedzeniami i spojrzała na zegarek. 
- ósma to wczesna pora na rozpoczęcie roboty? Nie sądzę. 
- Miałem na myśli... - Urwał i postukał otwartą dłonią w kark. 
- A, chlanie - odparła lekkim tonem. - Przeciwnie zaczęłam dziś nieco później. Miałam trochę spraw do ogarnięcia, 
Kierowca puścił do niej oko w lusterku. Postanowiła to zignorować, by niepotrzebnie nie wkurzać się przed procesem. 
- Jakaś uroczystość? - zapytał, patrząc na jej ubiór. 
- Rozprawa sądowa. 
- Zaśmiał się pod nosem, jakby zażartowała. 
- Coś nie tak? - zapytała . - Najpierw coś do oka wpadło, teraz do gardła?

           Jeśli chodzi o bohaterów to jestem rozdarta. Z jednej strony jest Joanna Chyłka, która niewątpliwie jest bardzo oryginalną postacią, zaś z drugiej Kordian Oryński, który jest... nijaki. Przy tym pozostali bohaterowie są jedynie nakreśleni, nie poznałam ich bliżej (może w poprzednich tomach wyglądało to inaczej). Być może nie musiałam, ponieważ ewidentnie to właśnie Joanna i Kordian mają największe znaczenie dla fabuły.
           Chyłka w istocie jest bardzo ciekawa. To bohaterka, która wywoływała we mnie wiele emocji, nierzadko sprzecznych. W  Rewizji Joanna przeżywa ciężki czas, a jej postępowanie, sposób bycia i refleksje bardzo często budziły mój sprzeciw, potępienie czy nawet obrzydzenie. Ta kobieta to świetny prawnik, ale przy tym jest rasistką, zgorzkniałym cynikiem bez taktu i problemami z alkoholem. Przyznaję, że byłam rozdarta między specyficzną sympatią a pogardą, kiedy obserwowałam jej poczynania. Podziwiam autora za wykreowanie tak ciekawej i oryginalnej postaci, niełatwo taką spotkać. Szkoda tylko, że Kordian jest tak nudny, a reszta postaci - bezosobowa.

- Kupiłem auto - odezwał się z dumą w głosie. 
- Że co proszę?
- Mam samochód. Używany za dziesięć tysi.
- Ale... - zaczęła Joanna i urwała, otwierając szeroko oczy. Przyciszyła ryczących z głośników Ironsów. - Ale jak to możliwe, Zordon? Ty i samochód?
- Tak.
- Przecież to jakaś aberracja - oceniła. - Zdradziłeś te swoje tramwaje? 
- Nadal mam do nich sentyment - odparł, spoglądając w kierunku torów po lewej stronie. - Ale zaspokajam go czytając bloga tego gościa, który mówi "wi-tajcie, wi-tajcie". Tramwaj numer cztery. (oho, kolega po fachu!)

           Na pochwałę zasługują dialogi. Są dynamiczne, ostre i charakterne. A to wszystko za sprawą niepokornej Chyłki, która rzuca trafnymi ripostami, jakby tę umiejętność wyssała z mlekiem matki. Tylko dzięki dialogom nie wynudziłam się śmiertelnie w czasie lektury. Są mistrzowskie, chylę czoła. Oby więcej takich w powieściach się pojawiało.
           Jednak starcie upadłej prawniczki z wielką korporacją to nie wszystko. W Rewizji poruszone zostały takie problemy jak rasizm i alkoholizm, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Wątki obyczajowe napisane zostały dobrze i zdecydowanie w Rewizji dominują. Mnie niestety ta powieść do sięgnięcia po tomy poprzednie i przyszłe nie zachęciła. Źle mi się nie czytało, jednak oczekiwałam fajerwerków. Najpewniej dlatego moje rozczarowanie jest tak duże.
            
Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Rewizja
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 624
Ocena: 6/10


Za egzemplarz serdecznie dziękuję:



Tę książkę oraz opinie na jej temat, nie tylko moją, możecie Państwo znaleźć na stronie księgarni Matras!

źródło opisu: www.czwartastrona.pl



Czytaj dalej »

piątek, 27 maja 2016

Wyniki konkursu z okazji Dnia Matki




          Konkurs, konkurs i po konkursie. Odzew był niewielki, trochę szkoda, bo zadanie konkursowe było bardzo przyjemne, a nagrody fajne. Mówi się jednak trudno, następnym razem na pewno będzie lepiej!
          Kody, w kategorii literatura młodzieżowa, wygrywa LauraZ! Bardzo proszę, aby po nagrodę zgłosiła się Pani na fanpage'u księgarni Matras na Facebooku, podając swój adres e-mail.
          Gratuluję i pozdrawiam!
Czytaj dalej »

czwartek, 19 maja 2016

Dzień Matki z Matrasem - KONKURS


grafika jest autorstwa księgarni Matras


         Wkrótce nadejdzie bardzo ważne święto - Dzień Matki. Wiele zawdzięczamy tym wspaniałym kobietom, które zasłużyły na uznanie i wszystko, co najlepsze. Tak również myśli Księgarnia Matras, która wyszła z propozycją konkursu! To fantastyczna akcja, zapraszam do zapoznania się ze szczegółami zaprezentowanymi niżej!
          Temat konkursu to: Jaką postać literacką przypomina Twoja mama? W tej inicjatywie bierze udział osiem blogów. Każdemu z nich przydzielono kategorię. Ja zdecydowałam się na książki młodzieżowe. Serdecznie też Was zapraszam do zapoznania się z tekstami pozostałych blogerów (kategorie są podlinkowane i przekierowują od razu na blogi): fantastyka, sensacja, kryminał, biografie, piękna polska, piękna obca i horror.

         Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/1693102404275072/

         Jaka postać matki z literatury młodzieżowej najbardziej przypomina moją mamę? Długo nad tym myślałam i uznałam, że mojej mamie najbliżej jest do Molly Weasley z Harrego Pottera. Tak jak ona jest kobietą serdeczną, troskliwą i taktowanie bezpośrednią. To osoba, która głodnego nakarmi a spragnionego napoi. Jak trwoga to... do mojej mamy! Zawsze jest gotowa wyciągnąć pomocną dłoń i okazać życzliwość. Molly i moją mamę łączy również skłonność do narzekań. Och, miała się pani Weasley ze swoimi niesfornymi synami! Jej marudzenie rozczulało mnie wyjątkowo mocno, ponieważ było bardzo typowe i dla mojej mamy. Co prawda ona nie ma stadka synów, ale widać i dwie córki (plus reszta dzieci z rodziny, którym matkowała) potrafią dać nieźle w kość. I pomimo wad, które obie posiadają, są to osoby, których nie sposób nie kochać. Ponieważ wszystkie mankamenty charakteru bledną przy ich bezbrzeżnej dobroci i wielkich sercach.

        Teraz Wasza kolej! Poniżej podaję link do regulaminu KONKURSU!
Do wygrania kody rabatowe, jest o co walczyć!
       
Czytaj dalej »

niedziela, 15 maja 2016

Podsumowanie marca i kwietnia 3 i 4/2016


grafika pochodzi ze strony: http://vroomansquilts.blogspot.com/2015/04/good-bye-april.html


Witajcie kochani!

W tamtym miesiącu podsumowania nie było, ponieważ żadna z nas nie mogła się zebrać, aby je napisać. Dziewczyny teraz odpoczywają, a ja nadrabiam!
Mamy już maj, i choć pogoda czasami kaprysi, zaczęło się robić ciepło. Słońce świeci, trawa się zieleni a ptaki śpiewają. Aż się chce wyjść do jakiegoś spokojnego miejsca na powietrzu z książką i chłodnym napojem. Do czego Was serdecznie zachęcamy. Jednak zanim to zrobicie, koniecznie przeczytajcie nasze rozliczenie!

Ann

MARZEC:
1. Adrian Bednarek - Proces diabła - 372 strony
2. Jo Nesbo - Więcej krwi - 216 stron

Liczba przeczytanych stron: 588


KWIECIEŃ:
1. Erika Johansen - Inwazja na Tearling  - 560 stron
2. Lauren Oliver - Panika - 360 stron

Liczba przeczytanych stron: 920


Muszę wyznać z przykrością, zaskoczeniem ale przede wszystkim zawstydzeniem, że to chyba najgorsze wyniki w mojej karierze czytelniczej. Nie do pomyślenia! Jednak w marcu wyżej wymienione lektury mnie wymęczyły, a w kwietniu czas uciekał mi przez place. Jednak jestem więcej niż pewna, że w maju sobie odbiję!

grafika pochodzi ze strony: http://colorfully.eu/top-5-hello-may-images/


Blog w liczbach! (marzec i kwiecień)

Facebook: 2881(+12)
Instagram: 916 (+105)
Liczba wyświetleń bloga:  784 292  (+23 054)
Liczba obserwatorów: 704 (+12)
Liczba komentarzy: 8794 (+142)

Czytaj dalej »

piątek, 13 maja 2016

Matthew Quick - „Wybacz mi, Leonardzie”





Jak zmierzyć cierpienie?

         Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
„Wybacz mi, Leonardzie” to jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka. To książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.
             Moja opinia na temat Prawie jak gwiazda rocka nie pozostawia żadnych wątpliwości - byłam pod wrażeniem. A zatem bezzwłocznie postanowiłam sięgnąć za kolejną książkę autora, która niedawno zaczęła mi zdobić półkę. To zupełnie inna powieść, a jednak oprócz autora łączy je coś jeszcze - emocje. Wiele najróżniejszych kotłowało mi się w sercu i z trudem zebrałam myśli, jednak się udało.
             Książka wciąga od pierwszych stron, ponieważ autor narracją i stylem od razu łowi czytelnika. Nie przeciąga, nie nudzi a intryguje. Od razu zaczęłam się zastanawiać, co kieruje głównym bohaterem, jak, gdzie, dlaczego i po co. Sama postać Leonarda przyciąga uwagę, ponieważ jest on osobą nietuzinkową. Z pewnym zdumieniem śledziłam jego poczynania, chcąc poznać go coraz bardziej.

Ludzie, których nazywamy mamą i tatą, sprowadzają nas na świat, a potem nie zapewniają nam tego, czego potrzebujemy, ani nie dostarczają jakichkolwiek odpowiedzi - koniec końców każdy jest zdany we wszystkim tylko na siebie, a mnie takie życie nie odpowiada.

            Tak też się stało. Z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik dowiaduje się o Leonardzie coraz więcej. Poznaje jego, jego życie, rodzinę i problemy. A tych ostatnich ma naprawdę wiele. Ponownie, jak już wspominałam, czytelnicy mają do czynienia z postacią oryginalną, tak jak jest to w Prawie jak gwiazda rocka. Co więcej i w tej powieści, światła reflektorów skupione są zupełnie na głównej postaci, a bohaterowie drugoplanowi zarysowani. Wiadomo kim są, co zrobili, jednak to Leonarda jako jedynego poznajemy od podszewki. Zgłębiamy jego myśli, pragnienia i przeszłość. Jest to chłopak inteligentny, myślący, bardzo spostrzegawczy i po prostu dziwny. Właśnie ta jego inność najbardziej mnie zaciekawiła. A dokładniej to, skąd się wzięła, dlaczego w Leonardzie wrze tak wiele gniewu i nienawiści.
           Matthew Quick w tej powieści porusza trudne tematy, strony zapełnia szczerymi, raczej pesymistycznymi przemyśleniami bohatera, które wręcz zmuszają czytelnika do refleksji. Jednoczenie są one napisane bardzo przystępnie i ciekawie. Czyta się z przyjemnością i zapałem. Łzy, śmiech i smutek towarzyszyły mi nieustannie, albowiem brutalna prawda obnażana przez Leonarda rodzi przykrość, jego sarkastyczna postawa nierzadko bawi, a skutki błędów wielu ludzi, popychają do płaczu nad ty, co się wydarza. Lektura wciąga, trudno było mi się oderwać, a kiedy dotarłam do ostatniej strony, zawyłam z frustracji.

Zastanawialiście się kiedyś nad wszystkimi wieczorami waszego życia, których nie potraficie sobie przypomnieć? Tak prozaicznymi, że mózg nie zadał sobie trudu, by je zarejestrować. Setki, może tysiące wieczorów rozpoczęło się i zakończyło, nie pozostawiając żadnego śladu w pamięci. Czy to was nie przeraża? A co, jeśli wasz umysł zapamiętuje te niewłaściwe wieczory?

           Finał jest bowiem rozczarowujący. Spodziewałam się czegoś innego. Takiego wielkiego BUM, które podsumuje tę szczerą i trudną historię. Tego jednak zabrakło. Nie twierdzę, że zakończenie jest nielogiczne czy niespójne - przeciwnie, wszystko się zgadza. Jednak moim zdaniem w porównaniu do treści jest zdecydowanie za słaby. Ta opowieść zasłużyła na więcej. Ja czuję wielki niedosyt.
           Bardzo się cieszę, że miałam okazję zapoznać się z tą pozycją. Nie tylko lektura była dla mnie przyjemnością, ale i wiele z niej wyniosłam. A to jest bardzo ważne w literaturze, szczególnie młodzieżowej. Nietuzinkowa historia, jeszcze bardziej niesamowity bohater i góra refleksji. Nic tylko czytać, chwalić i polecać!

      

    Autor: Matthew Quick
Tytuł: Wybacz mi, Leonardzie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 8 października 2014
Liczba stron: 408
Ocena: 9/10




źródło opisu: http://otwarte.eu/

Czytaj dalej »

czwartek, 12 maja 2016

Trudna decyzja

Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z niezbyt dobrymi wieściami. Jak mogliście zauważyć, od pewnego czasu jest mnie tutaj coraz mniej. Nie tylko mnie. Fosiek również. Wiąże się to głównie z tym, że na co dzień pracujemy, w weekendy studiujemy, poza tym chcemy mieć również jakieś swoje życie towarzyskie. Bo my nie z tych, którzy wokół siebie widzą tylko książki i nic poza tym. 
Brakuje nam czasu dosłownie na wszystko, tym bardziej na bloga. Nawet przegapiłyśmy czwartą rocznicę bloga, która była wczoraj. No cóż. Po długim namyśle postanowiłyśmy odpocząć na chwilę od bloga, od pisania recenzji i zajmowania się tym wszystkim. 

Blog od początku był naszym hobby, robiłyśmy to, bo lubiłyśmy. A teraz...teraz traktujemy to jak obowiązek, który musimy wykonać. A nie chcemy żeby tak było, gdyż w pewnym momencie możemy to znienawidzić. 
Dlatego...

Postanowiłyśmy, że robimy sobie przerwę. Nie wiem ile nas nie będzie. Miesiąc, dwa, trzy, pół roku, trudno powiedzieć. Przez ten czas blogiem będzie się zajmowała Ann. Chcemy poukładać sobie sprawy prywatne, zawodowe, przeżyć kolejną sesję na studiach. A co będzie później - zobaczymy. 

Znikniemy na pewien czas z bloga, jednak będziemy (przynajmniej ja, Gosiek) aktywne na Facebooku i Instagramie. Będę aktualizować co u mnie słychać, co udało mi się przeczytać, jak mi się podobało. Jeśli chcecie wiedzieć co u mnie, zapraszam na:



Nie mówię żegnam, mówię do zobaczenia! Trzymajcie się cieplutko! 
Czytaj dalej »

sobota, 7 maja 2016

Matthew Quick - „Prawie jak gwiazda rocka”








Nie jestem już dzieckiem. 

           Siedemnastoletnia Amber Appleton mieszka w szkolnym autobusie z matką i psem. Traci grunt pod nogami, ale nie nadzieję. Należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa, trenuje Chrystusowe Diwy z Korei i toczy zaciętą walkę z Joan Sędziwą. Myśli pozytywnie i zaraża innych swoją energią. Jest prawie jak gwiazda rocka. Bez kitu!
           Polowałam na tę książkę naprawdę długo. Coś mnie ciągnęło do książek młodzieżowych Quicka, więc kiedy udało mi się je dorwać na cudownej promocji, byłam zachwycona. Szybka wyliczanka wskazała mi, że powinnam zacząć od Prawie jak gwiazda rocka, co uczyniłam najszybciej jak zdołałam.
           Opis coś o tej historii mówi ale nie oddaje czegoś, co jest w niej najistotniejsze - emocji. A te wylewają się z każdej strony. Od radości, różnego rodzaju miłości, sympatii i ufności, po ból, rozczarowanie i poczucie bezsensu. Czyli wszystko to, czego doświadcza przeciętny nastolatek. Bardzo szybko i łatwo można wczuć się w sytuacje Amber i wraz z nią przeżywać jej wzloty i upadki.

Dla niektórych spraw trudno znaleźć wytłumaczenie lub ich przyczynę, więc kiedy się dzieją, nie ma sensu o nich mówić. I najlepiej za długo o tym nie rozmyślać, bo wtedy odkrywa się, że życie nie ma sensu.

          Zacznie to ułatwia narracja pierwszoosobowa - więź z bohaterem tworzy się wówczas trochę szybciej. Na początku czytelnik może mieć problem, choć nie musi, ze złapaniem rytmu książki, ponieważ Amber jest niezwykła, a więc jej myśli również. Przyznaję, że na początku miałam wrażenie, jakby autor za bardzo silił się na młodzieżowy język. Później jednak zaczęłam myśleć, że być może o to właśnie mu chodziło. Jak już wspominałam, Amber jest bardzo nietuzinkową osobą, a taki, a nie inny, sposób wypowiadania się. Jednak bez obaw - mi udało się do tego przyzwyczaić, więc zapewne większość innych czytelników również nie będzie miała z tym kłopotu. 
           Główna bohaterka jest osobą do bólu pozytywną, serdeczną i pełną entuzjazmu. Jednocześnie może sprawiać wrażenie nachalnej, nadgorliwej i przekraczającej pewne granice prywatności innych osób. To mi się podoba, ponieważ lubię postaci barwne i autentyczne - posiadające nie tylko zalety ale i wady. Niestety reszta bohaterów została zaledwie naszkicowana. Wiele czytelnik się o nich nie dowiaduje. Do ostatniej strony imiona najlepszych przyjaciół Amber mi się myliły. Aczkolwiek to ona była gwiazdą tej powieści. Ona i przeszkody, które musiała pokonać. 

Mój pies jest katolikiem. A jeśli powiecie, że psy nie mają duszy, przez co nigdy nie pójdą do nieba, spuszczę wam łomot. Bez kitu.

           Podoba mi się, że w czasie lektury mimowolnie stawiałam przed sobą pytania, jednocześnie rozważając te, które zadawała Amber. To lekka książka, której jednak nie przeczytałam bezmyślnie. Bardzo to sobie cenię, szczególnie, że Matthew Quick zdrową dawkę refleksji, podał w przyjemniej i zabawnej formie. Dzięki temu się nie czułam się przytłoczona i znudzona. 
           Czytając Prawie jak gwiazda rocka śmiałam się, płakałam z żalu ale i uśmiechałam z dumną i wzruszeniem. Ponieważ ta książka mówi: ludzie są dobrzy, wartościowi, warci wysiłku. Nie wiem czy wydarzenia opisane w tej powieści mogłyby mieć miejsce w rzeczywistości. Może nie. Chcę jednak wierzyć, że takie rzeczy się zdarzają, a tacy ludzie istnieją. Dzięki tej książce zyskałam coś wspaniałego - wiarę. Znakomitszego podarunku nie mogłam sobie wyobrazić. 
             
  Pies nie zapomni 
Ucałować cię przed snem
Nawet gdy cuchniesz



        Autor: Matthew Quick
Tytuł: Prawie jak gwiazda rocka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 8 października 2014
Liczba stron: 380
Ocena: 9/10


źródło opisu: http://otwarte.eu/
Czytaj dalej »

wtorek, 3 maja 2016

Juan Gomez-Jurado - „Pacjent”







Chwyciłem szczypce, gotów zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. 

        Ceniony neurochirurg David Evans zostaje postawiony w potwornej sytuacji: jeżeli jego następny pacjent przeżyje operację, jego córeczka Julia zginie z rąk psychopaty.
Kiedy doktor Evans odkrywa, że pacjentem, który musi umrzeć, aby jego córka przeżyła, jest nie kto inny jak prezydent Stanów Zjednoczonych, rozpoczyna się rozpaczliwe odliczanie.
          Do przeczytania Pacjenta zachęciły mnie pozytywne opinie. Ta książka kojarzyła mi się z amerykańskim kinem. Wiecie, z takim filmem w stylu: mamy 24 godziny, aby uratować świat. Spodziewałam się wielu emocji i napięcia. Do lektury odpowiednio nastraja ciekawy opis oraz klimatyczna okładka.
              Pomysł na fabułę brzmi znajomo. Nie jest to nic świeżego i oryginalnego, a jednak intryguje. Co więcej realizacja tej koncepcji jest bardzo dobra. Razem z Davidem odliczałam kolejne godziny, pałałam nienawiścią do pana White'a i drżałam o los Julii. Wrażeń w czasie lektury mi nie brakowało, albowiem to rasowy thriller. Akcja jest wartka, w odpowiednich momentach przyśpiesza i zwalnia. Kolejne wydarzenia naprzemiennie sprawiały, że krew zamarzała mi w żyłach lub tętno przyśpieszało.
               Autor zadbał również o to, aby bohaterowie byli autentyczni. Są to postaci z krwi i kości posiadający własną historię, dobre i złe cechy, a także popełniający błędy. Nie budzą w czytelniku z miejsca sympatii lub antypatii, ponieważ są wielowymiarowe i różnorodne. A zatem wciąga nie tylko główny wątek, jakim jest postawione przed Davidem potworne zadanie, ale i jego przeszłość. Ciekawiło mnie jego życie, zastanawiałam się, co doprowadziło go do takiego stanu. Równie interesujące są postaci Kate i pana White'a.

Jeśli jesteś inteligentny - Kate zaś była, i to bardzo - w tym momencie usłyszana informacja przemienia się w iskrę elektryczną, za sprawą której mruga pewna żarówka. Jej światło ukazuje ciemny i pełen koszmarów pokój, który zawsze tam był, ale do którego nie odważyłeś się dotąd wejść. Twoje życie nie będzie się już toczyło w salonie, gdzie rozsiadałeś się z wyciągniętymi nogami, podczas gdy wesoły ogień tańczył w kominku. Nie, twoje życie będzie się teraz toczyć w tej wilgotnej i ponurej celi. Za ścianami czai się zaś więcej cieni, których ie odważysz się nazwać po imieniu. 
Już nic nie będzie takie samo. I jest to sytuacja nie do przyjęcia. 

               Juan Gomez-Jurado imponuje również wiedzą medyczną. Zważywszy na fakt, iż główny bohater to neurochirurg nie dziwi fakt, iż w Pacjencie występuje medyczny żargon, pojawia się wiele terminów i zagadnień, które jednak nie przytłaczają czytelnika. Są bowiem serwowane w sposób bardzo subtelny i łatwo przyswajalny.
                  Na główny plan wyłania się również dylemat moralny głównego bohatera. Nie przychodzi mu łatwo podjąć taką decyzję. Jest on bowiem nie tylko ojcem, ale i lekarzem oraz człowiekiem honorowym. Przysięgał ratować ludzkie życia, a nie je odbierać. Oczywiście ani na moment nie przychodzi mu do głowy, by porzucić swoją córeczkę, jednak wciąż dręczy go to, co musi zrobić. Naciski i groźby pana White'a, czas, honor sumienie... to wszystko Davida przytłacza i wystawia jego zdrowie psychiczne na próbę.
                 Warto również wspomnieć o ciekawej konstrukcji powieści, ponieważ autor zastosował inwersję czasową. Już na samym początku czytelnik wie, jak ta historia zakończy się dla Davida Evansa, który swoją historię przytacza cofając się pamięcią do tych zdarzeń. Jednych taki zabieg zniechęci, zaś innych zachęci. Mi on nie odebrał przyjemności czytania.
                     Pacjent to rasowy thriller najwyższej jakości, który z pewnością usatysfakcjonuje wielbicieli tego gatunku. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, jednak zrobił na mnie wrażenie tym, jak przemyślanie i starannie został napisany przez Gomeza-Jurando. Ta opowieść wciąga i bezwstydnie kradnie kilkanaście godzin z życia czytelnika. A zatem idealnie spełnia swoje zadanie.


Autor: Juan Gomez-Jurando
Tytuł: Pacjent
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 13 stycznia 2016
Liczba stron: 560
Ocena: 7/10


Za egzemplarz jestem bardzo wdzięczna:
 matras

Tę książkę oraz opinie na jej temat, nie tylko moją, możecie Państwo znaleźć na stronie księgarni Matras!



źródło opisu: http://www.soniadraga.pl/
Czytaj dalej »

niedziela, 1 maja 2016

Prosto z..."Ugly Love" Colleen Hoover #cytaty

Witajcie!
Kolejna cudowna książka za mną, mnóstwo cytatów, które udało mi się z niej wyłapać, dlatego zapraszam Was na kolejną odsłonę postu "Prosto z...". Widziałam, że poprzednie dwa wpisy bardzo przypadły Wam do gustu, mam nadzieję, że i tym razem tak będzie! 

Kolejna książka, której cytatami chciałabym się z Wami podzielić to "Ugly Love" autorstwa mojej ukochanej Colleen Hoover, której twórczość wprost uwielbiam! Zatem...do dzieła! 

"Jeśli dzisiaj kochasz mnie bardziej niż kochałeś wczoraj to nie mogę doczekać się jutra."


"To najjaśniejsze błękitne oczy, jakie widziałam w życiu. Nie mają nic wspólnego z tymi przekrwionymi ślepiami z poprzedniej nocy. Są tak jasne, że aż prawie bezbarwne. Gapię się w nie, jakbym liczyła na to, że gdy przyjrzę się im z bliska, zobaczę w nich fale. Są bowiem tak czysto błękitne jak Morze Karaibskie. Nie żebym choć raz była na Karaibach."


"Wszystko jest Milesem. Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś ci się zaczyna podobać. Na początku jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz czy nie."


"Miłość nie zawsze jest piękna, Tate. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym."


"Wystarczy, że Miles po prostu leży ze mną w łóżku i zadaje mi osobiste pytania, a mnie już podoba się to bardziej niż którekolwiek z naszych wcześniejszych spotkań."


"Niektórzy ludzie robią się mądrzejsi, gdy się starzeją. Niestety większość ludzi tylko się starzeje. (...) Jesteś jednym z tych, co tylko się starzeją, ponieważ jesteś tak samo głupi jak w dniu, kiedy się urodziłeś."


"Jednak w chwili, gdy otworzyła oczy i spojrzała na mnie, już wiedziałem. Ta dziewczyna albo przypieczętuje moją śmierć... albo to właśnie ona w końcu przywróci mnie do życia."


"- Nie wierzę, że cię uderzył.

- Nie pierwszy raz - przyznaje. - Ale na pewno po raz ostatni. Chyba ostatecznie pogodził się z tym, że jesteśmy razem. Musiałem mu tylko przyrzec, że będę przestrzegał jego zasad.
Zaczynam się denerwować.
- Jakich znowu zasad?
- Po pierwsze, nie wolno mi złamać ci serca - odpowiada.- Po drugie, nie wolno mi złamać twojego cholernego serca. I po trzecie, nie wolno mi, kurwa, złamać twojego cholernego serca."
(Kochany brat, prawda?)



"To wszystko jest tego warte. To piękne momenty jak te, które wynagradzają Brzydką Miłość."


"Przytula mnie mocniej. To wiele mówi. To coś więcej niż tylko uścisk. Więcej niż przytulenie. Trzyma mnie tak, jakby się bał, że utonę, jeśli mnie puści."



"Pocałunki są o wiele łatwiejsze niż to, co robimy. Kiedy się całujesz, możesz zamknąć oczy. Możesz przestać myśleć. Zapomnieć o bólu, wątpliwościach i wstydzie. Kiedy zamykasz oczy i się całujesz, chronisz swoją wrażliwość."


"Chciałabym powiedzieć, że mam złamane serce, ale to chyba nieprawda. W każdym razie nie sądzę, żeby tak było. Właściwie to nie wiem, bo nie mam już serca. Zostawiłam je przed jego mieszkaniem tego dnia, kiedy się z nim pożegnałam."


"- Jak myślisz, co mogłoby sprawić, że facet nigdy nie chciałby ponownie doświadczyć miłości ? 
- Myślę, że jeżeli mężczyzna przeżył najbrzydszą stronę miłości, może nigdy nie chcieć ponownie jej doświadczyć."

Mam nadzieję, że cytaty spodobały Wam się i w jakimś stopniu zachęciły do przeczytania książki. A jeśli już ją czytaliście, dajcie znać jak Wam się podobała! :) 


Jeśli chcielibyście wziąć udział w Book Tourze z tą książką, zapraszam tutaj: KLIK
Czytaj dalej »