środa, 27 kwietnia 2016

[PREMIERA] Krystyna Mirek - "Większy kawałek nieba"

Niejednokrotnie wspominałam Wam, że są książki, na które czekam z wytęsknieniem, których premiery nie mogę się doczekać, a jeśli mam możliwość przeczytania jej przedpremierowo, wariuję ze szczęścia. "Większy kawałek nieba" należy właśnie do tych książek. Poza tym, otrzymanie tej książki było dla mnie niesamowitą niespodzianką od wydawnictwa i samej autorki. Jeszcze tego samego dnia wzięłam się za czytanie! 

Iga i Wiktor żyją w zupełnie odmiennych światach. 
Ona dobrze rozumie, co to znaczy nie mieć wsparcia rodziny ani pieniędzy. Życie mocno ją doświadczyło. Na przekór wszystkiemu potrafi jednak cieszyć się nawet z najmniejszych okruchów dobra. Ma odwagę marzyć i snuć plany na przyszłość.
On jest zamożnym właścicielem restauracji, który po stracie ukochanej żony nie chce sobie przyznać prawa do szczęścia. Trochę wbrew sobie postanawia otworzyć nowy rozdział w życiu - ożenić się i stworzyć prawdziwy dom dla dorastającego syna.
Czy tak różni ludzie, mogą mieć ze sobą coś wspólnego?


Książki Krystyny Mirek podobają mi się zawsze. Choćby nie wiem co, zawsze jestem z nich zadowolona i jeszcze nigdy nie zawiodłam się. Tak też było tym razem. Otrzymałam prawdziwą historię, nietuzinkowych bohaterów, których bardzo polubiłam. Autorka pokazała nam, że życie to nie bajka, w której wszystko jest piękne i kolorowe. Dlatego "Większy kawałek nieba" nie jest żadnym typowym romansidłem. Owszem, przewijają się tam losy Wiktora i Igi, jednak jest to bardzo delikatnie zrobione. Autorka bardziej starała skupić się na prawdziwym życiu, które nie zawsze jest takie, jak sobie wymarzyliśmy. Bohaterowie muszą zmierzyć się z przeciwnościami losu, pokonać własne słabości i postarać się uwierzyć w siebie i w to, że ich pragnienia mogą zostać spełnione. 

Jeśli o bohaterach mowa, muszę przyznać, że autorka kreuje ich fenomenalnie. W powieści możemy spotkać mnóstwo różnorodnych bohaterów, którzy różnią się diametralnie od siebie. I tak na przykład główna bohaterka, Iga. Kobieta, która pochodzi z biednej rodziny, musi ciężko pracować, aby miała pieniądze, ma ojca alkoholika, który nie ma zamiaru się zmienić. To jednak twarda, ale i wrażliwa kobieta, która dużo w życiu przeszła i jej historia bardzo mi się spodobała. Wiktor, właściciel restauracji, ojciec dorastającego syna, wdowiec, który spotyka się z Natalią. Od początku widać, że mężczyźnie brakuje prawdziwej miłości, który tęskni za kimś, kto byłby naprawdę z nim. Z początku może wydawać się nieco gburowaty, jednak z czasem wywołuje zupełnie inne emocje. 
Bohaterką, której szczerze nie znosiłam jest właśnie Natalia, partnerka życiowa Wiktora, która za wszelką cenę chce zostać jego żoną. Upodabnia się do Łucji, zmarłej żony Wiktora, bo myśli, że dzięki temu ma większe szanse. Twierdzi, że kocha Wiktora, ale ja nie jestem tego do końca pewna. I ostatnia dwójka, o której nie mogłabym nie wspomnieć. Oliwier, dorastający syn Wiktora, który jest bardzo mądrym, ale zamkniętym w sobie chłopcem, gdyż ojciec nie poświęca mu na tyle uwagi, ile chłopiec potrzebuje. Ba! Nie poświęca mu prawie w ogóle uwagi. Zatrudnia do tego gospodynie domowe, które chłopak skutecznie "wykańcza" doprowadzając do ich zwolnienia. Dopiero, gdy pani Maria przychodzi do pracy, chłopak zwyczajnie w świecie poczuł do niej sympatię. Nic dziwnego, gdyż jest to osoba bardzo sympatyczna, miła, uczynna, na wspomnienie której na mojej twarzy pojawia się uśmiech. 

Tak jak wspominałam, autorka wspaniale nakreśliła sylwetki bohaterów. Niby każdy z nich jest inny, to jednak razem tworzą coś, co już od dziś możecie spotkać w księgarniach. Tworzą tę wspaniałą i jedyną w swoim rodzaju historię, której kontynuacji nie mogę się doczekać. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy bohaterów. Wiem, że na pewno nie będę zawiedziona, gdyż pani Krysia pisze w tak oszałamiający sposób, że nie można się od książki oderwać. Przy "Większym kawałku nieba" czułam się jakbym patrzyła na te wszystkie wydarzenia tam gdzieś z boku. Byłam razem z bohaterami w krakowskiej restauracji, w domu pana Wiktora, a nawet wraz z Igą odwiedziłam jej ojca, by sprawdzić jak się miewa. 

"Większy kawałek nieba" to wielowątkowa opowieść o prawdziwym życiu, które nie zawsze jest takie kolorowe. Bardzo podoba mi się to, że autorka nie stara się na siłę sprawić, aby wszystko potoczyło się cudownie, aby wszyscy byli szczęśliwi. Stawia na ich drodze różne nieprzewidziane problemy i przeciwności losu, z którymi bohaterowie muszą się borykać, tak, jak w prawdziwym życiu. 

Z całego serca polecam! 

PS. Od niedzieli na blogu widnieje post z moimi ulubionymi cytatami z książki, zapraszam serdecznie. 

Czytaj dalej »

wtorek, 26 kwietnia 2016

Prosto z..."Większy kawałek nieba"

Witajcie kochani!
Widziałam, że przypadły Wam do gustu posty z serii "Prosto z...". Ogromnie się z tego powodu cieszę i myślę, że takich postów będę robiła coraz więcej. Cieszy mnie to, że oprócz recenzji, mogę podzielić się z Wami również cytatami z książek, które w jakiś sposób przypadły mi do gustu, nie pozwoliły przejść obok nich obojętnie. 

Dzisiaj przedstawię Wam kilka cytatów z najnowszej książki Krystyny Mirek (jednej z moich ulubionych autorek!), "Większy kawałek nieba", która swoją premierę będzie miała w środę, 27 kwietnia 2016 roku. Recenzji na Blasku Książek możecie spodziewać się w poniedziałek, 25. 



A teraz, nie przedłużając, przejdźmy do cytatów, które zapadły mi w pamięci! 


"Czasem ważne chwile przychodzą znienacka, decydujące rozmowy mają miejsce w nieoczekiwanych momentach" 

"Miłość to lotny wirus. Jest wszędzie. Nie można się przed nim tak naprawdę uchronić. Trzeba by chyba przestać oddychać. Choć zawsze warto przynajmniej próbować. Podobno to najpiękniejsze, co może człowieka w życiu spotkać, jednak w praktyce nie takie proste. Ziarenko musi paść w odpowiednie miejsce, w dobrym czasie i sprzyjających warunkach. Rzadko się to udaje."

"Żaden kamień szlachetny, nawet najdroższy, nie świeci własnym światłem. Lśni tylko wtedy, kiedy pada na niego promień słońca. W życiu też tak jest, trzeba samemu sprawić, by zaświeciło."

"Czasem przecież pomiędzy zupełnie obcymi osobami nawiązuje się nic porozumienia, duchowego pokrewieństwa i choć spotykają się pierwszy raz w życiu, od razu doskonale się rozumieją. Wtedy właśnie może pojawić się miłość albo przyjaźń aż po grób."

"Łatwiej żyć bez miłości, jeśli się jej nie widzi na każdym kroku."

"Dobre rzeczy są dla odważnych. Nie zawsze warto ryzykować, ale od tego masz rozum, by wiedzieć, kiedy trzeba to zrobić. Używaj go, bo zardzewieje." 



"Życie nie przypomina bajki. Nie wystarczy poznać i usidlić księcia, trzeba jeszcze potem odnaleźć się w jego świecie."

"Już zapomniał, jak to jest. Całkiem odzwyczaił się od takiego stanu, kiedy uczucia zaczynają żyć same, niezależnie od woli,  gdy czujesz umacniającą się więź, chociaż wcale tego nie planowałeś, i pozwalasz na to nie ze względu a dobro dziecka czy na inne racjonalne powody. Po prostu cię to porywa. Najczęściej w nieznane." 

"Była doświadczoną kobietą, potrafiła ponad drobnymi codziennymi niedogodnościami zobaczyć to, co najważniejsze. Miłość. Życie dostarczyło jej na to dość dowodów. Wiedziała, że jeśli zainwestuje w nią wszystkie siły, miłość do niej wróci, gdy najbardziej będzie jej potrzebować."



Który z cytatów najbardziej Wam się spodobał? 
Czytaj dalej »

piątek, 22 kwietnia 2016

Lauren Oliver - „Panika”



W grze nie było już żadnej radości - żadnej lekkości ani humoru. Panika, o ile Dodge się orientował, nigdy nie była taka poważna. Nigdy też nie była rozgrywana w takiej tajemnicy. Chodziło o coś więcej niż strach przed złamaniem zakazu dalszego prowadzenia gry. 


            Wyobraź sobie senne, pogrążone w beznadziei miasteczko.

            Wyobraź sobie dziewczynę, która nie wierzy, że może ją spotkać coś dobrego.

            Wyobraź sobie grę, w której każdy musi podjąć śmiertelne ryzyko, by wygrać wielką nagrodę – przepustkę do lepszego życia.
          Ta gra to Panika. Nikt nie wie, kim są sędziowie, którzy wymyślają zadania i czuwają nad przebiegiem rywalizacji. Uczestnicy zostają zmuszeni do przesunięcia własnych granic, do wyjścia poza strefę bezpieczeństwa, do stawienia czoła najgłębszym lękom.
Dziewczyna ma na imię Heather. Od zawsze pogardzała grającymi w Panikę. Ale kiedy jej chłopak odchodzi do innej, pełna wściekłości, bólu i rozpaczy zmienia swoje podejście i decyduje się przystąpić do rywalizacji. Nigdy nie spodziewała się, że to zrobi. Aż do tego lata.

                Sama nie wiem dlaczego ale byłam delikatnie uprzedzona do tej książki. Nie czytałam innych powieści autorstwa Lauren Oliver, a jednak jakoś intuicyjnie czułam się zniechęcona, pomimo pozytywnych opinii. Jednak podobno do odważnych świat należy, a zatem zaryzykowałam. I nie żałuję, ponieważ lektura minęła mi szybko i przyjemnie. 



Nikt nie powinien być szczęśliwy, kiedy my sami jesteśmy przygnębieni - a już na pewno nie najlepsi przyjaciele. Takie powinno być prawo.

        Spodobał mi się pomysł autorki na fabułę. Gra wymyślona przez Lauren Oliver jest rzeczywiście ciekawa, a wiążące się z nią niebezpieczeństwo pociągające. Panika mnie wciągnęła, choć sama graczem nie byłam. Interesowały mnie kolejne zadania oraz motywy uczestników. Jednocześnie budziła we mnie grozę. Jakkolwiek nie byłoby ona pasjonująca, wciąż jest bezwzględna i niebezpieczna, a to, co gotowi są zrobić partycypanci dla zwycięstwa, wywołuje ciarki. To krwawa gra, najczystsza adrenalina i dobry test odwagi.
           Jeśli chodzi o postaci to nie są one papierowe, zostały naszkicowane bardzo poprawnie. Jednak za żadną nie szalałam. Nie udało mi się  odnaleźć jakiegoś faworyta. Sympatyzowałam z którymiś bohaterem albo nie. Nic ponad to. Są one dość różnorodne ale jednocześnie niezbyt skomplikowane. Bardzo mi się spodobała cechująca je pozorna tajemniczość. Pozorna dlatego, że autorka starała się wykreować w nich taką aurę zagadki i poczucia, że czytelnik czegoś nie wie (to że się tego bez większego trudu domyśli jest inną kwestią). W trakcie gry okazuje się, że nikt nie jest taki, jaki się wydawał. Ludzie przekraczają własne granice, nie doceniają lub przeceniają osoby, które - jak sądzili - znają doskonale. To prosta i powszechnie znana nauka, ale o jej prawdziwości każdy człowiek musi przekonać się na własnej skórze.

Ludzie zaskakiwali. I to w najbardziej nieoczekiwany sposób. To była właściwie jedyna rzecz, której można było być pewnym.

             Panika mnie wciągnęła, czytałam z żywym zainteresowaniem, pomimo faktu, że udawało mi się domyślić kilku faktów. Akcja jest żwawa, jednak raczej nie zaskakuje. Sądzę, że każdemu czytelnikowi uda się przewidzieć niektóre wydarzenia i rozszyfrować niewiadome ale wciąż nie brakuje jakichś drobnych elementów zaskoczenia. Przewidywalność w żadnym razie nie zepsuła  mi przyjemności z lektury. Ta historia jest ciekawa i nie pozwala odkleić wzroku od druku, dopóki nie poznamy jej finału.
            Ten znowu nie powala na kolana. Po przeczytaniu miałam wrażenie niedosytu. I nie chodzi mi tutaj o samo zakończenie, choć i ono mnie niespecjalnie zachwyciło, ale mam takie poczucie, że czegoś tutaj brakuje. Niestety nie potrafię wskazać, co to takiego, niemniej taka myśl zakotwiczyła mi się w głowie.
             Kolejnym aspektem, który mi się podobał był klimat. Bardzo lekki, a nawet elektryzujący. Taką atmosferę udało stworzyć się autorce poprzez połączenie specyfiki takiego miasteczka jak Carp, niebezpieczeństwa i ekscytacji związanych z grą. Dzięki temu książkę czyta się szybko, przyjemnie i z zaciekawieniem. To dobra lektura na nużący wieczór, ponieważ szybko można uporać się z jej przeczytaniem, odpowiednio relaksuje i pozostawia miłe wspomnienia. Nie powiedziałabym jednak, że ta książka jest jakimś odkryciem. W żadnym razie. To po prostu przyjemna w odbiorze młodzieżówka. Ja zostałam pozytywnie zaskoczona.


Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Panika
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 2 lutego 2016
Liczba stron: 360
Ocena: 6/10





źródło opisu: http://www.znak.com.pl/
Czytaj dalej »

środa, 20 kwietnia 2016

Nora Roberts - "Pogoda dla dwojga"


W książce Nory Roberts pt. "Pogoda dla dwojga" opisane są dwie piękne historie. Najpierw Hester i Mitcha, później Hillary i Bret. Obie pary to dwa różne światy, między tymi ludźmi musi wiele się wydarzyć, żeby zrozumieli co będzie dla nich najlepsze. 

Hester jest mamą bardzo mądrego chłopca i nową sąsiadką Mitcha. Jej głównym celem życia jest zaspokojenie potrzeb syna i stworzeni mu jak najlepszych warunków, nie myśli o mężczyznach, już ma jednego małego mężczyznę, który jest dla niej całym światem. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Mitcha. Ich losy w pewien sposób łączą się ze sobą, jednak kobieta nie chce się w nic angażować, boi się przywiązania. W rękach Mitcha jest zadbanie o to, by mu zaufała i wydaje się, że jest gotów cierpliwie czekać. 

Hillary jest modelką, która spełnia swoje marzenia. Kiedy trafia się jej okazja, by jeszcze bardziej zaistnieć w branży godzi się bez wahania. Uwielbia swoją pracę, ale to, kto będzie jej nowym pracodawcą wszystko odmieni. Bret jest dość specyficznym człowiekiem i raczej nie pałałam do niego sympatią od początku. Podobnie jak Hillary uważałam go za bogatego dupka, który myśli, że może mieć wszystko. Pozory mylą. Tych dwoje musi wiele ze sobą znieść, żeby znaleźć swoje miejsce na Ziemi...

Uwielbiam styl jakim pisze Nora Roberts!!! Nie owija w bawełnę, jej historie są bardzo treściwe a jednocześnie człowiek nie musi czekać na to co będzie potem, bo "potem" następuje bardzo szybko co wcale nie odbiera tej książce ani trochę dostarczanych emocji. 

To genialna autorka a ta książka jest przepiękna. Każda z nas myślę, że marzy o kimś takim kto mimo tego, że świat biegnie jak szalony, zatrzyma dla niej czas i pokaże uroki życia. Nie sposób nie marzyć o kimś takim czytając tak piękne historie... Gorąco polecam!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Prosto z... "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?"

Witajcie kochani!
Wczoraj na Blasku Książek mogliście przeczytać recenzję drugiego tomu DIMILY, czyli "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?". Dzisiaj mam dla Was coś specjalnego. Podczas czytania książki, zaznaczałam sobie cytaty, które bardzo mi się podobały. Było ich na tyle dużo, że postanowiłam się nimi z Wami podzielić. I tak oto powstał post "Prosto z... "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?"

Wiem, że przy okazji "Blisko chmur" taka forma promocji książki przypadła Wam do gustu. Myślę, że tego typu posty będą pojawiać się coraz częściej na blogu. I mam nadzieję, że cytaty spodobają Wam się i trafią w Wasze gusta, no i oczywiście zachęcą do lektury!



Czy istnieje różnica między kochaniem kogoś, a byciem zakochanym w drugiej osobie?


-Wiesz co? Pieprzyć to. Nie chcę cię. Ja cię potrzebuję. 
-Potrzebujesz?
-Potrzebuję. Potrzebuję cię, bo jesteś jedną z nielicznych osób, którym ufam. Potrzebuję cię, bo znasz mnie takiego, jakim byłem, a mimo to jesteś przy mnie. Potrzebuję cię, bo jestem w tobie zakochany, Eden, i nie mam pojęcia, co bym bez ciebie zrobił. 


Teraz się nam wydaje, że to co nas łączy, jest prawdziwe i będzie trwało wiecznie, ale prawda jest taka, że nie wiemy, co wydarzy się za kilka miesięcy albo za kilka lat. 


Nie wiem, jak powinien się czuć człowiek, który kogoś kocha, ale jeśli miłość oznacza, że człowiek myśli o drugiej osobie w każdej sekundzie dnia... Jeśli oznacza, że cały jego nastrój poprawia się, gdy ta osoba jest w pobliżu...Jeśli oznacza, że zrobiłby dla tej osoby absolutnie wszystko, to moja miłość do ciebie nie zna granic. 


Tak to już jest z odległością: albo sprawia, że oddalasz się od kogoś, albo uświadamia ci, jak bardzo go potrzebujesz.


I nagle wszystko we mnie się rozpada. Moje serce przestaje bić. Płuca zapadają się w sobie. Krew rzednie. Gardło przeszywa ból – całe moje ciało staje się siedliskiem bólu. Głowę mam zbyt ciężką, a kolana uginają się pode mną.


- Ale ja cię kocham - szepczę. Nie dlatego, iż mam nadzieję, że zmieni zdanie, ale dlatego, że chcę, żeby pamiętał o tym, kiedy zamknie za sobą drzwi .
- A ja ciebie potrzebuję - mówi. To dziwne wyznanie, zważywszy na okoliczności. Przeczy temu, co mówił wcześniej, że nie chce dłużej tego ciągnąć i że się poddaje. - Na tym polega problem, Eden.


- To znaczy: "Nie poddawaj się" - szepce, bawiąc się mazakiem. - Jeśli chodzi o ciebie, to całkiem proste: Tak długo, jak ty się nie poddasz, ja też nie dam za wygraną.


PS. Dajcie znać, co sądzicie o tego typu postach. I który cytat podoba Wam się najbardziej. 
Czytaj dalej »

sobota, 16 kwietnia 2016

Nora Roberts - "Miłość na zamówienie"



Jackie ma niespokojną duszę artysty. Ciągle szuka czegoś, czym mogłaby się w pełni zainteresować. Dlatego też rozpoczęła wiele kierunków studiów (żadnych nie skończyła). Tym razem postanowiła, że zacznie pisać i że nie skończy się to jak większość jej pomysłów - niepowodzeniem. Musiała tylko znaleźć odpowiednie miejsce, które nie rozpraszałoby myśli i dostarczało nowych pokładów energii.

Z pomocą kuzyna udaje jej się wynająć dom, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia, jednak szybko okazuje się, że sprytny krewny ją wrobił, a dom należy do pewnego mężczyzny, który podczas swojej nieobecności powierzył swój dom Fredowi, który był uważany za kogoś godnego zaufania, jednak jego pokrętna natura pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Jackie nie była zrażona tym, że wynajęła dom, który wcale nie był do wynajęcia. Zaproponowała właścicielowi domu - Nathanowi układ, który ich oboje miał zadowolić, nie dopuszczała bowiem do siebie myśli, że miałaby opuścić dom przed napisaniem powieści, która miała zmienić całe jej życie.

Niespodziewanie dwójka obcych, ale mieszkających ze sobą ludzi uświadamia sobie jak wiele dla siebie znaczą. To zupełnie nie pasuje Nathanowi, który pragnie samotności, chce całe swoje życie poświęcać pracy, a Jackie jest daleka od ideału, jaki sobie wyobrażał.

Tak to już zazwyczaj jest, że los płata nam figle, w tym przypadku jest podobnie, a historia tej dwójki jest zdecydowanie jedną z najlepszych i myślę, że każdy chciałby przeżyć coś podobnego.

Historia Jackie i Nathana to tylko jedna część powieści Nory Roberts, jest też druga - historia Abry i Cody'ego jest dużo bardziej skomplikowana. Między nimi iskrzy od samego początku i nie świadczy to o niczym dobrym, aż strach pomyśleć co może się między nimi wydarzyć.

Abra jest odpowiedzialna za budowę wyjątkowo dużej inwestycji, którą zaprojektował Cody. Dzięki temu codziennie mają okazję okazywać sobie wzajemnie niezbyt przychylne uczucia, a jednak mimo to coś ich ku sobie ciągnie.

Kilka kroków w przód i może okazać się, że z tej pułapki nie ma wyjścia, a przynajmniej takiego, które zadowoliłoby ich oboje. Cody i Abra będą musieli sporo razem przeżyć zanim odnajdą własne ścieżki...

O autorce słyszałam już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie miałam z nią styczności i bardzo żałuję. Nora Roberts jest fenomenalna, a to w jaki sposób przedstawia swoich bohaterów bije na głowę niejednego autora, dlatego mam do niej wielki szacunek. Zakochałam się zarówno w Nathanie jak i w Codym i mimo, że niekoniecznie popieram każde ich zagranie, to mogę śmiało powiedzieć że to godni naśladowania mężczyźni (szkoda że to tylko książka).

Gorąco polecam, odpowiednia dawka uśmiechu, łez i nerwów zapewniona!
Czytaj dalej »

wtorek, 12 kwietnia 2016

Sarah Dessen - "Ktoś taki jak ty"


Los zafundował Scarlett szybką lekcję dorastania. Jej chłopak zginął w wypadku, a ona dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Niepokorna i szalona szesnastolatka nie ma pojęcia o odpowiedzialności, a co dopiero o byciu matką. To będzie czas ogromnych wyzwań. 
Jej najlepsza przyjaciółka Halley zawsze była jej przeciwieństwem. Cicha, poukładana i niezbyt towarzyska, ograniczana przez nadopiekuńczą matkę. Zwykle to ona potrzebowała optymizmu i nieustępliwości Scarlett, jednak teraz role się odwróciły. Halley będzie musiała wesprzeć przyjaciółkę, choć sama ma problem – zakochała się w niewłaściwym facecie. Czeka je trudny krok w dorosłość i prawdziwy sprawdzian z przyjaźni.

Po zapoznaniu się z opisem tej książki wiedziałam, że z całą pewnością muszę ją przeczytać. I tak też się stało. Nie przypominam sobie, żebym ostatnio czytała książkę, gdzie głównym tematem nie będzie miłość dwojga ludzi, lecz równie ważna wartość w naszym życiu -  przyjaźń. 

"Bo życie jest brzydkie i trudne, jeśli nie ma się najlepszej przyjaciółki."

W powieści "Ktoś taki jak ty" mamy do czynienia z dwiema przyjaciółkami, które oddałyby za siebie życie, skoczyłyby za sobą w ogień, zrobiłyby dla siebie wszystko. Właśnie dlatego, gdy tylko Halley dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka ma problem, bez wahania rezygnuje z obozu, na który wysłali ją rodzice, wraca do domu i do przyjaciółki, której musi pomóc. 

Bardzo zaskoczyło mnie to, w jaki sposób autorka wykreowała główne bohaterki. Dziewczyny pomimo swojego młodego wieku okazały się być bardzo dojrzałymi kobietami, które nie raz mnie zaskoczyły. Spodziewałam się, że będą to nastolatki, które popełniają mnóstwo głupich błędów, które wplątają się w zawiłe historie niczym z "Mody na sukces". Cieszę się jednak, że nic takiego nie miało miejsca. Mimo, iż Scarlett przydarzyła się niechciana ciąża, zachowała się bardzo dojrzale, jej przyjaciółka również. I mimo, że dziewczyny są zupełnym przeciwieństwem, potrafią się bardzo dobrze dogadywać i pomagać sobie w trudnych dla nich chwilach. 

Książka ukazuje prawdziwe życie nastoletnich dziewczyn, bez zbędnego koloryzowania. Jest to na pewno w jakimś stopniu przestroga dla młodszych czytelniczek. 
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i jestem pewna, że nie ostatnie. Pani Sarah dostarczyła mi mnóstwa fajnych emocji, których na pewno nie zapomnę. 

Książkę czytało mi się rewelacyjnie. Mimo, iż historia może wydawać się prosta i zwyczajna, ma w sobie coś, co sprawia, że chce się ją czytać. Bardzo mnie wciągnęła, nie mogłam się oderwać. Chciałam od razu dowiedzieć się jak potoczą się losy przyjaciółek. 

Oczywiście przyjaźń dziewczyn i niechciana ciąża jednej z nich to nie jedyny temat w powieści. Halley również ma problemy. Głównie z matką, która zaczyna kontrolować ją na każdym kroku, zabrania jej wielu rzeczy, czego dziewczyna nie potrafi znieść. Dlatego oddala się od rodziców, a nawet zaczyna się buntować. Gdyby tego było mało, zakochuje się w nieodpowiednim chłopaku, który jest jej przeciwieństwem. Przez niego zaczyna opuszczać lekcje, wagarować, pakuje się w kłopoty. Co z tego, skoro on tak bardzo pociąga młodą dziewczynę, która poza nim świata nie widzi... 

"Ktoś taki jak ty" to świetna książka. O przyjaźni, miłości, trudnych wyborach i konsekwencjach podejmowanych wyborów. Zdecydowanie jest w stanie wpłynąć na nasze życie. To bardzo mądra książka i zmuszająca do refleksji nad otaczającym nas światem. Polecam serdecznie. Jestem pewna, że nie będziecie żałować.  
Czytaj dalej »

piątek, 8 kwietnia 2016

Erika Johansen - „Inwazja na Tearling”





          W pasjonującej kontynuacji bestsellerowej "Królowej Tearlingu" wrogie Mortmesne najeżdża ziemie Tearlingu, stanowiąc śmiertelne zagrożenie zarówno dla Kelsea, jak i całego królestwa.
Z każdym dniem Kelsea Glynn coraz bardziej oswaja się z rolą władczyni. Kładąc kres zsyłką niewolników do sąsiedniego Mort, wchodzi w drogę czerpiącej moc z czarnej magii Szkarłatnej Królowej - a ta nie cofnie się przed niczym. Szkarłatna Królowa postanawia wysłać straszliwą armie, by upomnieć się o swoje. Nic już nie powstrzyma inwazji na Tearling.
           Lecz gdy mortmesneńskie wojska podchodzą coraz bliżej, Kelsea w tajemniczy sposób udaje się spojrzeć w czasy sprzed Przeprawy i odnaleźć w nich niezwykłą sojuszniczkę: Lily, która która walczy o życie w świecie, w którym już samo bycie kobietą bywa przestępstwem. Przyszłość Tearlingu - i duszy Kelsea - może zależeć od Lily i kolei jej życia, lecz młoda królowa ma bardzo mało czasu, by dowiedzieć się jaki los spotkał kobietę.
W kolejnej olśniewającej książce Eriki Johansen wracają doskonale znani czytelnikom bohaterowie - w tym Buława i Szkarłatna Królowa - oraz pojawiają się nowi aktorzy, przez co ta niezwykła opowieść o magii, tajemnicach i zawziętej młodej bohaterce zyskuje kolejne ekscytujące wymiary.
          Wciąż będąc pod wrażeniem Królowej Tearlingu z zapałem sięgnęłam po słusznych rozmiarów kontynuację. Byłam pewna, że będzie to świetna książka, dlatego bardzo mnie ucieszyło, że to takie tomisko. Dobrego nigdy dość! Z Inwazją na Tearling uwinęłam się w trzy dni (dla porównania: Więcej krwi również czytałam trzy dni a liczy sobie ona tylko 216 stron, zaś Proces diabła męczyłam ponad tydzień, fakt nie czytałam co wieczór ale nie o to chodzi - stron 372). Lektura bardzo mnie wciągnęła, dawno nie byłam tak wściekła na życie i  czas - powinny się przecież zatrzymać, kiedy ja czytam fantastyczną książkę! To logiczne. Niestety tak się nie stało, ale nocki i tak zarywałam. Nie mogłam się powstrzymać.
          Według mnie najbardziej interesująca jest postać głównej bohaterki. Wciąż silna, odważna ale i współczująca. Kelsea nie jest idealna. Popełnia błędy. Ba! Ona popełnia masę błędów! Jej królestwo jest w ruinie, zacofane i uciśnione przez mocarstwa, a Kelsea młoda i niedoświadczona. Bohaterka dorasta i zmienia się na oczach czytelnika w Inwazji na Tearling. Nie tylko poprzez doświadczenie w rządzeniu państwem Kelsea się zmienia, magia również wydaje się mieć w tym swój udział. Z upartej i zdeterminowanej dziewczyny, zmienia się w jeszcze bardziej upartą i jeszcze bardziej zdeterminowaną kobietę, której nie obce są troski wieku wieku dojrzewania, spychane na bok przez przytłaczającą odpowiedzialność za lud Tearlingu.
          Ciekawy jest pomysł autorki na rzeczywistość. Akcja ma miejsce w przyszłości. W miejscu, gdzie ludzkość postanowiła zacząć od nowa. Ludzie w szaleńczym pędzie za rozwojem, zapomnieli o człowieczeństwie, a pewna osoba, William Tear, postanowiła dać im jeszcze jedną szansę, ponieważ wierzył iż nie jest to stracona sprawa. Jednak najbardziej fascynuje mnie magia. Jej pochodzenie i natura. Kalsea wciąż nie do końca pojmuje, jak ona działa. A magia w Tearlingu nie tylko ciekawi ale i przeraża.
          Nie muszę chyba przekonywać, że akcja wciąga. Z ręką na sercu - nie mogłam oderwać się od lektury. Zainteresowały mnie obie historie opowiadane w tej książce: o Tearlingu, ale i o świecie przed Wielką Przeprawą Williama Tear'a, w którą spoglądała Kalsea, a czytelnik wraz z nią. I mimowolnie gdybałam: czy to możliwe, że nasz świat tak kiedyś skończy?
          Oczywiście autorka musiała zakończyć książkę w szalenie ciekawym momencie! Zawyłam z rozpaczy, kiedy zrozumiałam, że nie dowiem się od razu, co wydarzy się dalej. Erika Johansen dobrze wie, kiedy i gdzie postawić znak zapytania. Bardzo się cieszę, iż autorka zdecydowała się pisać tę historię w trzeciej osobie. Narracja pierwszoosobowa również ma swoje uroki, jednak znacznie ogranicza nie tylko pisarza, ale i czytelnika. Kiedy jednak historia prowadzona jest w trzeciej osobie, istnieje możliwość, aby spojrzeć na rzeczywistość przez oczy kilku bohaterów, a także dowiedzieć się i zobaczy więcej.
        Nie mogę doczekać się kontynuacji. Trzymam kciuki, aby ukazała się jak najprędzej. Erika Johansen idealnie wpasowała się w moje gusta. Jestem jej wdzięczna za tę fascynującą opowieść oraz ciekawych bohaterów. Zaskoczyła mnie jedynie okładka, ponieważ w Internecie oglądałam zupełnie inny projekt. Ta również jest bardzo ładna, jednak nie jest spójna z poprzednim tomem. Jest to jednak egzemplarz dla recenzentów, a że trochę nad tym ubolewam, chyba zainwestuję w drugi tom z oficjalną okładką oraz w twardej oprawie, ale to już szczegół techniczno-estetyczny. Najbardziej liczy się treść, a ta jest genialna.



       

Autor: Erika Johansen
Tytuł: Inwazja na Tearling
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 560
Ocena: 10/10

Serdeczne podziękowania kieruję do wydawnictwa:




https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Inwazja-na-Tearling-TW/224
Czytaj dalej »

środa, 6 kwietnia 2016

Iwona Żytkowiak - "Dokąd teraz"



Lili Czarnecka to zdecydowanie nie należy do grona ludzi przeciętnych, czy też niewiele oczekujących od życia. Od dziecka była wpoiła sobie, że jest kimś wyjątkowym, kogo należy podziwiać i spełniać wszelkie zachcianki. Była podziwiana, szczególnie przez męskie grono, które doceniało jej urodę i klasę, z jaką okazywała swoją wyższość nad innymi. Właśnie przez to zachowanie i brak skromności doszło do sytuacji, które niekoniecznie powinny się wydarzyć. Ciężko stwierdzić, czy to właśnie przez nieodpowiedzialność Lili, czy innych osób, wydarzyło się coś bardzo złego, co po latach miało dopiero wyjść na światło dzienne.

Lili ma córkę Sarę, z którą nie ma takiego kontaktu jakiego oczekuje się od rodziców. Lili nigdy nie brała aktywnego udziału w  wychowaniu córki, zajmowała się tym babcia Sary, podczas gdy matka zajmowała się stworzeniem wygodnych warunków życia. Nie chodzi o to, że nie myślała o córce, myślała, tylko nie potrafiła zawrzeć z nią więzi, kupowała prezenty, odwiedzała ją, ale mimo wszystko nie odnajdywała się w roli matki.

Kobieta lubiła wygodne życie, a to, że była piękna pozwalało jej na wiele, dzięki temu właśnie uwiodła Samuela i nie tylko jego. Lili wie jak wpływać na  mężczyzn, dzięki temu nigdy nie musiała przesadnie starać się o nikogo, a i tak każdy facet jadł jej z ręki i robił co tylko chciała.

Od samego początku nie podoba mi się zachowanie głównej bohaterki Lili, spotkało ją coś naprawdę strasznego, temu nie mogę zaprzeczyć, ale mam wątpliwości, czy aby na pewno Lili nie była niczemu winna? Po co te prowokacje, ciągłe starania o to, by wszyscy ją widzieli i podziwiali? Nie rozumiem tego zupełnie i mam wrażenie, że to był jeden z powodów, że Lili nie potrafiła dogadać się z córką i traktowała przedmiotowo facetów.

Książka ogólnie jest bardzo dobra, napisana w taki sposób, że ciężko się z nią rozstać i jak już się zacznie, trzeba skończyć. Jest jednak pewien szkopuł, bohaterka, która niekoniecznie wszystkim przypadnie do gustu, mi nie przypadła, mimo to myślę że warto przeczytać. Może to przestroga dla młodych, żeby zachowywali się godnie, a dla starszych, żeby cenili to co mają wokół siebie, bo może przyjść czas, kiedy mimo woli, coś zostanie nam odebrane...
Czytaj dalej »

wtorek, 5 kwietnia 2016

Jo Nesbø - „Więcej krwi”




           Z twórczością Jo Nesbø spotkałam się pierwszy raz. Oczywiście o tym autorze słyszałam, a nawet planowałam, że kiedyś tam sięgnę po jakąś jego książkę. Impulsem był dla mnie wykład, na który uczęszczam, a którego tematem są właśnie powieści kryminalne. Jo Nesbø jest autorem dość płodnym, a zatem uznałam, że nie ma większej różnicy, co przeczytam. Od wydawnictwa Dolnośląskiego otrzymałam egzemplarz Więcej krwi, który ma boską okładkę, ciekawa więc byłam jak prezentuje się treść.
           Jon Hansen zdradził Rybaka - narkotykowego króla Oslo. Ucieka przed jego zemstą i trafia do małej wioski na dalekiej północy Norwegii. Tam poznaje zagadkową kobietę i jej dziesięcioletniego syna. Korzystając z ich pomocy, Jon chroni się w myśliwskiej chatce. Jednak ludzie rybaka trafiają na jego ślad i rozpoczyna się polowanie. Kto wyjdzie z niego cało?
          Swoją opinię chciałam rozpocząć od sprostowania. Więcej krwi to nie jest żaden kryminał, thriller czy nawet sensacja. Tej powieści bliżej do literatury pięknej czy nawet obyczajowej. Nie kryję swojego rozczarowania. Chciałam przekonać się jak kryminały Jo Nesbø, dzięki którym ten zdobył sławę, a nawet bogactwo, się prezentują, tymczasem przeczytałam powiastkę o zagubionym człowieku.
          Nie zrozumcie mnie źle - książka wcale źle napisana nie jest. Myślę, że jak najbardziej potrafi zaciekawić. Mimo wszystko zainteresowałam się losami Jona. Tym co, jak i dlaczego zmusiło go do takich a nie innych działań w jego życiu. Zastanawiałam się czy zostanie schwytany, itd. Jednak nie jestem wielbicielką tego typu literatury. I przyznaję, że trochę się nudziłam. Cieszyło mnie tylko, że książka jest krótka, a font spory. Dzięki temu z lekturą uporałam się w trzy dni. A to i tak kupa czasu, jak na tak krótką powieść, a nawet powiedziałabym minipowieść.
          Doceniam również klimat. Jest taki prawdziwie skandynawski. Ciężki, trochę taki ospały. Bardzo charakterystyczny dla książek, których akcja osadzona jest w Skandynawii. Atmosfera mi się rzeczywiście udzieliła i mnie delikatnie rozleniwiła. Świetnie, że to czuć.
         Co więcej widać, że Jo Nesbø pisać potrafi. Więcej krwi zostało napisane poprawnie, a wydawnictwo spisało się dobrze. Widać, że korekta rzeczywiście miała miejsce. Jak się okazuje nie jest to wcale takie oczywiste ostatnimi czasy... Co prawda książka zaskakująca nie jest. Wiele wypadków łatwo można przewidzieć. Poza specyficznym klimatem nie dostrzegłam w tej powieści nic nowego czy nadzwyczajnego. Ale też nie szukałam. Naiwnie czekałam aż w końcu choć trochę ta książka zacznie przypominać kryminał. Tak się nie stało. Zatem proszę wziąć poprawkę na to przekłamanie kategorii. Sądzę, że Więcej krwi jest dobrą minipowieścią, nad którą nawet można się zachwycić, jeśli gustuje się w literaturze tego typu. Ja nie trafiłam.



Autor: Jo Nesbø
Tytuł: Więcej krwi
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 21 października 2015
Liczba stron: 216
Ocena: 6/10


Bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji:

*opis pochodzi z okładki
Czytaj dalej »

sobota, 2 kwietnia 2016

Sylwia Trojanowska - "Blisko chmur"

W dobrych trylogiach jest coś takiego, że gdy skończy się czytać pierwszą część, nie można się doczekać premiery drugiej. Tak właśnie było w przypadku "Szkoły latania", debiutu Sylwii Trojanowskiej, który pochłonęłam bardzo szybko i tak mi się książka spodobała, że nie mogłam doczekać się drugiego tomu.  Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa, kiedy okazało się, że będę mogła przeczytać ją przedpremierowo, a nawet kilka słów ode mnie będzie załączone na pierwszych stronach książki! 

Spodziewałam się czegoś dobrego, ale to, co otrzymałam w tej książce przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pani Sylwia wykonała kawał dobrej roboty. "Blisko chmur" jest fenomenalne! Napisała książkę, od której bardzo ciężko jest się oderwać i bardzo szybko chce się do niej wrócić. Czytałam ją gdzie tylko było możliwe - w domu, w samochodzie, w pracy i na uczelni. Czytałam, czytałam i nie mogłam przestać.

Spotkałam się już z kilkoma recenzjami tej książki w Internecie. Większość z nich nie pisała nic o tym, co się dzieje w powieści z obawy przed spojlerami. Ja też tak zrobię. Nie napiszę nic o samej treści, bo nie chcę Wam psuć radości i zabawy przy czytaniu. Ja nie wiedziałam co się wydarzy, Wy z mojej recenzji też się nie dowiecie. Mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że...

Pani Sylwia po raz kolejny stworzyła przepiękną historię i tak jak poprzednio, jej bohaterowie byli tak bardzo prawdziwi. Dokładnie tacy, jakich możecie spotkać w szkole, na ulicy, gdziekolwiek. Naprawdę dawno nie spotkałam się z tak realistyczną książką. Kaśka to typowa polska osiemnastolatka, która ma problemy jak każda dziewczyna, zachowuje się w identyczny sposób jak większość dziewczyn w jej wieku. Bez problemu się z nią utożsamiłam. W pewnym momencie zapomniałam, że to, co czytam, to jedynie wytwór wyobraźni Pani Sylwii. Miałam wrażenie, że Pani Sylwia jakimś cudem opisuje moją historię. 

Kaśka nie jest żadną rozkapryszoną nastolatką, jakie możemy spotkać w innych powieściach. Nie jest również żadną ofiarą losu, jak niektórzy starają się opisać osiemnastolatki, ani zbyt wyidealizowaną postacią. Jest po prostu prawdziwą dziewczyną, z krwi i kości. Z kompleksami, problemami miłosnymi i rodzinnymi. Jest twardą, ale wrażliwą dziewczyną, którą naprawdę łatwo zranić. Dziewczyna jednak walczy o siebie, walczy o to, aby było jej dobrze w życiu. W tej walce wspierają ją dwie niesamowite kobiety, które uwielbiam. Pierwsza z nich - Zośka - przyjaciółka Kaśki, przyjaciółka idealna. Taka, z którą można konie kraść! Wspaniale się ze sobą dogadują, ich relacje są niesamowite. Taka przyjaciółka to skarb! Drugą osobą jest pani Małgorzata, mama Kaśki, która wspiera ją jak może. Można zauważyć, że siła i odwaga, jaką posiada główna bohaterka została odziedziczona właśnie po niej. Nie mogłabym zapomnieć również o ciotce Matyldzie, którą tak znienawidziłam w "Szkole latania". W "Blisko chmur" dała się nam poznać zupełnie z innej strony, co było dla mnie wielkim szokiem!


Książka jest cudowna, wspaniała, rewelacyjna, niesamowita, doskonała w każdym calu, fantastyczna, zachwycająca, oszałamiająca, przepiękna...(Gośka, STOP!!!) Nie mogłam się powstrzymać, ale dokładnie taka ona jest!

Na koniec należą się ogromne podziękowania Pani Sylwii, za cudowną kontynuację losów Kaśki Laski, których nie zapomnę przez długi czas. Pokazała nam, czytelnikom czym tak naprawdę jest miłość. Udzieliła nam prawdziwej lekcji miłości, którą wzięłam sobie głęboko do serca! Lektura jest naprawdę bardzo poruszająca, "Blisko chmur" zakończyłam z mnóstwem wylanych łez. Historia naprawdę jest bardzo wzruszająca..porwała mnie do tego stopnia, że nie mogłam przestać jej czytać, nie mogłam przestać o niej myśleć i nie mogłam przestać powtarzać: mam tak samo, przecież to o mnie! To było genialne uczucie! Tak życiowej książki jeszcze nie było! Już jestem ciekawa, co Pani Sylwia szykuje nam w trzeciej części, której strasznie nie mogę się doczekać! 

Czytaj dalej »

piątek, 1 kwietnia 2016

#Shadowhunters TAG




źródło: https://www.youtube.com/watch?v=MFoVuZzefUQ

Dzisiaj na blogu TAG o seriach Cassandry Clare czy po prostu o Nocnych Łowcach. Zapraszamy i życzymy Wam miłego weekendu. 

1. Ulubiona postać.
Hmmm, trudno mi stwierdzić. Jonathan i Jace, zaś z DM będzie to Will. Uwielbiam ich poczucie humoru i mrok Jonathana. W sumie i Gabriela bardzo lubiłam, zawsze mnie bawił.

2. Najmniej lubiana postać.
W Darach będzie to chyba Maia, zaś w DM... jakoś większość bohaterów mi wywietrzała z głowy, a raczej moje wrażenia na ich temat na bieżąco, a więc nie wskażę nikogo. 

3.Twoja przynależność.
Hmmm, są na to jakieś testy? Jeśli jednak mogę wybrać, postawiłabym na czarownicę!

4. Ulubiony parring.
Ojjj, w DA chyba nie mam... Dopingowałam Jace i Clary więc może oni. Natomiast w DM... Trudno mi powiedzieć, bo nie lubię Tessy więc nie powinnam sprzyjać jej relacji z moim ulubieńcem. Niestety instynktownie gdzieś tam trzymałam za nich kciuki. Nie jestem jednak pewna czy to moje ulubione pary. 

5. Ulubiona przyjaźń.
Wydaje mi się, że ta Clary i Simona. Ich przyjaźń była wielokrotnie wystawiana na próbę, a jednak przetrwała, mimo iż tych dwoje nie łączy magiczna więź parabatai, która mogłaby reanimować relację. Cenię to. 

6. Najmniej lubiana przyjaźń.
Nie mam takiej. 

7. Ulubiona runa.
Myślę, że Angelic Power, czyli ta runa podstawowa, definiująca kim są Nocni Łowcy. 

 8. Wymarzona aktorka grająca Clary.
Lily w zasadzie mi bardzo pasowała, choć film był kiepski i raczej nie dawał się wykazać. Aczkolwiek nie potrafię pojąć... Dlaczego oni nie zrobili jej rudych włosów tylko takie coś? Przecież to niezbyt wymagające, a szczegół istotny. To samo z oczami i całą resztą detali, również u innych bohaterów. 

9. Wymarzony aktor grający Jace'a.
Jeszcze takiego nie znalazłam. Dominic i Jamie mi nie pasują. No ale co zrobisz?

10. Ulubione cytaty.
Jest peeeeeełno świetnych cytatów. Nie zdołam ich przytoczyć. 

11.Najlepsza śmierć.
Hmm, nie bardzo jest w czym wybierać. Myślę, że największe wrażenie zrobiła na mnie śmierć Jonathana. Ale strasznie płakałam z powodu Maxa. 

12. Ulubiony moment Clary&Jace'a.
Policzek! Taką Clary lubię! A blondaskowi się należało. 


13. Ulubiony moment Tessy&Willa.
Zabijcie mnie, ale nic mi nie przychodzi do głowy.

15. Ulubiona scena walki.
Wszystkie z Jonathanem. 

16. Scena, która wywołała u Ciebie płacz.
Ech, ja niemal zawsze wyję. Stało się coś złego? Lubiłam tę postać? A zatem na pewno płakałam. Za dużo by wymieniać!

17. Scena, która wywołała u Ciebie śmiech.
Oj, kilka ich było. Sceny Simona i Jace'a zawsze mnie bawiły. Will rozśmieszał mnie równie skutecznie. 

18. Ulubiony czarny charakter.
Zdecydowanie Jonathan. 

19. Scena, która Cię zaskoczyła.
Hmmm, bardzo mnie ciekawiło pochodzenie Jace'a. Trochę z tym mącili. Byłam więc zaskoczona, kiedy to się wreszcie wyjaśniło.


20. Co byś zmieniła w seriach?
Mnóstwo! Ja zawsze mam pomysł na zmiany, tak by było po mojemu. Za dużo by wymieniać. 

21. Którą serie jako pierwszą przeczytałaś?
Zaczęłam od Darów, jednak z uwagi na fakt, że oczekiwałam na wydanie kolejnych tomów rej serii oraz to, iż DM ma tylko trzy tomy, Diabelskie maszyny przeczytałam wcześniej. 

22. Kiedy pierwszy raz natknęłaś się na twórczość Cassandry?
Szukałam książek fantastycznych. I padło na Dary

23.Ulubiona seria.
Diabelskie maszyny mnie nie przekonały. Strasznie się przy nich wymęczyłam. Stawiam na DA.

24. Masz jakieś gadżety z którejkolwiek serii?
Niestety nic a nic. Chyba, że liczą się tatuaże, które dostałam przy okazji Book Touru z Tajemnym Ogniem. Przejęła je moja dwuletnia siostrzenica. 

25. Ulubiona para drugoplanowa z Darów Anioła.
Hmm, chyba Simon i Izzy. 

26. Ulubiona para drugoplanowa z Diabelskich Maszyn.
Gabriel i Cecily. 

Walka Dary Anioła vs Diabelskie Maszyny.

1. Clary czy Tessa?
Clary. Tessy nie znoszę, a Clarissa miała swoje momenty.

2. Jace czy Will?

Obaj. 

3. Trójkąt miłosny: 
Tessa, Jem, Will czy Clary, Simon, Jace?

Bardziej znośny był dla mnie trójkąt w DA. 

4. Lepszy czarny charakter: Sebastian czy Mortmain?

Nie znoszę jak nazywa się go Sebastian. Jonathan. Zawsze i na zawsze. 

5.Lepszy pierwszy tom: 
Miasto kości czy Mechaniczny Anioł?

Miasto kości

6. Instytut Nowojorski czy Instytut Londyński?
Sądzę, że Londyński. Dzięki Charlotte i Henry'emu.


Czytaj dalej »