sobota, 30 stycznia 2016

J.K. Rowling - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" wersja ilustrowana

Mam 20 lat i nigdy wcześniej nie czytałam Harrego Pottera.  Tak. Nigdy wcześniej mnie do niego nie ciągnęło. Bardzo dużo osób z mojego otoczenia uwielbia Pottera i przyznaje, że to była ich książka / seria dzieciństwa. Wiem, że właśnie od tej książki wiele osób zaczęło historię z czytaniem. Jednak ja nie z tych. Ogólnie z fantastyką jestem raczej na bakier. Kiedyś jedynie czytałam mnóstwo książek o wampirach, wilkołakach, wróżkach i innych podobnych, ale to "zamiłowanie" dawno mi przeszło.
I od dawna obiecywałam sobie, że w końcu dam się skusić i przeczytam chociaż jeden tom, jednak nie było mi z nim po drodze. A potem dowiedziałam się o ilustrowanej wersji, która ma być wydana w Polsce i przepadałam. Wiedziałam, że będzie to idealna okazja, żeby się zapoznać z Harrym. No i tak zaczęłam czytać.
Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić.




Byłam bardzo, ale to bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki. I to mi chyba przeszkodziło. Bo początkowo wcale nie byłam przekonana do niej. Czytałam, bo czytałam, ale nie było większych wrażeń typu "wow, jakie to genialne". Czytało się dobrze, ale to tyle. Hogwart? Okej,  może być. Nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. (Oczywiście tylko początkowo, bo potem się zauroczyłam!)

Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią...

Dopiero gdy w powieści padła nazwa Kamień Filozoficzny zaczęło się robić ciekawie! Akcja ruszyła i toczyła się swoim, dobrym tempem. I nagle zaczęłam się wszystkim interesować. A dlaczego, a po co, kim on jest, co zrobił, w końcu jej magia zaczęła przechodzić i na mnie. Do tego stopnia, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Czytałam głównie nocami, gdy tylko znalazłam czas. I wciągnęła mnie bez reszty. 

Poznałam bohaterów, którzy mnie oczarowali. Harry do jedenastego roku życia mieszkał z ciotką Petunią i wujkiem Vernonem, którzy go wychowywali po śmierci rodziców Pottera. Chłopiec w ich domu czuł się samotny, niekochany i zupełnie niepotrzebny. Ciągle był wyśmiewany przez kuzyna, Dudley'a. Poniżany i wyzywany nie miał łatwego życia w domu Dursley'ów. Ponadto wokół niego czasem zdarzały się rzeczy, których nie sposób wytłumaczyć. W dniu jedenastych urodzin spotyka olbrzyma o imieniu Hagrid, który wyjawia mu wielką tajemnicę. Otóż...chłopiec nie jest zwykłym człowiekiem, jest czarodziejem.

Z pomocą Hagrida trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a wcześniej na słynny Peron 9 i 3/4, który jest chyba najsłynniejszym peronem na świecie. W Hogwarcie zaczyna pobierać nauki, poznaje nowych znajomych. Z jednymi się zaprzyjaźnia (Ron i Hermiona), z niektórymi toczy zacięte boje (Malfoy). Przeżywa cudowne, magiczne przygody, które interesują czytelników na całym świecie.  Uczy się latać na miotle, gra w quidditcha, poznaje magiczne zaklęcia i przepisy na eliksiry. Próbuje również odnaleźć tytułowy kamień filozoficzny i odkryć tajemnicę, jakiej strzeże Puszek (i wcale nie jest to milutki piesek, jak mogłoby się wydawać).

Tak jak wspominałam, początkowo wcale nie byłam zauroczona tą książką. Dopiero później, gdy akcja w Hogwarcie zaczęła pędzić, coś zaczęło się dziać, magia, zagadki, tajemnice, ciekawi bohaterowie. Wtedy odpłynęłam. Tak dosłownie. Wkroczyłam w świat magii i nic nie było mnie w stanie z niego wyciągnąć. Nie mogę jednak powiedzieć, że pokochałam tę krainę, ten świat, tych bohaterów. Na to chyba jednak jest jeszcze za wcześnie. Pewne jest jedno, na pewno przeczytam kolejną część / kolejne części. A miała to być tylko jedna, no cóż. Już się nie mogę doczekać, aż będę miała w swoich rękach kolejny tom, a wraz z nim na pewno kolejne ciekawostki ze świata magii, tajemnice i cudowni bohaterowie.

Autorka jest geniuszem, to muszę przyznać. To, że potrafiła stworzyć tak wspaniałą i ciekawą magiczną krainę, wykreowała tak nieprzewidywalnych i charakterystycznych bohaterów i napisała to wszystko tak prostym, przyjemnym i lekkim w odbiorze to jest prawdziwa sztuka. I należy się jej za to wielki szacunek. Nie bez powodu miliony, a może nawet miliardy czytelników na całym świecie zachwyca się tą historią.

Jeśli chodzi natomiast o to wydanie, ilustrowane - to jest mistrzostwo świata. Nie przypuszczałam, że będzie to aż tak piękna książka. Prześliczne rysunki wykonane przez Jim Kay'a (niektóre z nich możecie podziwiać na zdjęciach powyżej), idealny papier, wspaniała jakość książki i sznureczek, który służy nam jako zakładka. Wydanie to jest magiczne, sami możecie się przekonać oglądając zdjęcia. Nie sądziłam jednak, że w takiej książce (liczącej 246 stron) zmieści się cały pierwszy tom, jednak udało się to bez problemu. i dzięki temu możemy mieć na swojej półce takie cudo. 

Jest to z pewnością idealna książka dla wszystkich Potterheads (fanów Harrego Pottera), jak również dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z historią najsławniejszego Czarodzieja. Książka ta będzie idealnym prezentem na każdą okazję i jestem pewna, że się na niej nie zawiedziecie! Nie spotkałam się z nikim, komu by się ta książka i jej wydanie nie spodobało, więc sami rozumiecie...jeśli jeszcze jej nie macie, musicie to zmienić!

PS. Mam również nadzieję, że cała seria zostanie zilustrowana. Jeśli ktoś wie coś na ten temat, dajcie mi znać w komentarzu. 

piątek, 29 stycznia 2016

C.J. Daugherty & Carina Rozenfeld - „Tajemny ogień”




Wszyscy mieli wiedzieć, że życie jest niebezpieczne, a ten, kto chce przetrwać, musi być silny.

          Daugherty to sławne nazwisko. Jej seria pt. Wybrani okazała się wielkim sukcesem, a w efekcie niemal każdy słyszał o niej i o jej autorce. Natomiast Carina Rozenfeld, a właściwie jej twórczość, jest mi zupełnie nieznana. Wieść o wydaniu Tajemnego ognia i jego premiera w Polsce, spotkała się z dużym zainteresowaniem. Kiedy miałam okazję wziąć udział w Book Tourze z tą książką wiele się nie zastanawiałam, bo nigdy wcześniej nie miałam przyjemności doświadczyć takiej akcji. Byłam więc bardzo podekscytowana, nie wiem czym bardziej: Book Tourem czy lekturą, ale emocje były duże.
           Taylor i Sachę na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Ona jest pilną uczennicą ze znakomitymi wynikami w szkole i wielkimi ambicjami. Tymczasem on w szkole... bywa. Czasami. Nie dba o stopnie i zadaje się z podejrzanymi ludźmi. Co więcej mieszkają w innych krajach. A jednak jest coś, co splata ze sobą ich losy - klątwa rzucona setki lat temu. Sacha za kilka tygodni ma umrzeć, a jedyną osobą, która może go ocalić jest Taylor. Tylko jak ma to zrobić?
          Przyznam, że nawet nie zauważyłam, kiedy udało mi się dotrzeć do ostatniej strony, Tajemny ogień czyta się bowiem w błyskawicznym tempie. Głównie za sprawą wartkiej akcji, jednak rozmiar fontu także miał tutaj pewnie jakieś znaczenie. Lektura ta jest bardzo rozluźniająca i przyjemna. Nieszczególnie skomplikowana fabuła nie nadwyręża zbytnio czytelnika, jednak i nie nudzi wzbogacona o kilka zagadek, które staramy się rozwikłać razem z bohaterami.

- Przyznaję, że moje metody są nietypowe...
- Nietypowe? - powtórzyła Taylor podniesionym głosem. - Zachowujesz się jak kryminalistka. Powinnaś siedzieć w pudle. 
- Już siedziałam, ale uciekłam - oświadczyła Louisa ozięble. 

          Postaci nie poznajemy zbyt blisko. Taylor to grzeczna kujonka, która ma wyrzuty sumienia korzystając z laptopa bez pozwolenia mamy, a Sacha jest zbuntowanym chłopakiem, wcale nie mającym świata gdzieś nawet w jednej trzeciej tak głęboko, jak próbuje to udowodnić. I to by było na tyle. Choć autorki miały możliwość zapoznać nas z bohaterami bliżej, nie zrobiły tego, jednak Tajemny ogień to pierwszy tom serii o tym samym tytule, mają zatem jeszcze czas, aby rozwinąć charaktery głównych postaci.
          Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, jak autorki postanowiły skrzyżować drogi Sachy i Taylor. Chyba najbardziej zadziwiła mnie prostota tego rozwiązania. Korepetycje przez Skype'a? A dlaczego nie?! Fantastyczny pomysł, o wiele bardziej wiarygodny niż inne "przypadkowo-nieprzypadkowe" spotkania!


          Uważam, że nawiązanie do alchemii jest interesujące, a geneza klątwy ciekawa. Liczę na to, że w kontynuacjach pojawi się na ten temat więcej informacji, szczególnie dotyczących przewidywanych skutków dopełnienia się przekleństwa. Mechanizmy mocy Taylor są wciąż zagadką, którą mam nadzieję rozwikłać w przyszłości. Najbardziej zastanawiająca jest jednak reakcja zdolności Taylor na obecność Sachy. Mogę się tylko domyślać, co się za tym kryje.
          Jesteście fanami Wybranych i poszukujecie tytułów w podobnym klimacie? Zachęcam do sięgnięcia po Tajemny ogień. Jest to powieść młodzieżowa, która nie wybija się na tle sobie podobnych, a jednak jest bardzo przyjemnym czytadłem, z którym uporacie się raz-dwa. Zachęcam wszystkich zainteresowanych gustujących w tego typu literaturze - nie powinniście być zawiedzeni.



Autor: C. J. Daugherty & Carina Rozenfeld
Tytuł: Tajemny ogień
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 19 października 2015
Liczba stron: 392
Ocena: 7/10
         


Serdecznie dziękuję za egzemplarz, ale przede wszystkim za możliwość uczestnictwa w Book Tourze, wydawnictwu: 


*Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, postaram się je wymienić. Drugie z kolei jest autorstwa Anity z bloga Krzywe recenzje. Dziękuję za udostępnienie!

środa, 27 stycznia 2016

Elizabeth Flock - "Emma i ja"



Carrie jest starszą siostrą Emmy. Ma 8 lat i dojrzałość której brakuje niejednemu dorosłemu. Kiedy ich ojciec nagle umiera, do domu dziewczynek zawita nowy przyjaciel matki - Richard. Mężczyzna na początku sprawia pozory opiekuńczego i troskliwego opiekuna, jednak szybko przekonujemy się jak podłym jest człowiekiem. Dziewczynki nienawidzą swojego ojczyma, są przez niego zamykane na stryszku, zostawiane bez opieki i co najgorsze - wykorzystywane przez mężczyznę... 

Richard jest skłonny posunąć się do najgorszych rzeczy i czerpie z tego przyjemność, podczas gdy dziewczynki zamykają się w sobie, uciekają do świata wyobraźni i nawet tam nie odnajdują schronienia. Matka Carrie i Emmy zdaje się nie zwracać uwagi na to co dzieje się z jej córkami. 

Starsza z sióstr chce za wszelką cenę uchronić młodszą, jednak zdaje się, że to Emma ma więcej odwagi i to zazwyczaj ona musi stanąć oko w oko z obrzydliwym ojczymem, który ją krzywdzi... 

Dziewczynki nieświadomie robią rzeczy, które doprowadzą je do tragedii...

Nienawidzę Richarda! Ta książka tak mną wstrząsnęła, że nie mogę przestać o niej myśleć. Nie mogę przestać myśleć o obojętności matki, o cierpieniu niewinnych dzieci i obrzydliwym zachowaniu Richarda... 

Ta książka powinna być nauką dla wszystkich, by nie pozostawać obojętnym na ludzką krzywdę. Mimo, że na początku nie mogłam odnaleźć się w tym wszystkim, mieszała mi się przeszłość z teraźniejszością, to później czytało się już bardzo łatwo - choć trzeba przygotować się na naprawdę wiele niemiłych niespodzianek. 

Cieszę się, że miałam możliwość przeczytać tę książkę, bo to jedna z tych, które wzbogacają wiedzę i na długo zapadają w pamięci...


wtorek, 26 stycznia 2016

Informacja dotycząca ogłoszenia wyników konkursu świąteczno-noworocznego


Witajcie,
wiemy że z niecierpliwością czekacie na ogłoszenie wyników naszego konkursu. Wcale się Wam nie dziwimy! Zainteresowanie było naprawdę ogromne oboma odsłonami konkursu więc mamy niemały orzech do zgryzienia, mnóstwo tekstów do przeczytania i pełno zdjęć do obejrzenia.


Niestety, jak już wspominałyśmy, zbliża się sesja, a wszystkie trzy jesteśmy studentkami. Co więcej mamy kłopot ze zgraniem się w czasie, by móc wspólnie rozpocząć obrady nad Waszymi pracami.
Jesteśmy więc zmuszone zadeklarować, że wyniki zostaną przez nas ogłoszone dopiero w drugiej połowie lutego. Bardzo Was za to przepraszamy, jednak Blask Książek jest blogiem demokratycznym i wspólnie musimy wskazać zwycięzców.
Mamy nadzieję, że nie będziecie nam mieli tego za złe i będziecie trzymać kciuki, aby pierwsza sesja poszła nam pomyślnie. Jesteśmy niezmiernie wdzięczne za Waszą wyrozumiałość i ciepłe słowa.



Pozdrawiamy
Gosiek, Fosiek i Ann

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Akcja wywiad: Milena Wiktoria Jaworska!

Witajcie kochani! 
W tamtym tygodniu posty prawie się nie pojawiły. Ania jedynie uratowała sytuację dodając w piątek recenzję. Najbliższe trzy tygodnie jednak tak właśnie będą wyglądać. Sesja przed nami. Mnóstwo nauki, zaliczenia, kolokwia i egzaminy, które właśnie przed nami. Wszystko to powoduje że nie ma czasu na czytanie i pisanie postów dla Was. Bardzo mi z tego powodu przykro, ale mimo mojej miłości do tego bloga, sesja ważniejsza. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. 

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym postem z "Akcji wywiad", której dawno tutaj nie było i pasowałoby ją odświeżyć. Mam nadzieję, że po sesji uda mi się wszystko nadrobić. Na dziesięć pytań odpowie dzisiaj Milena, młodziutka autorka książki "Miles", której recenzję mogliście już tutaj zobaczyć i BOOK TOUR organizowany u nas. (Jeszcze można się zgłaszać!) 


1. Na początek może opowiesz naszym czytelnikom cos o sobie?
Nie wiem, co ciekawego mogłabym opowiedzieć o sobie czytelnikom „Blasku książek”, ponieważ osobiście uważam, że nie ma we mnie nic nadzwyczajnego. Jestem przeciętną nastolatką, która przemierza szkolne korytarze i większość czasu poświęca na naukę. W wolnych chwilach piszę, czytam i recenzuję książki. Oglądam dużo filmów w tym nie tylko filmy pełnometrażowe, ale też vlogi czy seriale. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, dzielić się z nimi opiniami czy doświadczeniami, to sprawa, że łatwo mi wypowiadać się na różne tematy i pisać.

2. Od jakiej książki, zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
Na moim laptopie znajduje się około 15 różnych tekstów, dokończonych bądź też nie, które pisałam od czwartej klasy szkoły podstawowej aż do teraz jednak te, które powstały przed „Miles”, nie wydają mi się wystarczająco dobre, by je publikować (chyba, że znajdę chwilkę, aby je poprawić). Początkowo pisałam opowiadania i teksty z gatunku fanfiction, jednak nie były one do końca przemyślane, ponieważ  gdy byłam młodsza po prostu bawiłam się słowami, nie mając pojęcia, co z tego wyniknie. Nie żałuję tamtych dni, były na swój sposób piękne, lekkie i naiwne. I w stu procentach wyrażały moje nastawienie do życia.

 3. Skąd tak młoda osoba czerpie pomysły na historie tak barwne jak te opisane w książce?
Moją największą i zwykle trafną inspiracją są ludzie, ich zachowania, to w jaki sposób wyrażają emocje oraz różne sytuacje, których doświadczyli obserwowani przeze mnie przechodnie (totalnie anonimowi), bądź też ja sama.

W przypadku „Miles” największą inspiracją było dla mnie nocne niebo oraz  najpiękniejsze uczucie na świecie. Chciałam przede wszystkim uhonorować moich zmarłych dziadków, którzy nauczyli mnie tak patrzeć na miłość, jak to pokazałam w książce, ale też postawili mnie przed tym uczuciem już jako małą, niedoświadczoną dziewczynkę i pozwolili obserwować pięknie rozwiniętą relacje między nimi, ale również między nimi a moimi rodzicami oraz z kolei mną. To był mój priorytet. Podziękowanie im za to, czego mnie nauczyli, co mi dali i co mam nadzieję na długo pozostanie we mnie. Podziękowanie za tą małą część ich samych we mnie.

Biblioteczka Mileny! 
 4. Jak Twoi bliscy zareagowali na to, że piszesz, a później, że wydałaś książkę?
Rodzice byli zaskoczeni, bo nie mieli pojęcia, co ja robię w swoim pokoju, gdy się zamykam. Nie podejrzewali mnie o jakieś głupoty, bo ufają mi, jednak chyba nie spodziewali się również czegoś takiego, czegoś twórczego. Moje przyjaciółki odwróciły się ode mnie i niestety o tym również muszę powiedzieć, ponieważ większość ludzi widzi tylko korzyści jakie płyną z bycia autorem, a nie dostrzega idących za tym minusów tj. brak zrozumienia wśród rówieśników, bądź też wrogie nastawienie ze strony grupy polskich autorów, ze względu na to, że debiutujesz w wieku szesnastu lat i robisz im konkurencję, gdy większość z nich to autorzy 20+, którzy nigdy nie mieli możliwości wydania swoich tekstów w tym wieku, a Ty ją masz ze względu na rozwój cywilizacyjny.

 5. Czemu akurat gwiazdy? Marzy Ci się podróż w kosmos, czy po prostu kierowałaś się intuicją?
Gwiazdy są nieprzypadkowe. Po stracie dziadków nawiedziła mnie pewna myśl, pewne wyobrażenie, do końca nie wiem, jak to nazwać. Mianowicie znalazłam miejsce, które jest punktem naszego spotkania – to niebo. Szczególnie te nocne, gdy rozświetla je blask. Ja mogę na nie patrzeć bez przeszkód, widząc niesamowite, magiczne światło, a oni tam właśnie są i to niebo rozświetlają dla mnie, by móc zobaczyć mój uśmiech. To wyobrażenie (zostańmy przy tej opcji, chyba jest najtrafniejsza) pomogło mi stworzyć „Miles”. Stworzyć świat równoległy do tego, w którym jestem. Coś lepszego.


6. Utożsamiałaś się z główną bohaterką, czy raczej nie macie wspólnych cech?
Millie ma wiele moich cech, jednak posiada również takie zalety, których mi brakuje. Ma w sobie to, co ja bym chciała mieć np. poczucie własnej wartości. Ona myśli „ja nie chcę każdego”, ja myślę „mnie nikt by nie zechciał”. W każdym razie osobiście lubię tą bohaterkę i cieszę się, że uwolniłam ją ze swoich myśli.


 7. Twoja powieść jest raczej z gatunku fantastyki, czytając też skłaniasz się ku tego typu książkom?
Tak, fantastyka to jedyny gatunek literacki, który – moim zdaniem – nie ogranicza ludzkiej wyobraźni. Bardzo się cieszę, że napisałam książkę fantastyczną i jestem w trakcie tworzenia kolejnych dzieł w tym nurcie, jednak gdy czuję potrzebę odpoczynku od świata „myślowej iluzji”, piszę historie realne, lekko obyczajowe.


8. Jak reagujesz czytając recenzje "Miles"? Może, wolisz unikać opinii innych?
Czytam recenzje „Miles” bardzo chętnie. Wszelkie opinie i te negatywne i te pozytywne pomagają mi w pisaniu. Zawsze lepiej wiedzieć, w czym jesteśmy lepsi, a gdzie jeszcze coś nam kuleje. Ze względu na to, że chciałabym pisać lepiej, zwracam uwagę na opinię innych. Przecież jestem autorem dla ludzi, dla czytelników i to im ma się historia spodobać. Jasne, wszystko z umiarem, bo każdemu nie dogodzę, ale  mogę spróbować być lepszą w tym, co robię. Nie osiądę na laurach, bo to do niczego nie prowadzi.

 9. Zdradzisz nam, co dalej będzie z Miles? Masz dla nich jakieś niebezpieczne przygody?
Nie chciałabym zdradzać, co jeszcze czeka na fanów „Miles” , jednak przyznam, że kolejna część jest dla mnie wyjątkowo wymagająca, ponieważ niszczy pewien porządek, który panował w części pierwszej, począwszy od tego, że zmienia się świat przedstawiony, przenosimy się na Naos. W tym momencie muszę stworzyć wszystko od początku, ze zwróceniem uwagi na szczegóły i drobiazgi. Przyznam, że pod względem fabuły czeka wszystkich również niemały szok, ale obiecuję, że nikogo z pasjonatów Millie i Ariesa nie skrzywdzę.

10. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa?

To pytanie jest wyjątkowo trudne. Największym szczęściem człowieka jest jednak drugi człowiek, a w szczególności ten, który darzy Cię miłością. Tylko tyle.

PS. Wiem, że wszyscy pytacie mnie o wyniki konkursu świąteczno-noworocznego. Muszę Was przeprosić, ale przed sesją nie uda mi się tego ogarnąć. Za dużo nauki, za mało czasu i takie efekty. 
Przepraszam Was bardzo... 

piątek, 22 stycznia 2016

Miriam Collee - „W Chinach jedzą księżyc”



          Kultura azjatycka zawsze mnie interesowała. Zaczęło się od anime, później pojawiła się fascynacja Japonią, następnie moja uwaga zwróciła się na Koreę, i tak oto skończyłam z książką o Chinach w ręce. Jest to kultura szczególnie różna od europejskiej. Co więcej najmniej nam znana. Oglądamy wiele europejskich i amerykańskich filmów, jednak produkcje azjatyckie są rzadkością. Faktem jest, iż ostatnio takowe zaczęły się pojawiać, a jednak dalej tak naprawdę niewielkie mamy pojęcie o tamtejszej rzeczywistości i tradycjach. Zachęciło mnie to, że będę miała okazję przeczytać historię dosłownie z życia wziętą, a nawet zabarwioną humorem. Jak już wiecie - to jest coś, co bardzo lubię i cenię. Z zapałem zabrałam się za lekturę i mimo burz, których ostatnio wiele przeżyłam, a jeszcze więcej przede mną, udało mi się w końcu skończyć.
         Miriam i Tobias prowadzą spokojne życie w Niemczech. Mają piękny dom, ciekawą pracę, dobry samochód, a przede wszystkim nie mogą się nacieszyć najukochańszą córeczką Amelie.
Wiadomość o pracy w Szanghaju przychodzi znienacka. Jak to, przenieść się do Chin?
Przeprowadzka do Azji wydaje się być szalonym ale jakże oryginalnym pomysłem. Przeczytane książki i przewodniki dają im pewność, że nic nie jest takie straszne, jak się wydaje!
Na miejscu okazuje się, że tak naprawdę o Chinach nie wiedzieli nic!
Zapchane toalety, problemy z chińskimi „złotymi rączkami”, niedziałająca klimatyzacja, oszukujące opiekunki, szaleni taksówkarze, niezrozumiały język, – wszystko to spotyka Miriam i Tobiasa, którzy nie sądzili, że nowe miejsce przysporzy im tylu przygód!



- Dlaczego do niej nie zagadnąłeś? - zapytał Tobi.
- Zagadnąć obcą dziewczynę - Liwei potrząsnął głową. - To niemożliwe. 
- Nigdy? - dopytywał się mój mąż.

- Może w sytuacji ekstremalnej. Liwei zastanowił się chwilę, a potem dodał wyjaśniająco: - Podczas trzęsienia ziemi czy czegoś podobnego. 

         Właściwie od początku wyraźnie widoczne jest zderzenie obu kultur: europejskiej i azjatyckiej, a różni nas nie tylko język i wygląd. Przede wszystkim posiadamy odmienną mentalność. W zupełnie inny sposób obieramy i spoglądamy na różnego rodzaju sprawy. Miriam nieraz „opadała szczęka”, kiedy obserwowała co się wokół niej dzieje, przyznam że i ja miewałam momenty, kiedy musiałam swoją pozbierać z podłogi. Chińczycy są narodem, którego nie da się opisać w kilku słowach. Sądzę nawet, że w pewnych sferach nie sposób ich zrozumieć.  A raczej jest to nie możliwe na tak wczesnym etapie, na którym znajdują się bohaterowie - a my razem z nimi. Nic w tym dziwnego, ponieważ patrzymy na ten kraj i jego mieszkańców przez pryzmat znanej nam rzeczywistości. 
         Chiny zostały zaprezentowane od strony codziennej. Po prostu zostaje przybliżone jak wygląda tam życie. Co ciekawe w osłupienie mogą wprowadzić nas najzwyklejsze rzeczy: jak wizyta u lekarza, podejście do pracy fachowców czy obyczajowość. Jest to świat, w wielu aspektach podobny do naszego, a jednocześnie jakże odmienny. I to jest najbardziej niezwykłe. Śledząc perypetie Miriam i jej rodziny, bywałam oniemiała z wrażenia a jednocześnie chciałam wiedzieć coraz więcej. Najbardziej jednak zaskakujące wydaje mi się to, że z tej pozycji wyłania się niezbyt pochlebny i pozytywny obraz Chin. Przynajmniej ja tak to odebrałam. Życie Miriam, Tobiasa i Amelie w Państwie Środka to pasmo nieszczęść i absurdów. Zdarzało mi się myśleć: „Kobieto, co ty tam jeszcze w ogóle robisz?”, Trudno mi stwierdzić, co tutaj nie zadziałało. Po przeczytaniu tej książki jestem bowiem jednocześnie zafascynowana i zniechęcona. Współczułam głównej bohaterce i doznałam wielkiego szoku,  kiedy okazało się, że ona ten kraj pokochała. Na palcach jednej ręki mogłabym zliczyć pozytywy życia w Chinach, opierając się na historii autorki, skąd więc sentyment? Nie wiem. Chyba właśnie tak działa Państwo Środka. Bohaterkę spotykało wiele nieprzyjemnych rzeczy, które i mnie zmierziły, a jednak ona ten kraj pokochała, a ja mam ochotę go zobaczyć i spojrzeć na niego własnymi oczyma. 


Dla uczczenia przyjazdu rodziców poprosiłam Guiling, żeby na kolację kupiła na targu świeże krewetki. Dopiero co nauczyłam się, jak jest „świeży” po chińsku. 
- Xinxian de xia - powiedziałam, a ona wskoczyła na swój rower górski i wróciła z wielką niebieską torbą. 
- Mamo, patrz! Torba umie biegać! - wykrzyknęła na jej widok Amelie. 
- Heng xinxian, bardzo świeże. 

Potem wrzuciła dwa kilo żywych krewetek do zlewu. Wzięła nożyczki, którymi Amelie robi wycinanki, i po kolei zaczęła obcinać im głowy. Moi rodzice gapili się na to z otwartymi ustami. A Guiling śmiała się tak mocno, że chwiały się ściany. 

          W Chinach jedzą księżyc czytało się szybko,nawet przyjemnie, natomiast chwilami spojrzenie pisarki na Państwo Środka wprawiało mnie w pewien dyskomfort. Jak już wspomniałam - nie wiem czy Miriam Collee zachęca odbiorów do odwiedzin tego kraju, czy może stara się od tego odwieść innych Europejczyków. Ja odebrałam wiele sprzecznych sygnałów. Co więcej postawa głównej bohaterki nie do końca mi się podoba. Może wynika to z faktu, że ona jest Niemką a ja Polką i mimo wszystko zupełnie inaczej postrzegamy  pewne rzeczy, jednak bywały momenty, w których nie mogłam pojąć jej postępowania lub ją zwyczajnie potępiałam. 

          Uważam również za dyskusyjne stwierdzenie, że jest to opowieść zabawna. Mnie niezbyt rozweseliła. Oczywiście bywały momenty, kiedy parskałam śmiechem. Było ich jednak mniej niż więcej. Jak już wspominałam, przez większość lektury znajdowałam się w stanie permanentnego zdumienia.  Niemniej wielu czytelników bawiło się przednio, zatem wina może tutaj leżeć po mojej stronie, nie autorki. 

Cztery, po chińsku „si”, wymawia się tak samo jak słowo oznaczające śmierć. Dlatego w chińskich wieżowcach nie ma czwartego, czterdziestego i czterdziestego czwartego piętra. Nikt nie kupiłby na nich mieszkania. Moja umowa na telefon komórkowy była o połowę tańsza niż inne, bo zgodziłam się na numer, w którym trzy razy występowała cyfra cztery, a ani razu szczęśliwa ósemka. W zamian numer z sześcioma ósemkami zlicytowano w prowincji Syczuan za dwa miliony trzysta tysięcy juanów (około dwustu trzydziestu trzech tysięcy euro.)

          Podoba mi się, że zwrócono uwagę na problemy społeczne, które są rozpisane nie tylko w liczbach, ale i zostały podparte relacją sytuacji, które rzeczywiście miały miejsce. Miriam Collee podaje statystyki i opisuje zjawiska, które budzą smutek. Samobójstwa, depresje, zanieczyszczenia, choroby, skandaliczne warunki sanitarne... wszystko to jest na porządku dziennym. Mimo to Chiny w pokrętny sposób sprawiają wrażenie niezwykle barwnego kraju. Doceniam również to, że w powieści pojawia się głos Chińczyków, który rzuca światło na dotychczas niezrozumiałe dla mnie kwestie. 

         Jestem zaskoczona, że ta książka wzbudziła we mnie tyle sprzecznych emocji - zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie potrafię ocenić czy autorka wiernie oddała obraz Chin, musiałabym tam być, mimo to uważam, że jest to ciekawa pozycja. Ucieszyło mnie, że choć statystyki i ciocie oraz wujkowie "dobre rady" mylili się w pewnej kwestii, a mianowicie podróż do Państwa Środka bynajmniej nie rozbiło małżeństwa Miriam i Tobiasa. Mężczyzna nie dał się skusić żadnej młodej, ponętnej i, nie ukrywajmy, zdesperowanej Chince. Ich relacja się pogłębiła i uległa wzmocnieniu. To pokrzepiające. Zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z tą książką wszystkie osoby, które tym krajem się interesują, bowiem sporo możemy dowiedzieć się nie tylko o specyfice Chin, ale i o tradycjach, obyczajach i normach społecznych. 



Autor: Miriam Collee
Tytuł: W Chinach jedzą księżyc
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 19 marca 2014
Liczba stron: 304
Ocena: 6/10


Za egzemplarz serdecznie dziękuję księgarni:


sobota, 16 stycznia 2016

Book Tour z "Miles" Mileny Jaworskiej

Witajcie kochani!
Tak jak Wam zapowiadałam w recenzji Miles, w związku z tą książką będziemy miały dla Was kilka niespodzianek. Jedną właśnie dzisiaj możecie zobaczyć w tym poście. To Book Tour, który organizujemy dla blogerów. Wiem, że kilka osób pisało nam, że bardzo żałują, że jej nie przeczytali, gdy mieli okazję itp. I dzisiaj wychodzimy na przeciw właśnie takim osobom. To dla Was możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki. 


Wybieram jedną osobę, której wysyłam książkę. (Osoby te mogą się zgłaszać w komentarzu pod tym postem podając swój adres email i adres bloga). Osoba ta ma tydzień na przeczytanie jej, zrecenzowanie na blogu, zrobienie zdjęcia książce, wpisania się na pierwszą stronę książki i na odesłanie kolejnej osobie z listy. Oczywiście w poście z recenzją należy napisać, że BOOK TOUR został rozpoczęty przez nas (Blask Książek). U każdej osoby książka może być nie więcej, niż tydzień czasu.

To ma być niespodzianka dla autorki, pamiątka na lata itd., dlatego proszę Was, abyście na marginesach pisali o Waszych emocjach towarzyszących czytaniu, podkreślali ulubione fragmenty, zaznaczali je zakładkami indeksującymi, pisemnie wzdychali, śmiali się, płakali. Dajcie znać, że byliście, czytaliście i jak Wam się podobała. Po prostu wyraźcie emocje i podpiszcie się nickiem, aby autorka wiedziała jak zadziałała na Was ta książka! To będzie naprawdę rewelacyjna pamiątka dla niej. Oczywiście na końcu egzemplarz powędruje do Mileny. 

Po napisaniu  i opublikowaniu recenzji na blogu, wstawcie do niej linka na tablicy naszego fanpejdża! 



Czas na zgłaszanie się do BOOK TOUR'u macie do 20 stycznia do godziny 23:59 

Zachęcam do świetnej, wspólnej zabawy! 

środa, 13 stycznia 2016

Milena Wiktoria Jaworska - "Miles"


Są takie książki, do których ciągnie nas od samego początku i od razu gdy tylko mamy okazję, bez zastanowienia bierzemy je do ręki i zaczynamy czytać oraz takie, które dopiero muszą swoje odleżeć na półce, żeby potem móc się nimi zachwycać i żałować, że tak długo z nią zwlekaliśmy. I właśnie do tego typu można zaliczyć "Miles". Książkę, która mamy zaszczyt patronować. 

Milie jest młodą dziewczyną, która od początku musiała przestrzegać pewnych reguł, które pozwolą na zdobycie jej ojcu posady prezydenta. Nastolatka trzyma się na uboczu, większość ludzi traktuje ją jak kogoś dziwnego, kogoś, kto nie pasuje do zwyczajnego, szkolnego życia.

„Jedną z dobrych rzeczy w byciu gwiazdą jest to, że po śmierci i tak idziesz do nieba, albo przynajmniej je przyozdabiasz.”

Dziewczyna zdaje się nie zwracać na to uwagi, odnajduje się w swoim świecie, a nocami, kiedy zostaje sama, patrzy w gwiazdy i uspokaja skotłowane myśli. Wszystko się zmienia w ciągu zaledwie kilku dni, kiedy Milie zauważa, że coś dziwnego dzieje się z jej ciałem. Zmienia się jej ciało, kolor oczu, włosów, nastolatka nie jest w stanie pojąć co się z nią dzieje. Szuka odpowiedzi na swoje pytania - po części udzielają ich rodzice dziewczyny, jednak potrzebuje kogoś, kto pomoże jej przejść przez te wszystkie zmiany.

Okazuje się, że Milie jest gwiazdą, jakkolwiek by to nie brzmiało i nie chodzi tu o celebrytę - dziewczyna po prostu jest związana z gwiazdami rozświetlającymi niebo nocą. Na jej drodze staje Aries, chłopak, który od początku odbiega od swoich rówieśników. On również jest gwiazdą i to właśnie on pomoże Milie zrozumieć, co właściwie się dzieje.

Wygraną nie jest zakochać się na chwilę. Wygraną jest zakochać się na przyszłość.”

Historia jak z bajki - dwoje młodych ludzi, którzy, aby poradzić sobie z zaakceptowaniem siebie, muszą się wspierać. Przygody jakie ich spotykają są piękne ale bywają i niebezpieczne.

Ta książka zdecydowanie za długo zalegała na mojej półce, na szczęście w końcu zdecydowałam się na wybór właśnie jej. Już po pierwszych stronach wiedziałam, że nie mogę przerwać czytania, zarwałam pół nocy i na zmianę to się śmiałam, to płakałam. Przy okazji namówiłam Gosiek, by również zaczęła czytać i obie następnego dnia chodziłyśmy niewyspane, ale warto było!!! (Tak, to prawda. Godzina 23, Gosiek zaczyna czytać, bo nie może już znieść sms-ów od Fośka i sama musi sprawdzić o co chodzi w tej książce. I tak po przeczytaniu całej książki, około godziny 1 idzie spać.) 

Nie mogę uwierzyć, że tak młoda autorka jest w stanie tak pięknie pisać, a przy okazji tak działać na wyobraźnię czytelnika. Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie mogę doczekać się kolejnej części książki, która mam nadzieję, przybliży mnie do poznania dalszych losów bohaterów, którzy zdecydowanie na długo pozostaną w mojej pamięci.

Dodatkowe słowa od Gosiek:

Zgadzam się z wszystkim, co Fosiek napisała powyżej. Nie mogła lepiej tego ująć. Ja jednak mam jeszcze coś do dodania, dlatego postanowiłyśmy napisać tę recenzję wspólnie. 

„Miłość to troska o drugiego człowieka i o jego dobro, to troska o nasz kraj i o każdą, nawet najmniejszą jednostkę, bo mały człowiek może dokonać wielkich rzeczy.”

Milena jest młodziutką dziewczyną,  która wie, co w życiu jest naprawdę ważne i przekazuje to w swojej powieści. Stosunek i miłość do rodziców był ewidentnie uwypuklony. Sytuacja, która mam n myśli bardzo mnie wzruszyła i nie mogłam przestać się uśmiechać i myśleć: Jakie to piękne! 
Milena w książce pokazuje różne obszary miłości - miłość romantyczną do Ariesa, miłość do rodziców...każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. 

Ja również,  podobnie jak Fosiek jestem w szoku, jak tak młoda autorka mogła napisać tak dobrą książkę. Podczas czytania w ogóle nie czuć tego, że Milena jest szesnastoletnią dziewczyną oraz, że jest to jej debiut. Książka napisana jest w pięknym, lekkim języku, który wciąga czytelnika bez reszty i nie pozwala się od niej oderwać nawet na chwilę. Czytając, miałam wrażenie, że Milena urodziła się po to, aby pisać. I muszę pokusić się o stwierdzenie, że gdyby wydała tę książkę w innym wydawnictwie, na pewno okazałaby się hitem! Już nie mogę się doczekać kolejnej części. Mogę Wam jednak zdradzić, że do końca tego tygodnia Blask będzie się kręcił wokół "Miles".

Zapraszamy więc serdecznie do śledzenia bloga!

"Miłość nie potrzebuje wiele czasu, na to, żeby się pojawić, potrzebuje czasu na trwanie."

wtorek, 12 stycznia 2016

Agnieszka Haska & Jerzy Stachowicz - „Bezlitosne”




          Historia nie jest moją mocną stroną a jednak losy kobiet na przestrzeni tysiącleci bardzo mnie interesują. Zatrważające jest, iż zaledwie w ubiegłym wieku kobietom udało się wywalczyć jakiekolwiek prawa! Toczyły o to krwawe boje, za co jestem im niezmierna wdzięczna oraz pełna podziwu. Nie mogłam sobie więc odpuścić tej pozycji. Gdy tylko przeczytałam opis od razu mnie zelektryzowało. Musiałam przeczytać, a teraz Was zapraszam na moje wrażenia.
          Dwudziestolecie międzywojenne to niezwykły okres budowy niepodległej Polski, gwałtownych tarć politycznych, wielkiego kryzysu a zaraz potem szybkiego rozwoju gospodarki, a także emancypacji kobiet. Niektóre z nich tak bardzo wzięły sobie do serca hasła równouprawnienia, że śmiało wkroczyły na ścieżki do tej pory zarezerwowane dla mężczyzn, wiodące ku najcięższym przestępstwom, najokrutniejszym zbrodniom, bezwzględnym napadom i porwaniom. O mrożących krew w żyłach dokonaniach zbrodniarek z zapałem informowała prasa brukowa; i właśnie przez pryzmat tych pisanych specyficznym językiem, sensacyjnych doniesień autorzy książki pokazują świat zbrodni w stylu retro, w którym główne role odgrywały bezwzględne kobiety. Doskonale udokumentowana, bogato ilustrowana książka wciąga jak najlepsza powieść sensacyjna, równocześnie niosąc ogromny ładunek fascynujących informacji o świecie, którego już nie ma, a do którego wciąż z nostalgią wracamy wspomnieniami.
          Nie jest dla mnie żadną nowością, że kobiety są silne i potrafią walczyć o swoje. A jednak po dziś dzień krępują nas obowiązujące normy społeczne. Tak było i kiedyś. Prawo się, na szczęście, zmieniało, jednak ludzka mentalność rozwija się we własnym tempie, niektóre panie to hamowało ale inne chętnie to wykorzystywały. Autorzy prezentują plejadę najróżniejszych zbrodni o różnorakich charakterach. Nierzadko się one ze sobą łączyły i wzajemnie przeplatały. Ich opisy są rzeczowe i bardzo szczegółowe, co więcej poparte wiarygodnymi źródłami. 
          Muszę wyrazić podziw, ponieważ Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz przygotowali się naprawdę solennie. W książce znajdujemy zdjęcia, wycinki z gazet i cytaty. Nie tylko budują one zaufanie czytelnika do autorów ale również urozmaicają lekturę i pozwalają jeszcze dogłębniej wczuć się w relacjonowane zdarzenia.  Czasem nawet bawią. Bohaterki Bezlitosnych to najróżniejsze postaci: od znanych w tamtym okresie zbrodniarek, aż po zwykłe gospodynie, których historia pojawiła się w prasie i następnego dnia nie była pamiętana. Czytamy o morderstwach, kradzieżach, oszustwach (mniej lub bardziej udanych), prostytucji, a nawet o szpiegostwie! 
          Bez zastrzeżeń się jednak nie obejdzie. Jak już wspominałam godna pochwały jest rzetelność i wnikliwość cechująca tę pozycję, niestety mam wrażenie przesytu. Informacji pojawiło się tak wiele, iż trudno je odpowiednio przyswoić. Tym bardziej, że dostajemy fakty, co prawda czasami delikatnie okraszone lekkim dowcipem autorów, jednak nadal to po prostu newsy i chwilami lektura idzie trudno mimo dużej czcionki. Uważam, że dobrze byłoby z części historii zrezygnować, by czytelnik nie czuł dyskomfortu z powodu natłoku informacji. 
          Moja druga uwaga dotyczy tytułu, który - jak się okazuje - ma z treścią niewiele wspólnego. Spodziewałam się opowieści o okrutnych damach, złych do szpiku kości i nieposiadających moralności. Tymczasem bohaterki tej książki to najczęściej zwykłe kobiety, często zdesperowane i postawione pod ścianą. Nie są one w żadnym stopniu pozbawione litości. Nie wiem skąd pomysł na taki a nie inny tytuł. Być może to jedynie chwyt marketingowy. Aczkolwiek trzeba zauważyć, że niezasadny. 
          Bezlitosne to dzieło bogate w szczegóły, ciekawe historie i wiarygodne źródła, które zostały spisane na końcu. Lekturą w żadnym razie nie jestem rozczarowana, mimo faktu, że miewałam chwile zwątpienia z wyżej opisanych przyczyn. Nie mniej bardzo mnie cieszy, że Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz tak poważnie podeszli do swojej pracy. Już od pierwszej kartki serwują konkretną dawkę ważnych i interesujących informacji. Pozwolę sobie stwierdzić, że ta pozycja powinna stać na półce każdej kobiety, ponieważ to właśnie w Bezlitosnych została zebrana nasza historia. Bardzo zachęcam, gdyż jest o czym czytać. 



Autor: Agnieszka Haska & Jerzy  Stachowicz 
Tytuł: Bezlitosne
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 18 listopada 2015
Ilość stron: 352
Ocena: 8/10


Możliwość przeczytania zawdzięczam wydawnictwu:
Serdecznie dziękuję!

niedziela, 10 stycznia 2016

HITY 2015 roku, czyli TOP 3 najlepsze książki, które przeczytałyśmy w tym roku!

Witajcie kochani!
Dziś mamy dla Was coś specjalnego. Mimo że w roku 2015 przeczytaliśmy naprawdę bardzo dużo wspaniałych książek, postanowiłyśmy wybrać te TRZY najlepsze i podzielić się nimi z Wami. Nie było to łatwe zadanie ale najważniejsze, że się udało!

Gosiek 

Książkę przeczytałam w ostatnich dniach grudnia i nadal nie mogę o niej zapomnieć. Piękna, poruszająca książka o miłości, piernikach i świętach, które kocham nad życie. Bardzo klimatyczna, ciepła powieść od której nie potrafiłam się oderwać. Potrafi roztopić nawet najbardziej zatwardziałe serce. 
Kolejna książka polskiej autorki, którą przeczytałam w tym roku i która wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Podczas czytania robiłam relację na Facebooku, więc Ci, którzy nas tam śledzą, na pewno widzieli moje podekscytowanie. Przepiękna, wzruszająca książka,  która na pewno spodoba się każdej kobiecie! 
I kolejna, ostatnia już książka w moim rankingu.  Wspaniałe Hopeless. Autorka tą książką złamała mi serce i skleiła je od nowa. Przepiękna historia, książka niby młodzieżowa, ale zdecydowanie dla wszystkich, którzy chcą przeczytać jedną z najbardziej wzruszających książek, jakie zostały napisane.

Fosiek

Cathy Glass - "Nie zabierajcie mi dziecka" Uwielbiam książki Cathy Glass, a to moim zdaniem, najlepsza z nich. Pełna emocji, powoduje, że człowiek jest w stanie wiele zrozumieć. Kocham książki tej autorki przede wszystkim dlatego, że to historie z jej i jej podopiecznych życia. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.


 Z twórczością pani Chmielewskiej zetknęłam się dopiero w 2015 roku i bardzo żałuję, że nie wcześniej. Autorka pisze przepięknym językiem. Przeczytałam dwie książki jej autorstwa i wiem, że na tym nie skończę. Zdecydowanie zasługuje na miano hitu 2015 roku! 

 Ta książka trafiła do mnie praktycznie przypadkiem - Gosiek zapytał czy chcę, a ja powiedziałam, że chcę bez szczególnego wpatrywania się w opis i to był bardzo dobry wybór! Książka zdecydowanie przerosła moje oczekiwania i nie wyobrażam sobie, że mogłaby się nie znaleźć w trójce najlepszych!


Ann

Czy już wspominałam, że nie znoszę typować najlepszego czegokolwiek? A jednak Gosiek mnie do tego zmotywowała zmyślnymi groźbami i tak oto prezentuję Wam dzisiaj trzy najlepsze książki, jakie miałam okazję przeczytać, a ponadto zrecenzować, w roku 2015.



Zachęcamy również Was wszystkich do zrobienia takiego wpisu oraz podzielenia się z nami Waszymi typami w komentarzach. Jesteśmy bardzo ciekawe, jakie książki oczarowały Was najbardziej w poprzednim roku. 

sobota, 9 stycznia 2016

[PRZEDPREMIEROWO] Katarzyna Michalak - "Spełnienia marzeń"

Tak jak wspominałam, mam kilka takich autorów, po których książki sięgam w ciemno. Często nawet nie wiedząc o czym one są, nie czytając tekstu na czwartej stronie okładki. Tak też było tym razem. 
Poza tym, zostałam Zaufaną Recenzentką Katarzyny Michalak! W zyciu nie spodziewałam się czegoś podobnego. I właśnie w taki sposób otrzymałam do recenzji przedpremierowy egzemplarz "Spełnienia marzeń", na który bardzo się cieszyłam.
Premiera 4.02.2016 r. 


Osiemnastoletnia Klaudia rozpoczyna nowe życie. W małym, niewyremontowanym domku na warszawskiej Białołęce, bez grosza przy duszy, za to z wielkim marzeniem i jeszcze większym sekretem. Choć jest młoda, już wiele w życiu wycierpiała… Dziewczyna jednak ma nadzieję, że uda się jej nie tylko uciec się przed demonami z przeszłości, ale też samodzielnie stanąć na nogi i odnaleźć spokój. A może o wiele więcej?...
Gdy postanawia odpowiedzieć na lokalne ogłoszenie o pracy, która ma polegać na opiece nad niewidomym mężczyzną, nie spodziewa się, że właśnie w tym momencie rozpoczyna się zupełnie inny rozdział jej życia. Kamil jest bystry, przystojny, krnąbrny i także doświadczony przez los. Między tymi młodymi ludźmi zaczyna się rodzić uczucie, choć nie wszyscy są z tego zadowoleni, a i przeszłość zaczyna upominać się o Klaudię... 


"Dla takiego szczęścia, nawet jeśli ma trwać kilka chwil, warto zaryzykować. Bo lepiej je mieć i utracić, niż żałować, że nigdy się go nie zaznało."

W powieści poznajemy Klaudię, która w dniu osiemnastych urodzin ucieka z domu. W końcu udaje jej się wyrwać od ojca, który od siedmiu lat wykorzystuje dziewczynę. Klaudia nienawidzi go z całego serca. Chce rozpocząć swoje życie od nowa, ułożyć je sobie sama, bez Tamtego. W spadku po babci dziewczyna otrzymała domek, jak się potem okazało, ruderę, której daleko do normalnego domu. Jednak dziewczyna jest szczęśliwa, że nie musi już oglądać Tamtego. Nastolatka przy okazji poszukiwania pracy poznaje Kamila, chłopaka który dwa lata temu stracił wzrok. I postanawia mu pomóc. Tak po prostu, bezinteresownie. Chociaż bardzo boi się mężczyzn, przy nim czuje się bezpieczna. Jednak czy przeszłość da jej o sobie zapomnieć? Czy może "tatuś" wróci i nadal będzie robił jej krzywdę?

Nie spodziewałam się o czym ta książka będzie. Naprawdę. Nie czytałam opisu z tyłu okładki, po prostu wzięłam w ciemno. Dopiero jak zaczęłam czytać zorientowałam się i...byłam nieco zaskoczona doborem tytułu i okładki. Jednak później zrozumiałam jaki przekaz chciała nam zostawić Pani Michalak. 

Autorka daje do zrozumienia nam - czytelnikom, że każdy powinien wierzyć w marzenia, dążyć do ich spełnienia i nie poddawać się, chociaż na drodze będzie stało mnóstwo przeszkód. Gdy tylko bardzo tego będziemy chcieli, i będziemy robili wszystko, aby to marzenie spełnić, osiągniemy to. Ważne jest również to, żeby pamiętać, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia. Dokładnie tak jak do spełnienia marzeń dążyli nasi bohaterowie, Klaudia i Kamil.


"Musisz mieć marzenia. Zawsze (...) Bez nich już teraz możesz położyć się i umrzeć, bo jaki sens ma życie bez marzeń?"

Książkę czyta się rewelacyjnie. Pani Michalak ma w sobie to coś, co sprawia, że jej książki czyta się na "jednym wdechu". Mnie do robienia sobie przerw w czytaniu zmuszał jedynie brak czasu i inne obowiązki. Powieść ta wciąga niesamowicie. Historia jest tak ciekawa, że nie można się od niej oderwać. Ja od razu chciałam się dowiedzieć co będzie dalej i dalej. Poza tym autorka operuje tak lekkim i swobodnym językiem, że aż chce się czytać i poznawać dalszą część historii

Tematyka, jaką wybrała Pani Kasia jest naprawdę trudna. Jednak jak mogliśmy się przekonać przy okazji Bezdomnej czy Nie oddam dzieci, autorka umie wzruszyć, a nawet złamać czytelnikowi serce. I mimo, że Spełnienia marzeń nie należy do tej serii, powinna być poruszająca i wbijająca w fotel, łamiąca serce, niestety taka nie była. Mnie nie poruszyła aż tak bardzo jak powinna. Powinnam wyć z bólu, odczuwać to wszystko z bohaterką, czuć to co Klaudia. Niestety. Czegoś mi tutaj zabrakło. Tych emocji, które są tutaj obowiązkowe. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest rewelacyjna. 

"Są ludzie, którzy pojawiają się w twoim życiu zaledwie na chwilę. Ot parę  słów, zamienionych na progu domu, serdeczny uścisk, wspólny śmiech, albo milczenie - wydawałoby się nic wielkiego, a mimo to twoje życie zaczyna się zmieniać. Pod wpływem chwili podejmujesz decyzje, które są kamyczkiem wywołującym lawinę." 

Pomimo tej jednej wady, o której Wam napisałam, książka jest naprawdę bardzo dobra. Przede wszystkim ciekawa i wciągająca. Gwarantuję Wam, że nie będziecie się przy niej nudzić. Poza tym bohaterowie, to bardzo sympatyczni młodzi ludzie, którzy walczą o to, aby spełnić swoje marzenia. 
Zakończenie w pewnym sensie było przewidywalne, chociaż w trakcie czytania nic już nie było takie pewne. Poza tym, nie wyobrażam sobie innego. To było takie...idealne.  

Innym się może nie podobać, no cóż. Ja jestem romantyczką i uwielbiam takie historie. 

Fanek pani Kasi nie będę nakłaniać do przeczytania tej lektury, bo wiem, że i tak to zrobią. Jednak chciałabym polecić Wam wszystkim. To naprawdę dobra lektura, z którą spędzicie miłe i przyjemne zimowe wieczory. 

piątek, 8 stycznia 2016

#The Darkest Minds Book Tag



Daaaaaaaaawno, daaaaaaaaaawno temu do TAGu nominowała mnie Agnieszka z bloga Książka od kuchni, za co jej bardzo dziękuję. Jednak najpierw wypadły święta, a później o mi wypadł... z głowy. Nie przedłużając - zapraszam do zabawy!

Zielony Psi
czyli bohater/bohaterka o ponadprzeciętnej inteligencji
Z pewnością znajdą się postaci bardziej pasujące do tej kategorii, a jednak w pierwszej kolejności pomyślałam o Hermionie Granger. W końcu jej osiągnięcia nie są owocem zwykłego kujoństwa - ta dziewczyna to prawdziwa geniuszka!


Czerwony Psi
czyli bohater/bohaterka, który lubi igrać z ogniem
Istnieje tylko jedna właściwa odpowiedź - Katniss, czyli dziewczyna, która igra z ogniem.

Niebieski Psi
czyli bohater/bohaterka, który zawsze potrafi kontrolować sytuację
Hm, nie czytałam serii Pięćdziesiąt odcieni E L James, jednak czytałam o niej opinie i oglądałam film. Mogę za to śmiało stwierdzić, że Grey jest taką osobą. 

Żółty Psi
czyli bohater/bohaterka, który często wywołuje dreszcze u czytelnika
Mimo całego mojego zrozumienia dla postaci, muszę przyznać, że Erzsébeta potrafiła zmrozić krew w żyłach czytelnika.


Pomarańczowy Psi
czyli bohater/bohaterka, który jest nieprzewidywalny i zawsze przeczuwa, co robią inni
Hmmm, Magnus Bane? O tak, zdecydowanie. Rzucam Wam wyzwane - dorównajcie mu kroku, ha!

Ruby Dale
czyli ulubiona główna bohaterka
Oooooo kurczę. Czy wspominałam już, że mam straszne kłopoty z wyborem ulubionego czegokolwiek? Może postawię na Hannę z Krwawego fioletu
.
Clancy Gray
czyli ulubiony antagonista
Zupełnie nie mogę się zdecydować na postać książkową. Pozwolę sobie zatem wybrać bohatera z anime. Nawet dwóch! Będą to Izaya z Durarara! oraz Gilgamesh z Fate/Zero


Ruby & Liam
czyli ulubiona para bohaterów
Pierwsi do głowy przyszli mi Mac i Barrons z Kronik Mac O' Connor. 

Alexandra Bracken
czyli ulubiony autor/autorka
O nie. Nie, nie, nie. Tutaj pasuję! Nie ma mowy, abym kogoś wybrała. 



Tradycyjnie nominuję wszystkich zainteresowanych i serdecznie zachęcam Was do rozwiązania TAGu choćby w komentarzach. Bardzo chętnie poczytam.






*wszystkie zdjęcia, gify i bannery nie są mojego autorstwa