piątek, 16 grudnia 2016

Natalia Sońska - "Obudź się Kopciuszku"


Zima. Góry. Święta. Sylwester. Ona i on. To się nie mogło nie udać, to musiało być coś pięknego. No, teoretycznie mogło się nie udać, ale wiedziałam, że autorka mnie nie zawiedzie i się nie pomyliłam! 

Nadszedł grudzień, a więc pora na książki, które mają nas w jakimś stopniu wprowadzić w przedświąteczny klimat. Dla mnie na pierwszy ogień w tym roku poszła książka Nataszy Sochy - "Biuro przesyłek niedoręczonych", a zaraz po niej zabrałam się za "Obudź się Kopciuszku". Książka Natalii Sońskiej, na którą miałam ochotę od razu, gdy tylko dowiedziałam się, że Natalia znów szykuje dla nas coś świątecznego. W tamtym roku "Garść pierników szczypta miłości" mnie oczarowała do tego stopnia, że do tej pory jest jedną z moich ulubionych książek, której nie oddam nikomu! Do przeczytania "Obudź mnie Kopciuszku" również zachęcił mnie bardzo filmik promujący tę książkę, w którym wystąpiła sama autorka. Zresztą...sami zobaczcie i oceńcie. 




Jeśli filmik Was nie przekonał, teraz pora na mnie. Ja po prostu wiedziałam, że ta książka mi się spodoba. Byłam tego pewna. I całe szczęście się nie zawiodłam. 

W powieści poznajemy młodą, samotną lekarkę, Alicję, która całe swoje życie poświęca pracy. Spędza na oddziale 3/4 swojego życia. Również w święta chętnie bierze dyżury za koleżanki, które marzą o tym, aby Święta spędzić z rodziną. Ona nie ma tego problemu. Jej matka nie żyje, z ojcem nie utrzymuje kontaktu. Ma przyjaciół, wspaniałych przyjaciół, którzy pewnego roku zaplanowali Sylwestra w Zakopanem. Nie było wyjścia, Ala musiała się zgodzić i pojechać z nimi. Podczas nocy sylwestrowej poznaje JEGO. Przystojnego ratownika TOPR, na którego widok serce mocniej jej bije.

Uwielbiam, kocham, chcę więcej! Natalia Sońska w tej powieści po raz kolejny skradła moje serce. Górski klimat, nietuzinkowi bohaterowie, historia rodem z baśni Braci Grimm, a dodatkowo świąteczno-noworoczny nastrój. Wszystko to sprawiło, że pokochałam tę książkę równie mocno, jak debiut autorki - "Garść pierników, szczypta miłości". 


To bardzo romantyczna i słodka opowieść rodem z Kopciuszka, którą naprawdę bardzo polubiłam. Słodka, ale nie przesłodzona. Romantyczna, ale również bardzo realistyczna. Idealna sama w sobie. Nie znalazłam w niej żadnych niedociągnięć. 

"Do tej pory moje życie wyglądało jak początek baśni, nawet nie jednej. Wegetowanie jak we śnie, czy raczej koszmarze, niczym Śpiąca Królewna na próżno czekająca na pocałunek księcia, który ma przynieść lepsze jutro. Jak Kopciuszek, który poza monotonną codzienną pracą, nie miał żadnej innej przyjemności. Nawet mam macochę i przyrodnią siostrę, o czym już ci zresztą wspominałam. Moje życie to istna bajka…’’

Główną bohaterkę bardzo polubiłam. Alicja początkowo była dla mnie bardzo tajemniczą i wręcz dziwną osobą, jednak z biegiem czasu, gdy poznałam jej historię, wszystko wróciło na właściwe tory. Jest przedstawiona jako normalna kobieta, z którą bez problemu można się zaprzyjaźnić. Pomocna, życzliwa, troskliwa, ale zamknięta w sobie, skrywająca tajemnicę związaną z przeszłością o której nie lubi mówić. Kreowana ona jest właśnie na takiego Kopciuszka, który o północy ucieka z balu i gubi pantofelek (dosłownie!). Księcia również nie mogło zabraknąć. Przystojny ratownik górski zawraca w głowie naszej głównej bohaterce i to bardzo! Jednak jak to w życiu (i w bajkach też) bywa, coś musi pójść nie tak. Tym razem książę nie chodzi od domu do domu z pantofelkiem i nie szuka jej, Kopciuszek sam się znajduje. I znów ucieka. Jednak splot wydarzeń nie pozwala na to, aby tych dwoje miało o sobie zapomnieć tak po prostu. 



Piękna historia. Naprawdę jest cudowna. Bardzo, ale to bardzo mi się podobała i wy również musicie ją przeczytać! Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania są nie do opisania. Śmiałam się, wzruszałam, a czasem nawet wkurzałam na bohaterów, gdy coś szło nie po mojej myśli. Przy końcówce rozpływałam się. Wreszcie tak naprawdę poczułam klimat Świąt i nie mogę się doczekać, kiedy one nadejdą. 

Nie mogłabym również nie wspomnieć o górach, Zakopanem, gdzie toczy się akcja powieści. Wiele osób zarzuca autorce to, że przywołała najpopularniejsze miejsca w Zakopanem, a więc Krupówki, Kasprowy Wierch czy Kuźnice. Jednak moim zdaniem to właśnie te miejsca sprawiają, że każdy wie o czym mowa. Bo chyba każdy, gdy pojawił się w Zakopanem chociaż na chwilę, był w tych miejscach. Dzięki temu lepiej odnajdzie się w lekturze. Mnie wcale to nie przeszkadzało. Co z tego, że miejsca "oklepane", jak niektórzy sądzą, skoro takie piękne i klimatyczne. 



Jeszcze raz bardzo polecam tę książkę! Jest idealna, jeśli ktoś chce się wprowadzić w przedświąteczny czas. Czyta się ją rewelacyjnie, jest bardzo wciągająca. Szkoda tylko, że tak szybko się kończy. Ciepła, klimatyczna, bajeczna, a z drugiej strony bardzo realistyczna. Bo taka historia mogła zdarzyć się każdemu z nas.