wtorek, 8 listopada 2016

Krystyna Mirek - "Jabłoniowy Sad. Spełnione marzenia"


W końcu doczekałam się trzeciej części "Jabłoniowego sadu", chyba mojej ulubionej serii w ostatnim czasie. I od razu zabrałam się do czytania!

Aniela ułożyła sobie życie z ojcem małej Ani i wyjechała do Warszawy, do ukochanego. Na miejscu, pod Krakowem została pozostała część rodziny. Jan przeniósł swoją księgarnię do nowo otwartej galerii handlowej w Krakowie i pracuje teraz jeszcze dłużej. Księgarnia jednak przynosi dużo większe zyski, z czego właściciel jest bardzo zadowolony. Helena natomiast zajmuje się  domem, nie zważa na swoje zdrowie, z którym ostatnio jest coraz gorzej. Kobieta ma na głowie ma mnóstwo obowiązków, dodatkowo doszła jej jeszcze opieka nad synami Maryli, która wraz z mężem i dziećmi przeprowadziła się do domu Zagórskich i razem próbują wspólnego życia od nowa. Julia nadal większość swojego czasu spędza w swoim gabinecie weterynaryjnym. Tam poznaje Bartosza, przystojnego mężczyznę, który będzie próbował zabrać dziewczynie trochę czasu. Gabrysia natomiast pogodziła się z faktem, że nie może mieć dzieci, jednak jej instynkt macierzyński doprowadza ją do szaleństwa. Można powiedzieć "chciała dobrze, a wyszło jak zwykle" i właśnie od tego momentu akcja w powieści zaczyna się rozwijać bardzo szybko. 


 "Miłość powinna być na receptę. Wydawana tylko osobom przebadanym przez lekarzy z dołączoną informacją, że wcześniej należy przeczytać ulotkę, by być świadomym wszystkich skutków ubocznych."


Tym razem autorka skupiła się na Julii, Gabrysi i Maryli. Tych dwóch pierwszych było bardzo mało w poprzednich tomach, więc prawie ich nie znałam. Początkowo nie chciałam poznać. Marzyłam tylko o tym, aby dowiedzieć się, co słychać u Anielki i jej nowej rodziny, jak im się układa, jak Ania zaakceptowała w swoim życiu ojca. Jednak nic takiego nie otrzymałam. Dostałam jednak historię pozostałych sióstr, która niczym nie odbiegała od poprzednich tomów. Mogę nawet powiedzieć, że jest chyba najbardziej emocjonującą częścią z cyklu. Zdecydowanie najbardziej mi się podobała.

Bohaterowie nadal wykreowani są rewelacyjnie. Jan i Helena Zagórscy, jako głowa rodziny, seniorzy rodu pragną, aby wszystko w ich życiu i życiu ich córek układało się jak najlepiej. Dlatego Helena pomimo swojego słabego zdrowia, nie przyznaje się, tylko nadal wykonuje swoje obowiązki i nie pozwala nikomu się odciążyć. Jan natomiast pragnie spełnić swoje marzenie. Chciałby mieć księgarnię, która prosperowałaby jak najlepiej się da. Przez to zaniedbuje swoją rodzinę. Jednak jest to mądry mężczyzna, który wie, co w życiu naprawdę się liczy.

"Dotknęła dłoni męża i zapomniała o wszystkich innych sprawach. Miłość ma taką moc. I może pojawić się wszędzie, o każdej porze. Niezależnie od wieku, stanu cywilnego ani tego, czy związek jest po przejściach, czy też nie."



Dopiero dzień, który dla nich wszystkich jest koszmarem, pozwala zwolnić i spotkać się całą rodziną - w szpitalu. Nie będę zdradzać komu i co się stało, ale właśnie w tym momencie widać jaką siłą jest rodzina, jak potrafią się zjednoczyć wszyscy, być razem i wspierać się w każdej sytuacji. 

Uwielbiam tę powieść, czytało mi się ją bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Autorka pisze rewelacyjnie, tak, że nie sposób się oderwać od lektury.

To pełna ciepła, miłości, przyjaźni powieść o tym, co w życiu jest najważniejsze. Pani Krysia wspaniale promuje w niej wartości jakimi są rodzina i miłość. Dzieli się z nami tym, co według niej w życiu najbardziej się liczy. A jest to dom i rodzina, do której zawsze można się zgłosić po pomoc, radę, czy podzielić się z nimi wspaniałymi wieściami.

"Miłość jest tajemnicą i rządzi się swoimi prawami. Ma tyle odmian, ilu ludzi na świecie. Nie da się jej wpisać w prosty rachunek prawdopodobieństwa." 

 Bohaterów pokochałam całym sercem. Są to tacy ludzie, których nie sposób nie polubić. Z trzech sióstr, z którymi mamy do czynienia w tym tomie, najłatwiej znalazłabym wspólny język z Julią, której kibicowałam przez całą powieść. Podczas czytania czułam się, jakbym stała gdzieś obok i przyglądała się życiu bohaterów z boku. Bardzo zżyłam się z bohaterami i nie mogłam oderwać się od czytania, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczą się ich dalsze losy.

"Spełnione marzenia" to cudowna powieść, która jest wypełniona emocjami po brzegi, głównie tymi pozytywnymi. Bardzo dobrze czuć miłość, jaka łączy bohaterów - a to jest piękna sprawa. 

Zarówno "Spełnione marzenia" jak i cała seria to idealna propozycja na długie jesienne wieczory, które właśnie nadeszły. Nie sposób się nudzić z tymi bohaterami, a poza tym jest to taka ciepła, serdeczna powieść, że można się w niej zakochać! Polecam serdecznie. Jeśli jeszcze tylko jej nie znacie, koniecznie musicie to nadrobić. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować. 


Poza tym okładka jest obłędna.  Po raz pierwszy, gdy tylko ją zobaczyłam, skojarzyła mi się z wiosną, z radością, szczęściem, miłością. I właśnie tego oczekiwałam po tej powieści. Okładka zdecydowanie jest idealna do tej książki. Zdecydowanie najpiękniejsza z całej serii, najbardziej mnie urzekła. I jestem pewna, że gdybym tylko miała wybierać po okładce (co naprawdę często mi się zdarza), sięgnęłabym po nią od razu. 

Na koniec powiem tyle, że bardzo bym chciała poznać dalsze losy bohaterów. Natomiast słyszałam, że to na razie koniec. Mam jednak nadzieję, że autorka nam tego nie zrobi i wróci do rodziny Zagórskich, zwłaszcza do Gabrysi. 
Pani Krysiu, proszę o kolejną część! ;)