wtorek, 29 listopada 2016

Kim Holden - "Promyczek"

Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.

Oboje to czują.

Oboje mają powód, by z tym walczyć.

Oboje skrywają tajemnice.

Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…

Mogą również zniszczyć.


Jak ja kocham tę książkę. Nawet sobie tego nie wyobrażacie. Jeśli jesteście jeszcze przed lekturą, zaopatrzcie się w chusteczki, bo gwarantuję wam, że będą potrzebne. 































Bardzo długo zwlekałam z lekturą jej, naprawdę. Nigdy wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać, chociaż chęci były od samego początku. Dopiero niedawno udało mi się ją zdobyć. Od razu zabrałam się do czytania. Wiedziałam mniej więcej czego mogę się po niej spodziewać, jednak mimo wszystko podchodziłam do niej z lekkim dystansem. Nie lubię się rozczarowywać książkami, które wszyscy uwielbiają. Tym razem na szczęście tak nie było. Pokochałam tę powieść dokładnie tak, jak wszyscy inni, którzy mi ją polecali. 


Kate, Gus, Keller, Shelly, Clay i inni. Bohaterowie, których autorka wykreowała w tej powieści są nieziemscy.  Kate, główna bohaterka - tak bardzo pozytywna osoba, którą pokochałam całym sercem. Tyle ciepła i radości wniosła w tę książkę. Nic więc dziwnego, że ma tylu wiernych i oddanych przyjaciół, którzy zrobiliby dla niej wszystko. I "Promyczek" idealnie do niej pasuje. Mimo, iż w swoim życiu naprawdę wiele przeszła, nie traci pogody ducha i swoim optymizmem zaraża innych.
Gus - jej najlepszy przyjaciel, gitarzysta. Razem z przyjaciółmi założył zespół muzyczny Rook. Kocha Kate całym sercem. Jest dla niej jak brat, ale czy tylko? Wspierają się w każdej chwili, uwielbiają się, nie mogą bez siebie żyć. 
Keller - boski przystojniak, dla którego nie tylko Kate straciła głowę, ja również. Uwielbiam go za wszystko. Taki mój prywatny ideał i bohater. Jego historia mnie tak bardzo przejęła, a z drugiej strony byłam, jestem z niego tak bardzo dumna. Shelly - nowa przyjaciółka Kate, którą poznała w Grant i z którą świetnie się dogaduje. 

Wszyscy bohaterowie wykreowani są tak bardzo realistycznie, że nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś na ulicy spotkała Shelly, Kellera czy Kate. Jestem pewna, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Relacje, jakie są między nimi bardzo mi się podobały. Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, śledząc losy nastolatków. 

Wiem, że czytelniczki dzielą się na zwolenników Gusa i zwolenników Kellera. Moje serce zdecydowanie skradł Keller, który od samego początku mnie kupił swoją osobą. Potem tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu. A na koniec...serce mi pękało z żalu nad tym, co musi przeżywać. 


Przepiękna historia o miłości, przyjaźni, życiu i tym, że trzeba się nim cieszyć, póki tylko można. Kate uczy nas tego, żeby każdy dzień traktować jakby miał być ostatnim, niczego nie żałować, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym. Ona jest tego idealnym przykładem, z której naprawdę można brać przykład. 

"Promyczek" mógłby być podzielony na dwie części. "Przed" w którym poznajemy codzienne życie nastolatki, która zaczęła studia, poznaje nowych przyjaciół, wychodzi na imprezy, korzysta z życia, spotyka na swojej drodze kogoś, w kim zakochuje się, chociaż tego nie chce. I to była ta część bardzo spokojna, przy której można się odprężyć i zrelaksować. I "Po", czyli momenty, w których poznajemy tajemnice. Zarówno Kate jak i Kellera. I to właśnie wtedy serce zaczyna bić szybciej, nie chcesz wiedzieć, jak to się skończy i już wtedy wiadomo, że to jest najlepsza książka wydana w tym roku. Idealna. Wspaniała. Cudowna. Wzruszająca. 

To nie jest zwyczajna książka. To powieść, która złamie Ci serce i sprawi, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Będziesz płakać, wylewać łzy, rozpaczać razem z bohaterami. Będzie ci ich tak strasznie żal. Nie będziesz mogła się powstrzymać przed szlochem. Twoje łzy będą spływać na książkę, litery będą się zamazywać. Nie będziesz widzieć nic. A potem stanie się to, czego tak bardzo nie chcesz przeczytać. Skończysz książkę i nie będziesz mogła przestać o niej myśleć. Dokładnie tak jak ja w tym momencie. Teraz tylko czekam, aż "Gus" będzie w końcu mój i będę mogła poznać dalsze losy bohaterów. 


Czytaliście? Dajcie koniecznie znać jak Wam się podobała książka i za którym z Panów jesteście? Gus czy Keller?