wtorek, 4 października 2016

Rainbow Rowell - "Linia serc"

Najlepsza historia miłosna od czasu wynalezienia telefonu!
Georgie McCool, scenarzystce komedii z Los Angeles, pozornie udało się połączyć pracę z życiem rodzinnym. Ma cudowne córeczki Alice i Noomi, opiekuńczego męża Neala i piękny dom na przedmieściach. Jednak w jej małżeństwie od dawna coś nie gra, a Georgie nie ma odwagi ani czasu, by zmierzyć się z problemami.

Gdy zamiast świętować z rodziną Boże Narodzenie w mroźnej Nebrasce, wybiera pracę, jej małżeństwo jest o włos od rozpadu. Neal nie odpowiada na telefony, obecność czarującego Setha komplikuje sprawy jeszcze bardziej, a zamęt w sercu nie pozwala Georgie skoncentrować się na pisaniu śmiesznych dialogów.
Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, z pomocą przychodzi jej tajemniczy żółty telefon...


Rainbow Rowell, to autorka, której twórczość albo się kocha, albo nie do końca za nią przepada. "Linia serc" to trzecie spotkanie z jej dziełami. I niestety kolejny raz nie do końca udane.  Sięgnęłam po "Linię serc", gdyż wszyscy bardzo mnie do tego namawiali, widziałam większość pozytywnych opinii na jej temat. Chciałam spróbować i dać autorce kolejną szansę. Nie sądziłam jednak, że będzie to kolejny niedosyt. 

Bo to nie jest tak, że ja jestem do niej uprzedzona i wszystkie jej książki są "be" i wszystko w nich jest złe, nie takie jak ma być i beznadziejne. Nie. Tylko po prostu z tego co widzę, nie odpowiada mi styl pisania autorki.
Pomysł na fabułę był naprawdę ciekawy, to też skusiło mnie do sięgnięcia po tę powieść. Jednak oczekiwałam po niej czegoś innego. Czegoś lepszego, ciekawszego. 


A tak, otrzymujemy historię o tym, jak pewna Pani, zamiast spędzić Święta Bożego Narodzenia z mężem i dziećmi, zostaje w domu, po to, aby móc pracować. Razem ze swoim przyjacielem, Sethem pracują cały czas nad ich największą życiową szansą, programem telewizyjnym, który miałby być emitowany w jednej z najpopularniejszych stacji. Mąż z dziećmi wyjechał na święta, a ona została w domu, oddając się pracy. Kontaktują się jedynie telefonicznie, ale ten kontakt jest jakby niedbały., byle jaki. Dopiero, gdy Georgie znajduje żółty telefon i próbuje skontaktować się z mężem, słuchawkę podnosi Neal, ale jakby młodszy. Okazuje się, że bohaterka przeniosła się za sprawą telefonu do przeszłości, w której nie byli jeszcze małżeństwem. Oboje w sobie zakochani, wspominają dawne czasy i pokazują, jak bardzo im na sobie zależy. 

Miało być romantycznie, niebanalnie i ciekawie, a wyszło jak wyszło. Dla mnie pomysł z tym telefonem, zupełnie nie pasował do historii, która toczyła się w książce. Może zrobiło się trochę bardziej romantycznie i magicznie, ale według mnie zabiło to całą szczerość i realność tej historii. 

Poza tym, książka dłużyła mi się. Nie sądziłam, że dojdzie do tego, że będę chciała, żeby jak najszybciej się skończyła, gdyż po prostu mnie nudziła. Tak jak już wspominałam, autorka nie jest moją ulubioną i raczej nie zostanie. Kolejnej szansy raczej już też jej nie dam. Nie chcę tracić czasu na książki, przy których będę się męczyć. 

Mam wrażenie, że ostatnio zrobiłam się bardzo wybredna i z wielką dokładnością wybieram sobie kolejne pozycje do przeczytania, aby się nie rozczarować, chociaż nie zawsze się to udaje. 

Nie jest to zła książka. Sami dobrze wiecie, że ma wielu fanów, ja jednak do nich nie należę, jednak spróbujcie ją przeczytać. Może z Wami będzie inaczej, może odnajdziecie w niej to, czego mi się nie udało i to coś sprawi, że uznacie ją za naprawdę piękną i wartościową książkę. Coś w niej na pewno jest, ja tego nie odnalazłam, ale może Ty to zrobisz. Spróbuj.

Książkę możecie zakupić w promocyjnej cenie: