sobota, 30 lipca 2016

Mój pierwszy raz | Wyzwanie (Zajęcza Nora) #1

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was coś innego. Niedawno napisałam Wam, że wracam do pisania, jednak, że będzie to troszkę coś innego. Chcę urozmaicić tego bloga, aby nie pojawiały się na nim jedynie recenzje książek, ale i coś innego. I tak dzisiaj przychodzę do Was z pierwszym (no, w zasadzie drugim, pierwszy tu: klik) postem około książkowym od mojego powrotu.  

Zostałam zaproszona do wyzwania przez Jadwigę z bloga Zajęcza Nora, która przygotowała świetną zabawę dla blogerów, która ma trwać przez 10 tygodni. Ja z tym postem oczywiście jestem spózniona, więc za kilka dni powinien pojawić się kolejny post! Nie przedłużając. 

grafika: https://bibliotekazajeczanora.blogspot.com/

Dzisiejszy post to opowieść o tym, jak rozpoczęłam swoją przygodę z czytaniem, czyli MÓJ PIERWSZY RAZ z książką. 

Z książkami miałam styczność od zawsze. Odkąd tylko pamiętam, były one obecne w moim życiu. Rodzice mi nie czytali, to nie oni zaszczepili we mnie miłość do książek. Nie pamiętam tego dokładnie, ale mama opowiadała mi, że to dziadek zawsze mi czytał książki, bardzo często, do tego czasu, aż znałam je na pamięć! Oprócz dziadka były ciocie, które podrzucały mi książki, czytały je i opowiadały bajki! 

Gdy poszłam do szkoły, bez problemu nauczyłam się szybko i płynnie czytać. Pamiętam czytanki, które czytaliśmy na lekcji na ocenę. Nie mogłam się nadziwić kolegom i koleżankom, którzy ledwo składali litery, aby przebrnąć przez pierwsze i kolejne zdania, a ja już cały tekst zdążyłam przeczytać. 

Potem była wyprawa do biblioteki. To też było jakoś w pierwszych latach podstawówki, pierwsza, może druga klasa. Tak mi się spodobało, że postanowiłam się od razu zapisać. (Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wszyscy uczniowie byli już zapisani!) Z uśmiechem na twarzy wyszłam z biblioteki szkolnej niosąc książkę (której tytułu do dzisiaj nie pamiętam!). Wiem, że to była czerwona książka, w twardej okładce z wozem strażackim, Kaczorem Donaldem i małymi kaczorkami (gdyby to kogoś w ogóle interesowało!). 

Wróciłam do domu i zaczęłam czytać. I tak zaczęłam przychodzić do biblioteki bardzo często. Z Panią bibliotekarką bardzo się polubiłam (i nawet do dzisiaj mamy super kontakt!), więc wyprawy do biblioteki były dla mnie przyjemnością. Czytałam różne książki. Najpierw jakieś bajeczki, wierszyki dla dzieci, potem przyszła pora na komiksy z Kaczorem Donaldem, które wprost uwielbiałam, seria o Martynce, którą do dzisiaj wspominam z uśmiechem na twarzy. I książka, która sprawiła, że pokochałam czytanie. Była to "Matylda" Roald'a Dahl'a. (Powiedziałam mamie, że to lektura, którą koniecznie muszę przeczytać, zamiast czytać to, co faktycznie mieliśmy zadane!). Potem "Ten obcy", seria "Bezsennik czyli o czym dziewczyny rozmawiają nocą" i wiele wiele innych (może kiedyś napiszę posta o moich pierwszych książkach!). 

Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z czytaniem. Pani bibliotekarka, która zawsze świetnie umiała doradzić oraz starsi koledzy (ja podstawówka, oni gimnazjum), którzy pożyczali mi wszystkie części "Mikołajka", bo w bibliotece nie było. Potem samo poszło, zapisałam się do gminnej biblioteki i przepadłam! 

A jak u Was zaczęła się przygoda z czytaniem? Dajcie mi koniecznie znać, jestem bardzo ciekawa!