sobota, 9 lipca 2016

Christoph Marzi - „Heaven. Miasto elfów”




          Londyn jest jego miastem. Ponad dachami brytyjskiej stolicy osiemnastoletni David znalazł swój drugi dom. Tylko tutaj czuje się wolny i może zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości.
Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę. Ma na imię Heaven i błaga o pomoc. Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce. Choć David nic z tego nie rozumie i nie dowierza słowom Heaven, postanawia jej pomóc. W szpitalu lekarz potwierdza, że Heaven naprawdę nie ma serca. W ten sposób rozpoczyna się ich wspólna niebezpieczna przygoda. Przeżyją tylko wtedy, gdy uda im się poznać tajemnicę Heaven.          Heaven. Miasto elfów zrobiło furorę od razu po wydaniu. Piękna okładka zwróciła uwagę wszystkich estetów,  a intrygujący opis przekonał niezdecydowanych do przeczytania, ponieważ zapowiadał treść równie piękną, jak strona graficzna. Nie do końca wiedziałam, czego mam się spodziewać po tej pozycji, dlatego z zapałem wzięłam się za lekturę. Spodziewałam się bajkowej historii i... właśnie to otrzymałam!

- Miłość zawsze kończy się utratą, prawda? Jedno traci drugie, zawsze, nieuchronnie.    

          W trakcie czytania, Heaven kojarzyła mi się bardzo klimatem z Zimową opowieścią. Obie te książki utrzymane są w konwencji baśniowo-magicznej. Na okładce widnieje informacja, że jest to urban fantasy, jednak Heaven nie przypomina żadnej powieści z tego gatunku, jaką miałam okazję czytać. Została napisana w zupełnie inny sposób. Dlatego nie należy jej kojarzyć z typową literaturą tego gatunku, bo się możecie rozczarować.
           Uważam że tę książkę należy czytać, przede wszystkim, z przymrużeniem oka. Złapać klimat, puścić wodze wyobraźni i po prostu uwierzyć, dać się ponieść. Analizowanie przebiegu zdarzeń czy postępowania bohaterów jest zbędne i tylko niszczy radość czytania. Heaven to urocza opowieść, którą mi czytało się bardzo przyjemne, nawet pomimo kilku mankamentów, takich jak przewidywalność czy papierowe postacie. Ale po kolei.
           Wydaje mi się, że autor po prostu stworzył opowieść, do której dorysował potrzebnych mu bohaterów, którym nie poświęcił szczególnej uwagi. Nie dlatego, że nie potrafił, po prostu nie chciał. Dlatego są oni nakreśleni, mają swoje osobowości, jakąś pobieżnie przedstawioną historię życia, i tyle. Żałuję, ponieważ wolałabym poczuć jakąś więź chociaż z Heaven i Davidem, jednak oprócz sympatii, nie żywię do nich żadnych większych uczuć. Jak w każdej bajce występują też bezwzględni i źli do szpiku kości złoczyńcy, jednak Christoph Marzi nie wykreował tylko postaci czarnych lub białych.

A potem odwrócili się i odeszli w noc.
Ani razu nie obejrzeli się za siebie, bo to coś, czego żywi pod żadnym pozorem nie powinni robić, gdy wychodzą ze świata zmarłych. Wiedzieli o tym, choć nikt im tego nie powiedział. 

            Fantastycznie został opisany Londyn. Niezwykle barwnie, niemal czułam lodowate powietrze, dokuczające Davidowi, a niezbędne Heaven. Tajemnicza atmosfera mi się udzieliła, ponieważ dokładnie tak samo jak David, nie miałam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Byłam ciekawa, choć sama nie dociekałam. W czasie lektury rozluźniłam się całkowicie, wyłączyłam mózg i chłonęłam. Pozwoliłam, aby refleksje i wrażenia same do mnie przypływały.
           Zaimponowało mi mnóstwo odniesień i nawiązań, a to do muzyki, literatury, kinematografii... Jest ich w tej książce naprawdę dużo. Między innymi to i one tworzą ten fantastyczny klimat Miasta elfów, które jest bardzo łatwą i miłą w odbiorze lekturą, która być może szybko z pamięci uleci, jednak zawsze już będę ją kojarzyła z magiczną okładką, baśniową historią i bajkową atmosferą. Absolutnie nie jestem rozczarowana, ponieważ właśnie takiej opowieści się spodziewałam. Serdecznie polecam tę książkę. Tak na odstresowanie. Idealnie się sprawdzi w księżycowy wieczór.




Autor: Christoph Marzi
Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 8 czerwca 2016
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10



Serdecznie dziękuję za egzemplarz wydawnictwu: