czwartek, 9 czerwca 2016

Rick Riordan - „Big Red Tequila”




          W Teksasie wszystko jest większe… nawet morderstwo.
          Przedstawiamy Tresa Navarre: amatora tequili, mistrza tai-chi, nielicencjonowanego prywatnego detektywa ze skłonnością do wpadania w tarapaty wielkości Teksasu.
         Jackson „Tres” Navarre i jego zajadający się enchiladami kot Robert Johnson zajeżdżają do San Antonio, gdzie czekają na nich same kłopoty. Dziesięć lat wcześniej Navarre opuścił rodzinne miasto, aby zapomnieć o morderstwie, którego ofiarą padł jego ojciec. Teraz wraca w poszukiwaniu odpowiedzi, ale im bardziej zagłębia się w sprawę, próbując ustalić winnych, tym bardziej zbrodnia sprzed dekady zaczyna się wydawać aktualna. Mafia, wręczająca łapówki firma budowlana i toczący nieczyste gierki politycy sprzysięgają się, żeby zepsuć Tresowi powrót do domu.
         Nie ulega wątpliwości, że Tres wsadził kij w mrowisko. Zostaje napadnięty, ostrzelany, przejechany przez wielkiego niebieskiego thunderbirda, a jego była dziewczyna, którą chciałby odzyskać, znika bez śladu. Navarre musi uratować kobietę, dorwać mordercę ojca i wziąć nogi za pas, zanim dosięgnie go mafijna teksańska sprawiedliwość. Chyba nawet obrońcy Alamo mieli większe szanse na przeżycie.
          Rick Riordan jest znanym autorem. Chyba każdy słyszał o serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy, którą - ręczę! - kiedyś w końcu uda mi się przeczytać. Miecz lata jednak w zupełności przekonał mnie do tego autora, kiedy więc dowiedziałam się, że napisał książkę skierowaną do starszych odbiorców, ciekawość wzięła górę.

Minęły zaledwie dwa dnia od powrotu do domu, a zdążyłem schrzanić moją relację z Lillian, wkurzyć matkę, dostarczyć traumatycznych przeżyć kotu i zrobić sobie co najmniej trzech nowych wrogów. 
W zasadzie norma - powiedziałem sobie w myślach. 

           Są takie miejsca na Ziemi, które charakteryzuje niepowtarzalny klimat. Niezaprzeczalnie Teksas do nich należy. Rick Riordan idealnie wpasowuje akcję w tę specyfikę. Czytając o teksańskich upałach, krajobrazach i tequili, niemal czułam piekące mnie w kark słońce. To coś niesamowitego, co udało się autorowi ująć w swojej powieści.
           Bardzo podoba mi się sam pomysł. Zbrodnia z przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć w teksańskim stylu brzmi bardzo zachęcająco. Im dalej wkraczałam w tę opowieść, tym bardziej ciekawiło mnie, o co chodzi. Żałuję, że autor nie zadbał o to, aby czytelnik mógł prowadzić śledztwo razem z Tresem. Nie podpowiadał, nie rzucał tropów i zagwozdek, które mogłyby sprowokować do gdybania. Kocham w taki sposób uczestniczyć w rozwiązywaniu zbrodni. dlatego mi tego zabrakło.
           Muszę również pochwalić Ricka Riordana za kreację, nie tylko głównego bohatera, ale wszystkich postaci. Bardzo polubiłam Tresa Navarre, który tak jak inni bohaterowie Riordana, ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii, ciągoty do kłopotów i ripostę na każdą okazję. Nie jest typowym macho, ale wszyscy wiedzą, że należy się z nim liczyć. Jest silny, ale ma również uczucia. Potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, często je przy tym brudząc. Wydaje mi się, że nie da się go nie lubić. Wzbudził moją sympatię od pierwszej strony i utrzymał do samego końca. Pozostałe charaktery w książce są wielobarwne i wielowymiarowe. Nie miałam wrażenia, że są jedynie tłem dla Tresa. One również się w tej historii liczyły.

Kiedy minąłem obwodnicę 1604, otworzyła się przede mną szersza panorama i zobaczyłam nadciągającą burzę. Granatowoczarne chmury spływały w równej linii z uskoku Balcones. Pastwiska nabrały ciemnozielonej barwy. Sucha rozgałęziona błyskawica wystrzeliła z nieba i uderzyła w horyzont, po czym zniknęła, po czym zniknęła. Zrobiłem to, co na moim miejscu zrobiłby każdy rozsądny człowiek. Założyłem okulary przeciwsłoneczne. 

          Big Red Tequilę czyta przyjemnie, głównie ze względu na narrację, która jest plastyczna. Przystępny język sprawia, że czytelnik z łatwością wgryza się w treść. Akcja jednak leniwie podąża do przodu, nie jest dynamiczna. Oczywiście plot twisty występują, jednak należą do zabiegów dobrze już przez czytelników kryminałów znanych. W istocie innowacyjności w tymże kryminale za wiele nie ma, żeby nie powiedzieć - wcale. Miałam okazję czytać już kilka kryminałów, ponieważ lubię ten gatunek, muszę jednak przyznać, że Big Red Tequila wyróżnia się z tłumu. Nie jestem tylko pewna czy w pozytywnym sensie. Był to bowiem najmniej krwawy kryminał, jaki miałam okazję czytać. Oczywiście nie o to w tym gatunku chodzi, jednak ta książka ma w sobie pewną łagodność, której bym z nim nigdy nie skojarzyła. Wam pozostawiam ocenę, czy jest to na plus lub minus.
        Niemniej, zgodnie z moimi przewidywaniami, była to bardzo przyjemna lektura. Relaksująca i na swój sposób wciągająca. Mimo mało wartkiej akcji, czytało mi się bardzo miło. Byłam ciekawa, co stało się dziesięć lat temu i jak wiąże się to z obecnymi wydarzeniami. Polubiłam Tresa i z przyjemnością zapoznam się z jego kolejnymi przygodami. Polecam tę powieść fanom Ricka Riordana oraz każdemu, kto lubi taki klimat. Być może nie jest to rasowy kryminał, ale z pewnością jest to dobra książka z całą masą uroku.
       
         

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Big Red Tequila
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 460
Ocena: 7/10


Tę książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa:

źródło opisu: Wydawnictwo Galeria Książki, 2016 r.