sobota, 18 czerwca 2016

PRZEDPREMIEROWO: Iga Wiśniewska - „Przeklęta”



         Włóczenie się nocą po Wolnym Mieście Rades nigdy nie było bezpieczne, nie kiedy w mroku czaiły się paranormalne istoty. Gdy coś zaczyna bezlitośnie wybijać zmiennokształtnych, którzy do tej pory uważali się za nietykalnych, zaczyna się wyścig z czasem. 
Kim lub czym jest morderca? Groźny władca zmiennokształtnych, tajemnicza kobieta, sympatyczny Rosjanin, zakręcony naukowiec i medium połączą siły, by rozwiązać tę zagadkę.
Zegar tyka.
       
           Igę Wiśniewską kojarzę przede wszystkim jako blogerkę, jednak jako autorkę już mniej. Słyszałam o tym, że pisze, a kiedy zapoznałam się z opisem Przeklętej, uznałam, iż może to być pozycja dla mnie. Fantastykę kocham, a urban fantasy (bo tak bym Przeklętą zaklasyfikowała) w swojej karierze czytelniczej, naczytałam się już naprawdę sporo, bo lubię ten podgatunek. Byłam więc ciekawa, jak z taką literaturą poradzi sobie polska autorka.
          Wcześniej już spotkałam się z narracją podzieloną między kilku bohaterów. Wówczas przekonałam się, że nie jest to moja ulubiona forma. Z pewnością są fani takiego rozwiązania narracyjnego, ja jednak do nich nie należę. Po prostu mnie to drażni i nierzadko przeszkadza. Nie lubię tak przeskakiwać z jednej głowy do drugiej, a następnie jeszcze do kolejnej. Rzeczywiście pozwala to poznać bliżej myśli innych bohaterów (w tym przypadku niespełna dziesięciu), jednocześnie jednak przeszkadza mi to w zżyciu się z głównym bohaterem.
          Będąc konkretną - główną bohaterką, czyli tytułową przeklętą. Jest nią Miriam, która obudziła we mnie sprzeczne uczucia. Wielokrotnie wspominałam, że kocham silne kobiety. I Miriam taka jest. Pozornie. Robi wszystko po swojemu, jest tajemnicza, bezczelna i pyskata. A jednak czegoś mi w niej brakowało. Nie mogłam złapać więzi, która zwykle tworzy się między mną, a bohaterką o takim charakterze. Może Miriam nie udało się przekonać mnie, jaka to z niej podła i zimna osoba? Bo szczerze mówiąc, nie wiem, czy ona sama w to wierzy. Przyznam, że żałuję, ponieważ jest to zagadkowa kobieta, którą obserwowałam z ciekawością, chciałam poznać jej sekret. To wszystko sprawia, że pojawiają się oczekiwania, którym autorka nie do końca sprostała. Należy bowiem wziąć poprawkę na fakt, iż - możnaby pomyśleć - najważniejszą tajemnicę, zdradza już sam tytuł. Czuję się też zawiedziona, ponieważ oczekiwałam od Miriam czegoś więcej, a tymczasem okazało się, że nic więcej od niej nie otrzymam i się nie dowiem. To zniszczyło moje początkowe wyobrażenie na jej temat.
          Oczywiście Miriam nie jest jedyną postacią w tej książce. W samym opisie wymienieni zostają inni bohaterowie, liczący się dla tej historii. W istocie są oni różnorodni i nawet interesujący. Jednak przy tym, jak dla mnie, trochę za bardzo jednoznaczni. Mam nadzieję, że autorka rozbuduje ich osobowości i zamiast zarysu charakteru potrzebnego jej do wysnutej przez nią opowieści, pokaże ludzi i (nie)ludzi, którzy są wielobarwni i wielowymiarowi.    
         Jeśli chodzi o styl, jest nieźle. Autorka pisze dość zgrabnie, prostym i zrozumiałym językiem. Czuć jednak pewną nieporadność w jej piórze, która jest zrozumiała, zważywszy na młody wiek i niewielki staż Igi Wiśniewskiej. Momentami czułam się przytłoczona nachalnymi opisami, no bo ileż razy można czytać o idealnym ciele Davida? Zrozumiałam, że jest przystojny już za pierwszym razem. Naturalnie, to drobnostki. Wpływają jednak na odbiór treści.  Mimo kilku innych potknięć, Przeklętą czyta się szybko i bez większych problemów. Rada na to jest jedna - pisać! To autorka robi, a zatem będzie tylko lepiej.
          Oprócz dobrze mi już znanych zabiegów użytych przez autorkę, pojawiło się coś, co mnie zaskoczyło. Zwykle urban fantasy kręcą się wokół świata paranormalnego, co ma miejsce również w Przeklętej. Jednak oprócz tego, Iga Wiśniewska odwołuje się również do mitologii. To interesujące połączenie. Jestem ciekawa, w jaki sposób postanowiła połączyć te dwa światy tak, aby ze sobą współgrały i się wzajemnie uzupełniały.
          Nic nie zapowiadało, że będzie to pozycja oryginalna i... taką nie jest. Nie twierdzę, że to źle. Po prostu w tej powieści występuje wiele, znajomych już, schematów i rozwiązań. Fabuła sama w sobie jest wtórna, a akcja, choć dynamiczna, nie jest obfita w szokujące plot twisty. Nie mogę jednak stwierdzić, że czytało się źle. Lektura należała do przyjemnych, mimo faktu, iż nie spotkałam nic rewolucyjnego. Ot dość przyzwoita urban fantasy, w której za mało nowatorstwa, a za dużo stereotypów, co mnie zniesmaczyło. Domyślam się, że miał to być swego rodzaju wątek humorystyczny, mnie to jednak nie bawiło. Ponieważ człowiek, nawet ten żyjący na kartce papieru, to coś więcej, niż grupka - połączonych niegdyś i kojarzonych do dziś, cech. Przeklęta silnie mi się kojarzy z prozą amerykańską tego typu, co może zarówno przyciągać, jak i odrzucać. Zakończenie mnie w żaden sposób nie zaskoczyło, jednak odsłoniło przed autorką wiele możliwości. Jeśli zdecyduje się na kontynuację, a wszystko na to wskazuje, może ruszyć w którymkolwiek kierunku. Mam nadzieję, że skoryguje tych kilka błędów, które wskazałam, a wówczas z serii przyzwoitej, Przeklęta awansuje do miana dobrej. A to byłoby wielkie osiągnięcie - tego serdecznie Idze Wiśniewskiej życzę. Do lektury zachęcam głównie czytelników nastoletnich, ponieważ wiem, że ja kilka temu bym się tą książką zachwyciła.


Autor: Iga Wiśniewska
Tytuł: Przeklęta
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 5 lipca 2016
Liczba stron: 320
Ocena: 5/10


Za egzemplarz jestem bardzo wdzięczna autorce! 


źródło opisu: http://www.wydawnictwolucky.pl/przekleta