piątek, 8 kwietnia 2016

Erika Johansen - „Inwazja na Tearling”





          W pasjonującej kontynuacji bestsellerowej "Królowej Tearlingu" wrogie Mortmesne najeżdża ziemie Tearlingu, stanowiąc śmiertelne zagrożenie zarówno dla Kelsea, jak i całego królestwa.
Z każdym dniem Kelsea Glynn coraz bardziej oswaja się z rolą władczyni. Kładąc kres zsyłką niewolników do sąsiedniego Mort, wchodzi w drogę czerpiącej moc z czarnej magii Szkarłatnej Królowej - a ta nie cofnie się przed niczym. Szkarłatna Królowa postanawia wysłać straszliwą armie, by upomnieć się o swoje. Nic już nie powstrzyma inwazji na Tearling.
           Lecz gdy mortmesneńskie wojska podchodzą coraz bliżej, Kelsea w tajemniczy sposób udaje się spojrzeć w czasy sprzed Przeprawy i odnaleźć w nich niezwykłą sojuszniczkę: Lily, która która walczy o życie w świecie, w którym już samo bycie kobietą bywa przestępstwem. Przyszłość Tearlingu - i duszy Kelsea - może zależeć od Lily i kolei jej życia, lecz młoda królowa ma bardzo mało czasu, by dowiedzieć się jaki los spotkał kobietę.
W kolejnej olśniewającej książce Eriki Johansen wracają doskonale znani czytelnikom bohaterowie - w tym Buława i Szkarłatna Królowa - oraz pojawiają się nowi aktorzy, przez co ta niezwykła opowieść o magii, tajemnicach i zawziętej młodej bohaterce zyskuje kolejne ekscytujące wymiary.
          Wciąż będąc pod wrażeniem Królowej Tearlingu z zapałem sięgnęłam po słusznych rozmiarów kontynuację. Byłam pewna, że będzie to świetna książka, dlatego bardzo mnie ucieszyło, że to takie tomisko. Dobrego nigdy dość! Z Inwazją na Tearling uwinęłam się w trzy dni (dla porównania: Więcej krwi również czytałam trzy dni a liczy sobie ona tylko 216 stron, zaś Proces diabła męczyłam ponad tydzień, fakt nie czytałam co wieczór ale nie o to chodzi - stron 372). Lektura bardzo mnie wciągnęła, dawno nie byłam tak wściekła na życie i  czas - powinny się przecież zatrzymać, kiedy ja czytam fantastyczną książkę! To logiczne. Niestety tak się nie stało, ale nocki i tak zarywałam. Nie mogłam się powstrzymać.
          Według mnie najbardziej interesująca jest postać głównej bohaterki. Wciąż silna, odważna ale i współczująca. Kelsea nie jest idealna. Popełnia błędy. Ba! Ona popełnia masę błędów! Jej królestwo jest w ruinie, zacofane i uciśnione przez mocarstwa, a Kelsea młoda i niedoświadczona. Bohaterka dorasta i zmienia się na oczach czytelnika w Inwazji na Tearling. Nie tylko poprzez doświadczenie w rządzeniu państwem Kelsea się zmienia, magia również wydaje się mieć w tym swój udział. Z upartej i zdeterminowanej dziewczyny, zmienia się w jeszcze bardziej upartą i jeszcze bardziej zdeterminowaną kobietę, której nie obce są troski wieku wieku dojrzewania, spychane na bok przez przytłaczającą odpowiedzialność za lud Tearlingu.
          Ciekawy jest pomysł autorki na rzeczywistość. Akcja ma miejsce w przyszłości. W miejscu, gdzie ludzkość postanowiła zacząć od nowa. Ludzie w szaleńczym pędzie za rozwojem, zapomnieli o człowieczeństwie, a pewna osoba, William Tear, postanowiła dać im jeszcze jedną szansę, ponieważ wierzył iż nie jest to stracona sprawa. Jednak najbardziej fascynuje mnie magia. Jej pochodzenie i natura. Kalsea wciąż nie do końca pojmuje, jak ona działa. A magia w Tearlingu nie tylko ciekawi ale i przeraża.
          Nie muszę chyba przekonywać, że akcja wciąga. Z ręką na sercu - nie mogłam oderwać się od lektury. Zainteresowały mnie obie historie opowiadane w tej książce: o Tearlingu, ale i o świecie przed Wielką Przeprawą Williama Tear'a, w którą spoglądała Kalsea, a czytelnik wraz z nią. I mimowolnie gdybałam: czy to możliwe, że nasz świat tak kiedyś skończy?
          Oczywiście autorka musiała zakończyć książkę w szalenie ciekawym momencie! Zawyłam z rozpaczy, kiedy zrozumiałam, że nie dowiem się od razu, co wydarzy się dalej. Erika Johansen dobrze wie, kiedy i gdzie postawić znak zapytania. Bardzo się cieszę, iż autorka zdecydowała się pisać tę historię w trzeciej osobie. Narracja pierwszoosobowa również ma swoje uroki, jednak znacznie ogranicza nie tylko pisarza, ale i czytelnika. Kiedy jednak historia prowadzona jest w trzeciej osobie, istnieje możliwość, aby spojrzeć na rzeczywistość przez oczy kilku bohaterów, a także dowiedzieć się i zobaczy więcej.
        Nie mogę doczekać się kontynuacji. Trzymam kciuki, aby ukazała się jak najprędzej. Erika Johansen idealnie wpasowała się w moje gusta. Jestem jej wdzięczna za tę fascynującą opowieść oraz ciekawych bohaterów. Zaskoczyła mnie jedynie okładka, ponieważ w Internecie oglądałam zupełnie inny projekt. Ta również jest bardzo ładna, jednak nie jest spójna z poprzednim tomem. Jest to jednak egzemplarz dla recenzentów, a że trochę nad tym ubolewam, chyba zainwestuję w drugi tom z oficjalną okładką oraz w twardej oprawie, ale to już szczegół techniczno-estetyczny. Najbardziej liczy się treść, a ta jest genialna.



       

Autor: Erika Johansen
Tytuł: Inwazja na Tearling
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 560
Ocena: 10/10

Serdeczne podziękowania kieruję do wydawnictwa:




https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Inwazja-na-Tearling-TW/224