piątek, 4 marca 2016

Arthur Conan Doyle - „Studium w szkarłacie”





„Studium w szkarłacie”, co? Czemu nie mielibyśmy sobie pozwolić na artystyczny żargon. W szarym kłębku życia przewija się szkarłatna nić morderstwa. Do nas należy wysupłać ją, oddzielić cal po calu.

          Są takie książki, które wypada znać. Chociaż nie, ujmę to inaczej. Są takie pozycje, które chcemy znać, bo są popularne, szanowane, interesują nas, itd. Sherlock Holmes to postać absolutnie kultowa, o której słyszał każdy. Seria Artura Conana Doyle'a jest klasyką gatunku, a ja jako czytelniczka kryminałów, wzięłam sobie już dawno za cel, aby ją przeczytać. Przyznaję, że jest to jedna z licznych pozycji na mojej liście lektur, które MUSZĘ przeczytać a więc uznałam, że nie ma na co czekać - czas się udać do biblioteki. Tak też zrobiłam i nie omieszkam się z Wami podzielić swoimi wrażeniami.
         Pierwszą rzeczą, jaka bardzo mnie zaskoczyła to długość Studium w szkarłacie, albowiem liczy ona sobie tylko 152 strony. Spodziewałam się więcej, choć może nie powinnam. Od razu w trakcie lektury rzuca się w oczy pewna różnica między kryminałem ówczesnym (powieść ta została wydana w 1887 roku, a w Polsce w 1956) a współczesnym kryminałem. Posłużę się choćby przykładem nie dawno przeze mnie czytanych Żniw zła. Poza wątkiem kryminalnym, powieść wzbogacona jest o historię bohaterów, przybliżone jest miejsce, itd. Natomiast na Studium w szkarłacie składa się tylko motyw zbrodni. Jest morderstwo, okoliczności, hipotezy, a na koniec schwytanie sprawcy, którego motywy zostały przez autora przytoczone. O Sherlocku Holmesie i Johnie Watsonie czytelnik wie niewiele, bo poza kilkoma cechami charakteru i zasygnalizowaniem, kim są zarówno oni, jak i reszta bohaterów, nie wiemy nic.
źródło

          Muszę wyznać, że taka rzeczowość bardzo mnie zaskoczyła. Jestem oczywiście świadoma faktu, iż kiedyś pisało się po prostu inaczej, jednak jestem wielbicielką kryminału współczesnego, poszerzonego o życie osobiste bohaterów, a tak uboga w podobne szczegóły powieść mnie wynudziła.
          Mimo wcześniejszych uwag przyznaję, że umiejętność dedukcji detektywa jest imponująca. Jego oko do szczegółów zaskakuje, ale prawdziwie zdumiewa to, jakie wnioski na ich podstawie Holmes potrafi wysnuć. I w jak dużym stopniu są one trafne!
          Trudno napisać mi cokolwiek o intrydze, śledztwie, kreacji bohaterów... Tego po prostu w tej książce nie ma. Wszystko dzieje się w głowie genialnego Sherlocka, który na koniec tłumaczy jak i do czego doszedł. A i same motywy, jak już wspominałam, w pewnym momencie zostają wyłożone przez autora. Naprawdę nie wiem, co mogłabym tu ocenić.
          Lektura zdecydowanie interesująca, kiedy spojrzy się na nią okiem współczesnego czytelnika kryminałów. Co więcej jest to klasyka gatunku, a zatem bynajmniej nie planuję zrezygnować z lektury. Przeciwnie! Na pewno ją skończę, choćby po to by móc dalej dokonywać porównań. Warto również znać prozę Arthura Doyle'a, którego okrzyknięto królem.



Autor: Arthur Conan Doyle
Tytuł: Studium w szkarłacie
Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 1976
Liczba stron: 152
Ocena: -