piątek, 19 lutego 2016

Victoria Aveyard - „Szklany miecz”









Jestem bronią z krwi i kości, mieczem w ludzkiej postaci. Urodziłam się, żeby zabić króla, zakończyć wprowadzony przez niego terror, zanim rozhula się na dobre. 

          W tamtym roku na rynku pojawił się debiut Victorii Aveyard pt. Czerwona królowa, który to wzbudził wiele emocji. Sama miałam okazję przeczytać i zrecenzować tę pozycję pozytywnie. Książka bardzo mi się podobała, a zatem byłam bardzo podekscytowana premierą kontynuacji. Z przyjemnością oddałam się lekturze, a teraz śpieszę, aby Wam trochę o niej opowiedzieć.
          Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.
            Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?


Tak bardzo chcę przestać uciekać. Chcę móc się zatrzymać i mieć pewność, że nikt przez to nie zginie. To jednak nie jest mozliwe. Muszę biec dalej, muszę krzywdzić siebie, żeby się uratować, i krzywdzić innych, żeby ratować innych. Krzywdzę Kilorna, Cala, Shade'a, Farley, Niksa i wszystkich pozostałych na tyle głupich, żeby iść za mną. Przeze mnie oni również zaczynają uciekać. 


           Znakomicie się bawiłam w czasie czytania Czerwonej królowej, choć wytknęłam jej w swojej opinii sporo minusów. Jednak wartka akcja, świetny pomysł na fabułę i sprawne pióro autorki mnie zauroczyły, a główna bohaterka mnie w sobie rozkochała. Z zadowoleniem muszę stwierdzić, że Szklany miecz został napisany o niebo lepiej. Wciąga jeszcze bardziej i nie daje mi wielu powodów do narzekania. 
          Mare wciąż mnie zachwyca. Nie tylko dlatego, że ma silny charakter, potrafi postawić na swoim i zna własną wartość. Moim zdaniem tocząca się w niej wewnętrzna walka została przedstawiona bardzo dobrze - budziła emocje. Zmiana jaka zaszła w tej postaci jest rzeczywiście zauważalna. Jak na dłoni pokazane jest, że nie tylko otoczenie musi poznać nową Mare Barrow, ale i sama Mare musi siebie zaakceptować. Niestety okoliczności nie pozwalają jej w spokoju uporać się z demonami własnej duszy - nie ma na to czasu. Działając jako buntowniczka gdzieś po drodze na nowo uczyła się tego, jaka jest i kim się stała. Jej determinacja i odwaga mi imponowały. Z zainteresowaniem analizowałam jej osobowość. Podziwiałam ją i jej współczułam. Jedno jest pewne - dziewczyna od błyskawic to postać ciekawa i choć robi wrażenie, przede wszystkim należy jej współczuć. 

Boję się samotności bardziej niż czegokolwiek innego. Dlaczego więc to robię? Dlaczego odpycham od siebie ludzi, których kocham? Co jest ze mną nie tak?
„Nie wiem”.
I nie wiem, jak się powstrzymać. 

          Narracja miejscami bywała dość chaotyczna, co jednak moim zdaniem wyrażało to zagubienie gnębiące Mare. Rany na duszy i sercu Mare, jej nienawiść, miłość, współczucie i brak litości - wszystko to było widoczne jak nie dłoni. Bez trudu wczułam się w jej sytuację. Narracja była również dynamiczna i plastyczna. Dzięki temu czytało się szybko i przyjemnie. 
          W tym tomie czytelnik nie kluczy już z Mare po krętych korytarzach pałacu, w których unosi się gęsta atmosfera intryg i zdrad, ale podróżuje po Norcie. Poznajemy miasta, wyspy i różnego rodzaju zakątki. To wspaniałe, że autorka nie zamknęła akcji w jednym miejscu, a postanowiła poszerzyć pojęcie czytelników nie tylko małymi wzmiankami a rozległymi opisami. 

Obnażam zęby w grymasie. 
- Błyskawica nie zna litości. 
Kiedyś się przypatrywałam, jak moi bracia przypalali mrówki za pomocą odłamków szkła. To, co się teraz dzieje, wygląda podobnie - tyle że gorzej. 

           Pomimo faktu, że rozdarcie wewnętrzne głównej bohaterki jest bardzo ważnym aspektem tej książki, postacie drugoplanowe nie zostały porzucone. Ich uczucia i sytuacja były mi równie bliskie. Obserwując ich zachowanie miałam wrażenie, że mogliby to być ludzie z krwi i kości. Troszczyłam się o nich i przejmowałam ich losem. Pojawiło się kilku nowych bohaterów o niezwykłych talentach.
           W Szklanym mieczu wiele się dzieje. Victoria Aveyard trzyma  czytelników w niepewności, nadaje akcji mordercze tempo, by na koniec zostawić czytelnika z rozdziawionymi ustami. Takiego zakończenia się nie spodziewałam. Mocne, niespodziewane i miażdżące. Co będzie dalej? To pytanie zadaje sobie z pewnością każdy po lekturze tej powieści. Nie mogę się doczekać aż poznam odpowiedź. 
Cisza unosi się nad nami niczym obłoczki pary, które wydychamy. 
-Jeśli zginiesz, to cię zabiję. 
Przyjaciel uśmiecha się smutno. 
- I nawzajem. 

          Szklany miecz prezentuje się fantastycznie wśród innych tytułów gatunku. To kawał świetnej historii oprawionej bardzo smacznie. W czasie lektury bawiłam się znakomicie. Z zainteresowaniem śledziłam akcję, związałam się z bohaterami i chcę więcej. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi długo czekać na tom trzeci. Polecam tę serię wszystkim fanom gatunku. Jeśli lubicie silne charaktery, tak jak ja, będziecie zachwyceni.

Autor: Victoria Aveyard
Tytuł: Szklany miecz
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 17 lutego 2015
Liczba stron: 560
Ocena: 9/10



Serdecznie dziękuję za egzemplarz Wydawnictwu Otwartemu!



źródło opisu: http://otwarte.eu/book/szklany-miecz