piątek, 12 lutego 2016

Robert Galbraith - „Żniwa zła”





          Nie jest tajemnicą, że jestem zakochana w serii o Cormoranie Strike'u. Dwa poprzednie tomy bardzo mi się spodobały i z niecierpliwością oczekiwałam trzeciego. Wieść o premierze Żniw zła bardzo mnie ucieszyła. Co więcej darzę tę serię wyjątkowym sentymentem, ponieważ gdy tylko dowiedziałam się po przeczytaniu Wołania kukułki, że jest to książka pióra J. K. Rowling, piszącej pod pseudonimem, sięgnęłam po Harrego Pottera, w którym to nadal jestem oczarowana. Ale o tym już z pewnością wspominałam. Jestem wielbicielką twórczości tej autorki więc łapczywie rzuciłam się do czytania Żniw zła.
          Biuro detektywistyczne Cormorana Strike'a radzi sobie doskonale. Wraz ze swoją współpracownicą, Robin Ellacott, nie narzekają na brak zleceń po dwóch głośnych sprawach rozwikłanych przez tę parę. Rutynę przerywa paczka, którą Robin otrzymuje od nieznanego nadawcy, a właściwie jej zawartość, czyli... kobieca noga. Od razu staje się jasne, że przesyłka przeznaczona jest dla Cormorana, który nie tracąc czasu skompletował listę prawdopodobnych sprawców. Policja jednak nie jest przekonana do teorii Strike'a, dlatego ten decyduje się rozpocząć śledztwo na własną rękę. Zagrożone są nie tylko interes i kariera detektywa, ale i życie Robin.
         Nie wiem czy Was zaskoczę ale jestem lekturą zachwycona! J. K. Rowling mnie w ogóle nie zawodzi. Kolejny raz przeżyłam wraz z Robin i Cormoranem fantastyczną przygodę, pełną zwrotów akcji, mylących tropów i emocji różnego rodzaju, choć każde jest równie intensywne.

Piękno można znaleźć prawie wszędzie, jeśli człowiek przystanie, żeby się rozejrzeć, lecz codzienna walka o przetrwanie sprawia, że łatwo zapomnieć o istnieniu tego zupełnie darmowego luksusu. 

          Wątek kryminalny jest niemniej interesujący i skomplikowany, co w poprzednich częściach. Autorka ponownie zmusza czytelnika do myślenia, zmyla go, podsuwa fałszywe ślady. Bywały momenty, kiedy byłam gotowa postawić wszystko na jednego z podejrzanych. Wówczas jednak jakiś nowy fakt obalał moje, wydawałoby się, niezachwiane przekonanie o jego winie. Typowe, taki ze mnie detektyw, jak... sami wiecie co.
          Również i w tym tomie nie brakuje brutalności, zboczeń czy innych niesmacznych a nawet zatrważających wydarzeń. Wspomniane w tytule zło wisi ponad głowami bohaterów niczym smog i nie pozwala odetchnąć czystym powietrzem, nie tylko postaciom ale i czytelnikowi. Jego obecność jest bardzo wyczuwalna i przytłaczająca. Pewną otuchą dla mnie było to, że nie przeżywałam samotnie tej wszechobecnej grozy - Robin również bardzo się tym przejmowała i starała się z tym walczyć.
          Poza zepsuciem wyczuwalnym w atmosferze, czytelnik ma możliwość zmierzyć się z nim bardziej bezpośrednio. A dzieje się tak za sprawą rozdziałów, w których sprawca dzieli się swoimi myślami. Niestety mi w żadnym stopniu nie pomogły dociec tożsamości poszukiwanego mordercy. Muszę nawet przyznać, że nierzadko mieszały mi w głowie, ale przede wszystkim budziły we mnie niesmak i trwogę.

Nikt, kto tam nie żył, nie był w stanie zrozumieć, że Londyn jest krajem samym w sobie. Nawet mając Londynowi za złe, że skupia więcej władzy i pieniędzy niż jakiekolwiek inne brytyjskie miasto, nie mógł wiedzieć, że bieda ma specyficzny smak tam, gdzie wszystko kosztuje więcej, gdzie nieustannie podziały między tymi, którym się powiodło, a tymi, którym nie, są zawsze boleśnie widoczne. 

          Czymś nowym, czego nie było w poprzednich tomach, jest przyłożenie większej uwagi do życia prywatnego bohaterów. Oczywiście biografia Cormorana i Robin została nakreślona już wcześniej, były to jednak krople w oceanie. O wiele bliższa w Żniwach zła staje się czytelnikom Robin, bowiem autorka znacząco uchyla drzwi do jej życia. Jednak również kawałek mrocznej historii Strike'a wyłania się przed czytelnikami. Bardzo ciekawa jest też relacja tych dwojga, która wcale nie jest tak prosta, jak oboje by tego chcieli.
         Żniwa zła mnie satysfakcjonują, a jestem wielką fankę tej serii. To potężne tomisko nie znudziło mnie nawet przez moment, przysporzyło mi wiele zabawy i aktywnej (intelektualnie!) rozrywki. Emocjonalnie również mnie rozruszało, a mój wielki apetyt na przygody tej pary jeszcze bardziej wzrósł. Och, ja nieszczęsna! Kiedy doczekam się kontynuacji? Ileż to dni przyjdzie mi oczekiwać na tom czwarty? Zdecydowanie zbyt wiele. Po raz kolejny zachwyciłam się warsztatem, pomysłowością i sprawną narracją J. K. Rowling. Niech mnie ona zaskakuje jak najczęściej. Oczywiście pozytywnie! Polecam serdecznie, a lenie, które jeszcze  nie przeczytały Wołania kukułki, niechaj żałują i natychmiast ten błąd naprawią!


Autor: Robert Galbraith
Tytuł: Żniwa zła
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 13 stycznia 2016
Liczba stron: 480
Ocena: 8/10


Bardzo dziękuję za egzemplarz: