poniedziałek, 15 lutego 2016

Akcja Wywiad: Nina Majewska-Brown

Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną odsłoną "Akcji Wywiad". Tym razem kilka pytań zadałam pani Ninie Majewskiej-Brown, która jest autorką "Wakacji" oraz "Zwyczajnego dnia", których recenzje mogliście przeczytać na tym blogu.  Zapraszam do czytania!


1. Od czego zaczęła się Pani przygoda z pisaniem? 
W zasadzie zawsze lubiłam bawić się słowem, zanurzać w świecie fantazji i wyobraźni. Gdy pojawiły się dzieci, odkryłam, że można je zaprosić do tego świata i oplątać historią, którą będą chciały słuchać jeszcze i jeszcze. To nasze wspólne magiczne, wieczorne chwile, których nie podejrzewałam o to, że zaowocują książką. Choć w rzeczywistości do napisania powieści zachęcił mnie mąż, który zapewne miał dosyć mojego niekończącego się słowotoku i liczył na chwile ciszy w domu.

2. Od czego według Pani zależy "powodzenie" debiutu na rynku wydawniczym?
Od dobrego maszynopisu i ogromnego szczęścia. Osób, które próbują swoich sił w pisaniu, jest tak wiele, że wydawnictwa zalewane są morzem maszynopisów, przez które zapewne trudno się przebić. I tu pojawia się ten element szczęścia, by ze stosu innych tekstów akurat ten, a nie inny pozostał w ręku recenzenta dłużej i by go zainteresował.

3. Dlaczego miejscem akcji "Wakacji" jest akurat Barcelona?  Nie ukrywam, że to był jeden z czynników, który zadecydował o tym, żeby sięgnąć po Pani książkę. Barcelona to takie moje marzenie. 
To zupełny przypadek. Byliśmy z rodziną na wymarzonych wakacjach w Barcelonie i właśnie tam, podczas spaceru na La Rambli mąż rzucił pomysł, że, skoro wiecznie i zawsze mam tyle do powiedzenia, powinnam napisać książkę. Trochę mnie zaskoczył, choć w rzeczywistości wyzwolił iskrę, która od dawna się we mnie tliła. I tak zaczęłam patrzeć na miasto z innej perspektywy, utrwalać w głowie obrazy i aromaty: knajpek, placów, ulic, przyglądać się ludziom. Jednocześnie zrodził się szkielet historii, który wystarczyło tylko uzupełnić.

4. Czy "Wakacje" to wyłącznie fikcja literacka? Czytając, czułam się jakby ta historia zdarzyła się naprawdę. 
Zdecydowanie to fikcja. Bohaterowie, ich perypetie, dziwne sytuacje są wyssane z palca, choć oczywiście w pewien sposób inspirowane rzeczywistością. Lubię przyglądać się ludziom, słuchać tego co mają do powiedzenia, w co się ubierają. To bardzo pouczające, w wielu przypadkach zabawne, zawsze tak samo ciekawe.
Zbyt bardzo cenię przyjaciół i relacje jakie przez lata udało nam się wypracować, by odważyć się kogoś opisać. Byłoby to bardzo niemoralne i nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze. Dlatego miałam tak duży problem z nadaniem imion bohaterom by nikt ze znajomych nie odnalazł się w opowieści.

5. Pamięta Pani swoje pierwsze opowiadanie, które było napisane do szuflady? O czym ono było?
Do szuflady, jak każda szanująca się nastolatka, pisałam głównie wiersze, które tu i ówdzie, ku mojej ogromniej satysfakcji były drukowane. Dopiero gdy zostałam mamą dojrzałam do napisania czegoś dłuższego i tak na użytek własny i dzieci powstała historyjka o aniołku, który wiecznie miał jakieś kłopoty: a to śmierdziały mu nóżki, a to zasypiał, podczas gdy miał czuwać, a to lubił plątać dzieciom w nocy włoski, etc.

6. Która scena z "Wakacji" lub "Zwyczajnego dnia" jest Pani ulubioną?
W "Wakacjach" najbardziej poruszają mnie dwa momenty: w kostnicy i msza w kościele przed pogrzebem. Pisząc je rozwarstwiałam własne emocje nacierając się bólem i samotnością, jednocześnie życząc sobie, bym nigdy nie stała się ich beneficjentem.
Natomiast w "Zwyczajnym dniu" jest kilka scen, które szczerze mnie bawią: droga na porodówkę, wyprawa z teściem do domu Joanny, wizyta siostry i jej narzeczonego. Ich ciężar gatunkowy jest oczywiście inny.

7. Którego bohatera z Pani książek lubi Pani najbardziej, a którego najmniej?
Lubię wszystkich bohaterów. Najbliższa jest mi oczywiście Nina, która powstała z najbardziej odległych i skrywanych moich osobistych obszarów. W rzeczywistości lubię bawić się kreowaniem każdej postaci, budowaniem jej świata i języka. To takie małe intelektualne wyzwania, by każdy z nich uchylał nieco zasłonę własnych emocji i filozofii.

8. Kogo z polskich współczesnych autorów ceni Pani najbardziej? 
Czytam bardzo dużo, może nie wszystko co mi wpadnie w ręce, ale na co w danym momencie mam ochotę i przy czym odpoczywam: Romę Ligocką, Jerzego Pilcha, Janusza Głowackiego, Artura Andrusa i moją ulubioną Marię Czubaszek, ale też przekornie wracam do starszych rzeczy np. Zapolskiej. Uwielbiam bajkowe światy fantasy anglojęzycznych pisarzy chociażby Terrego Goodkinda.

9.Bardziej motywujące są dla Pani opinie krytyczne, czy raczej te pozytywne?
Te pierwsze zawieszają w optymizmie, ale pozwalają zweryfikować to, w co być może zbyt bardzo się zapędziłam i zapętliłam. Drugie dodają skrzydeł i sprawiają, że chce mi się pisać dalej.



10. Co pani sądzi o akcji ,,Polacy nie gęsi i swoich autorów mają”?
Świetny pomysł i radość, że nareszcie pojawili się ludzie, którzy dostrzegają potencjał w rodzimej literaturze. Cieszę się, że jesteśmy już po okresie zachłystywania się literaturą obcojęzyczną, choć oczywiście był to potrzebny czas, dzięki któremu pojawiły się na rynku wielkie nazwiska w doskonałych przekładach.

11. Mówi się, że w obecnych czasach mało jest osób czytających książki. Jak się Pani do tego odniesie?
Obserwując znajomych, dzieciaki w szkole i ruch w księgarniach, mam wrażenie, że intensywnie czyta tylko niewielka grupa społeczeństwa. Szkoda, że pozostali nie chcą korzystać z wyobraźni, do uruchomienia której zmusza książka. Gdy bywam u przyjaciół we Włoszech, czy Niemczech obserwuję modę na chodzenie do bibliotek, które są przyjazne, często z kawą w tle i interesującym programem. U nas, w większości przypadków kontakt z biblioteką ogranicza się tylko do szkoły. Brakuje mody na czytanie.

12. Czy zmieniłaby Pani coś w którejś ze swoich książek? Tak patrząc z perspektywy czasu. 
Merytorycznie raczej nie, natomiast wygładziłabym niektóre miejsca językowo.

13. Czy "Zwyczajny dzień" to ostatnia część, czy może będzie jeszcze jakaś kontynuacja? Bo zakończenie może sugerować, że jeszcze coś będzie i że to nie koniec losów Niny.  

Jestem w trakcie pisania trzeciej części "JAK SIĘ NIE ZAKOCHAĆ" , mam też pomysł na opowiedzenie początku historii widzianej oczami Bartka, co niewątpliwie będzie sporym wyzwaniem i jeszcze nie do końca jestem pewna, czy uda mi się zmierzyć z męskim punktem widzenia.


Bardzo dziękuję Pani Ninie za odpowiedzi! Mam nadzieję, że wywiad Wam się podobał. Powstał on przy okazji współpracy z PNGiSAM