piątek, 30 grudnia 2016

Czytaj po angielsku z wydawnictwem Ze słownikiem!


Czytanie książek po angielsku to rewelacyjna sprawa. Chyba każdy z nas chciałby przeczytać swoją ulubioną książkę w oryginale, czy po prostu nie czekać na wydanie książki w Polsce, co czasem graniczy z cudem i potrzeba wiele cierpliwości, aby doczekać się na kontynuację różnych powieści. 

Czytanie po angielsku wcale nie musi być takie trudne. Ja od dawna chciałam zacząć, spróbować przeczytać jakąś książkę w oryginale, jednak nie mogłam się zmusić do tego. Miałam wiele wątpliwości, czy dam radę. Bałam się, że będę musiała czytać ze słownikiem, co chwilę do niego zerkając, bo nie znam jakichś słów. Teraz nie muszę się już tym martwić. 

Na rynku jakiś czas temu pojawiło się rewelacyjne wydawnictwo [ze słownikiem], które wydaje książki w języku angielskim właśnie ze słownikiem. Już nie musimy się martwić, że nie będziemy czegoś rozumieć, gdyż większość słówek, które mogą być niezrozumiałe, są wytłumaczone na każdej stronie na marginesie. To zdecydowanie ułatwia czytanie i sprawia, że staje się ono przyjemniejsze. Oprócz tego, że możemy przeczytać książkę w oryginale, uczymy się nowych słówek, których wcześniej nie znaliśmy. Muszę przyznać, że jest to rewelacyjna metoda nauki i na pewno bardzo skuteczna. 

 Oprócz tego, że na każdej stronie znajduje się mini słowniczek, to dodatkowo na początku książki znajdziemy słownik z najpopularniejszymi słówkami znajdującymi się w książce, a na koniec z absolutnie wszystkimi słówkami, co do znaczenia których mogliśmy mieć wątpliwości. Jest to zdecydowanie rewelacyjny pomysł, który w dużym stopniu ułatwia czytanie. 


Ja wybrałam sobie The Secret Garden, czyli Tajemniczy ogród. To książka, którą bardzo lubiłam, będąc młodsza. Postanowiłam przeczytać ją w oryginale i muszę Wam powiedzieć, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Była to moja pierwsza książka przeczytana w języku angielskim, ale jestem pewna, że nie ostatnia. Na razie na pewno będę korzystała z książek oferowanych przez Wydawnictwo [ze słownikiem], jednak w końcu na pewno przyjdzie pora na to, abym przeczytała jakaś książkę bez żadnych pomocy. Jestem bardzo ciekawa jak mi się to uda. Teraz bardzo chciałabym przeczytać Królową śniegu.

(uwaga: po kliknięciu w tytuł, przeniesie Was do strony wydawnictwa!)

Jak możecie zauważyć, wybór jest bardzo duży i myślę, że znajdziecie coś dla siebie. Serdecznie polecam. 


Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Magdalena Kordel - "Anioł do wynajęcia"

"Dobre rzeczy mają to do siebie, że zawsze przychodzą znienacka."

Wigilia już za nami, a ja mam dzisiaj dla Was coś specjalnego. Jako ostatnią recenzję świątecznych książek, jakie miałam okazję przeczytać w tym roku zostawiam Wam "Anioła do wynajęcia", Magdaleny Kordel. Dlaczego?  Bo to najlepsza książka w klimacie świątecznym, jaką czytałam w życiu! 


Michalina uciekła z domu. Została sama, bez dachu nad głową, bez środków do życia. Każdego dnia modli się o to, aby udało się jej przeżyć kolejną mroźną noc. Pewnego dnia wchodzi do Kościoła i rozmawia z Bogiem. Prosi go o tytułowego Anioła do wynajęcia. Po tym wydarzeniu w jej życiu pojawiają się ludzie, którzy chcą jej pomóc i którym ona tak samo może pomóc. Czy Bóg wysłuchał jej prośby i przysłał jej tego wymarzonego Anioła, który miałby jej strzec i chronić? I kim on jest?


"Bardzo się boję, wiesz? Więc gdybyś całkiem przypadkiem tam u siebie, na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła albo takiego wolnego tylko na chwilę… anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę." 

Pani Magda Kordel już dawno skradła moje serce. Najpierw "Malownicze. Wymarzony dom", potem "Uroczysko". Mniej więcej wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Miałam nadzieję, że i tym razem będę zadowolona. I byłam. Bardzo. Zupełnie się na niej nie zawiodłam, wręcz przeciwnie - "Anioł do wynajęcia" to najlepsza książka na Święta i będę ją polecać teraz wszystkim! Autorka sprawiła mi niezłą niespodziankę, że na chwilę mogliśmy się przenieść do Malowniczego, które tak bardzo polubiłam już wcześniej. 



To najbardziej magiczna książka, jaką miałam okazję przeczytać. Wokół bohaterów przydarzają się same cuda. Michalina dostaje miejsce, w którym może się schronić i czuć w nim bezpiecznie, pojawiają się osoby, które się o nią martwią, które ją kochają i którym na niej zależy. 

To książka o Świętach, tych przez duże "Ś", gdzie najważniejszy w tym czasie jest Bóg i człowiek, nie prezenty, nie czas spędzony w galeriach handlowych, aby tylko ze wszystkim zdążyć na czas i żeby było wszystko idealnie jak z gazety czy telewizji. To opowieść o Świętach, które teraz już tak bardzo rzadko się zdarzają w naszych domach. Gdzie najważniejszy jest drugi człowiek, to, aby spędzić ze sobą czas, może nawet wybaczyć pewne sprawy. Gdzie dom jest pełen rozbawionych, szczęśliwych, kochających się osób, które z niecierpliwością wyczekują tego okresu w roku. I dzieci, które z wielką ochotą wypatrują pierwszej gwiazdki na niebie, aby można było zasiąść do Wigilii. 

"Trudno przejść obojętnie wobec miłości od pierwszego wejrzenia. Można się na nią nie godzić, nawet nie wierzyć w jej istnienie, ale summa summarum w końcu  i tak okazuje się, że w tym wypadku nie ma się nic do powiedzenia. Taka miłość ma to do siebie, że po prostu się zjawia i zostaje. I na całe szczęście nie pyta ludzi o opinię."

"Anioł do wynajęcia" to najbardziej świąteczna książka, jaką czytałam w życiu. Tak, wiem, że się powtarzam i prawdopodobnie zrobię to jeszcze nie raz, ale taka jest prawda. Nigdy wcześniej czytając jakąkolwiek świąteczną książkę nie poczułam aż w takim stopniu tego klimatu świąt, tej magii, którą można wyczuć na każdej stronie. Piernik staropolski, ubieranie choinki dopiero w Wigilię, pieczenie pierniczków i przede wszystkim dobro, jakie bije od bohaterów jest nie do opisania. LUDZIE...MUSICIE PRZECZYTAĆ TĘ KSIĄŻKĘ! 

Bohaterowie są nieziemscy. Jestem pewna, że pokochacie ich dokładnie tak, jak ja. Michalina, zagubiona nastolatka o wielkim sercu, która w życiu po prostu się pogubiła. W końcu trafia na osoby, które postanawia jej pomóc, tak bezinteresownie, z dobrego serca. Nela -  staruszka, która również szukała swojego Anioła. Pełna ciepła i dobroci kobieta, jednak z ciętym językiem i uporem nastolatki, którą pokochałam całym sercem! No i Konstanty - młody mężczyzna, który poznaje Nelę i Michalinę pod Kościołem i który staje się częścią ich historii. Nie znajdziecie tutaj żadnych naiwnych czy denerwujących bohaterów, którzy działają na nerwy. Oni są nieziemscy, a z drugiej strony tak bardzo realistycznie przedstawieni. Jestem pewna, że ta historia mogłaby zdarzyć się naprawdę, gdyby tylko magia świąt otworzyła serca ludzi. 

Historia jest przepiękna, a jej wykonanie jeszcze lepsze. Pani Magda jest mistrzynią słowa. Kolejna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam jej styl pisania i to, że w swoje powieści wplata humorystyczne historyjki. Nie raz zdarzyło mi się śmiać bez opamiętania po tym, jak pani Nela powiedziała coś zabawnego, czy zrobiła coś śmiesznego, przed czym nie mogłam się obronić.

"Dawno temu znałam kogoś, kto wierzył, że każdy ma swojego anioła i ten anioł dba o to, żeby w odpowiednim czasie na drodze człowieka, którym się opiekuje, stawali właściwi ludzie."


Polecam Wam serdecznie tę książkę. Jestem pewna, że Wam się spodoba i autorka wleje w wasze serca miłość i klimat świąt tak, jak to zrobiła ze mną.

Moim marzeniem jest przeczytać kontynuację tej historii. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Michaliny, Neli, Konstantego i...Klary! Pani Magdo, jeśli Pani to czyta - błagam o kontynuację. 

"Anioła do wynajęcia" możecie kupić w świetnej cenie w księgarni Nieprzeczytane.pl



Czytaj dalej »

piątek, 23 grudnia 2016

Poleć mi zimową książkę i wygraj "Biuro przesyłek niedoręczonych"

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was kolejny przedświąteczny konkurs. Tym razem do wygrania będzie "Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy, której recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Równocześnie na instagramie można brać udział w konkursie. TUTAJ



Zasady konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest administratorka bloga Blask Książek, a sponsorem nagrody jest  wydawnictwo Pascal. 
2. Do wygrania książka - "Biuro przesyłek niedoręczonych" - 1 egzemplarz
3. Konkurs trwa od 22 grudnia do 29 grudnia. Zgłoszenia wysłane po terminie, nie będą brane pod uwagę!
4. By wziąć udział w konkursie nie trzeba być publicznym obserwatorem bloga.
5. Ze względu na fakt, iż nie wszyscy posiadają Facebooka, niewymagane jest polubienie fanpejdża Blasku Książek, niemniej, byłabym wdzięczna. (Najpierw to właśnie tam ukażą się wyniki konkursu)
6. Będzie mi bardzo miło, jeśli wstawicie podlinkowany baner konkursowy na swojego bloga, opublikujecie na Facebooku, czy gdziekolwiek, by wieść o konkursie dotarła do większej ilości osób. 
7. By wziąć udział w konkursie należy zamieszkiwać Polskę, bądź posiadać adres korespondencyjny w granicach naszego państwa.
8. Zgłoszenie (zadanie konkursowe) należy wysłać w komentarzu.
9. E-mail, nick, bądź w przypadku osób anonimowych imię i nazwisko, "Biorę udział w konkursie" oraz odpowiedź na zadanie konkursowe, należy wpisać w komentarzu pod tym postem. Zgłoszenia gdziekolwiek indziej, nie będą brane pod uwagę!

Zadanie konkursowe

Poleć mi zimową książkę (której jeszcze nie czytałam*) i napisz dlaczego według Ciebie powinna mi się spodobać? 

*której recenzji nie ma na blogu. 

Mam nadzieję, że konkurs przypadnie Wam do gustu, weźmiecie udział i pokażecie znajomym!
Czytaj dalej »

środa, 21 grudnia 2016

Top 8 Świątecznych książek (2016)

Witajcie kochani,
Święta zbliżają się do nas wielkimi krokami, już tylko kilka dni dzieli nas od tych najpiękniejszych dni w roku. Pewnie jesteście zajęci przygotowaniami, ale warto oderwać się na chwilę, odpocząć. A najlepiej jest to zrobić z dobrą książką, a jeszcze lepiej taką w świątecznym czy zimowym klimacie. Nie macie pomysłu po jaką książkę sięgnąć? Przygotowałam dla Was TOP 10 idealnych książek na Święta. Recenzje wszystkich książek możecie znaleźć na Blasku Książek (klikając w tytuł lub zdjęcie książki). 



Zatem... zaczynajmy! 

Stare mieszkania kryją piękne historie. Świadectwa przemijających smutków, spełnionych marzeń, odnalezionych szczęść. Siedem mieszkań, siedem opowieści...
Samotny mężczyzna, który chce spędzić święta w podróży. On jeden i dwie kobiety.
Ceniony senator i jego młoda żona. I jeszcze ktoś. 
Starszy Pan, któremu brakuje rodziny i radości, który postanawia spędzić dość nietypowo święta. 
Rzeźbiarz, który chce nawiązać kontakt ze swoimi dziećmi i byłą żoną. Ta Wigilia może być jego ostatnią szansą. 
Starsza babcia, która dopiero teraz czuje, że żyje. Kolorowe ubrania, selfie na Instagramie i rak, któremu za nic nie chce się dać! 
Młoda kobieta, która straciła męża w wypadku. Jednak jego serce nadal żyje. 
Starsza Pani, która pewnego dnia postanowiła zostać Świętym Mikołajem, nie zważając na konsekwencje. 

Te opowiadania, które wryły się w moją pamięć i serce to na pewno opowiadania: Katarzyny Michalak, Krystyny Mirek i Magdaleny Witkiewicz. One są najpiękniejsze, natomiast polecam również wszystkie inne, pozostałe.

"Babcia Agnieszka wraz z wnukiem przygotowują mazurski Pensjonat do świąt Bożego Narodzenia. Chociaż tego roku żaden z gość nie zapowiedział swojej wizyty, oni chcą stworzyć idealne święta.
Śnieg ciągle pada, zaspy uniemożliwiają jazdę samochodom, a prąd w całej okolicy zostaje odcięty. W małym pensjonacie koło Pięknej Góry, tej Wigilii, wbrew swojej woli, spotka się kilka rodzin. Okna Pensjonatu rozświetlą się, a jego pokoje wypełni gwar rozmów. Niespiesznych, i chociaż przypadkowych, pełnych nadziei na lepsze jutro.

Tego roku kilku bohaterów Cichej 5 powróci.
W zupełnie innych okolicznościach będą musieli stawić czoło kolejnym świętom Bożego Narodzenia.
Bo czasem los musi nieustannie przypominać o tym, co ważne.
Rozświetla niebo i wskazuje nam drogę. Wystarczy nią pójść.
Jeden Pensjonat, jeden wieczór, kilka opowieści"



Czyta się ją rewelacyjnie, opowiadania są wciągające i ciekawe. Jedne bardziej, drugie mniej. Wiadomo, zależy od gustu czytelnika. I tak ja jestem najbardziej zachwycona dwoma opowiadaniami, które podbiły moje serce od samego początku, a są nimi "Wszystko, co złote..." Agnieszki Krawczyk, które tak bardzo kojarzy mi się z filmami "Listy do M" oraz "Sprawdź, czy drzwi są otwarte..." Magdaleny Witkiewicz Pozostałe opowiadania również są naprawdę godne polecenia, jednak te dwa najbardziej chwyciły mnie za serce. 


Największe podarunki od losu często dostajemy w najcięższych chwilach życia.

Gdyby można było wymazać jeden dzień ze swojego życia, Elise wiedziałaby doskonale, który wybrać.
Błąd popełniony w przeszłości sprawił, że dziewczyna zamyka się w swoim cierpieniu. Do chwili, kiedy tajemniczy nieznajomy składa jej niezwykłą obietnicę… Elise ze zdumieniem odkrywa, iż Nicolas ma własny klucz do jej serca.

Za ciemną stroną księżyca może kryć się światło. Choć czasem wydaje się, że to miłość jest źródłem wszystkich lęków, nie ma takiego błędu, którego nie może przezwyciężyć siła przebaczenia.


Idealna książka na zimowe (niekoniecznie świąteczne) wieczory. Myślę, że bardzo dobrze sprawi się również jako prezent dla bliskiej nam osoby. Książka podobała mi się bardzo i jestem pewna, że Wam też się spodoba i będziecie ją czytać z uśmiechem na twarzy, tak jak to było w moim przypadku


Marta ma męża i dzieci, ale czuje się bardzo samotna. Jej małżeństwo jest nieszczęśliwe, syn i córka pogrążeni we własnych sprawach, a teściowa, należąca do szanowanej rodziny z tradycjami, na każdym kroku daje wyraz swojemu niezadowoleniu... 

Kaja jest ładna, młoda i bardzo kocha życie. Dobre jedzenie, dowcipnych i bogatych mężczyzn, piękne ubrania. Jest tak bardzo skupiona na sobie, że nie zauważa czyichś silnych, barczystych ramion, sympatycznej twarzy i zatroskanego spojrzenia. 

Marta, chcąc zmienić swoje życie, wysyła do losu malutką prośbę. Prośbę o szczęście, o gwiazdkę z nieba.

Los podejmuje wyzwanie i spełnia życzenie. Jednak zupełnie inaczej niż ktokolwiek się spodziewał.


Marzenia się spełniają. Tylko nie zawsze w taki sposób, w jaki się spodziewamy. Tak też było w przypadku Marty. Oczekiwała zupełnie czegoś innego, a otrzymała, no cóż. Według mnie, to najwspanialszy prezent jaki mogła sobie wymarzyć.


Hanna to nowoczesna kobieta, która poświęca wszystko budowaniu kariery. Zraniona przed laty, postanawia, że już nigdy więcej się nie zakocha. Miłość to dla niej staromodny przeżytek, a relacje z mężczyznami opiera na przelotnych romansach. Do czasu.
Wiktor to człowiek sukcesu, który szturmem wdziera się w życie Hanki. Kobieta wkrótce przekonuje się, że jest nie tylko przystojny i czarujący, ale także troskliwy i opiekuńczy. Kiedy Hanka ulega rodzinnej atmosferze przy wspólnym wypiekaniu pierników, coraz trudniej jej poprzestać na niezobowiązującej relacji.

Jakby tego było mało, popada w konflikt ze swoją przełożoną, której mąż jest jej dawnym ukochanym. Czy przeszłość stanie na drodze do szczęścia?



To piękna, poruszająca lektura, pełna ciepła, miłości, świątecznego klimatu, który bez wątpienia jest w tej książce wyczuwalny. Dawno nie czytałam książki, która aż tak potrafi wprowadzić w świąteczny klimat.

Natalia Sońska - "Obudź się Kopciuszku"

Alicja jest samotną, młodą lekarką, która całkowicie poświęca się swojej pracy. Zamknięta w sobie i wycofana stroni od towarzystwa ludzi. I chociaż z pozoru wydaje się twarda i nieprzystępna, tak naprawdę skrycie marzy o miłości.

Jej życie zmienia się, gdy przyjaciele Alicji zabierają ją do Zakopanego. Tam, podczas sylwestrowej nocy, poznaje jego – przystojnego ratownika TOPR. Ku jej zaskoczeniu w towarzystwie Michała czuje się nad wyraz dobrze. Jej myśli przestają obsesyjnie krążyć wokół pracy, a zaczynają skupiać się na mężczyźnie, który staje się kimś więcej niż zwykłym znajomym.

Czy Alicja obudzi się ze snu i zawalczy o miłość?


Piękna historia. Naprawdę jest cudowna. Bardzo, ale to bardzo mi się podobała i wy również musicie ją przeczytać! Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania są nie do opisania. Śmiałam się, wzruszałam, a czasem nawet wkurzałam na bohaterów, gdy coś szło nie po mojej myśli.

Magdalena Kordel - "Anioł do wynajęcia" 

Gdybyś całkiem przypadkiem, tam u siebie na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła, anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę. 
A, i gdybyś mógł mi pomóc w tym, żebym tak do końca nie zapomniała, czym jest miłość i radość…


Michalina ma kłopoty. Została sama, bez środków do życia i bez dachu nad głową. Cały świat wydaje się być przeciwko niej. 

Kiedy jest już tak źle, że zaczyna tracić nadzieję, ktoś niespodziewanie zaprasza ją na kubek herbaty z cynamonem. Ktoś wysłucha z uwagą, przygarnie do serca, da nadzieję. 
Czy jednak tam w górze ktoś nad nią czuwa? Dobry duch, zaginiony Anioł Stróż?


To najbardziej magiczna książka, jaką miałam okazję przeczytać. Wokół bohaterów przydarzają się same cuda. Michalina dostaje miejsce, w którym może się schronić i czuć w nim bezpiecznie, pojawiają się osoby, które się o nią martwią, które ją kochają i którym na niej zależy. 



Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas do Wigilii, potem będzie za późno…

Magiczna opowieść o zagmatwanych ludzkich losach, miłości jak z bajki i nieoczekiwanych konsekwencjach życzliwości.




Polecam Wam tę powieść. Jest bardzo przyjemna w odbiorze, czyta się ją rewelacyjnie. Można się wczuć w  przedświąteczny klimat i poczuć magię 24 grudnia opisywaną w "Biurze przesyłek niedoręczonych." Jestem pewna, że książka wam się spodoba i będziecie równie mocno zadowoleni jak ja!  


To już wszystkie moje tegoroczne propozycje na książki na Święta. Jestem ciekawa, czy czytaliście je i co o nich sądzicie. Dajcie znać w komentarzach! 


Czytaj dalej »

piątek, 16 grudnia 2016

Natalia Sońska - "Obudź się Kopciuszku"


Zima. Góry. Święta. Sylwester. Ona i on. To się nie mogło nie udać, to musiało być coś pięknego. No, teoretycznie mogło się nie udać, ale wiedziałam, że autorka mnie nie zawiedzie i się nie pomyliłam! 

Nadszedł grudzień, a więc pora na książki, które mają nas w jakimś stopniu wprowadzić w przedświąteczny klimat. Dla mnie na pierwszy ogień w tym roku poszła książka Nataszy Sochy - "Biuro przesyłek niedoręczonych", a zaraz po niej zabrałam się za "Obudź się Kopciuszku". Książka Natalii Sońskiej, na którą miałam ochotę od razu, gdy tylko dowiedziałam się, że Natalia znów szykuje dla nas coś świątecznego. W tamtym roku "Garść pierników szczypta miłości" mnie oczarowała do tego stopnia, że do tej pory jest jedną z moich ulubionych książek, której nie oddam nikomu! Do przeczytania "Obudź mnie Kopciuszku" również zachęcił mnie bardzo filmik promujący tę książkę, w którym wystąpiła sama autorka. Zresztą...sami zobaczcie i oceńcie. 


Jeśli filmik Was nie przekonał, teraz pora na mnie. Ja po prostu wiedziałam, że ta książka mi się spodoba. Byłam tego pewna. I całe szczęście się nie zawiodłam. 

W powieści poznajemy młodą, samotną lekarkę, Alicję, która całe swoje życie poświęca pracy. Spędza na oddziale 3/4 swojego życia. Również w święta chętnie bierze dyżury za koleżanki, które marzą o tym, aby Święta spędzić z rodziną. Ona nie ma tego problemu. Jej matka nie żyje, z ojcem nie utrzymuje kontaktu. Ma przyjaciół, wspaniałych przyjaciół, którzy pewnego roku zaplanowali Sylwestra w Zakopanem. Nie było wyjścia, Ala musiała się zgodzić i pojechać z nimi. Podczas nocy sylwestrowej poznaje JEGO. Przystojnego ratownika TOPR, na którego widok serce mocniej jej bije.

Uwielbiam, kocham, chcę więcej! Natalia Sońska w tej powieści po raz kolejny skradła moje serce. Górski klimat, nietuzinkowi bohaterowie, historia rodem z baśni Braci Grimm, a dodatkowo świąteczno-noworoczny nastrój. Wszystko to sprawiło, że pokochałam tę książkę równie mocno, jak debiut autorki - "Garść pierników, szczypta miłości". 


To bardzo romantyczna i słodka opowieść rodem z Kopciuszka, którą naprawdę bardzo polubiłam. Słodka, ale nie przesłodzona. Romantyczna, ale również bardzo realistyczna. Idealna sama w sobie. Nie znalazłam w niej żadnych niedociągnięć. 

"Do tej pory moje życie wyglądało jak początek baśni, nawet nie jednej. Wegetowanie jak we śnie, czy raczej koszmarze, niczym Śpiąca Królewna na próżno czekająca na pocałunek księcia, który ma przynieść lepsze jutro. Jak Kopciuszek, który poza monotonną codzienną pracą, nie miał żadnej innej przyjemności. Nawet mam macochę i przyrodnią siostrę, o czym już ci zresztą wspominałam. Moje życie to istna bajka…’’

Główną bohaterkę bardzo polubiłam. Alicja początkowo była dla mnie bardzo tajemniczą i wręcz dziwną osobą, jednak z biegiem czasu, gdy poznałam jej historię, wszystko wróciło na właściwe tory. Jest przedstawiona jako normalna kobieta, z którą bez problemu można się zaprzyjaźnić. Pomocna, życzliwa, troskliwa, ale zamknięta w sobie, skrywająca tajemnicę związaną z przeszłością o której nie lubi mówić. Kreowana ona jest właśnie na takiego Kopciuszka, który o północy ucieka z balu i gubi pantofelek (dosłownie!). Księcia również nie mogło zabraknąć. Przystojny ratownik górski zawraca w głowie naszej głównej bohaterce i to bardzo! Jednak jak to w życiu (i w bajkach też) bywa, coś musi pójść nie tak. Tym razem książę nie chodzi od domu do domu z pantofelkiem i nie szuka jej, Kopciuszek sam się znajduje. I znów ucieka. Jednak splot wydarzeń nie pozwala na to, aby tych dwoje miało o sobie zapomnieć tak po prostu. 



Piękna historia. Naprawdę jest cudowna. Bardzo, ale to bardzo mi się podobała i wy również musicie ją przeczytać! Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania są nie do opisania. Śmiałam się, wzruszałam, a czasem nawet wkurzałam na bohaterów, gdy coś szło nie po mojej myśli. Przy końcówce rozpływałam się. Wreszcie tak naprawdę poczułam klimat Świąt i nie mogę się doczekać, kiedy one nadejdą. 

Nie mogłabym również nie wspomnieć o górach, Zakopanem, gdzie toczy się akcja powieści. Wiele osób zarzuca autorce to, że przywołała najpopularniejsze miejsca w Zakopanem, a więc Krupówki, Kasprowy Wierch czy Kuźnice. Jednak moim zdaniem to właśnie te miejsca sprawiają, że każdy wie o czym mowa. Bo chyba każdy, gdy pojawił się w Zakopanem chociaż na chwilę, był w tych miejscach. Dzięki temu lepiej odnajdzie się w lekturze. Mnie wcale to nie przeszkadzało. Co z tego, że miejsca "oklepane", jak niektórzy sądzą, skoro takie piękne i klimatyczne. 



Jeszcze raz bardzo polecam tę książkę! Jest idealna, jeśli ktoś chce się wprowadzić w przedświąteczny czas. Czyta się ją rewelacyjnie, jest bardzo wciągająca. Szkoda tylko, że tak szybko się kończy. Ciepła, klimatyczna, bajeczna, a z drugiej strony bardzo realistyczna. Bo taka historia mogła zdarzyć się każdemu z nas. 
Czytaj dalej »

sobota, 10 grudnia 2016

Natasza Socha - "Biuro przesyłek niedoręczonych"


Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi.

Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas do Wigilii, potem będzie za późno…

Magiczna opowieść o zagmatwanych ludzkich losach, miłości jak z bajki i nieoczekiwanych konsekwencjach życzliwości.



Zuzanna zaczyna pracę w Miasteczku w Biurze przesyłek niedoręczonych, czyli w miejscu, do którego trafiają wszystkie listy i paczki, które z jakiegoś powodu nie zostały dostarczone do odbiorcy. Przeważnie jest to zły, niekompletny adres. Wszystkie te listy trafiają do biura i są segregowane, a potem niszczone. Niektórych właścicieli listów da się jednak odszukać i tym zajmuje się Mila i Zuzanna. Chcą sprawić, aby do wszystkich paczki i listy dotarły. Zuzanna znajduje dwie koperty. Jedną seledynową, drugą niebieską. Po dłuższych wahaniach postanawia ją otworzyć. 
Dzięki temu poznajemy historię Tekli i Gaspara, którzy poznali się przypadkiem w pewne lipcowe popołudnie trzydzieści osiem lat temu, spędzili ze sobą cały dzień i obiecali sobie, że spotkają się na tym samym placu 24 grudnia o godzinie 17. Każde z nich każdego roku przychodziło tam, jednak nigdy się nie spotkali. Dlaczego? I jak potoczy się ich historia? Tego dowiecie się czytając "Biuro przesyłek niedoręczonych." 

Uwielbiam zimowe, świąteczne historie zarówno w wersji książkowej jak i filmowej. Uwielbiam wczuwać się w klimat, jaki w nich panuje, dlatego zawsze chętnie po nie sięgam. Gdy tylko zbliżał się listopad, z ciekawością wyczekiwałam zapowiedzi książkowych o tematyce świątecznej. Tego roku mam trzy, no może cztery pozycje obowiązkowe. Jedną z nich i pierwszą przeczytaną w tym roku jest "Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy. 

Książka jest magiczna, właśnie taka, jakiej oczekiwałam. Zdecydowanie można wyczuć klimat nadchodzących świąt. Wszędzie wokół można spotkać życzliwych ludzi, którzy właśnie w tym czasie są bardziej skłonni do pomocy, nawet nieznanym ludziom. Jest idealna na jesienne i zimowe długie wieczory, które lepiej niż wszystkie inne nadają się do zatopienia w lekturze. 

Uwielbiam tę powieść! Bohaterowie, z którymi się spotykamy są naprawdę cudowni i dokładnie tacy, jakich możemy spotkać wszędzie wokół siebie. Zuzannę polubiłam za zaangażowanie i chęć niesienia pomocy innym. Wiedziałam, że nie odpuści i za wszelką cenę będzie chciała doprowadzić do spotkania dwójki zakochanych. Pan Stanisław - sąsiad Zuzanny z góry. Początkowo niezbyt go lubiłam, jednak po odkryciu tajemnicy, jaką skrywał, moje zdanie o nim zmieniło się o 180 stopni.

Polecam Wam tę powieść. Jest bardzo przyjemna w odbiorze, czyta się ją rewelacyjnie. Można się wczuć w  przedświąteczny klimat i poczuć magię 24 grudnia opisywaną w "Biurze przesyłek niedoręczonych." Jestem pewna, że książka wam się spodoba i będziecie równie mocno zadowoleni jak ja!  

Było to moje drugie spotkanie z twórczością Nataszy Sochy, ale jestem pewna, że nie ostatnie. Przy "Rosole z kury domowej" śmiałam się wniebogłosy, dlatego mam nadzieję, że dwie pozostałe, które czekają na swoją kolej również przypadną mi do gustu.


Czytaj dalej »

wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołajkowy Konkurs - "Lion. Droga do domu"

Witajcie kochani! 
Dzisiaj mamy Mikołajki, dlatego też mam dla Was konkurs Mikołajkowy, w którym możecie wygrać książkę "Lion. Droga do domu". Recenzja ukazała się na blogu w sobotę, więc jeśli jesteście zainteresowani, odsyłam Was tutaj: RECENZJA

Nagrodą jest jeden egzemplarz książki, drugi konkurs w tym samym czasie rusza na Instagramie, więc jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam TUTAJ




Zasady konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest administratorka bloga Blask Książek, a sponsorem nagrody jest  wydawnictwo Znak. 
2. Do wygrania książka - "Lion. Droga do domu" - 1 egzemplarz
3. Konkurs trwa od 6 grudnia do 10 grudnia. Zgłoszenia wysłane po terminie, nie będą brane pod uwagę!
4. By wziąć udział w konkursie nie trzeba być publicznym obserwatorem bloga.
5. Ze względu na fakt, iż nie wszyscy posiadają Facebooka, niewymagane jest polubienie fanpejdża Blasku Książek, niemniej, byłabym wdzięczna. (Najpierw to właśnie tam ukażą się wyniki konkursu)
6. Będzie mi bardzo miło, jeśli wstawicie podlinkowany baner konkursowy na swojego bloga, opublikujecie na Facebooku, czy gdziekolwiek, by wieść o konkursie dotarła do większej ilości osób. 
7. By wziąć udział w konkursie należy zamieszkiwać Polskę, bądź posiadać adres korespondencyjny w granicach naszego państwa.
8. Zgłoszenie (zadanie konkursowe) należy wysłać w komentarzu.
9. E-mail, nick, bądź w przypadku osób anonimowych imię i nazwisko, "Biorę udział w konkursie" oraz odpowiedź na zadanie konkursowe, należy wpisać w komentarzu pod tym postem. Zgłoszenia gdziekolwiek indziej, nie będą brane pod uwagę!

Zadanie konkursowe

Gdyby Święty Mikołaj mógł spełnić tylko jedno Twoje marzenie, o co byś poprosił /a i dlaczego? 
Czytaj dalej »

sobota, 3 grudnia 2016

Saroo Brierley - "Lion. Droga do domu"




























Dwadzieścia pięć lat rozłąki.

Ponad milion kilometrów kwadratowych do przeszukania.
I chłopiec, który zrobi wszystko, aby po latach odnaleźć utraconą rodzinę.

Pięcioletni Saroo zostaje sam na dworcu kolejowym. Szukając starszego brata, wsiada do przypadkowego pociągu i zmęczony… zasypia. Budzi się półtora tysiąca kilometrów od domu, w pięciomilionowej Kalkucie.

Nie pamięta, skąd pochodzi, nie wie, jak wrócić. Walczy o przetrwanie w jednym z najbardziej przerażających miast świata. Śpi na brudnych ulicach, ucieka przed gangami żebraków. Adoptowany, trafia do dalekiej Australii.

Mija dwadzieścia pięć lat. Myśl o odnalezieniu prawdziwej rodziny nie daje Saroo spokoju.
Ma jednak tylko okruchy wspomnień.
I technologię XXI wieku, która przyjdzie mu z pomocą.



Historia, która zdarzyła się naprawdę. Jeśli opis książki, Was nie zachęcił do sięgnięcia po nią, mam nadzieję, że mi uda się to zrobić. Naprawdę jest to historia godna poznania i polecenia.

Rzadko czytam książki przedstawiające prawdziwą historię bohatera. Zazwyczaj mam do czynienia z fikcją literacką, w której autor bardziej lub mniej realistycznie przedstawia wymyśloną przez siebie historię. Tym razem było inaczej. Wszystko, co zostało napisane wydarzyło się naprawdę. Chociaż czasem bardzo trudno było mi w to uwierzyć, historia, którą opisuje Saroo Brierley miała miejsce w rzeczywistości. To właśnie on przeżył coś, co potem postanowił opisać w książce. 




























Indie to jeden z najbardziej zaludnionych krajów na świecie. Bieda, głód, ubóstwo i śmierć towarzyszy mieszkańcom na każdym kroku. Saroo pochodzi z bardzo biednej rodziny. Ojciec opuścił ich i wychowaniem jego i trojga rodzeństwa zajmuje się matka, która robi wszystko, aby zarobić na ich wyżywienie. Haruje od świtu do nocy na budowie, aby jej dzieci miały co jeść. Starsi bracia również pomagają zdobywać pieniądze, a Saroo opiekuje się najmłodszą siostrą. Pewnego dnia wyrusza z najstarszym bratem do miasta. Gubi się, wsiada do pociągu, zasypia i budzi się w zupełnie obcym miejscu, daleko od domu i próbuje przetrwać. 

Historia przetrwania najbardziej mnie zaskoczyła. Opisy każdego dnia, tego, jak mały, pięcioletni chłopiec musiał walczyć o przeżycie, przyprawiały mnie o dreszcze. Dziecko, dla którego każdy dzień był wielką niewiadomą, musiało uczyć się przetrwania. Pięcioletni Saroo został sam, bez rodziny, bez pieniędzy, jedzenia i dachu nad głową. W wielkim, pięciomilionowym, niebezpiecznym miejscu, gdzie niebezpieczeństwo czyhało na niego na każdym kroku. Jednak Saroo nie poddaje się. Postanawia walczyć. Musi odnaleźć drogę do domu, ale przede wszystkim musi przeżyć. 

Przeżycia Saroo czyta się z zapartym tchem. Nie mogłam się oderwać od lektury nawet na chwilę. Opisy jego "szkoły przetrwania" sprawiły, że książkę czytało się ekspresowo. Nie mogłam jednak uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Że to wszystko spotkało pięcioletnie dziecko. Ile trzeba siły i przede wszystkim odwagi, aby przeżyć to, co przeżył Saroo. Nam trudno jest to sobie wszystko wyobrazić, jednak ta historia wydarzyła się naprawdę. Saroo nie miał łatwego dzieciństwa zanim trafił do rodziny zastępczej do Australii. 

To bardzo poruszająca książka. Tak jak wspominałam, czyta się ja rewelacyjnie i jest bardzo wciągająca. Początkowe perypetie związane z walką o przetrwanie, a potem poszukiwania domu i rodziny bardzo mnie poruszyły. Podczas czytania, zwłaszcza na początku miałam w głowie tylko jedno: "wow, nie wierzę, jak to możliwe? Jak to się mogło stać? Jakim cudem taki mały chłopiec to wszystko przeżył?". I początkowo było genialnie. Nie mogłam przestać jej czytać, nie mogłam się oderwać, byłam zachwycona. 




























Potem niestety wszystko pękło, jak bańka mydlana. Cały mój zachwyt nad książką niestety prysł. Autor wydłużał tę powieść jak tylko się dało, stosując zupełnie niepotrzebne opisy. Miałam wrażenie, że już to czytałam. Końcówka, to same żmudne, długie opisy, bez których książka naprawdę byłaby dużo lepsza. Saroo Brierley do tego stopnia przesadził z prezentacją wszystkiego wokół, czego tylko się dało, że czytając zakończenie, zasnęłam z książką w ręce. Przy samym końcu, przy prawie najważniejszej części historii, ja po prostu zasnęłam, zamiast być zaciekawioną jak to wszystko się skończy. 

Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć tyle, że Saroo Brierley nie jest pisarzem. Po prostu spisał swoje wspomnienia, aby każdy, kto tylko chce mógł poznać jego historię, która jest naprawdę niesamowita. 

Wykonanie nie jest rewelacyjne, ale to nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsza jest historia, którą przeżył autor i z którą chciał się podzielić. A ona naprawdę jest godna poznania i polecenia. Historia jest cudowna, poruszająca i wstrząsająca, dlatego mam nadzieję, że sięgnięcie po "Lion. Droga do domu" i spodoba Wam się chociaż w połowie tak jak mi. 

Poza samą historią, do przeczytania zachęca również okładka, która jest przepiękna. Nie mogę się na nią napatrzeć. Widziałam różne inne, które zostały wydane w innych krajach i nasza absolutnie jest najpiękniejsza. 


Wczoraj również do kin wszedł film - "Lion. Droga do domu", który został nakręcony na podstawie właśnie tej książki. Jestem jego bardzo ciekawa. Na pewno będę chciała go obejrzeć jak najszybciej i mam nadzieję, że spodoba mi się w podobnym stopniu jak książka. Jeśli tylko uda mi się go obejrzeć, dam Wam znać, jakie jest moje zdanie na jego temat i co wypadło lepiej. Książka, czy film? 
Czytaj dalej »

wtorek, 29 listopada 2016

Kim Holden - "Promyczek"


Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.


Oboje to czują.

Oboje mają powód, by z tym walczyć.
Oboje skrywają tajemnice.



Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…

Mogą również zniszczyć.

Jak ja kocham tę książkę. Nawet sobie tego nie wyobrażacie. Jeśli jesteście jeszcze przed lekturą, zaopatrzcie się w chusteczki, bo gwarantuję wam, że będą potrzebne. 































Bardzo długo zwlekałam z lekturą jej, naprawdę. Nigdy wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać, chociaż chęci były od samego początku. Dopiero niedawno udało mi się ją zdobyć. Od razu zabrałam się do czytania. Wiedziałam mniej więcej czego mogę się po niej spodziewać, jednak mimo wszystko podchodziłam do niej z lekkim dystansem. Nie lubię się rozczarowywać książkami, które wszyscy uwielbiają. Tym razem na szczęście tak nie było. Pokochałam tę powieść dokładnie tak, jak wszyscy inni, którzy mi ją polecali. 

Kate, Gus, Keller, Shelly, Clay i inni. Bohaterowie, których autorka wykreowała w tej powieści są nieziemscy.  Kate, główna bohaterka - tak bardzo pozytywna osoba, którą pokochałam całym sercem. Tyle ciepła i radości wniosła w tę książkę. Nic więc dziwnego, że ma tylu wiernych i oddanych przyjaciół, którzy zrobiliby dla niej wszystko. I "Promyczek" idealnie do niej pasuje. Mimo, iż w swoim życiu naprawdę wiele przeszła, nie traci pogody ducha i swoim optymizmem zaraża innych.
Gus - jej najlepszy przyjaciel, gitarzysta. Razem z przyjaciółmi założył zespół muzyczny Rook. Kocha Kate całym sercem. Jest dla niej jak brat, ale czy tylko? Wspierają się w każdej chwili, uwielbiają się, nie mogą bez siebie żyć. 
Keller - boski przystojniak, dla którego nie tylko Kate straciła głowę, ja również. Uwielbiam go za wszystko. Taki mój prywatny ideał i bohater. Jego historia mnie tak bardzo przejęła, a z drugiej strony byłam, jestem z niego tak bardzo dumna. Shelly - nowa przyjaciółka Kate, którą poznała w Grant i z którą świetnie się dogaduje. 

Wszyscy bohaterowie wykreowani są tak bardzo realistycznie, że nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś na ulicy spotkała Shelly, Kellera czy Kate. Jestem pewna, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Relacje, jakie są między nimi bardzo mi się podobały. Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, śledząc losy nastolatków. 

Wiem, że czytelniczki dzielą się na zwolenników Gusa i zwolenników Kellera. Moje serce zdecydowanie skradł Keller, który od samego początku mnie kupił swoją osobą. Potem tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu. A na koniec...serce mi pękało z żalu nad tym, co musi przeżywać. 


Przepiękna historia o miłości, przyjaźni, życiu i tym, że trzeba się nim cieszyć, póki tylko można. Kate uczy nas tego, żeby każdy dzień traktować jakby miał być ostatnim, niczego nie żałować, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym. Ona jest tego idealnym przykładem, z której naprawdę można brać przykład. 

"Promyczek" mógłby być podzielony na dwie części. "Przed" w którym poznajemy codzienne życie nastolatki, która zaczęła studia, poznaje nowych przyjaciół, wychodzi na imprezy, korzysta z życia, spotyka na swojej drodze kogoś, w kim zakochuje się, chociaż tego nie chce. I to była ta część bardzo spokojna, przy której można się odprężyć i zrelaksować. I "Po", czyli momenty, w których poznajemy tajemnice. Zarówno Kate jak i Kellera. I to właśnie wtedy serce zaczyna bić szybciej, nie chcesz wiedzieć, jak to się skończy i już wtedy wiadomo, że to jest najlepsza książka wydana w tym roku. Idealna. Wspaniała. Cudowna. Wzruszająca. 

To nie jest zwyczajna książka. To powieść, która złamie Ci serce i sprawi, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Będziesz płakać, wylewać łzy, rozpaczać razem z bohaterami. Będzie ci ich tak strasznie żal. Nie będziesz mogła się powstrzymać przed szlochem. Twoje łzy będą spływać na książkę, litery będą się zamazywać. Nie będziesz widzieć nic. A potem stanie się to, czego tak bardzo nie chcesz przeczytać. Skończysz książkę i nie będziesz mogła przestać o niej myśleć. Dokładnie tak jak ja w tym momencie. Teraz tylko czekam, aż "Gus" będzie w końcu mój i będę mogła poznać dalsze losy bohaterów. 


Czytaliście? Dajcie koniecznie znać jak Wam się podobała książka i za którym z Panów jesteście? Gus czy Keller? 


Czytaj dalej »