środa, 30 września 2015

Moje ulubione endingi


Kontynuując podjęty dwa tygodnie temu wątek, postanowiłem tym razem stworzyć zestawienie moich ulubionych endingów z anime. Pod postem o openingach, niektórzy czytelnicy pisali, że by inne utwory wybrali. Zatem nie krępujcie się i śmiało w komentarzach zamieszczajcie swoje listy!


Monster
David Sylvian - For the Love of Life

To tytuł obowiązkowy dla fanów anime detektywistycznych i psychologicznych, gdyż to jedna z pereł tych gatunków. Muzyka w tej produkcji jest rozkosznie klimatyczna. Nie potrafiłam oprzeć się urokowi tego endingu.


Durarara!!!
Yuya Matsushita - Trust me

Bardzo pozytywny utwór, której zawsze słucham z przyjemnością, uśmiechem na ustach, bujając się na boki i nucąc pod nosem.


Fate/Zero
Luna Haruna - Sora wa takaku kaze wa utau

Niezmiennie wzrusza mnie strona wizualna tego endingu, co potęguje przepiękna piosenka w tle. Uwielbiam ten utwór. Swego czasu słuchałam go non stop i na pewno jeszcze nie raz włączę go sobie przed snem.


Kuroshitsuji
Becca - I'm Alive

Kolejny kawałek, przy którym nie sposób nie tupać nóżką do taktu. Pracujący w pocie czoła Sebciu mnie wiąż bawi.


Skip Beat!
Yusaku Kiyama - Eien 

Niewiele się dzieje ze strony graficznej, jednak ta piosenka jest wspaniała. Nie zdarzyło mi się wyłączyć odcinek, dopóki nie wysłuchałam do końca.


Sakamichi no Apollo
Motohiro Hata - Altair

Ten tytuł muzycznie rozwala wszystko. Opening wzbudzał u mnie uczucie beztroski, zaś ending nastawiał mnie troszkę bardziej melancholijnie. Śliczna piosenka.


Vampire Knight
Kanon Wakeshima - Still Doll

Vampire Knight jest jedną ze starszych pozycji, które miałam okazję oglądać. Jednak ten ending zapadł mi głęboko w pamięć. Muzyka, jak i grafika, nadają mu odpowiednio mroczną wymowę, która do mnie jak najbardziej przemawia.



Toradora!
Rie Kugimiya&Eri Kitamura&Yui Horie - Orange

Ponownie piosenka, która zawiera optymistyczny ładunek między wersami i nutami. Nóżka w ruchu!

Neon Genesis Evangelion
Frank Sinatra - Fly me to the moon

Ach, jak można nie kochać tego utworu? ZACHWYCAJĄCY! Po prostu wielbię. Franku Sinatro, ty uwodzicielu!


Paradise kiss
Franz Ferdinand - Do you want to?

A na koooooooooooniec... znowu bardzo pozytywny utwór, który zawsze wywołuje u mnie uśmiech. Wizualnie również świetnie, a klip zespołu do tej piosenki mnie rozbraja.



I teraz bonus w postaci openingu, o którym zupełnie zapomniałam. Nie wiem jak, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, a ten opening wielbię od każdej strony. Nie wiem dlaczego, bo niby to nic specjalnego, a jednak mnie ujął.

Kamisama Hajimemashita
Hanae - Kamisama Hajimemashita


poniedziałek, 28 września 2015

BOOK TOUR: "Szkoła latania"

Witajcie kochani!
Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie cieszy Wasza aktywność na blogu. Ja zdaję sobie sprawę, że jest to głównie spowodowane obiecanymi nagrodami dla najaktywniejszych, ale mimo wszystko mam nadzieję, że ktoś jest tutaj dla rozrywki, nie tylko dla nagród. 

Tak jak wczoraj w recenzji wspominałam, razem z autorką "Szkoły latania" przygotowałyśmy dla Was niespodziankę. A będzie to Book Tour. 
Jeden już organizowałam, już się kończy, niedługo do mnie wróci. Tym razem mam Wam do zaproponowania coś troszkę innego. Book Tour podobnie jak z książką "Co jeśli..." będzie krążył po blogosferze, ale...na troszkę innych zasadach. 

Po pierwsze -  poszukuję dziesięciu chętnych blogów z aktywnymi blogami, które wyrażą chęć wzięcia udziału w komentarzu uzasadniając swój wybór. Po prostu musicie napisać, dlaczego to Wy chcielibyście dostać tę książkę w ramach Book Touru, a ja wybiorę dziesięć i zrobię kolejkę. Każda osoba, która będzie mieć książkę dostaje adres kolejnej, której musi wysłać. I tak dalej i tak dalej.

Po drugie - na przeczytanie książki macie tydzień, potem od razu należy odesłać ją kolejnemu blogerowi, opublikować na blogu recenzję (napisać w niej, że to Blask Książek organizuje ten book tour) i zrobić zdjęcie książki z naszymi wizytówkami oraz zdjęcie pierwszej strony z adresami blogów. Potem cała galeria będzie dostępna na naszym fanpejdżu. 

Po trzecie - to jest dość specyficzna forma book touru. To ma być niespodzianka dla autorki, pamiątka na lata itd., dlatego proszę Was, abyście na marginesach pisali o Waszych emocjach towarzyszących czytaniu, podkreślali ulubione fragmenty, zaznaczali je zakładkami indeksującymi, pisemnie wzdychali, śmiali się, płakali. Dajcie znać, że byliście, czytaliście i jak Wam się podobała. Po prostu wyraźcie emocje i podpiszcie się nickiem, aby autorka wiedziała jak zadziałała na Was ta książka! To będzie naprawdę rewelacyjna pamiątka dla niej. Oczywiście na końcu egzemplarz powędruje do Sylwii. 

Po czwarte - z osób biorących udział w tych Book Tourze zostanie wylosowana jedna osoba, która "wygra" drugą część powieści pt. "Blisko chmur", która będzie wydana na początku 2016r. 

Mam nadzieję, że zasady są jasne, jeśli nie, piszcie w komentarzach. Będzie nam bardzo miło, jeśli udostępnicie baner na Facebooku lub na Waszych blogach. Na zgłoszenia czekam do 4 października do godziny 15:00. W poniedziałek zostanie opublikowana lista osób, które wezmą udział w Book Tourze. 

sobota, 26 września 2015

Sylwia Trojanowska - "Szkoła latania"

Nadwaga to problem, który dotyka coraz więcej dzieci i młodzieży. Wszyscy starają się temu zapobiec, jednak nie wiedzą do końca jak i metody, które stosują nie sprawdzają się w codziennym życiu. Trzeba wziąć pod uwagę, że nadwaga to choroba, z której ciężko wyjść. Ci, którzy się odchudzali, wiedzą, że to jest bardzo długi i męczący proces, który nie zawsze skutkuje tak jakbyśmy tego chcieli. 

Właśnie z tematyką, nadwagi i otyłości postanowiła zmierzyć się Sylwia Trojanowska, autorka "Szkoły latania", debiutu, który miałam okazję przeczytać. Kolejnego debiutu, który okazał się bardzo przyjemną, interesującą i wciągającą lekturą, przy której miło spędziłam czas. 

"Życie osiemnastoletniej Kaśki zmienia się o 360 stopni, gdy pewnego dnia zdaje sobie sprawę, że musi schudnąć. Kiedy po wielu perturbacjach trafia w ręce ekscentrycznej specjalistki od odchudzania, zaczyna się nowy, znacznie lżejszy i szczęśliwszy rozdział w jej życiu. Kaśka diametralnie odmienia swój stosunek do szkolnych prześladowczyń, staje się asertywna, otwiera się na nowe znajomości, a przede wszystkim, po raz pierwszy w życiu poznaje smak miłości." 

Zanim zabrałam się za czytanie tej książki, słyszałam, że jest dobra. Lekka, przyjemna, że dobrze się czyta. Nie nastrajałam się jednak jakoś bardzo pozytywnie na nią. Może to i dobrze, bo przynajmniej mam niespodziankę. Bo "Szkoła latania" zachwyciła mnie! Co takiego mnie w niej zachwyciło? 

Po pierwsze bohaterowie, którzy są bardzo autentyczni. Dokładnie tacy, jakich możemy spotkać na ulicy, w pracy, w szkole. Nie są to idealne osoby, bez żadnych problemów, z rewelacyjnym statusem społecznym, wykształceniem, kontaktami z rodziną itp. Jeśli takich bohaterów szukacie, w tej książce ich nie znajdziecie. Bowiem tutaj możecie spotkać osoby, które tak jak my borykają się z różnymi problemami, często mają pod górkę, nie dogadują się z rodziną, mają problemy miłosne i inne. 
Główna bohaterka "Szkoły latania", Kaśka, to równa babka! Jest postacią niezwykle silną i upartą w dążeniu do celu. A jej głównym celem jest spadek wagi. I to dosyć spory. Bo Kaśka waży 107 kg. I w końcu postanawia zmienić swoje życie, zacząć ćwiczyć, przejść na dietę. Chce poczuć się lepiej w swoim ciele. I tak właśnie poznaje Penelopę, dietetyczkę i terapeutkę w jednym, która jest jej prawdziwym motywatorem do działania. Kaśka poznaje również Maksa, z którym od razu zdobywa świetny kontakt i w którym się zakochuje. 
Dziewczyna jest rewelacyjnie wykreowana. Miła, sympatyczna, jednak potrafi również dać w kość. Nie da się jej nie lubić. Jej kontakty z Maksem sprawiały, że na mojej twarzy cały czas gościł uśmiech. To było takie urocze. Uwielbiałam czytać ich maile i SMS-y. Wszystkie przedstawione sytuacje są tak prawdziwe, że bez problemu mogłabym być na jej miejscu, zwłaszcza, jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie. Świetnie przedstawiona jest również przemiana Kaśki, która następuje po kilku sesjach w Szkole latania. Zmienia sie w bardziej pewną siebie młodą kobietę, która nie pozwoli obrażać zarówno siebie jak i jej bliskich.  Bardzo kibicowałam bohaterce we wszystkich aspektach jej życia. Trzymałam za nią kciuki, aby udało się jej wytrwać w diecie i ćwiczeniach, błagałam, aby udało się jej z Maksem, żeby oboje byli szczęśliwi i żeby dalej miała przy sobie tak wspaniałą przyjaciółkę, jaką jest Zośka. 

Po drugie tytułowa "Szkoła latania" to miejsce bardzo optymistyczne. Sposób, w jaki autorka je opisała sprawił, że na samą myśl o tym miejscu uśmiechałam się i podobnie jak przyjaciółka Kaśki - sama chciałabym się tam znaleźć! Zarówno ludzie, jak i wystrój budynku sprawiał, że spędzanie czasu w tym miejscu to sama przyjemność. 

Po trzecie bardzo podobało mi się to, że do powieści zostały dołączone maile oraz SMS-y wysyłane przez Kaśkę i Maksa. Spowodowało to, że czytało się to zdecydowanie lepiej, a po drugie bez problemu można było w tamtym momencie stać się Kaśką i czytać je w ten sposób, jakby były skierowane właśnie do nas. Poza tym, uwielbiam wszystkie dodatki do książek. Lubię czytać powieści, które są przeplatane listami, mailami czy wiadomościami. To była dla mnie naprawdę spora niespodzianka! 

Po czwarte styl pisania autorki, który bardzo polubiłam. Tak jak wspominałam na początku, "Szkoła latania" to debiut. Bardzo udany debiut. Jeden z lepszych debiutów tego roku, tego jestem pewna. Autorka poradziła sobie z wyzwaniem rewelacyjnie. Stworzyła świetną książkę, która motywuje do zmiany swojego życia (jeśli ktoś ma taką potrzebę). Wykreowała rewelacyjnych bohaterów, stworzyła między nimi niesamowite relacje. Nie tylko te dobre jak z mamą, przyjaciółką Zochą czy Maksem, ale toksyczne - jak z ojcem czy ciotką Matyldą, która jest okropnym człowiekiem! Czyta się ją rewelacyjnie, można ją pochłonąć nawet w jeden wieczór, jeśli by się chciało. Lekkie pióro autorki, życiowe sprawy i relacje łączące bohaterów sprawiły, że "Szkoła latania" jest tak wspaniałym debiutem. Szkoda tylko, że tak szybko się kończy. I to w TAKIM momencie, że chciałoby się jeszcze, a na więcej musimy czekać. 

Kolejną zaletą jest szata graficzna książki. Zarówno jeśli chodzi o okładkę, która jest fenomenalna i podobała mi się już od samego początku. Bardzo zachęcająca do lektury i miła dla oka. Również czcionka, która została zastosowana w tej książce sprawia, że czyta się ją bardzo dobrze. No i te dołączone maile i SMS-y zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie. 

Dlaczego musisz przeczytać tę książkę? 
Bo "Szkoła latania" to powieść o spełnianiu marzeń, o rodzinie nie tylko z dobrymi relacjami, prawdziwej przyjaźni, której nie jest w stanie nic pokonać i rodzącej się pierwszej miłości, wszystkimi przeżyciami towarzyszącymi temu uczuciu. To książka, która sprawi, że będziesz chciał być lepszym człowiekiem, że na niektóre sprawy popatrzysz troszkę inaczej. Powieść, która pozwoli Wam uwierzyć, że jedyną przeszkodą na drodze do Waszego szczęścia jesteście właśnie Wy sami. 


PS. Szykuję dla Was niespodziankę związaną z tą książką. I mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

czwartek, 24 września 2015

Darynda Jones - „Drugi grób po lewej”




Byłem ateistą, 
dopóki nie uświadomiłem sobie, że jestem bogiem. 
NAKLEJKA NA ZDERZAK

          Lektura Pierwszego grobu po prawej sprawiła mi wiele przyjemności. To bardzo wciągająca i relaksująca powieść. Podobnych wrażeń oczekiwałam, kiedy sięgnęłam po jej kontynuację, która zapowiadała się bardzo obiecująco. Ku mojej radości Drugi grób po lewej okazał się być równie zabawny i pełen akcji.
         Kiedy najlepsza przyjaciółka obcesowo budzi Charley w środku nocy, każe jej natychmiast się ubierać, a w dodatku rzuca w nią ubraniami, Charley zaczyna się zastanawiać, o co Cookie chodzi. Kapcie-króliczki i skórzana miniówa? W zestawie? Serio?
          Cookie wyciąga Charley przemocą i bezskutecznie próbuje upchnąć ją do bagażnika – głównie dlatego, że kostucha się stawia. W końcu jednak wyjaśnia, że jej przyjaciółka Mimi zniknęła pięć dni wcześniej, ale właśnie wysłała do Cookie sms-a z propozycją pilnego spotkania w pewnej restauracji. Na miejscu wprawdzie nie ma Mimi, jest za to pozostawiony przez nią ślad – kobiece imię na ścianie toalety. Na parkingu przed restauracją Charley i Cookie zostają napadnięte przez rozszalałego męża zaginionej, który ostatecznie je wynajmuje, by znalazły jego żonę. Ponoć Mimi zachowywała się podejrzanie, odkąd się dowiedziała, że koleżanka z czasów liceum – ta sama, o której mowa na ścianie – została zamordowana…
          Tymczasem Reyes Alexander Farrow (znany również jako Syn Szatana. Tak jest. Dosłownie) opuścił swe cielesne ciało, bo torturują go demony, które pragną tym sposobem zwabić Charley. Reyes nie może do tego dopuścić, bo jeśli demony dorwą Charley, zdobędą portal do nieba… i zrobi się nieprzyjemnie. Czy Charley pogodzi gorące noce z bezcielesnym Reyesem oraz jeszcze gorętsze dni, poświęcane na tropienie zaginionej? Czy Cookie kiedykolwiek wyrobi sobie dobry gust? I czy na świecie jest dość kawy oraz czekolady, by dostarczyć paniom paliwa?


Oddech mi parował, a kłęby mgiełki odbijały się od ścianek prysznica. Powstrzymałam impuls, by spojrzeć w kierunku nieba i unieść powoli ramiona, podczas gdy para kłębi się dookoła, chociaż fajnie byłoby poudawać, że jestem boginią oceanu. Totalnie mogłabym dorzucić trochę śpiewu operowego dla lepszego efektu. 

          Totalnie kocham Daryndę Jones za to, że napisała tak boski cykl. Jestem na nią też totalnie wściekła, że napisała tak świetny cykl, przez co nie mogę się jej prozą rozkoszować - pochłaniam zdanie za zdaniem jak szalona i zanim się obejrzę, kończę książkę. Tak właśnie było i tym razem. Charley jest jeszcze bardziej pyskata, Reyes nadal jest piekielnie seksowny, akcja dalej mknie w zawrotnym tempie, a kawy wciąż, dzięki Bogu, nie brakuje. 

[...] Kiedy mijałam windy, otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich moją siostrę. Westchnęła i wyszła. [...]
- Dobra. Wrócę jutro rano - odwróciła się i pomaszerowała korytarzem nieco przede mną, jakby nie chciała być ze mną widziana w miejscu publicznym. A skoro tak, to dam jej dobry powód. 
Sapnęłam, złapałam się za klatkę piersiową, opadłam na ścianę i zaczęłam ciężko hiperwentylować. Udawać, że się hiperwentyluje, ale tak, żeby naprawdę nie hiperwentylować, jest dużo trudniej, niż można by sądzić.
Gemma odwróciła się i popatrzyła na mnie gniewnie. 
- Co ty wyprawiasz? - wycedziła przez zęby. 
- Wszystko do mnie wraca - odparłam, zakrywając głowę ręką w straszliwych katuszach. - Kiedy byłam w szpitalu i wycinano mi migdałki, próbowałam uciec. Płyn, który wyciekał z mojej przeciętnej kroplówki, przywiódł ich wprost do mnie. 
Gemma martwiła się, że ktoś może się nam przyglądać, więc rozejrzała się szybko dookoła, po czym skupiła na mnie. 
- Nie wycinano ci migdałków. W życiu nie byłaś w szpitalu przez noc. 
- Och. - Wyprostowałam się. To było krępujące. - Czekaj! Owszem, byłam, kiedy umarła ciocia Selena. Zostałam z nią, całą noc trzymałam ją za rękę. 
Przewróciła oczami. 
- Ciocia Selena jest misjonarką w Gwatemali. 
- Poważnie? To kim była ta starsza pani?
Westchnęła głośno i przeciągle, ponownie poszła do wyjścia i rzuciła przez ramię. 
- To pewnie była twoja prawdziwa matka, bo nie ma mowy, żebyśmy naprawdę były spokrewnione. 
Uśmiechnęłam się i potruchtałam za nią. 
- Tak tylko mówisz, żeby mi humor poprawić. 

         Wątki niezakończone w poprzednim tomie, mają swoją kontynuację w Drugim grobie po lewej. Szczególnie zaskakują kolejne odsłonięte karty z życia syna szatana, który okazuje się być sławny, jednak to wątek kryminalny zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie. Jest on bardziej skomplikowany niż w tomie pierwszym, co mnie niezmiernie ucieszyło, bo uwielbiam uczestniczyć w śledztwie wraz z bohaterami. Z wielką przyjemnością błądziłam z Charley i zachodziłam w głowę, o co tutaj właściwie chodzi. Autorka trzyma czytelnika w niepewności niemal do samego finału, by go ostatecznie bardzo zaskoczyć. 
          Akcja jest jeszcze bardziej intensywna, a już w Pierwszym grobie po prawej była ona bardzo dynamiczna. Trudno mi ocenić czy jest to zaleta, a może zupełnie odwrotnie - wada. Charley nie miała chwili wytchnienia. Z jednej trudne sytuacji, pakowała się w kolejne niebezpieczeństwo. I tak do samego końca. Odniosłam wrażenie, że to szaleństwo istniejące w życiu naszej detektyw, przybrało trochę zbyt duże rozmiary. Momenty wyciszenia również są potrzebne. Mam więc nadzieję, że w Trzecim grobie na wprost Darynda Jones da Charlotte trochę odpocząć. 


Na paluszkach podeszłam do drzwi, obiecując sobie, że jeśli przyszli mnie zabić już teraz, to się naprawdę wkurwię. Wyjrzałam przez judasza. Przy moich drzwiach stały dwie kobiety z Bibliami w rękach. Proszę. Przecież to fatalne przebranie. To zapewne wytrawne zabójczynie, nasłane, by jeszcze przed południem wpakować mi w głowę dwie kulki. 

          Romans kostuchy i syna szatana nie ewoluował. Ich relacja utrzymuje się na tym samym poziomie. Gdyby korzystali z Facebook'a zapewne ustawiliby sobie status związku na "to skomplikowane". Reyes chroni Charley, Charley chce ocalić Reyes'a i tak to wszystko się toczy, aż do punktu kulminacyjnego, po którym następuje wielki znak zapytania. Ci bohaterowie tworzą iście nieziemską i elektryzującą parę. Jestem ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy. 
          Humor i w tym tomie nie zawodzi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy czytałam o przygodach Charlotte Davidson, czego bezpośrednim powodem jest znakomita, oryginalna narracja. Nie sposób nie śmiać się, kiedy zapoznaje się z myślami Charley, a jej riposty zwalają z nóg. I w kontynuacji nadal występują przed rozdziałami zabawne sentencje, które tak mnie urzekły przy lekturze Pierwszego grobu po prawej


- Jesteś ranna? Jak głowa? - zapytał wujek Bob. Ależ on był uczuciowy. 
- Lepiej niż twoja. Brałeś pod uwagę elektrowstrząsy? 
Wypuścił powietrze powoli.
- Czyli nadal jesteś na mnie zła. 
- Tak ci się wydaje?

          Drugi tom serii Charley Davidson jest bardzo udany. Trzysta osiemdziesiąt cztery strony akcji zaprawionej dużą dawką genialnego humoru, taki właśnie jest Drugi grób po lewej. Spędziłam niezwykle miłe chwile na lekturze tej książki i ze zniecierpliwieniem będę oczekiwała aż w moje łapki dostanie się Trzeci grób na wprost. Seria Daryndy Jones to idealna opcja dla kogoś, kto chce się oderwać od codzienności, zrelaksować i poprawić sobie humor. Ta kostucha zabija... śmiechem! 



Autor: Darynda Jones
Tytuł: Drugi grób po lewej
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 19 lipca 2013
Ilość stron: 388
Ocena: 8/10

źródło opisu: http://papierowyksiezyc.pl

środa, 23 września 2015

#SweetBookTAG





A więc stało się...! Oto mój pierwszy TAG. Jest tak smakowity, że po prostu nie mogłam mu się oprzeć. MNIAM!!!


Donut - książka, w której ci czegoś brakowało

Książka, a właściwie seria, w której mi czegoś brakuje to Kroniki Czerwonej Pustyni. Niby wszystko ładnie, podobało mi się, wysoko oceniłam szczególnie Krwawy szlak ale po przeczytaniu obu tomów, czułam niedosyt. Nie potrafię powiedzieć, o co mi chodzi. Nie wiem, jak ubrać w słowa to uczucie, dlatego chyba nawet nie wspominałam o tym w swoich recenzjach, jednak coś mi tutaj nie gra. Ech, jak ja nie cierpię takich dziwnych wrażeń!



Pudding - książka z rozlazłym bohaterem

Tutaj ponownie wskażę cykl i będzie nim Harry Potter. Oczywiście postacią, o której myślę jest Neville Longbottom. Wiecznie roztrzepany, zapominalski, z głową w chmurach ale i sercem na dłoni, Neville mnie bawił i rozczulał od pierwszego tomu. To typ rozlazłego bohatera, który nie irytuje, a budzi sympatię. W końcu za to jaki jest, wszyscy go kochamy.



Lody - książka, która zmroziła ci krew w żyłach

Ech, wciąż takiej pozycji poszukuję. Sądziłam, że proza Stephana Kinga przyprawi mnie o gęsia skórkę, a jednak nawet Miasteczko Salem nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się przeczytać książkę, która nie da mi spać po nocach ze strachu.



Czekolada - książka, którą możesz czytać bez końca i nigdy ci się nie znudzi

Seria, którą kocham i przeczytam jeszcze nieraz to Kroniki Mac O'Connor Moning (kocham Jericho Barronsa <3) jednak z równie dużą przyjemnością niejednokrotnie wrócę również do Jesiennych Ogni Komarowej czy Charlie'go Chbosky'ego.


Ciastko - książka, która złamała ci serce

Łatwiej byłoby wskazać książkę, która mi go nie złamała. Nigdy nie zapomnę, jak zalewałam się łzami po przeczytaniu Gwiazd naszych wina czy Oskara i pani Róży. Wszystkie te historie mnie wzruszyły, a to zaledwie garstka, która czytałam dość niedawno. Nie mam złudzeń - nie raz jeszcze będę wypłakiwała oczy przez literaturę. I właśnie o to chodzi, bo ma ona wzbudzać w nas emocje i poruszać nasze serca.


Cukierek - ulubiona krótka książka lub powieść z dzieciństwa

Zazwyczaj nie czytuję krótkich książek, a w dzieciństwie (o zgrozo, jakaż ja głupia byłam) nienawidziłam czytać. Dlatego też nie bardzo mam w czym wybierać. Jednak Oskar i pani Róża idealnie nadają się do tego punktu, gdyż książkę tę - niemal na pewno - przerabiałam w podstawówce, jest ona krótka i zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Niezwykle mądra opowieść, z którą naprawdę warto się zapoznać.


Tort - najcudowniejsza książka, która wprawia cię w dobry nastrój i w której niczego ci nie brakuje

Litości! Nie zdołam wybrać jednej. Od zawsze mam problem ze wskazaniem ulubionych rzeczy. Do tego punktu pasuje seria o Charley Davidson Daryndy Jones (kostusze i prywatnej detektyw w jednym), Krwawy fiolet Dii Reeves (pozycja niesamowicie oryginalna i rozbrajająca), seria o Nataliach Olgi Rudnickiej czy cykl o Stephanie Plum. Słowem: książki, w których główna postać to silne, pozytywnie zakręcone kobiety z powalającym poczuciem humoru.



wtorek, 22 września 2015

Jayne Ann Krentz - "Światło i mrok"



Dzisiaj coś innego. Postanowiłam zrobić mały odpoczynek od tych wszystkich kryminałów i zagadkowych morderstw na każdym kroku. Sięgnęłam po powieść Jayne Ann Krentz z kilku powodów. Po pierwsze ponieważ kiedyś już czytałam jej książkę i podobała mi się, więc musiałam sprawdzić czy kolejne jej dzieło także przypadnie mi do gustu. Po drugie chciałam zagłębić się w jakiś romans, który jest nieco ambitniejszy. A po trzecie czytałam kilka pochlebnych opinii na temat jej twórczości i musiałam sprawdzić czy są one prawdziwe.

Jayne Ann Krentz znana jest również jako Amanda Quick. Należy do najbardziej poczytnych autorek powieści dla kobiet. Fani Krentz spierają się o to, które z uprawianych przez nią gatunków - romans historyczny, powieść o tematyce współczesnej czy "romans scence fiction" - cieszy się większym uznaniem wśród czytelniczek. Jedno tylko jest pewne: lektura każdej z jej książek to niezapomniane przeżycie.

A teraz coś o samej książce. Głowna bohaterka, Kalena, to potomkini dumnego rodu Ice Harvest. Od dzieciństwa jest przygotowywana do zemsty na człowieku, który niegdyś zniszczył jej rodzinę. Jednym z kroków do wypełnienia zadania potrzebne jej jest zawarcie małżeństwa kontraktowego z mężczyzną z kręgu ofiary. Tylko on może powstrzymać tę najzimniejszą z kobiet. Tylko za jego sprawą lód skuwający serce Kaleny może stopnieć.
Czy mu to się uda? A może Kalena nawet jego zabije, byle tylko dopełnić zemstę?

"Światło i mrok" to powieść, którą bardzo dobrze się czytało. To niesamowita historia miłości, która łączy kobietę i mężczyznę. Pokazuje, że najszczersze uczucie jest w stanie przezwyciężyć najczarniejszą ciemność i wprowadzić równowagę na świecie. Fabuła bardzo mnie wciągnęła, postacie są świetnie wykreowane przez autorkę. Polecam dołączyć tę powieść to listy "do przeczytania".


Autor: Jayne Ann Krentz
Tytuł: "Światło i mrok"
Wydawnictwo: Da Capo
Liczba stron: 319
Ocena: 8/10

niedziela, 20 września 2015

Moja książkowa jesień: 3 książki idealne na tę porę roku.








Jesień zbliża się do nas wielkimi krokami, a co za tym idzie - dłuższe wieczory, czyli więcej czasu i ochoty na czytanie naszych ukochanych książek.  Są takie książki, które są idealne właśnie na tę porę roku i ja dzisiaj pokażę Wam te, które według mnie są idealnymi książkami na jesień, przy których miło spędzicie czas i nie będziecie się nudzić. Post powstał w ramach akcji Jesień z Feerią Young, którą znajdziecie na Facebooku pod tym linkiem. Moim zadaniem było stworzenie listy trzech książek idealnych na jesień. Jednak, jako, że jestem książkoholiczką i nie dam rady wybrać jedynie trzech książek, pokażę Wam pięć typów, w które będzie wchodziło trochę więcej książek niż trzy i pięć. 


Jako pierwsze moje skojarzenie to seria "Alibi na szczęście" Anny Ficner-Ogonowskiej. Pamiętam, jak czytałam ją dawno temu i bardzo, ale to bardzo mi się podobała. To bardzo ciepła i emocjonująca lektura składająca się z trzech, a właściwie czterech części. Z czego tę czwartą radzę sobie zatrzymać na święta. Jeśli chcielibyście przeczytać recenzje książek tej Pani i zobaczyć, czy warto, zapraszam Was tutaj: 
Dodatkowo informacja - słyszałam, że autorka pracuje nad nową książką, która już niedługo powinna się ukazać. Już się nie mogę doczekać!


Kolejną serią, jaką mogę Wam zaproponować na jesień, to "Oddechy" autorstwa Rebecci Donovan. Dwie ostatnie części Blask Książek objął patronatem, pojawiały się konkursy, więc pewnie kojarzycie co to za książki. Trudne relacje z otoczeniem, przemoc, chęć odnalezienia własnego ja - taka tematyka myślę, że jest odpowiednia na tę porę roku. Poza tym, książki czyta się naprawdę fenomenalnie!  Na blogu pojawiły się również recenzje tych książek. Jeśli zechcecie poczytać, to zapraszam: "Powód by oddychać", "Oddychając z trudem", "Biorąc oddech". A jak komuś będzie mało, polecam również "Co jeśli..." tej samej autorki. 


Książek Colleen Hoover chyba nie muszę nikomu przestawiać. Na pewno każdy z Was słyszał o "Hopeless", "Losing hope" albo "Maybe someday". Jeśli jeszcze ich nie czytaliście, ta jesień będzie idealną porą na zapoznanie się z twórczością tej autorki. Bardzo wzruszające i emocjonujące książki, które łamią serce i powodują kaca książkowego. Jeśli jesteście gotowi na takie skutki uboczne, sięgnijcie po te książki, bo naprawdę warto! Jeśli moje recenzje Cię nie przekonają, poszukaj innych, jest ich naprawdę bardzo dużo, a któraś na pewno Cię przekona, że to książka idealna dla Ciebie! 


Teoretycznie to powinien być koniec tego zestawienia, ale nie byłabym sobą, gdybym trzymała się wyznaczonych zasad. Gosiek jak zwykle musi namieszać. Dlatego mam dla Was jeszcze dwie serie, ciekawa jestem co o nich powiecie! 

Pierwsza z nich, to moja ulubiona seria przez bardzo długi okres czasu. Jestem również pewna, że wrócę do niej jeszcze nie jeden raz. A mowa tutaj o Ostatniej Spowiedzi Niny Richter, która oczarowała mnie swoim pomysłem na książkę, sposobem wykreowania bohaterów, których pokochałam i lekkim piórem, dzięki czemu czytało się ją rewelacyjnie i wciągała mnie za każdym razem tak samo. A na trzecim tomie wylałam tyle łez. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, to zapraszam na recenzje: Tom I, Tom II oraz Tom III

I na koniec tego zestawienia przedstawiam Wam serię Owocową Katarzyny Michalak. Ja wiem, że niektórzy nie lubią jej książek, ale ja je uwielbiam i będę je polecała wszystkim. A seria Owocowa jakoś tak najbardziej pasuje mi do czytania na jesień. Cudowny klimat, który autorka utworzyła będzie idealny do czytania pod kocykiem w chłodne jesienne wieczory. Ja przeczytałam jedynie trzy książki z tej serii i to właśnie je chcę polecić. A są to: "Wiśniowy dworek", "W imię miłości" oraz "Dla Ciebie wszystko". 


Czytaliście którąś z moich propozycji? A jakie są Wasze typy na jesienne czytanie? Dajcie znać! 

sobota, 19 września 2015

Liliana Fabisińska - "Śnieżynki"

Mam listę kilku takich autorów, po których powieści mogę sięgać w ciemno i nie obawiam się, że mi się nie spodobają. Jedną z nich jest właśnie Liliana Fabisińska. Jej seria dla młodzieży "Bezsennik, czyli o czym  dziewczyny rozmawiają nocą" skradła moje serce jakieś 10 lat temu, natomiast w tym roku "Córeczkę" pokochałam na tyle, że wiedziałam, że sięgnę po każdą kolejną książkę, jaka zostanie wydana przez tą Panią. I takim oto sposobem mam "Śnieżynki". Powieść, przez którą nie mogłam w nocy spać, naprawdę! 

Igor i Mateusz znają się ze szkoły podstawowej. Mateusz, zwany Frędzlem był pośmiewiskiem dla całej klasy, a głównym jego prześladowcą był właśnie Igor. Jakie jest ich zdziwienie, gdy spotykają się niespodziewanie w klinice leczenia niepłodności. Ich żony również poznają się i po jakimś czasie zaprzyjaźniają. Obie mają ten sam problem. Chcą mieć dziecko, ale nie mogą. Znają swoje sekrety, zwierzają się sobie. Pewnego dnia z ich ust pada obietnica, przed którą nie można uciec, która została wypowiedziana spontanicznie, bez żadnego przemyślenia. I to właśnie ta obietnica sprawi, że już nic nie będzie takie jak dawniej. 

W powieści do czynienia mamy z dwoma małżeństwami. Monika i Mateusz to para, która od dawna stara się o dziecko, niestety z marnym skutkiem. Próbują wszelkich metod, które mogą im pomóc w poczęciu upragnionego potomstwa, jednak wszystko na nic. Zostaje im jednak jeden sposób, na który Mateusz za nic w świecie nie chce się zgodzić. Ma on bardzo pobożną rodzinę, wuj ma zostać kardynałem, brat, Marek jest księdzem. In vitro nie może wchodzić w grę. Monika bardzo pragnie tego dziecka, jak niczego bardziej na świecie i gotowa jest zrobić wszystko, aby urodzić dziecko i być szczęśliwa.

Daga i Igor to zupełne przeciwieństwo Moniki i Mateusza. To nowocześni ludzie, otwarci na wszelkie propozycje. Daga jest muzykiem, gra  orkiestrze, często wyjeżdża na koncerty. Pomiędzy trasami koncertowymi planuje zajść w ciążę. Jednak jak to w życiu, niczego nie można zaplanować. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie proste. Para nie może mieć dzieci. Igor tak naprawdę nie chce tego dziecka. Stara się o nie tylko ze względu na żonę, którą wydawać by się mogło, bardzo kocha.
Tak jak wspominałam, czułam, że ta książka bardzo mi się spodoba, jednak nie sądziłam, że aż do tego stopnia, że nie będę mogła przez nią spać w nocy, zastanawiając się, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. A tak właśnie było.
Początkowo nic nie zapowiadało tak emocjonującego zakończenia. Akcja płynęła sobie swoim rytmem, obie pary starały się o dziecko. Przeżywały kolejne niepowodzenia, ból, żal, smutek i rozpacz, to właśnie te uczucia dominowały w "Śnieżynkach". Było spokojnie, to trzeba przyznać. Do czasu. Ostatnie dziesięć rozdziałów były przełomowe. Decydujące o tym, jaką ocenę otrzyma ode mnie ta książka. Działo się w niej tyle, że nie mogłam nadążyć i uwierzyć w to, co się działo. Nie zdradzę Wam tutaj nic z fabuły, oj nie. Nie mogę odebrać Wam tej przyjemności. Sami musicie przeczytać i dowiedzieć się co się stało, że książka nabrała takiego tempa, takich emocji. Ja nie wiedziałam co myśleć. Autorka potrafiła tak namieszać w życiu bohaterów, że nikt się tego nie spodziewał.

Pani Liliana  po raz kolejny w swojej książce porusza trudną tematykę. Poprzednio HIV, które jakby się mogło wydawać nie dotyczy zwykłych prostych ludzi, a tym razem kwestia in vitro i związanych z nim dylematami, których doświadczają bohaterowie. Tym razem autorka nie skupiła się jednak na bardzo szczegółowych informacjach medycznych, a na emocjach i przeżyciach bohaterów, towarzyszących im w walce o dziecko. Chciała pokazać, jak zdeterminowane potrafią być kobiety w walce o swoje szczęście. A tym szczęściem dla nich miały być właśnie upragnione dwie kreski na teście ciążowym.

Bohaterowie są od siebie bardzo różni. Dzieli ich zupełnie wszystko. Mają zupełnie inny styl życia, poglądy, sposób zachowania, inne wartości są dla nich ważne. I to naprawdę dało radę się wyczuć. Po sposobie myślenia, podejmowania decyzji. Mimo wszystko jest jedno, co ich łączy - dziecko, o którym tak bardzo marzą, a którego nie mogą mieć. Postacie wykreowane przez autorkę są bardzo autentyczne, dokładnie takie, jakich można spotkać na ulicy, w gronie znajomych, w rodzinie, a może nawet w samych sobie odnajdziemy coś z któregoś bohatera.

Książka jest wspaniała! Wstrząsnęła mną i poruszyła do tego stopnia, że przez dłuższy czas nie potrafiłam  przestać myśleć o bohaterach i o ich walce o szczęśliwe życie w pełnej rodzinie. Pokazuje dylematy, jakie czekają wszystkich, którzy rozważają decyzję przystąpienia do in vitro. Pokazują nie tylko same plusy i zalety tej metody, ale i minusy, jednym z których jest religia.

Kolejnym plusem tej powieści jest niewątpliwie jej okładka. Jak już niejednokrotnie wspominałam, Filia ma wspaniałych grafików i wszystkie książki, jakie zostają u nich wydane są w przepięknej szacie graficznej. Już samo to zachęca czytelnika do sięgnięcia po powieść. Długo zastanawiałam się nad symboliką tej okładki, podobnie jak nad tytułem i nic nie mogłam wymyślić. Wszystkiego natomiast dowiedziałam się czytając "Śnieżynki". Historia z sukieneczką bardzo mnie poruszyła, autorka naprawdę świetnie to wymyśliła!

 Jestem przekonana, że po książkę powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy nie mogą mieć dziecka naturalnymi sposobami. Dla nich na pewno będzie to idealna lektura. Poza tym polecam ją wszystkim tym, którzy chcą w lekturze odnaleźć mnóstwo emocji i prawdziwego życia. Bo taka historia mogłaby zdarzyć się każdemu z nas, naszej rodzinie czy znajomym.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej emocjonującej książki dziękuję z całego serca autorce, pani Lilianie Fabisińskiej! 

czwartek, 17 września 2015

Darynda Jones - „Pierwszy grób po prawej”





          Pierwszy grób po prawej miałam okazję przeczytać już parę lat temu. Wyposażona w drugi tom i świadoma, iż na rynku dostępny jest już trzeci, uznałam, że odświeżę sobie treść, by móc sięgnąć po kontynuacje. Bardzo lubię tę książkę, gdyż jest idealnym poprawiaczem nastroju, dlatego też postanowiłam napisać opinię na jej temat, abyście jej nie przegapili przechadzając się po księgarni czy bibliotece.

- Chciałam mieć to mieszkanie i pomyślałam, że zasłonię go biblioteczką albo coś. Ale myśl, że jakiś nieboszczyk unosi się nad ziemią za moim egzemplarzem Słodkiej dzikiej miłości, nie dawała mi spokoju. Nie mogłam go tak po prostu tam zostawić. Nawet nie wiem, czy lubi romanse.

          Charley Davidson jest prywatnym detektywem, konsultantką policyjną i jedyną kostuchą na całej Ziemi, co czyni ją bardzo zajętą osobą. W końcu ktoś musi pomóc zmarłym rozwiązać ich niedokończone sprawy i pomóc im dostać się na drugą stronę... To wszystko sprawia, że Charley jest już wystarczająco zalatana, jednak jakby tego było mało, kostucha z Albuquerque wciąż wpada w jakieś kłopoty i absurdalne sytuacje, a nocami miewa zmysłowe sny z najgorętszym mężczyzną we wszystkich istniejących wymiarach. Starach pomyśleć, co przyniesie z sobą kolejny dzień niezwykłej detektyw.
           Wyznam Wam, że nie zdołam oprzeć się książce, która przyrównana zostanie do serii o Stephanie Plum czy Królowej Betsy. Uwielbiam te cykle za zabójczy humor i szaloną akcję. Musiałam więc przeczytać debiut Daryndy Jones, przy czym bawiłam się doskonale. Moim zdaniem pisarz, który swoją literaturą potrafi zrelaksować czytelnika i sprawić, że ten zapomni o wszystkich troskach, może czuć się zwycięzcą, a coś takiego udało się właśnie tej młodej autorce, czego jej bardzo gratuluję. 


Przez jego przeprosiny poczułam się winna, że nie byłam bardziej... sama nie wiem, że nie udzieliłam mu więcej wsparcia. Może przydałoby mi się szkolenie z wrażliwości. Zapisałam się kiedyś na zajęcia z panowania nad gniewem, ale instruktor mnie wkurwiał. 

          Dla nas, starych wyjadaczy, pomysł pani Jones nie wydaje się być niczym nowym. W końcu nie jest to pierwsza seria, w której główna bohaterka widzi zmarłych i stara się im pomóc (np. moja ukochana Pośredniczka), jednak zabawa ogólnym wyobrażeniem społeczeństwa na temat Śmierci bardzo mi się spodobał. Któż by się spodziewał, że kostuchą jest atrakcyjna dwudziestosiedmioletnia kobieta o złotych oczach w T-shircie z napisem Genjósz, a nie mroczna postać odziana w ciemność i dzierżąca w szponach ostrą kosę? Nie ja, i jak się okazuje dusze nawiedzające Charley także są tym faktem zaskoczone.
          Narracja to kolejny plus tej powieści, bowiem Pierwszy grób po prawej napisana została w sposób niezwykle lekki, ale przede wszystkim zwariowanie zabawny. Czytając kolejne strony tej książki, uśmiech niemal w ogóle nie schodził mi z twarzy, a osobiście bardzo sobie cenię humor. Koniecznie muszę również wspomnieć o scenach erotycznych, które są pełne pasji i dzikości, że aż czułam na swojej twarzy elektryczne iskry strzelające wprost ze stronic. Dzięki temu nie męczyłam się czytając je, a nawet poczułam dreszcz ekscytacji. To się ceni!
          Bardzo miłym akcentem są różnego rodzaju sentencje występujące przed każdym kolejnym rozdziałem: myśli Charley, napisy z jej koszulek czy naklejek na zderzak. Są one bardzo pozytywne i zabawne, dzięki czemu zanim jeszcze pogrążyłam się w lekturze o przygodach naszej kostuchy, już byłam rozbawiona.

- [...] po prostu chcę z tobą o tym porozmawiać.
- Nie.
- To znaczy, jak to działa?
- Dobrze. 
- Widujesz zmarłych cały czas?
- W co drugi weekend i w święta. 
- Czy oni są, wiesz, wszędzie? 
- A czy żabia rzyć jest wodoszczelna?

          Postaci są słabszym aspektem tej powieści, ponieważ bliżej poznajemy jedynie Charley. To sympatyczna kobieta o ciętym języku, która nawet strażników pałacu Buckingham zdołałaby rozśmieszyć. Zakochałam się w niej i wcale nie wstyd mi się do tego przyznać. Szczątkowo poznajemy także przeszłość najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki, czyli serdecznej Cookie, która jest po prostu równą babką. Nie straszna jej odrobina szaleństwa i niebezpieczeństwa, które nie przeszkadzają jej w macierzyństwie. Nie można zapomnieć o boskim Reyesie, którego przeszłość i tożsamość odkrywamy wraz z Charley; i nie jest to grzeczny chłopczyk (YEAH!!!). Bardzo mi zaimponowała oryginalna kreacja adoratora głównej bohaterki, oby tak dalej. Inne postaci to dla nas zagadki, gdyż zostają nam przedstawieni zaledwie pobieżnie, co - mam nadzieję - autorka zmieni w kolejnych tomach.
         Z uwagi na fakt, że Charotte jest prywatnym detektywem w książce występuje również wątek kryminalny, który znajduje się na przyzwoitym poziomie. Nie jest mocno rozbudowany a więc nie zdominował akcji, tylko równo dotrzymuje kroku innym aspektom powieści. Jest wystarczająco ciekawy, aby urozmaicić, i tak już wciągającą, lekturę.
        Pierwszy grób po prawej to rasowy paranormal romance przeznaczony dla starszych czytelników. Jest to pozycja dla moli książkowych, które kochają książki fantastyczne pełne humoru i akcji. Polecam ją szczególnie tym, którzy chcą się rozluźnić i poprawić sobie nastrój, gdyż jest to genialny antydepresant. Ja na lekturze tej książki spędziłam niecałe dwa dni, co wspominam bardzo przyjemnie. Z wielkim zapałem złapię za Drugi grób po lewej.

Autor: Darynda Jones
Tytuł: Pierwszy grób po prawej
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 29 sierpnia 2012
Ilość stron: 372
Ocena: 7/10

środa, 16 września 2015

Moje ulubione openingi


Od jakiegoś już czasu myślałam o stworzeniu tego postu ale jakoś na gdybaniu się skończyło. Jednak niedawno takie zestawienie pojawiło się u Suzy, uznałam więc, że nie ma co się czaić... pisać trzeba! Zatem kopnęłam się mentalnie w tyłek i podjęłam się wyzwania, by wybrać garść openingów, które w sposób szczególny zapadły mi w pamięć oraz w serce.





Fate/Zero 
Kalafina - To the Beginning 

Cały soundtrack tej produkcji jest arcydziełem. Każdy utwór zrobił na mnie ogromne wrażenie i nie zdarzyło mi się, abym choć raz przewinęła któryś z openingów. Nie w tym jednak nic dziwnego; genialna produkcja, zasługuje na równie wspaniałą śnieżkę dźwiękową. 


Beck
Beat Crusade - Hit in the USA 

Ach! Jak ja kocham tę piosenkę! Ona mi się nigdy, przenigdy nie znudzi. Bije od niej tak pozytywna energia, że aż mam ochotę skakać. Odkąd tylko obejrzałam pierwszy odcinek Beck jestem w tym utworze zakochana i to się już nie zmieni.



Theatre Brook - Uragiri No Yuuyake

Kolejny kawałek, który wrył mi się mocno w pamięć. Najczęściej po obejrzeniu zupełnie wypadają mi z głowy najróżniejsze fakty, w tym i muzyka, jednak ta piosenka często do mnie wraca. Nie potrafię się nie kiwać, kiedy ją słyszę. RYCZMY GŁOŚNIEJ!



Anna Tsuchiya - Rose

Kocham to anime. Kocham tę (i wszystkie inne) piosenki z tej produkcji. Kocham także głos Anny Tsuchyi - jest wyjątkowy i diabelnie seksowny. Ileż ja łez wylałam oglądając to anime, do czego znacznie przyczyniła się muzyka. Nana na zawsze. <3


Kids on the slope
Yuki - Sakamichi no Melody

Ten utwór wprawia mnie w melancholię, za każdym razem, kiedy go słucham. Kojarzy mi się on z młodością, beztroską, pozytywną energią i pięknymi wspomnieniami. Nie potrafię powściągnąć uśmiechu, słysząc tę melodię. Tekst również napawa mnie ogromnym optymizmem. I ten charakterystyczny głos Yuki... coś pięknego. 
W poniżej zamieszczonym filmiku, dźwięk jest tragiczny. Niestety nie zdołam znaleźć lepszej wersji. Zachęcam jednak do włączenia sobie pełnej wersji tej piosenki, która na YouTube jest dostępna w świetnej jakości. 


Król Szamanów/Shaman King
Wojciech Bujoczek - Król Szamanów (?)

Polska wersja językowa tego utworu została doceniona przez fanów M&A na całym świecie. Nic w tym dziwnego, gdyż jest po prostu GENIALNA. Wojciech Bujoczek zaśpiewał wspaniale. Nigdy nie zapomnę jego głosu. To właśnie dzięki temu wykonowi, ja i inni fani Króla Szamanów, nigdy nie zapomnimy tego openingu. Nawet teraz mogłabym zaśpiewać go od początku do końca, bez większych potknięć. Mistrzostwo. 


Zetsuen no Tempest 
Nothing's Carved in Stone - Spirit Inspiration 

Ten kawałek zrobił na mnie duże wrażenie, podobnie jak samo Zetsuen no Tempest. Bardzo dobry utwór, na który składa się świetna muzyka, wspaniały wokal i potężna energia. Zespół Nothing's Carved in Stone zdobył nową fankę - są niesamowici. 


Naruto & Naruto Shippuuden

Nie zapisałam wyżej tytułów tych utworów, gdyż pełnią one rolę jedynie symboliczną. Uwielbiam niemal każdy opening Naruciaka, zarówno z pierwszego, jak i drugiego sezonu. Kiedy je słyszę, wspomnienia z dzieciństwa odżywają a moje serduszko zaczyna drżeć ze wzruszenia. Tyle utworów, a każdy jest równie genialny! Niesamowite!








Ao no Exorcist
UVERworld - Core Pride

Ao no Exorcist to bardzo średnie anime, nawet można je nazwać słabym, jednak ma bardzo dobre 
openingi. Nierzadko zdarza się, że ta piosenka do mnie wraca i natrętnie rozbrzmiewa mi w głowie. Bije od niej pozytywna energia. Lubię sobie ją czasem włączyć i pokiwać głową do taktu. 


Sid - Enamel

Kuroshitsuji to kolejne anime, które wyposażono w genialne openingi. Wszystkie oddają niezwykły klimat tej produkcji i wprawiają odbiorcę w odpowiedni nastrój. Jest co wychwalać. 



Kolejność zupełnie PRZYPADKOWA. :)

wtorek, 15 września 2015

Henning Mankell - "Psy z rygi"



"Psy z Rygi" to powieść kryminalna wydana w roku 1992, autorstwa szwedzkiego pisarza, stanowiąca drugą w serii o przygodach Kurta Wallandera. Jednak nie było mi dane przeczytać pierwszej powieści z jego udziałem, czyli "Mordercy bez twarzy". Sięgnęłam po tę część, ponieważ akurat była pod ręką i swoim opisem zachęciła mnie do czytania. Książka w dużym stopniu stanowi komentarz do niestabilnego klimatu politycznego byłych republik radzieckich na początku lat 90. XX wieku.

Nikogo nie zdziwiłby ponton dryfujący po morzu. Dwoje mężczyzn znajduje właśnie taki ponton, ale nie był on zwyczajnym znaleziskiem. Znajdowały się w nim ludzkie zwłoki. Dwoje młodych mężczyzn, ubranych w drogie garnitury, zostało zamordowanych. Okazuje się, że nie są oni obywatelami Szwecji, a innego nadbałtyckiego państwa, Łotwy. Ponadto lekarz sądowy stwierdza, że ofiary były przed śmiercią torturowane.
Kto i po co to robił? Jaki miał w tym cel? I czy osiągnął to, co zamierzał?

Komisarz Wallander wkracza do akcji. Robi wszystko co w jego mocy, aby pochwycić sprawców. Jednak policja w Ystad decyduje o włączeniu do śledztwa policję z Łotwy. Do Szwecji przylatuje major z Rygi, który ma nie tylko udzielić pomocy bezsilnemu komisarzowi, ale też powoli przejąć całe śledztwo i sprowadzić je na teren swojego kraju.

Sprawy bardzo się komplikują kiedy po powrocie do Łotwy major zostaje zabity. Komisarz Wallander zostaje poproszony przez tamtejszą policję o pomoc w ujęciu sprawcy. Nie podejrzewa, że zostanie wciągnięty w tamtejsze sprawy. Wbrew zdrowemu rozsądkowi stara się pomóc ludziom, którzy chcą rozszyfrować spisek.
Czy uda mu się to przedsięwzięcie? A może zostanie wcześniej schwytany i ukarany?

Powieść "Psy z Rygi' to wciągająca historia zwykłego szwedzkiego komisarza, który zostaje wciągnięty w misterny spisek pomiędzy ludźmi władzy a ludźmi, którym zależy na dobru państwa. Czyta się ją bardzo szybko, jeśli nie jednym tchem. Widać, że pisarz rzetelnie przygotował się do napisania tej powieści. Przedstawił on obraz ówczesnej rzeczywistości. Pokazał, że Łotwa została bezsprzecznie podporządkowana Moskwie. Ukazał zwykłego człowieka i jego marzenia o wolnym kraju, jego dążenia do tego, aby być wolnym. Czasem te dążenia kosztowały życie, ale to i tak nie był dla nich powód, aby rezygnować ze swoich marzeń.

Polecam bardzo przeczytać tę książkę, aby choć trochę zagłębić się w historię i poznać ludzi, którym nie zależy tylko na własnym życiu.


         Autor: Henning Mankell
Tytuł: "Psy z Rygi"
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
Ilość stron: 350
Ocena: 9/10

niedziela, 13 września 2015

UNPOPULAR OPINION BOOK TAG.

 Nie wiem czy wiecie, ale ja uwielbiam czytać i oglądać książkowe tagi w Waszym wydaniu. Zazwyczaj są naprawdę bardzo ciekawe. Sama również kiedyś chciałam zrobić jakiś tag, ale zawsze miała problem z niektórymi pytaniami, na które po prostu nie wiedziałam jak odpowiedzieć i zawsze dawałam sobie z  nimi spokój. Dawno również nie została nominowana przez nikogo do żadnego tagu, więc nie było okazji. Niedawno jednak Paulina Olczak z bloga Złodziejka Książek nominowała mnie do tagu, jakiego w polskiej blogosferze książkowej jeszcze nie widziałam. I postanowiłam w końcu się przełamać i odpowiedzieć na niego. Nie wiem jak mi to wyjdzie, ale spróbować zawsze można, prawda? Zaczynajmy!

Popular book series you didn't like
Popularna seria książek której nie lubię? Hmm. Nie podobała mi się seria "Błękitnokrwiści", "Dom Nocy", a nawet przez (prawie) wszystkich uwielbiany "Dotyk Julii", chociaż przeczytała jedynie pierwszą część. Nie podobała mi się jednak do tego stopnia, że nie chciałam nawet zabierać się za kolejne części, no bo po co?

Popular book series you like, but everyone else hates
O, takich książek jest chyba więcej. Pamiętam, jak zachwycałam się "Zmierzchem", serią "Szeptem" czy "Klątwą tygrysa", a wszyscy wokół twierdzili, że te książki są beznadziejne, że nie da się ich czytać, że bohaterowie są przewidywalni do bólu, autorzy pisać nie umieją, wydarzenia są wyjęte z kosmosu i inne takie. Jednak ja wszystkie te trzy serie uwielbiam, a "Klątwę tygrysa" chyba najbardziej! 

Love triangle where you didn't like who the person ended up with
Czytałam mnóstwo książek z trójkątem miłosnym, ale zazwyczaj na końcu i tak zdarzało się tak, że autorzy łączyli w pary właśnie tych bohaterów, których ja sobie wymarzyłam. I nie przypominam sobie sytuacji, w której byłoby inaczej. Chociaż takie rozczarowanie chciałabym przeżyć, chociaż raz. Jednak znając moje szczęście i dobór lektur do czytania, tak nie będzie. 

Popular book genre you rarely read
Co ja czytam rzadko? Chyba fantastyki i paranormal romance. Kiedyś zdarzało mi się, a nawet miałam taki okres w życiu że tylko takie książki czytałam, a potem już i się znudziły. Rzadko czytam również powieści historyczne, bo nigdy za historią nie przepadałam, no cóż. Hmm...może inaczej. Czego nie czytam w ogóle? Na pewno kryminałów, s-f, thrillerów, horrorów,  przygodowych książek też raczej nie czytam. 

Popular character you didn't like
Popularny bohater którego nie lubię? Hmm pomyślmy...Nie znoszę Lenny z "Niebo jest wszędzie", za Eleonorą też nie przepadałam ("Eleonora&Park"), Sam z "7 razy dziś", która irytowała mnie do granic niemożliwości, po prostu jej nie znoszę! Tak, to chyba wszyscy. Nikt na chwilę obecną nie przychodzi mi do głowy. 

Popular author you don't like
I właśnie trafiliśmy na pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. Czytam naprawdę bardzo dużo książek, jednak jak przyjdzie mi odpowiedzieć na pytanie, którego autora nie lubię, nie potrafię na nie odpowiedzieć. Wybieram sobie książki w taki sposób, żebym była zadowolona ze swojego wyboru i zazwyczaj jestem. Pamiętam jednak, że nie podobał mi się styl autorki - Alyson Noel no i oczywiście autorka wyżej wspomnianej serii "Błękitnokrwiści" - Melissa de la Cruiz. 

Popular book trope that you're tired of seeing
Popularne motywy książkowe, których mam już dość to z pewnością wszystkie wampiry, wilkołaki, anioły, elfy, czarownice i inne tego typu postacie. Kiedyś czytałam takie książki notorycznie, a teraz chyba raczej nie zabrałabym się do takiej powieści. (No oprócz Pamiętników Wampirów, które chcę w końcu przeczytać). 

Popular series you don't want to read
Jest sporo serii, których nie mam zamiaru przeczytać i do których w żaden sposób mnie nie ciągnie. Mowa tutaj np. o: "Pięćdziesiąt twarzy Greya", "Gra o tron", "Władca Pierścieni", "Dary Anioła", oraz seria książek, o której na blogach było swego czasu głośno - "Jutro".

What movie adaptation is better than the book 
Szczerze powiedziawszy nie oglądam filmów. Po prostu nie mam na to kompletnie czasu, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale może Wy mi pomożecie? Adaptację jakiej książki naprawdę warto obejrzeć? Ja myślałam ostatnio o Papierowych miastach, jednak najpierw muszę przeczytać książkę, bo jeszcze tego nie zrobiłam. 

To już wszystkie pytania. Strasznie szybko mi to poszło i naprawdę spędziłam świetny czas odpowiadając na te pytania. Być może kiedyś w przyszłości zrobię jeszcze jakiś tag książkowy, jednak jest ich tyle, że nie mogę się zdecydować. Jakie chcielibyście przeczytać? Dajcie mi znać w komentarzu.

A teraz muszę jeszcze kogoś zaprosić do wykonania tagu. Chciałabym ten tag zobaczyć u: Alicjii z bloga Siostry w bibliotece, Izabeli z Isabelczyta, Moniki z Monicasbooks, Agnieszki z Książka od kuchni, Michaliny z Książkowego Świata, Dziewczyn z Books&Culture i wszystkich tych, którzy chcieliby wykonać ten tag. Będzie mi bardzo miło, jeśli wrzucicie mi w komentarzu linka do tego tagu w Waszym wykonaniu! 

PS. Zapraszam Was na blogowego snapchata, którego prowadzę ja (Gosiek):  blaskksiazek 
Zachęcam do dodawania!