wtorek, 31 marca 2015

Zapowiedź - "Biorąc oddech"


Witajcie kochani!
Niedawno na blogu mogliście przeczytać recenzję drugiej książki jednej z moich ulubionych serii - "Oddechy", organizowane były również konkursy, a tu już niedługo w księgarniach pojawi się trzecia część tej serii, na którą czekam z  niecierpliwością. Jestem bardzo ciekawa jak zakończą się losy Emmy. Jedno jest pewne...nie chcę, żeby ta seria już się skończyła! Bardzo polubiłam bohaterów i trudno mi się będzie z nimi rozstać! :) 

Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, Emma zupełnie odcięła się od tego, co było. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą samą…
Co jeszcze ją czeka? Czy nauczy się kochać siebie? Czy wybierze miłość i nadzieję zamiast rozpaczy i mroku? Czy Evanowi uda się ją ocalić? A może zrobi to ktoś inny?

Premiera tej książki będzie 8 kwietnia między innymi pod naszym patronatem oczywiście. 


poniedziałek, 30 marca 2015

Melissa Senate - "Znowu randka..."





"Znowu randka..." to jedna z tych książek, przy której lubię odpocząć. Jest lekko napisana, nie muszę przy niej zbytnio myśleć, ale jednocześnie mogę się skutecznie odprężyć.

Powieść ta to opowieść o dwudziestoośmioletniej kobiecie, Jane, która pracuje w wydawnictwie Posh Publishing, jako młodszy redaktor. Bohaterka mieszka w małej kawalerce, z materacem zamiast łóżkiem i plastikowym stolikiem. Co noc może także posłuchać dźwięków seksualnych ekscesów swojego sąsiada, Miłośnika Opery. Jane jest ambitną kobietą, stara się o awans w wydawnictwie, a poza tym wytrwale szuka chłopaka, który zgodziłby się pójść z nią na wesele kuzynki, Dany. Oczywiście, w rodzinie głównej bohaterki są osoby zainteresowane jej sytuacją sercową. Ciotka oraz babcia niepokoją się troszeczkę, kiedy Jane, mimo ich nawoływań do zamążpójścia, upiera się przy swoim panieństwie.

W pewnym momencie sytuacja Jane komplikuje się na tyle, że musi kłamać, że jest z kimś związana. Sieć historyjek wyssanych z palca nieco miesza się samej bohaterce i od tej pory Jane gorączkowo chodzi a randki w ciemno, jednak na żadnej z nich nie spotyka odpowiedniego pretendenta do jej ręki.

Mogłoby się wydawać, że dla Jane nie ma już ratunku. Stoczy się na same dno i dam pozostanie. Nic bardziej mylnego! Jak to się mówi: "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Bohaterka z każdym dniem odkrywa siebie na nowo. Mimo, że brnie w swoje kłamstwa i upada to jest na tyle silna, że wstaje i idzie dalej, bo w końcu jest kobietą. Na bacząc na porażki miłosne, uczy się kochać. I to jej wyjdzie na dobre!

Lubię czytać o perypetiach kobiet, takich jak ja. Zwyczajnych, borykających się z problemami, czy to miłosnymi, czy finansowymi. Czasem mogę "ukraść" sposób bohaterek na radzenie sobie. Jednak nie o to chodzi w czytaniu tego rodzaju książek. Nie traktuję ich jako poradników, tylko jak już wspomniałam, to jest ciekawa odskocznia od codziennych spraw, literatury kryminalnej czy choćby nawet od ludzi, którzy mnie irytują.



Autor: 
Tytuł: "Znowu randka..."
Wydawnictwo: Axel Springer Polska
Ilość stron: 256
Ocena: 7/10


sobota, 28 marca 2015

Rachel Hauck - "Suknia ślubna"


Jedna suknia ślubna i cztery panny młode. Stary kufer, który skrywa mnóstwo tajemnic. Charlotte, Emily, Mary Grace i Hillary. Cztery osoby, cztery historie.

Charlotte jest właścicielką eleganckiego salonu mody ślubnej w Birmingham. Wyszukiwanie niezwykłych sukien dla panien młodych to jej pasja. I dar. Ale gdy sama zostaje narzeczoną, nie potrafi znaleźć dla siebie sukni. Nie potrafi czy nie chce? A może rzecz w tym, że zamierza poślubić niewłaściwego mężczyznę?
Szukając odpowiedzi na te pytania, Charlotte nieoczekiwanie dla nie samej kupuje na aukcji charytatywnej stuletni zniszczony kufer. Wewnątrz znajduje suknię ślubną. Skąd się tam wzięła? Dla kogo została uszyta?
Charlotte próbuje zbadać historię sukni. Odnajduje kobiety z nią związane. A to nie pozostaje bez wpływu na jej życie. Emily w 1912 roku. Mary Grace w 1939. Hillary w 1968. I Charlotte w 2012. Cztery kobiety i jedna suknia. Historia każdej z nich mówi o miłości, wierze, odwadze. O zaufaniu i przeznaczeniu.

Chyba większość z nas marzy o cudownym ślubie, który będzie najpiękniejszym dniem w Waszym życiu i którego nie zapomnicie do końca życia. Dla Panny Młodej bardzo ważny jest wybór sukni ślubnej, tej wyśnionej, wymarzonej, w której będzie się czuła jak księżniczka. 
Bohaterka "Sukni ślubnej", Charlotte prowadzi salon sukni ślubnych, jednak dla siebie nie potrafi wybrać odpowiedniej sukni. Nie potrafi? A może nie chce. Wkrótce potem ślub zostaje odwołany. Charlotte na aukcji kupuje stary kufer. Po jakimś czasie postanawia go otworzyć. Znajduje w nim starą suknię ślubną, która podobno ma 100 lat. Wygląda idealnie, jest w rewelacyjnym stanie, nic nie wskazuje na to, że jest tak stara. Charlotte postanawia rozwiązać tajemnicę sukni ślubnej...
W tym samym czasie poznajemy historię Emily, żyjącą w 1912 r.  Kobieta ma wyjść za mąż za wysoko sytuowanego kawalera, Philipa. Rodziny młodych są na podobnym poziomie społecznym, dlatego ich małżeństwo tylko może sprawić, że szacunek do obu rodzin wzrośnie, nawiążą nowe kontakty i będą wyżej w drabinie społecznej. Co z tego, jeśli na horyzoncie pojawia się Daniel, wielka miłość Emily z dawnych czasów, która wywróci jej świat do góry nogami. 

„To chyba instynkt, szósty zmysł. Po prostu wiem – odpowiedziała Charlotte, zatrzymując się w drzwiach. - Myślę, że Bóg mówi do mnie, kiedy pracuję i pomagam pannom młodym.”

Z autorką miałam styczność po raz pierwszy właśnie przy okazji tej powieści. Nigdy wcześniej nawet o niej nie słyszałam. Natomiast muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się książka napisana przez tą Panią. Rachel Hauck przedstawia wspaniałą historię. Poznajemy w niej głównie dwie Panny Młode, których dzieli 100 lat. Bardzo dobrze widoczne są różnice w postrzeganiu świata, poglądy na dane tematy oraz te, dotyczące małżeństwa. W XX wieku to głównie rodzice mieli decydujący głos w sprawie wyboru kandydata na męża dla córki. Musiał on być z podobnej, albo wyższej strefy społecznej. Ojcowie liczyli na zyski finansowe, powiększenie majątku, natomiast dla matek najważniejsza była opinia o nich w społeczeństwie. Pokazany został również problem rasizmu, który w tamtych czasach był na porządku dziennym. "Czarni" uznawani byli za gorszych, którzy nie mogli nawet służyć "białym". Autorka zwraca uwagę na to, jakie wartości były cenione w latach, w których żyła Emily. Pokazuje również współczesne miejsca bliskie sercom bohaterów. 

„Czasem los sam prowadzi człowieka we właściwe miejsce we właściwym czasie. Czasem robi to dobry przyjaciel. Ale jeszcze częściej, zamyślił się Daniel, jest to działanie Opatrzności Bożej i Jego nieskończonej łaski.”

Bardzo spodobał mi się pomysł, na jaki wpadła autorka. Jedna suknia ślubna, która pasuje na cztery Panny Młode na przestrzeni stu lat to nie byle co. Pani Rachel wpadła na rewelacyjny pomysł. A i wykonaniu nie można niczego zarzucić. Książkę czyta się z przyjemnością, lekko i jest ona wciągająca. Mimo, iż akcja wcale nie rozkręca się szybko i na otwarcie kufra przez Charlotte musimy długo poczekać, warto. Mimo, iż akcja wcale nie pędzi jak wiatr, nie nuży - wcale nie mamy uczucia znużenia tą  powieścią, wręcz przeciwnie. Chce się ją czytać dalej, aby dowiedzieć się, jak skończą się losy bohatera, kogo poślubi Emily i co będzie z Charlotte i Timem. 

Powieść jest napisana przepięknie. To cudowna, poruszająca historia. Nie sądziłam, że taka niepozorna okładka może skrywać w sobie tyle wewnętrznego piękna. "Suknia ślubna" to romantyczna historia o poszukiwaniu miłości i szczęścia. Autorka na szczęście uniknęła standardowych rozwiązań i naiwnych bohaterów. Wzrusza, ale i wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Takie książki lubię i polecam sięgnięcie po nią z czystego serca. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak jak mi i nie będziecie żałować podjętej decyzji. 

Autor: Rachel Hauck
Tytuł: "Suknia ślubna"
Wydawnictwo:  Święty Wojciech
Data wydania: 2013 r. 
Ilość stron: 384
Moja ocena: 8/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Święty Wojciech:


piątek, 27 marca 2015

Stephen Chbosky - "Charlie"



          Czasy się zmieniają, ale nastolatkowie - wbrew pozorom - nie. W każdym stuleciu cechują nas gorąca krew, pociągi do tego, co zakazane, idealizm i wrząca pasja, ale i spotykają nas przeszkody, które wydają się zwiastować koniec świata. Kiedy mamy naście lat przeżywamy piękny i trudny okres, który Stephen Chbosky opisał w sposób oryginalny, wciągający, a nawet powalający.

"...jest też trochę tak jak w tej historii o dwóch braciach i ich ojcu alkoholiku, którą opowiedział mi doktor. Jeden z braci wyrósł na doskonałego stolarza i nigdy nie pił. Drugi został pijakiem i stoczył się tak jak ojciec. Gdy spytano pierwszego, dlaczego nigdy nie pił, powiedział, że gdy zrozumiał, jak alkohol zniszczył ojca, nie chciał nawet próbować. Gdy to samo pytanie zadano temu drugiemu, odparł, że pić nauczył się, siedząc na kolanach tatusia. Z tego wniosek, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy z wielu powodów." 

          Charlie to młody chłopiec, który z pozoru wydaje się być całkiem zwyczajny. Jego mama jest gospodynią domową, tata utrzymuje rodzinę, starszy brat to gwiazda sportu, a starsza siostra wciąż szuka siebie, czego efektem są częste bunty z jej strony.. Charlie jednak odstaje od reszty rodziny. Jest nieprzeciętnie inteligentny, bardzo wrażliwy, zdystansowany i ma problemy. Za fasadą wycofanego dziwaka kryje się jednak niezwykła osoba; uprzejma, serdeczna i na swój sposób urocza, co dostrzegają jego najbliżsi przyjaciele Sam i Patrick. Śledząc ich losy poznamy niezwykłą, mądrą i bardzo pouczającą historię, która mnie poruszyła do głębi.
          Ten tytuł "chodzi" za mną od dawna, Gdzieś przeczytałam na jego temat pozytywną opinię i od tego czasu wytrwale polowałam na egzemplarz z książkową okładką, nie tą filmową. Kiedy więc udało mi się ją wypatrzeć, bez wahania ją zamówiłam i drżąc z ekscytacji czekałam na paczkę.
          Napiszę krótko: nie zawiodłam się, wręcz przeciwnie. Obawiałam się, że może trochę wiać nudą, że autor zaserwuje mi głupie, pozbawione sensu i logiki "problemy" młodzieży. Co prawda w książce mamy rok 92., ale nie sądzę, aby wówczas rozterki niektórych nastolatków były bardziej racjonalne. Nie bardzo zainteresowało by mnie, że Czarek nie jest już z Moniką, bo ona słucha innej muzyki, a szkoda, bo już tydzień ten związek trwał... Wierzcie mi - tym żyją nasi gimnazjaliści. W "Charlie'm" takie głupoty nie mały miejsca.
          Akcja rozpoczyna się niepozornie, ale z przytupem. Główny bohater stresuje się przed pierwszym dniem w szkole średniej. Jednocześnie jednak dowiadujemy się, iż całkiem niedawno samobójstwo popełnił jego serdeczny przyjaciel, co było dla niego ogromnym ciosem. Jeszcze więc nie kupiona do końca, jednak już zaciekawiona kontynuowałam czytanie, co okazało się być wyśmienitą decyzją.

"Nigdy więcej ołówków, nigdy więcej książek
ani nauczyciela obrzydliwych spojrzeń.
kiedy widzisz belfra z dala,
rzucaj książki i spierdalaj." 

          Jak już wspominałam Charlie jest nieprzeciętny. Zaskoczyła mnie jego przejmująca wrażliwość, nieśmiałość i dystans względem otoczenia. Do tego wszystkiego okazało się, że ma on poważne problemy emocjonalne i psychiczne. Nieustannie ujmowała mnie jego naiwność, pewna niewinność i dziecinność, co było szczególnie ciekawe, gdyż Charlie wcale nie był aniołkiem. Im dalej w las, tym silniej mnie do siebie przekonywał.
         Teraz dla nas takie rzeczy, jak homoseksualizm, narkotyki, masturbacja, molestowanie i gwałt nie są niczym nowym. Wciąż niektóre z nich szokują, oburzają i napawają niechęcią, jednak wszyscy jesteśmy z tym zaznajomieni.  Dwadzieścia lat temu tak jednak nie było. Stephen Chbosky wykazał się więc dużą odwagą i oryginalnością poruszając te tematy wprost, ale nie traktując ich prostacko czy wulgarnie. Za to pokłon do samej ziemi się należy. Przyznam, że pomimo otwartości jaka teraz istnieje, sama bywałam wstrząśnięta. Niektóre sytuacje nie mieściły mi się w głowie. Jak się okazało nie tylko respekt dla drugiej osoby jest ważny. Kluczowy jest szacunek - do siebie i własnej cielesności.
          Narracja jest mistrzowska. Samą formę tej książki uważam za interesującą. To niezwykłe, aby pisać o swoim życiu i najskrytszych myślach do osoby, której się osobiście nie zna, ale to właśnie narracja przykuła moją uwagę najbardziej. Autor świetnie pisze z perspektywy młodego człowieka; nie jest to zwykła relacja czy opis. Czytając z łatwością wyłapujemy cechy charakteru głównego bohatera.
          Bardzo ważną kwestią jest również kreacja bohaterów. Są to postaci głębokie, skrupulatnie dopracowane. Miałam wrażenie, że takie osoby mogą żyć w moim sąsiedztwie. Nawet więcej (!) - marzyłam, aby tak było. Bohaterowie były różnorodni, niczym wielokolorowa tęcza; posiadali swoje własne, indywidualne cechy, które sprawiały, że ich kochaliśmy lub nienawidziliśmy.
          Słowem posumowania polecam tę pozycję absolutnie każdemu. Jest ona uniwersalna, zatem "Charliego" mogą śmiało chwycić przedstawiciele obu płci. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak mądra jest to książka. Zachwyt potęguje wrażenie bliskości; względem bohaterów, ale i całej akcji. Nie były to sytuacje z kosmosu, kompletnie nam obce, Jeszcze raz polecam, polecam i polecam. Nie zawiedziecie się.



       Autor: Stephen Chbosky
Tytuł: Charlie 
Wydawnictwo: Remi
Data wydania: 25 stycznia 2012
Ilość stron: 224
Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza jestem niewysłowienie wdzięczna księgarni:
 bonito.pl

środa, 25 marca 2015

A. J. Betts - "Zac & Mia"


Od początku, gdy tylko zobaczyłam książkę w zapowiedziach byłam pewna, że chcę ją przeczytać. Bardzo przyciągała mnie do siebie. Jednak, gdy znalazła się już na mojej półce jakoś nie mogłam się przemóc. Wcale nie miałam ochoty po nią sięgać. Do czasu. A gdy już wzięłam ją do ręki, otworzyłam i zaczęłam czytać, strony przesuwały się w oka mgnieniu. Nie jadłam, nie piłam. Siedziałam na łóżku i czytałam. Nie mogłam się oderwać. Czegoś takiego się nie spodziewałam! 

Choroba. Szpital. Białaczka. Wyrok? 

Zac jest siedemnastolatkiem, który choruje na białaczkę. W szpitalu spędził bardzo dużo czasu. Można nawet stwierdzić, że szpital to jego dom, a sala numer 1 miejscem, z którego nie wychodzi. Chłopak jest po przeszczepie szpiku i czeka na przyjęcie się go i powrót do zdrowia. Cały czas w szpitalu mieszka z nim jego mama, która nawet na chwilę nie chce zostawić chłopaka samego. Poza tym...na oddziale nie ma żadnych jego rówieśników, z którymi mógłby zamienić słowo. Do czasu...no właśnie bo pewnego dnia do pokoju obok "wprowadza się" ona. Dziewczyna, nastolatka. Ona też choruje na raka. Jednak Mia jest "szczęściarą". Dlaczego? Otóż to coś, co doprowadziło do choroby dziewczyny można wyciąć "i po kłopocie". Dziewczyna jednak zdaje się tego nie doceniać. Najlepiej dla niej byłoby uciec jak najdalej od kłopotów, od matki, od wszystkiego...
Chłopak stara się nawiązać kontakt z koleżanką zza ściany, jednak jego pobyt w szpitalu dobiega końca i wraca do domu. Kontakt z Mią urywa się mu na kilka miesięcy. Do czasu...do czasu, aż zjawia się u niego w domu. Tak po prostu. 

"Rak to magnez dla przyjaciół na Facebooku. Według statystyki mojego profilu, nigdy jeszcze nie byłem tak popularny. Dawniej ludzie się za siebie modlili, dzisiaj lajkują i komentują, jakby mieli bić światowe rekordy." 

Książka porównywana jest do jakże sławnej "Gwiazd naszych wina". Białaczka, choroba, szpitale, nastolatkowie. Według mnie tylko tyle łączy te książki, a tak naprawdę są zupełnie inne. Która lepsza? To zostawiam Waszej ocenie. 
Autorka przedstawia nam świat dwóch, nastoletnich bohaterów, którym świat przewrócił się do góry nogami. Zac początkowo był zmęczony i na jego ciele pojawiały się siniaki, Mię bolała kostka. I nagle oboje spotyka taki los, zwany rakiem. Jedno z nich ma bowiem szczęście, bo można wyleczyć tę chorobę operacyjnie i rokowania są dużo lepsze niż przy białaczce. Tutaj trzeba się zastanawiać czy szpik się przyjmie, czy nie, czy będzie remisja czy może nawrót choroby? Jednak nastawienie do życia i walka z chorobą jest zupełnie inna i można by powiedzieć odwrócona. Mia, która powinna być większą optymistką i patrzeć na świat w bardziej kolorowych barwach jest rozgoryczona, rozżalona, nie może pogodzić się z chorobą. Zac natomiast, który jest w gorszej sytuacji patrzy na to wszystko zupełnie inaczej. Walczy z chorobą, nie poddaje się, jest wesoły, żartuje nawet ze swojego szpiku, który jest z Niemiec. 

"Teraz potrzebny jest mi plan D. 
D jak desperacja.
D jak Do albo Die"

Bohaterowie są naprawdę wykreowani fenomenalnie. Nie znajdziemy tutaj byle jakich, niedojrzałych bohaterów, którzy denerwują nas na każdym kroku. Mia może i jest rozżalona, ale kto na jej miejscu by nie był? Trzeba brać pod uwagę okoliczności, w jakich bohaterowie się znajdują. Zac natomiast jest bardzo, ale to bardzo dojrzały. Męski, twardy. Walczy z chorobą chociaż wie, jakie ma szanse na przeżycie 5 kolejnych lat. Jest odpowiedzialny. 
Mama Zaca również jest bardzo realistycznie przedstawiona. Całe dnie spędza w szpitalu, przy synu. Robi wszystko, aby zapewnić mu jak najlepszą opiekę i "rozrywkę". Stara się, aby niczego mu nie brakowało. Jest silna, jednak przeżywa to wszystko w sobie.

Jednak większą rolę w powieści odgrywa znajomość Zaca i Mii. Nastolatkowie, którzy w zwykłym życiu prawdopodobnie nigdy by się nie spotkali, a jeśli już, to na pewno nie zaprzyjaźniliby się! Choroba jednak zbliża ludzi, podobnie jak problemy. Mia nie wie co ze sobą zrobić i pojawia się u Zaca w domu. I tam rozpoczyna się ich bliższa znajomość. Zaczynają rozmawiać, poznawać się, spędzać ze sobą więcej czasu, aż w końcu potrafią zaufać sobie. 

Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich - "Zac" napisana jest z perspektywy Zaca. Wszystko o jego chorobie, pobycie w szpitalu, ogólnie historia związana z Zackiem. Druga natomiast jest wspólna "&". Znajdziemy w niej losy obojga bohaterów, którzy  poznają się w szpitalu i tam ich drogi się ze sobą stykają. Trzecia to perypetie Mii i historia opisana właśnie z jej perspektywy.

Bardzo lubię książki, w której narracja podzielona jest na bohaterów. Wtedy możemy dogłębniej odkryć wszystkie myśli i uczucia bohaterów. Bardzo podoba mi się ten zabieg i myślę, że w tej powieści był on konieczny. Nie wyobrażam sobie, jaka byłaby ta książka gdyby nie fragmenty z myślami Mii. To nie byłoby to samo. Teraz możemy wejść wgłąb jej samej aby poczuć to, co ona czuje, być bliżej niej i razem z nią przeżywać wszystko. 

Powieść jest wspaniała. Naprawdę napisana jest rewelacyjnym językiem, czyta się ja wyśmienicie. I jest po prostu taka prawdziwa, tak bardzo wzruszająca i realistyczna. Miałam Wam tego nie pisać, sami mieliście się przekonać, czy "Zac & Mia" jest lepsza, na równym poziomie, czy może gorsza od "Gwiazd naszych wina", jednak pisząc tą recenzję stwierdziłam, że Wam powiem. Otóż dla mnie, "Zac & Mia" jest....lepsza, zdecydowanie lepsza niż GNW. Teraz fani twórczości Greena pewnie na mnie naślą jakąś Greenowską mafię, jednak mi naprawdę bardziej podobała się ta książka. Więcej emocji, tego bólu, tej realności, powagi, wzruszających momentów. Wszystko to sprawiło, że "Gwiazd naszych wina", według mnie spadło na dalszy tor. Poza tym, byłam bardzo, ale to bardzo ciekawa zakończenia. A tak naprawdę? Bałam się go. Naprawdę, nie chciałam przeczytać końca. Muszę jednak przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło. I to dość pozytywnie. Bardzo chciałam, aby tak się skończyło i na szczęście autorka (już wcześniej) wysłuchała moich próśb i błagań. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej wspaniałej książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young. 



poniedziałek, 23 marca 2015

P. Houston, M.Floyd, S.Carnicero, D.Tennant - "Anatomia kłamstwa"








"Kłamstwa są jak dzieci, są złe, ale bez nich nie możemy żyć" 
- Dr House



Z kłamstwem spotykamy się na co dzień. W szkole, w pracy, w telewizji, oglądając przemówienia polityków. Od niego nie można uciec. Ale można wykryć kłamstwo.

Większość pomyśli jak tego dokonać, skoro nie mamy specjalistycznego sprzętu, np wariografu?
Otóż z pomocą przychodzą nam trójka byłych agentów CIA, najwybitniejsi na świecie specjaliści od demaskowania kłamstw i oszustw.
W swojej książce "Anatomia kłamstwa" prezentują techniki wykrywania kłamców, unikalne metody amerykańskiego wywiadu używane podczas przesłuchań najgroźniejszych terrorystów świata, a także najsłynniejsze kłamstwa wszech czasów.

Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że mogę rozpoznać kłamcę, tylko patrząc na niego. Jego gesty, w sposób jak odpowiedział na moje pytanie, mimika twarzy. To wszystko sprawia, że jestem w stanie rozpoznać kiedy ktoś nie jest szczery. Mimo, że nie jest to metoda, która da mi stuprocentową pewność, co do intencji rozmówcy, to jest ona najbardziej wiarygodna.

"Anatomia kłamstwa" to ciekawa pozycja z zakresu psychologii człowieka. Jest to książka bardzo wartościowa, w każdej chwili można do niej wrócić i "dokształcić się" z zakresu kłamstwa, półkłamstwa, prawdy i półprawdy.

Nie myślcie, że to jest książka naukowa, pełna żargonu uczonych. Wręcz przeciwnie! "Anatomia kłamstwa" to pozycja napisana lekkim językiem, zrozumiałym dla wszystkich.

Techniki tłumaczone są na prawdziwych przykładach, które zdarzyły się autorom książki. Cytowane są przesłuchania morderców, pedofilów, znanych polityków. Byłam zaskoczona tym, jak niektórzy potrafią kłamać w żywe oczy. I Wy także będziecie!

Kłamstwo leży w naturze ludzkiej. Kłamiemy często i nie widzimy w tym nic złego. ''Anatomia kłamstwa" jest bardzo przydatna w codziennym życiu. Sama zauważyłam, że po przeczytaniu tej książki potrafię rozpoznać kiedy ktoś kłamie. Na razie są to sporadyczne przypadki, ale praktyka czyni mistrza.

Podobno kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą. "Anatomia kłamstwa" to broń, która może się bardzo przydać. Taką wiedzę trzeba mieć. Tak na wszelki wypadek.



Autor: 
Tytuł: "Anatomia kłamstwa"
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 300
Ocena: 9/10



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non:

 

niedziela, 22 marca 2015

Wyniki konkursów: "Wyjątkowy dzień" & "Wymyślony raj"



Witajcie kochani!

Niedawno na Blasku organizowane były dwa konkursy i to właśnie dzisiaj dowiecie się, kim są szczęśliwcy wybrani przez nas. W konkursach w sumie zwycięzców jest czterech. Jesteście ciekawi do kogo powędrują te książki?

Jako pierwszy konkurs, gdzie nagrodą była książka "Wyjątkowy dzień", której recenzję tak ciepło przyjęliście. I tutaj nie miałam zupełnie wątpliwości na kogo postawić. Książka "Wyjątkowy dzień" trafia do....

Szczęśliwej Mamy

Mamy nadzieję, że udało się nam jeszcze bardziej Panią uszczęśliwić. Piękna historia! 


Natomiast "Wymyślony raj" trafia do trzech osób. Kim oni są? 

Angela H. , Karolina  oraz....Magnolia044

Gratulujemy zwycięzcom i prosimy o dane do wysyłki! Zachęcamy również do brania udziału w kolejnych konkursach! 

sobota, 21 marca 2015

Iwona Bińczycka-Kołacz - "Znak ostrzegawczy"




Często na naszej drodze pojawiają się znaki ostrzegawcze. Czy to wtedy, gdy jedziemy samochodem, spacerujemy pieszo, czy po prostu żyjemy własnym życiem, a one jak gdyby nigdy nic się pojawiają. Jeśli tylko zorientujemy się, że to taki znak, że powinniśmy go posłuchać i zrobimy to, możemy liczyć na szczęśliwe rozwiązanie naszych problemów, albo nawet do niedopuszczenia do nich. Gorzej jednak, jeśli nie zdamy sobie sprawy z tego, że dane sytuacje, czy osoby próbują ostrzec nas przed czymś, a my to po prostu zignorujemy. 


Kamila wiedzie pozornie szczęśliwe życie – mężczyzna, dziecko, dom poza miastem. W rzeczywistości czuje się odrzucona przez męża, przegrywając swój życiowy bieg z bezkonkurencyjnymi rywalkami – telewizją i pracą. W sercu skrywa pragnienie gorącego uczucia. W zaskakujący sposób próbuje ratować małżeńską relację.




Agacie sen z powiek spędzają marzenia o byciu mamą. Po kilku latach starań zachodzi w ciążę, jej radość jednak trwa krótko… Nie poddaje się, podążając drogą pełną rozczarowań i nadziei ku wyczekiwanemu macierzyństwu...


Kamila jest żoną i matką. Wydawać by się mogło, że wiedzie szczęśliwe życie u boku swojego męża, jednak tak nie jest. Jej głównym powodem do szczęścia jest syn. Mąż nie zwraca na nią uwagi, nie poświęca jej wolnego czasu, w ogóle nie okazuje jej czułości. Całymi dniami przesiaduje w pracy, a jeśli jest w domu, spędza większość czasu zmieniając kanały w telewizji, szperając w Internecie, czy przeglądając "papiery do pracy". Kamila nie jest szczęśliwa w tym małżeństwie. Postanawia wyjechać z synkiem w góry. Tam przypadkowo spotyka...Gerarda. Zabójczo przystojnego mężczyznę, który kiedyś był jej największą miłością. Rozstali się w niezbyt przyjemnych okolicznościach i ich kontakt się urwał. Teraz, po ośmiu latach spotykają się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Gerard rozpala w Kamili "ogień miłości". Początkowo jest ona nieufna i nie chce ranić swojego męża, jednak potem...sytuacja się zmienia, Kamila się zmienia i postanawia dać szansę prawdziwej miłości. 

"Ludzie tak się od siebie różnią, mimo tego, że tak bardzo się 
kochają."

Natomiast Aga jest w szczęśliwym związku. Od kilku lat, razem z "Włochatym" starają się o dziecko, niestety nieskutecznie. Gdy pewnego dnia okazuje się, że Agata jest w ciąży, jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Niestety ta radość nie trwa długo...okazuje się, że Agata traci dziecko. Jest zrozpaczona, nie widzi sensu dalszego życia. Na szczęście ma kogoś, z kim może przejść przez te trudne chwile. Jej mąż jest cudownym, kochającym człowiekiem. Agata nie poddaje się i postanawia walczyć o macierzyństwo. Choć ta droga będzie długa i niepozbawiona wielu tragicznych sytuacji, Agata wierzy, że w końcu się jej uda i będzie mogła cieszyć się wymarzonym macierzyństwem.

Kamila i Agata to koleżanki, bo przyjaciółkami nazwać ich nie można. Wydawałoby się, że więcej je dzieli niż łączy, jednak jak się potem okazało, Agata i mąż Kamili skrywają pewien sekret. 

Książka jest typową obyczajówką, dla kobiet. Ciekawa, dobrze napisana. Wciąga już od samego początku. Powieść przeplatana jest historiami Kamili i Agaty. Czasem, zwłaszcza na początku miałam problemy z przyzwyczajeniem się do takiego układu, jednak później nic mi nie przeszkadzało. Byłam tak pochłonięta lekturą, że wszystko dałam radę pogodzić. 
Książka przedstawia historię dwóch kobiet, którym czegoś w życiu brakuje. Kamili brakuje ciepła i czułości ze strony męża, który nigdy nie umiał / nie chciał okazywać jej uczuć, Agacie natomiast w cudownym związku brakuje tylko dziecka. Dziecka, o które walczy od kilku dobrych lat. 

Postacie zostały bardzo dobrze wykreowane. Obie kobiety przedstawione były w ciekawy sposób. Jednak moje serce skradła zdecydowanie Kamila. Uwielbiałam wszystkie rozdziały poświęcone właśnie tej bohaterce. A poza tym ten cudowny Gerard, w którym i ja się zakochałam na zabój! 

Polecam tę książkę naprawdę wszystkim kobietom. Jest ona bardzo życiowa i wydaje mi się, że każda z nas odnajdzie w niej cząstkę siebie, lub swoich znajomych. Czyta się ją rewelacyjnie, jest bardzo wciągająca. Jestem prawie przekonana, że spodoba się Wam i będziecie zadowolone z tej lektury. 

piątek, 20 marca 2015

Moira Young - "Dzikie serce"




"To, co ci się przydarza, zmienia cię. Na dobre czy złe, jesteś odmieniony na zawsze. Nie ma powrotu. Nieważne, ile łez byś wylał. To się wydaje proste, ale nie jest." 

          Powiada się, że po burzy zawsze wychodzi słońce. W myśl tej sentencji, Saba była przekonana, że po obaleniu okrutnego Vicara Pincha nadejdzie spokój; że osiądzie wraz z rodzeństwem nad urodzajną Wielką Wodą, gdzie dołączy do niej Jack. Nic nie jest jednak takie proste. Na horyzoncie pojawia się nowy wróg, jeszcze silniejszy od poprzedniego, a Jack okazuje się być zdrajcą. Saba jet zmuszona raz jeszcze wyruszyć w nieznane z nadzieją, że uda jej się ochronić bliskich.
          Pierwszy tom "Kronik Czerwonej Pustyni" - "Krwawy szlak" - zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Ciekawy świat przedstawiony, ostra bohaterka i wyjątkowy klimat. Coś, czemu nie można się oprzeć. Ze smutkiem wyznaję, że "Dzikie serce" mnie nie do końca porwało.
          Pierwszą, i jak sądzę największą, wadą tej książki jest brak tej gwałtowności i brutalności, które w smacznej dawce występowały w tomie pierwszym. Brakowało mi także dzikości, której obecność zapowiada tytuł. Może jest to złudne odczucie, ale wydaje mi się, że akcja była zdecydowanie mniej dynamiczna, a treść została zbiedzona o pikanterię.
          Zabolało mnie także, że niegdyś pyskata Saba stała się głupią, roztargnioną, zagubioną w samej sobie dziewczynką. Autorka, ku mojej rozpaczy, spiłowała jej pazury. W efekcie przyszło nam czytać, jak to bohaterka jest zdezorientowana, załamana i ogólnie w rozpaczy. Często zarzucano jej egoizm i może będę w tej opinii osamotniona, ale ja osobiście nic w tym złego nie widzę. Rozumiem i podziwiam altruizm oraz gotowość poświęcenia się dla innych, jednak nie wdaje mi się, aby dbanie o siebie i własne interesy było czym złym, Ostatecznie żyjemy dla siebie. Aczkolwiek jeśli już decydujemy się, że chcemy komuś pomóc i angażujemy się w różnego rodzaju inicjatywy to, na litość Boską, należy mieć przed oczyma swój cel, a osobiste urazy, zatargi i pragnienie zemsty zostawić na później i nie ryzykować powodzenia misji. Natomiast Saba najpierw w coś wchodziła, by później o tym zapomnieć, zająć się własnym tyłkiem, a na koniec poddać się samobiczowaniu, bo w końcu jaka to ona jest zła i samolubna. Jednym zdaniem: Saba mnie męczyła.
          Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że spora część akcji kręciła się wokół wątku romantycznego, który - moim zdaniem - nie jest zbyt udany. Nie pomogło to, że zaczął tworzyć się trójkąt, a nawet czworokąt - tak, tak, nie przywidziało Wam się - CZWOROKĄT. Przy tym adoratorzy są za mało wyraziści. Powiedziałabym nawet, że zlewają się w jedno. Wszystko to przyduszone jest jeszcze specyficznym klimatem opowieści i oparami tajemnicy. Dlatego trochę trudno jest oddychać.
          I niestety kolejny mankament - postacie. Daruję już sobie rozpisywanie się nad płaskimi charakterami bohaterów - były one niezbyt zgłębione, trudno. Najbardziej uwierało mnie to, że większość z nich była po protu irytująca. W szczególności wiecznie naburmuszony brat bliźniak Saby, Lugh. Od pierwszej, do ostatniej strony miałam tego chłopaka dość. Co dziwne, żadnej postaci nie udało się wzbudzić we mnie sympatii, a zazwyczaj w każdej książce udaje mi się znaleźć faworyta.
          Największą zaletą tej serii jest naprawdę interesujące uniwersum. Moira Young miała ciekawy pomysł i w fajny sposób otworzyła tę trylogię. Ponadto nie można narzekać na akcję; nie potrwała mnie tak, jak w "Krwawym szlaku" - przyznaję, ale nie zwalniała, była żywa i wciąż coś się działo.
          Trudno mi powiedzieć czy polecam. Jeśli czytaliście pierwszy tom, to oczywiście sięgnijcie po kontynuację i sami ją oceńcie, Warto także zapoznać się z "Krwawym szlakiem", jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, bo to ciekawa pozycja. Ze swojej strony deklaruję, że jestem zdecydowana przeczytać tom trzeci i ostatni "Kronik czerwonej pustyni", gdyż żywię nadzieję, iż będzie on bogaty w zalety pierwszej części. Odważnym życzę miłej lektury. :)


Autor: Moira Young
Tytuł: Dzikie serce
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 października 2014
Ilość stron: 400
Ocena: 5/10

środa, 18 marca 2015

Ronald Reng - "Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk"


Ronald Reng był wybitnym bramkarzem, "biły" się o niego wielkie kluby z całego świata. Jego kariera ciągle rosła, wielu innych bramkarzy uczyło się od niego. Jako sportowiec spełniał się w 100% choć mimo to często nie mógł zrozumieć tego, że nie obronił piłki, której po prostu nie dało się obronić. Wymagał od siebie więcej, niż był w stanie dać. Może właśnie dlatego, jego życie skończyło się tak wcześnie...

W jego życiu niczego nie brakowało, miał kochającą żonę, pieniądze, sławę. Miał córkę, która była jego motywacją do życia, niestety nie było jej dane długie życie. Zmarła, a po jej śmierci wszystko się zmieniło... Robert był człowiekiem, który nie okazywał emocji, wszystko dusił w sobie, przez to nikt nie zauważył jak wielką walkę toczy sam ze sobą.

Jego wrażliwość nie wytrzymała tej próby. Robert Enke popełnił samobójstwo, wskoczył pod pędzący pociąg i nikt nie rozumiał dlaczego... Dopiero po jakimś czasie, gdy do wszystkich docierała ta wiadomość, uświadamiali sobie, jak mało o nim wiedzieli. 

Ta książka to opowieść o człowieku, który nie potrafił odnaleźć się w realiach życia. To życie wręcz go przytłaczało, nie radził sobie z normalnym funkcjonowaniem, a przez krycie emocji nie był w stanie prosić kogokolwiek o pomoc... Książka pisana z perspektywy jego najbliższych, ludzi którzy znali go nie tylko jako świetnego bramkarza, ale też jako dobrego człowieka, który kochał psy, nie lubił imprez, wolał spokój i ciszę. 

Często sami zastanawiamy się nad sensem życia, szczególnie w sytuacjach, kiedy nie radzimy sobie z problemami, kiedy nie potrafimy o nich mówić. Ta książka jest idealnym odzwierciedleniem tego co nie raz zdarza nam się myśleć i czuć. Dzięki niej człowiek zdaje sobie sprawę, że mimo wszystko nie jest sam, wystarczy otworzyć oczy nim nie jest za późno. 

Bardzo gorąco polecam! Mimo smutnej historii, często wywołuje uśmiech na twarzy, kiedy najbliżsi Roberta opowiadają o różnych sytuacjach z jego życia. Dzięki nim, zawsze pozostanie w pamięci, a jego imię będzie się kojarzyło z kimś naprawdę godnym uwagi. 



poniedziałek, 16 marca 2015

Richard Preston - "Strefa skażenia"






Jakiś czas temu na świecie było głośno o wirusie ebola. Wtedy nie interesowałam się nim za bardzo. Może dlatego, że ludzie chorowali na niego w dalekiej Afryce, a może dlatego, że media informowały głównie o śmierci ludzi, z którymi nie miałam wiele wspólnego.

Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania dzieła Richarda Prestona, trochę się wahałam. Nie każdy thriller o tematyce medycznej jest ciekawie napisany i potrafi wciągnąć wymagającego czytelnika. Jednak przeczytałam kilka opinii na temat tego pisarza i postanowiłam przybliżyć sobie tematykę o wirusie ebola.

I to była świetna decyzja! Do tej pory nie miałam pojęcia pojęcia o wielu rzeczach związanych z chorobą wywołaną właśnie przez ten wirus.


"Ebola jest ludzką katastrofą, potworem, groźnym pasożytem, nieświadomym, nieczułym twórcą ogromnego cierpienia, nieubłaganie rozwijającym się w ludzkim ciele"


Zaczynając od tego, że dowiedziałam się o pierwszych zachorowaniach, które miały miejsca już w latach 70. ubiegłego wieku, a kończąc na tym, że wirus ebola może się pojawić o każdej porze, w każdym miejscu na ziemi, a zarażonym może być tak naprawdę każdy z nas.

"Strefa skażenia" zawiera całą prawdę na temat tego strasznego wirusa, pokazuje, że są rzeczy straszniejsze niż HIV i klęski żywiołowe. Autor opisuje działania najwybitniejszych biologów i wirusologów, którzy za cel postawili sobie znalezienie początków wirusa ebola. Jakimi drogami rozprzestrzenia się ów wirus? Czy zdążą wynaleźć lekarstwo zanim dojdzie do najgorszego: do epidemii na skale światową?

Preston w swojej książce ukazuje prawdę okrutną, a zarazem fascynującą. Matka natura jest nieprzewidywalna, ciągle nas zaskakuje. Niestety, w pojedynku z jej bronią jesteśmy na przegranej pozycji. Ona zawsze zwycięży, my możemy tylko niwelować skutki jej wygranej. W "Strefie skażenia" ten problem jest przedstawiony w sposób bardzo obrazuje, co czyni tę książkę bardzo intrygującą. Ta pozycja jest idealna dla każdego, kto lubi thrillery medyczne, a także dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś nowego o jednym z najstraszniejszych wirusów na świecie.


 Autor: Richard Preston
Tytuł: "Strefa skażenia"
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 320
Ocena: 9/10


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non:




sobota, 14 marca 2015

Cristina Moracho - "Althea & Oliver"


Wyobraź sobie, że pewnego dnia w szkole zaczynasz się źle czuć do tego stopnia, że mdlejesz. Potem się jednak okazuje, że zasnąłeś i nie można Cię obudzić. Nauczyciele oczywiście podejrzewają skutki sięgania po narkotyki. Jednak to nie to, zupełnie nie to. Twoja najlepsza przyjaciółka odwozi Cię do domu. Śpisz. Jeden dzień, drugi, trzeci, tydzień, dwa...i budzisz się dopiero po dwóch miesiącach. Przez ten czas tyle się wydarzyło, pora roku się zmieniła, ludzie się zmienili, a nawet Twoja najlepsza przyjaciółka się zmieniła. Co wtedy byś zrobił? 

Dokładnie taka sytuacja spotkała naszego bohatera, Olivera. Pewnego dnia po prostu zasnął i obudził się po dwóch miesiącach. Żaden lekarz nie potrafi podać przyczyny, ani powiedzieć co mu jest. Pewnego dnia jego mama informuje go o badaniach w Nowym Jorku, które mogą w jakiś sposób mu pomóc. Oliver po dłuższym namyśle postanawia pojechać tam i dowiedzieć się cokolwiek na temat zespołu Kleinego-Levina, na który cierpi. 

Oliver ma przyjaciółkę Altheę, z którą spędza każdą wolną chwilę. Przyjaźnią się od dziecka, świetnie się rozumieją, dobrze razem bawią, powierzają sobie sekrety. Dosłownie wszystko robią razem. Gdzie pojawia się Oliver, za chwilę dostrzec można również Altheę i odwrotnie. Są najlepszymi przyjaciółmi, ale TYLKO przyjaciółmi. A Althea...no cóż, zakochała się w swoim przyjacielu. Jak to jednak w życiu bywa, nie jest to miłość odwzajemniona. 

"Jesteś jak czysta kartka, którą można pomalować dowolnym kolorem."

"Althea & Oliver" zaskoczyła mnie. Nie tego się spodziewałam. Jest to natomiast zaskoczenie zdecydowanie na plus. Spodziewałam się łzawej historyjki o miłości dwójki nastolatków, którzy na drodze do swojego szczęścia spotykają wiele przeszkód. Banalnych bohaterów których pełno, zazdrosnych "przyjaciół", którzy zrobią wszystko, aby podłożyć im kłody pod nogi i traumatycznej historii, która wydarzyła się przed laty i bohaterowie do teraz nie potrafią się z nią pogodzić. Ależ się pomyliłam.
To zupełnie inna książka. Dojrzała i przede wszystkim bardzo prawdziwa opowieść o dorastaniu, przyjaźni, miłości i o tym, że nie wszystko w życiu jest takie, jak być powinno. Ponadto...czasy, w których autorka umieściła akcję powieści - lata 90 ubiegłego wieku. Rzadko zdarza się, aby w tych latach toczyły się wydarzenia zawarte we współczesnych powieściach. Przeważnie są to obecne lata, wszechogarniający Facebook, wolny czas spędzany przed ekranem komputera i wszystko to, z czym spotykamy się codziennie w swoim życiu.  Tutaj jednak możemy przenieść się te 20 lat wstecz gdy wolny czas spędzało się na świeżym powietrzu, słuchało się głównie rocka, wszędzie można było natknąć się na "punkowców". Autorka postarała się i naprawdę dało się wyczuć klimat, który wtedy panował! 
Nie jest to również książka, która głównie skupia się na chorobie Olivera. Tak naprawdę o niej w książce jest naprawdę niewiele. Większą uwagę autorka skupiła się na przemianie Althei, wpływie innych osób na nią samą, jej relacjach z Oliverem i innymi znajomymi i oczywiście sile przyjaźni. 

Powieść była dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem i to z kilku powodów. Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, że "Althea & Oliver" jest to debiut autorki. Nie sądziłam, że debiuty mogą być aż tak udane. Autorka naprawdę postarała się, włożyła w tą książkę mnóstwo pracy, ale naprawdę opłacało się, ponieważ efekt jest niesamowity. Język i styl, jakim operuje sprawiały, że książkę czytało się w mgnieniu oka. Jest ona wciągająca i trudno się od niej oderwać. 
Ponadto, zero wielkiej, nastoletniej miłości, łzawych historyjek i innych tego typu czynników sprawiły, że książka naprawdę jest wyjątkowa w swoim rodzaju. Również choroba, na którą cierpi główny bohater jest ta sama jak przy wielu innych tego typu powieściach. Gdyby nie ta książka, nawet nie wiedziałabym, że istnieje taka choroba jak zespół Kleinego-Levina. I oczywiście to, że powieść nie jest poświęcona głównie chorobie Olivera uczyniło tę książkę tak dobrą pozycją.
Bohaterowie również nie są banalni i "pozbawieni mózgu". Spotykamy tutaj Altheę - nastolatkę, która popełnia mnóstwo błędów (ale nie jest jak wszystkie inne) i nie zawsze wyciąga z nich wnioski. Potrafi wpaść w kłopoty z zupełnie błahych powodów. Pije, pali, imprezuje, jest zwyczajną, prawdziwą dziewczyną, która zachowuje się zgodnie ze swoim wiekiem. Nie jest ani rozkapryszoną, niedojrzałą dziewczynką, ani również nazbyt dorosłą. Polubiłam ją, to trzeba przyznać. Według mnie jest najfajniejszą bohaterką w całej powieści. Drugim głównym bohaterem jest Oliver, siedemnastoletni chłopak chorujący na dziwną chorobę, której nikt nie potrafi wyleczyć. Nie załamuje się jednak, postanawia wyjechać do Nowego Jorku na badania, w nadziei, że może w końcu uda się mu z niej wyleczyć. Chłopak niczym nie zaskakuje, jest zwyczajnym nastolatkiem, boi się o swoją przyszłość. 

Książka jest naprawdę dobrą pozycją, z którą warto się zapoznać. Jej zdecydowanym plusem jest to, że jest inna niż wszystkie dotychczasowe powieści z tego gatunku oraz te związane z chorobami. Nie znajdziemy tutaj żadnych banałów, natomiast historia tych dwojga na pewno spodoba się Wam i tak jak ja, nie będziecie mogli się od niej oderwać. Polecam serdecznie! 

Autor: Cristina Moracho
Tytuł: "Althea & Oliver"
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 2015 r. 
Ilość stron: 400
Moja ocena: 8/10 

piątek, 13 marca 2015

Alexandra Bracken - "Nigdy nie gasną"





W GŁĘBI MROKU KRYJE SIĘ NIEGASNĄCE DOBRO

          Ruby jest Liderką swojego zespołu w Lidze Dzieci. Brała udział w wielu tajnych, niebezpiecznych misjach przeciwko rządowi. W organizacji jednak nie dzieje się najlepiej. Ruby trafia na zdradę zrodzoną w samym sercu Ligi. Choć trzymała się na uboczu, czuje się odpowiedzialna za swoich towarzyszy. Jest zdecydowana ochronić tych, za których wzięła odpowiedzialność i działać na rzecz większego dobra, choćby musiała w tym celu składać osobiste ofiary.
"Czołem, cześć, nie daj się zjeść!"

          Tom pierwszy mi się podobał. Oceniłam go wysoko i uważam, że w swoim gatunku na tę 9 zasłużył. Zakończenie wzbudziło moją ciekawość i nie mogłam się doczekać, aż dorwę "Nigdy nie gasną". Czy kontynuacja spełniła moje oczekiwania? Let's see! ;)
          Alexadra Bracken zrobiła coś, co robi wiele autorek, a co bardzo mi się nie podoba. Często na koniec któregoś z tomów następuje jakieś załamanie - w tym przypadku jest to rozstanie z Liamem. Następnie w kontynuacji historii dostajemy wstęp liczący pięćdziesiąt czy sto stron, by natychmiast pociągnąć wcześniej urwany wątek, na którego końcu wcześniej został postawiony wrzeszczący znak zapytania. Nie znoszę tego. Jestem zdania, że autor powinien pozwolić nam, i głównemu bohaterowi, się stęsknić, a raczej w drugim przypadku - dać nam możliwość obserwacji, jak ta postać usycha z tęsknoty. Tutaj tego nie było. Dlaczego Bracken nie pokusiła się, aby na tych czterystu stronach zaprezentować nam jej życie w Lidze Dzieci? To jak była szkolona, jak budowała lub niszczyła relacje międzyludzkie i odnajdywała się w nowej sytuacji. Bardzo żałuję, że zostało to odpuszczone. Mam nadzieję, że mnie za ten wywód nie pokrzyczcie - ja spodziewałam się, iż tak się akcja potoczy. Jestem pewna więc, że wy także mieliście tego świadomość.
          Na akcję nie mogę narzekać. W książce sporo się działo i rzeczywiście bardzo mnie przygody Ruby wciągnęły. Uroczy akcent humorystyczny, podobnie jak i w "Mrocznych umysłach" umilał mi lekturę. Przyznam, że w tym tomie w pewnym stopniu nawet trochę bardziej polubiłam główną bohaterkę. Dziewczyna ewidentnie uczyła się na swoich błędach, co aprobuję. W końcu pojęła, że unikając problemu, on wcale nie znika. Zaczęła sumiennie rozwijać swoje umiejętności, aby je opanować. Ponadto zaimponował mi jej stosunek do Liama i tego, co zrobiła. Podjęła decyzję i wzięła za nią odpowiedzialność. Choć może nie była nią zachwycona, czy z niej dumna, to mimo wszystko trwała przy niej, bo wierzyła w jej słuszność. I za to duży plus. 
          Nie obędzie się jednak bez minusów. Nie będę ich wszystkich roztrząsać, ale zwrócę uwagę na jeden, który szczególnie mnie uwierał. Nie jest tajemnicą, że uwielbiam silne i zdecydowane bohaterki. Dlatego, kiedy dochodzi do autowyrzutów i użalania się, mam ochotę przejść do następnego rozdziału, albo i rzucić książkę w kąt. Jak widzimy na tylnej okładce, Ruby nazywa siebie potworem. Z jednej strony można ją zrozumieć - ma bardzo niepokojące i niebezpieczne zdolności, jednak nie da się zaprzeczyć, że może wykorzystać je w szczytnym celu. Dzięki temu, będzie mogła zrobić dla sprawy więcej, niż ktokolwiek inny. Czarę goryczy przelał jednak lament po akcji z Robem. osoby, które mają "Nigdy nie gasną" za sobą, wiedzą zapewne, o co mi chodzi. No ale cóż, nigdy nie jest idealnie.

"Życie nie jest sprawiedliwe. Zajęło mi to trochę czasu, zanim to zrozumiałam, ale okazuje się, że los zawsze znajdzie sposób, żeby cię rozczarować. Możesz snuć plany, a życie i tak pchnie cię w przeciwnym kierunku. Znajdziesz prawdziwych przyjaciół, a i tak zostaną ci zabrani, nie ważne jak mocno będziesz walczyć, by ich zatrzymać. Kiedy po coś sięgniesz, to się sparzysz. Nie doszukuj się w tym sensu i nie próbuj tego zmieniać. Musisz pogodzić się z rzeczami, na które nie masz wpływu i postarać się przeżyć. To twoje jedyne zadanie."

          Pojawiły się nowe charaktery, które wzbudziły moją sympatię, ale i antypatię. Judytka jest absolutnie boska, a Vida z Pulpetem tworzą duet idealny. Akurat z powrotu Charlesa bardzo się cieszę, bo w pierwszym tomie, to właśnie on rozwalał mnie na atomy. Nie ma to jak błyskotliwy humor, zaprawiony szczyptą jadu. Coś, co kocham i kupuję zawsze i wszędzie.
          Nie wiem czy powinnam być z siebie dumna, czy też się smucić. Ostatnimi czasy wykazuję się przenikliwością i naprzód wiem, co wydarzy się w następnych rozdziałach. Niejednokrotnie czytając nasuwały mi się na myśl wnioski, które zazwyczaj się sprawdzały. Z niemal bezbłędną dokładnością dopisywałam sobie dalsze losy bohaterów. Snując refleksje w trakcie lektury z zaskoczeniem odkrywałam, że moje myśli zostały zapisane kilka stron dalej. Nie jestem Sherlockiem niestety, a to oznacza, że "Nigdy nie gasną" to powieść zwyczajnie przewidywalna. Nie za dobrze.
          Zakończenie mną nie wstrząsnęło, bo w jakiejś części je rozszyfrowałam, ale nie powiem, abym była rozczarowana. Jest ono logiczne, ciekawe i umożliwi autorce zgrabnie dalej pociągnąć tę historię. Co prawda bardziej zaintrygował mnie finał "Mrocznych umysłów" ale bardzo chętnie przeczytam tom trzeci.
          "Nigdy nie gasną" uważam za udaną kontynuację serii. Wydaje mi się, że nie będziecie rozczarowani, raczej usatysfakcjonowani. Spędziłam przy tej lekturze bardzo miłe, relaksujące chwile i z tego miejsca zachęcam, abyście po tę książkę chwycili i doświadczyli porywających przygód.


Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Nigdy nie gasną
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 8 kwietnia 2015
Ilość stron: 456
Ocena: 8/10

środa, 11 marca 2015

Bożena Woźniakowska - Klich - "Zeszłoroczny śnieg"



Włodek Barski jest dziennikarzem ze sporym stażem, w swojej karierze wiele już widział, wiele przeżył. Jego zaangażowanie w pracę, przysparza mu wielu sukcesów, jednak pozostaje sfera prywatna, która jest kompletnie zaburzona w jego życiu. 
Miłość, to uczucie, z którym Włodek kompletnie sobie nie radzi. Przeżył już jeden rozwód, później związał się z jedną z kobiet w jego pracy. Po latach wspólnego życia coś się wypaliło. Oboje się od siebie odsunęli, choć to chyba bardziej jego decyzja niż jej. Ona jeszcze czeka na jego powrót, nie wie na czym stoi, czy da się to jeszcze uratować. Nie da się, on już postanowił...

Nagle trafia mu się - jak szczęśliwy los na loterii - wyjazd w delegację, gdzie będzie pisał artykuł do gazety. Trafia do hotelu, w którym wszystko wywraca się do góry nogami. Dziennikarze mają to do siebie, że nigdy nie tracą pewności siebie, zawsze wiedzą co powiedzieć i odnajdują się w praktycznie każdej sytuacji, ale w obliczu miłości każdemu może "zabraknąć języka w gębie", gdzieś po drodze zgubi swoje "ja". Marianna, tak ma na imię kobieta, która będzie dla niego kimś więcej niż tylko właścicielką hotelu, w którym wynajmował pokój. To z nią przeżyje niesamowitą podróż i zapomni o codzienności...

Bardzo spodobało mi się zestawienie tych dwojga bohaterów, z jednej strony Włodek - nie potrafi znaleźć w swoim życiu stabilizacji, jego związki się rozpadają, z drugiej zaś Marianna - bohaterka, która przeżyła prawdziwą miłość i straciła ją w tragicznych okolicznościach. 

Książka bardzo ciekawa i lekka, jedynym minusem jest to, że jest taka krótka, w zaledwie 114-stu stronach autorka opisała historię, która napisana obszerniej byłaby jeszcze ciekawsza. Możliwe, że przez to chciała uniknąć zbędnych opisów i to jej się udało, książka naprawdę robi wrażenie i mimo, że bohaterowie nie zaliczają się do mojego przedziału wiekowego, to bardzo przyjemnie czytało mi się ich historię. 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania novae res