piątek, 18 grudnia 2015

Moira Young - „Gniewna gwiazda”




Ja sam muszę teraz pójść drogą, którą idą wszyscy.

         Czy tego chcemy czy nie nachodzi taki czas, kiedy musimy pożegnać się z bohaterami książki czy cyklu. Czasem przyjmujemy to z ulgą, a w innym przypadku się smucimy. Niedawno przyszło mi rozstać się na dobre z Angelfall oraz Mrocznymi Umysłami. Teraz nadeszła kolej Kronik Czerwonej Pustyni, bowiem Gniewna gwiazda zamyka tę trylogię, a zarazem podsumowuje dwa poprzednie tomy. Przyznaję z zadowoleniem, iż oceniam ją wyżej aniżeli Dzikie serce.
          Saba szykuje się do ostatecznej rozgrywki z DeMalo. Tymczasem on chce, żeby do niego dołączyła, stworzyła wspaniały świat – Nowy Eden. I została z nim już na zawsze. Serce Saby jest jednak przy Jacku. Rozpoczyna się walka z Tontonem. Niestety szanse buntowników są zatrważająco małe. Mimo to DeMalo składa Sabie kuszącą ofertę. Czy dziewczyna będzie w stanie mu odmówić? Jak bardzo poświęci się, by ratować ludzi, których kocha?
          Saba wie już na pewno, co jest jej pisane. I choć nie jest przekonana, jakie konkretne kroki powinna podjąć w danym momencie, jest zdeterminowana, aby dokonać swojego przeznaczenia i obalić kolejnego tyrana. Świadomość, że w jej rękach leży los wielu ludzi, nie ułatwia jej podejmowania wyborów. Bardzo mnie cieszy, że Saba w końcu wzięła się w garść i zaczęła działać. Zdarzało jej się popełniać błędy ale nie to jest istotne. Najważniejsze, że parła do przodu.
          Czytając tę książkę wciąż zastanawiałam się jak ona się skończy. Chociaż nie... byłam pewna, jaki będzie finał. Zastanawiało mnie jednak jak do tego dojdzie. I przyznam, że takiego scenariusza, jaki napisała autorka, nie udało mi się wymyślić. Nie jestem nawet w stanie ocenić tego, co się wydarzyło. Nie tylko tym Moira Young mnie zaskoczyła. Od początku czytelnik wiedział, że w grupie najbardziej zaufanych ludzi Saby, jej przyjaciół, kryje się zdrajca. Autorka znakomicie mnie zwiodła. Obstawiałam zupełnie innego bohatera. W czasie lektury rozważałam dlaczego on to robi. Stawiałam różne hipotezy, by na koniec przekonać się, że byłam w błędzie już u podstaw.

Wszyscy tutaj, dzisiaj. Każdy mężczyzna, kobieta i dziecko. Wy wszyscy. I ja. Nasze przeznaczenie zebrało nas razem. W tym miejscu, w tym czasie, abyśmy zakończyli rządy tyrana. Aby zakończyć rządy wszystkich tyranów. Zrzucamy nasz strach. Zrzucamy kajdany. Ruszamy do przodu z nadzieją, ze złączonymi rękami. Dziś w nocy ruszamy na wschód. Ku wolności. I przyszłości!

         Od momentu przeczytania ostatniej strony, zastanawiam się czy w tym przypadku można mówić o słodko-gorzkim zakończeniu. Na gorąco powiedziałabym, że absolutnie nie, to zdecydowanie wielka tragedia. Jednak po głębszym przemyśleniu, już na spokojnie, muszę odpowiedzieć twierdząco. Mimo tak wielkiego ciosu, jaki został zadany czytelnikom, ale przede wszystkim Sabie, finał jest pozytywny.
          Uważam, że Moira Young trochę za bardzo zlekceważyła postać Lugh. Fakt w każdym z tomów odgrywał kluczową rolę, która jednak była skryta trochę w cieniu. Żałuję, że nie było mi dane poznać Lugh takim, jakim znała go Saba. W pierwszym tomie mieliśmy tylko jej słowa i wspomnienia, w drugim był nieznośny, zaś w trzecim niemal do końca był trzymany na dalszym planie. Bardzo żałuję, że nie miałam możliwości zgłębić tej postaci. Lugh. Lugh złote serce przeszyte strzałą. Z Emmi sytuacja jest bardzo podobna. Krnąbrna dziewczynka o odwadze lwa.
          Na początku trudno było mi się w tę powieść wgryźć. Moira Young ma specyficzny styl, z głowy uleciały mi szczegóły z poprzednich tomów, a do tego znów przyszło mi się zmierzyć z dialogami pozbawionymi wyróżników. Jednak wkrótce udało mi się złapać rytm. Przeczytawszy Gniewną gwiazdę z pewnym zdziwieniem stwierdziłam, że to już koniec. Uroniłam kilka łez, nie sposób było się powstrzymać. 


(...) Dziś wszystko się zmieniło.
Nawet wiem, kiedy to się stało, mówię. Tam na moście, kiedy tak mocno ciebie trzymałam. Sama tego doświadczyłam, Lugh, znam ten moment. Gdy śmierć pochyla się, żeby cię pocałować, zabrać cię, kiedy jest tak blisko, że czujesz jej oddech. A ty mówisz: Nie. Nie, suko, tym razem mnie nie dostaniesz”. I tak mocno pragniesz żyć, wciągasz się z powrotem w to życie i nagle wszystko staje się jasne.


         Cieszy mnie, że klimat obecny od Krwawego szlaku wciąż się utrzymywał. To on jest osią tej trylogii i gdyby go zabrakło, nie byłoby Kronik Czerwonej Pustyni. Była akcja. Była krew, Była śmierć. Czyli wszystko to, co miało już miejsce w tym cyklu. Czuję wielką ulgę, że nie zostałam rozczarowana. Zakończenie wywołało u mnie wielką melancholię, jednak cieszę się, że nie odebrałam go obojętnie, że wywołuje emocje.
          Trylogia ta jest na swój sposób wyjątkowa. Muszę przyznać, że tak specyficznego i oryginalnego klimatu dawno nie miałam okazji wyczuć w tego typu literaturze. Czy warto przeczytać Kroniki Czerwonej Pustyni? Odsyłam Was do moich recenzji poprzednich tomów. Ta jest z pewnością zachęcająca. Aż trudno uwierzyć, że to już koniec.


Autor: Moira Young
Tytuł: Gniewna gwiazda
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 11 lutego 2015
Ilość stron: 412
Ocena: 7/10


Za udostępnienie egzemplarza jestem dozgonnie wdzięczna księgarni:

 bonito.pl

źródło opisu: http://bookgeek.pl/2015/01/09/zapowiedz-gniewna-gwiazda-moira-young/