sobota, 14 listopada 2015

Nina Majewska-Brown - "Zwyczajny dzień"

Po wakacjach, czy zasłużonym urlopie zawsze przychodzi czas, w którym musimy wrócić do rzeczywistości. Skończyły się beztroskie chwile wakacji, nadszedł "Zwyczajny dzień", w którym musimy powrócić do szarej codzienności i radzenia sobie z przeciwnościami losu. Mimo, iż wakacje Niny i jej rodziny skończyły się jak się skończyły, kobieta musi wrócić do rzeczywistości. Bo po powrocie do Polski czeka ją "Zwyczajny dzień", w którym musi uporządkować wszystkie swoje sprawy i nauczyć się żyć na nowo.  

Zwyczajny dzień to kontynuacja Wakacji, barwnej i zmysłowej opowieści o poszukiwaniu i dawaniu miłości, szczęścia, akceptacji, o budowaniu świata na nowo, gdy ten dotychczasowy, tak bardzo bezpieczny i przewidywalny, niespodziewanie się rozpada

Nina po stracie ukochanego męża i syna musi na nowo uporządkować życie własne i ośmioletniej córki. W obliczu nieszczęść czuje się bezradna i zagubiona, ciągle szuka dna, od którego miałaby siłę się odbić. Niespodziewana ciąża i obecność Klary wyzwalają w niej nie tylko nowe siły, ale są również źródłem małych sukcesów i radości, które pozwalają dostrzec odrobinę cudowności w codzienności.

Po zaskakującym, emocjonującym, wspaniałym i rewelacyjnym debiucie "Wakacji", który skradł moje serce wracamy do codzienności. Nina z córką zostały na tym świecie same. Ich ukochani mężczyźni odeszli, a one muszą żyć dalej. Gdyby tego było mało, Nina spodziewa się dziecka, a w ich życie wkracza Joanna z małą Marianną, które jeszcze bardziej namieszają w życiu Brownów. Dużo atrakcji jak na tak krótki czas i wcześniejsze losy bohaterów. 

Tak jak wspominałam, "Wakacje" bardzo przypadły mi do gustu. Była to bardzo emocjonująca i wspaniała lektura. Po "Zwyczajnym dniu" spodziewałam się czegoś równie dobrego. 

W "Zwyczajnym dniu" autorka skupia się głównie na bohaterce jako matce, która musi sobie radzić sama. Nie dość, że została sama z ośmioletnią córką, Klarą, którą musi się opiekować i ciągle tłumaczyć jej brak ojca i brata, to po powrocie z Barcelony okazuje się, że Nina jest w ciąży, a ojcem dziecka jest oczywiście jej nieżyjący mąż, Bartek. Nina musi stawić czoła problemom, nauczyć się żyć bez tych dwóch bardzo ważych osób w jej życiu. Zmuszona jest przeorganizować sobie całe życie, zdobyć nowych umiejętności związanych z prowadzeniem domu, którymi wcześniej zajmował się Bartek. Gdyby wszytkich problemów było mało, pewnego dnia do jej drzwi dobija się pewna kobieta, Aśka z kilkuletnią dziewczynką. Okazuje się, że mała jest córką Bartka, a Aśka...no cóż. Była jego kochanką. Wiadomość ta szokuje Ninę, która traci sens własnego życia. Jednak z pomocą niezawodnej przyjaciółki Magdy, staje na nogi i stara sobie radzić z wszystkimi problemami. Jednym  tych problemów jest właśnie Aśka i mała Marianna, które odegrają ważną rolę w tej powieści. 

Książka podobała mi się, naprawdę. Tego nie mogę autorce zarzucić. Historia oczywiście bardzo mnie interesowała, bo bardzo chciałam się dowiedzieć, jak potoczyły się losy bohaterów "Wakacji". Niemniej jednak nie mogę powiedzieć, że jestem nią zachwycona i oczarowana. Zabrakło mi w niej trochę więcej emocji, życiowego podejścia do sytuacji. Nina wydała mi się zbyt naiwna i niedzisiejsza. 

Powieść oczywiście jest w pewnym sensie wzruszająca, zwłaszcza, jeśli chodzi o losy Aśki i Marianny. Jednak brakowało mi w niej czegoś, czego sama nie jestem w stanie określić. Nina w tej części wydawała mi się taka lekkomyślna, jakby nieprawdziwa. I tak jak w "Wakacjach" miałam wrażenie, jakby autorka opisywała siebie, swoją historię, tak teraz zupełnie to uleciało. 
Spodziewałam się po "Zwyczajnym dniu" czegoś zupełnie innego. Czegoś bardziej wzruszającego, życiowego, prawdziwego. Czegoś, po czym nie będę spała po nocach, nie mogąc przestać o tym myśleć. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Nie znaczy to jednak, że książka była zła. Oczywiście, że nie. Po prostu w porównaniu z "Wakacjami" wyszła słabiej. Może to przez to, że tam miałam słoneczną, piękną Barcelonę, o której marzę od lat? 

Pani Majewska-Brown pisze bardzo przyjemnie i lekko. Robi to w tak fenomenalny sposób, że książkę czyta się w błyskawicznym tempie. I to jest zdecydowanie jeden z większych plusów. Okładka również jest przepiękna. Bardzo podobna do pierwszej części, ale jakże inna. Mimo, iż mi zabrakło w tej książce większej dawki emocji, polecam ją wszsystkim zainteresowanym. Przede wszystkim tym, którzy czytali "Wakacje" i nie mieli jeszcze okazji poznać dalszych losów Niny. 

Zakończenie, jakim uraczyła nas autorka może sugerować, że to nie koniec opowieści o Ninie i jej dzieciach. Wydaje mi się, że autorka szykuje nam coś jeszcze. Czy mam rację? Na razie tego nie wiem. Wiem natomiast to, że gdyby pojawiła się kolejna część losów bohaterki, na pewno bym po nią sięgnęła i to z przyjemnością, bo jestem ciekawa, jak Nina sprawdzi się w roli potrójnej matki.