sobota, 21 listopada 2015

Jason F. Wright - "Szczęście do wzięcia"


Wokół nas wiele mówi się o pomocy drugiej osobie. Ostatnimi czasy wielu sportowców, aktorów, piosenkarzy czy innych sławnych ludzi bierze udział w różnorodnych akcjach charytatywnych, aby wspomóc potrzebujących. No tak, ale oni mają mnóstwo pieniędzy i mogą pozwolić sobie na taki gest. A gdzie ja? Z najniższą krajową, czy kieszonkowym od rodziców.  (pomyślicie sobie, prawda?)
Szczerze powiedziawszy również tak myślałam, dopiero książka, o której dzisiaj dla Was piszę uświadomiła mi, że nie trzeba być milionerami, aby pomagać innym. Bo to właśnie o tym jest ta książka. O bezinteresownej pomocy innym. 

Hope (Nadzieja) jest młodą, ambitną dziennikarką, prawdziwą dumą swojej adopcyjnej mamy. Marzy o napisaniu reportażu, który przyniesie jej wielką sławę. Zafascynowana fenomenem tajemniczych podarunków, które otrzymują ludzie w potrzebie, rozpoczyna prywatne śledztwo.
Rozwiązując zagadkę, Hope przekona się, że uczynione dobro zawsze do nas wraca w najbardziej niespodziewanym momencie. Przeżyje wspaniałą przygodę - spotka cudownych ludzi i zrozumie, że dla osiągnięcia własnych celów nigdy nie można wykorzystywać zaufania drugiej osoby. 

Propozycja zrecenzowania tej książki przyszła do mnie niespodziewanie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, jednak sam opis zaintrygował mnie do tego stopnia, że musiałam ją przeczytać. Od razu wiedziałam, że przypadnie mi do gustu. Jednak zupełnie nie spodziewałam się tego, co dostałam. Bo otrzymałam naprawdę bardzo wiele. Przede wszystkim wiarę w to, że na świecie są jeszcze ludzie, którzy chętnie służą pomocą, bezinteresownością i kierują się w życiu miłością do drugiego człowieka. 

W "Szczęściu do wzięcia" poznajemy bardzo ciekawą historię. Hope, która została porzucona w restauracji, zostaje zaadoptowana przez Louise. Jest jej oczkiem w głowie, wymarzoną córeczką. Dziewczynka wyrasta na piękną, mądrą i zdolną kobietę, której marzeniem jest bycie najlepszą dziennikarką, której artykuły pojawiałyby się na pierwszej stronie gazet. Jednak wiadomo, że aby osiągnąć sukces, trzeba się nieźle napracować. Dziewczyna od dawna poszukuje idealnego tematu na artykuł, który w końcu trafiłby na pierwszą stronę. I znajduje go, zupełnie przypadkowo. 
W międzyczasie jej matka umiera, dziewczyna zostaje sama. Gdyby tego było mało, pewnego dnia do jej domu włamali się złodzieje i ją okradli. Jednak to, co zastaje na progu do mieszkania, zaskakuje ją niesamowicie. Otóż na wejściu do mieszkania znajduje się szklany słoik z wypełnionymi po same brzegi monetami i papierowymi pieniędzmi. Zastanawia ją to, kto chciałby zrobić jej taki prezent, jednak nikt nie przychodzi jej do głowy. W Internecie znajduje kilka podobnych historii. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Odszukać darczyńcę i opisać to wszystko w gazecie. Toż to idealny pomysł na artykuł na pierwszą stronę! Jak postanawia, tak robi. Prowadzi swoje własne śledztwo, które doprowadza ją do rozwiązania zagadki. 

Historia ze słoikami napełnionymi monetami jest bardzo wzruszająca. Czytając, nie mogłam powstrzymać łez, które cisnęły mi się do oczu. Byłam dumna z tych ludzi, którzy zapoczątkowali tę tradycję. Sami niewiele mieli, a potrafili podzielić się z innymi, którzy bardziej niż oni sami potrzebowali pomocy. Poza tym rozpowszechnili ten gest najpierw w swojej rodzinie, a potem w całej Ameryce. Oddanie względem drugiej osoby jest tutaj bardzo widoczne. Autor pokazuje, że nie trzeba być milionerem, aby pomagać innym ludziom. Wystarczy dobre serce i chęci. 

Książka jest rewelacyjna. Idealna właśnie na taki jesienno-zimowy czas, gdy przed nami perspektywa świąt i dzielenia się z innymi tym, co mamy. Jest bardzo wzruszająca. Autor zachwycił mnie swoim lekkim piórem, które jednak potrafi czytelnika wzruszyć i skłonić do przemyśleń. To króciutka, ale jakże wartościowa książka, która potrafi zmienić życie i spojrzenie na inne osoby. Idea słoików bożonarodzeniowych bardzo mi się spodobała i niewykluczone, że podobnie jak nasi bohaterowie, zacznę zbierać "drobniaki" do specjalnego słoiczka, aby w przyszłe święta móc się podzielić z kimś, kto ma mniej niż ja. 

Poza ideą słoików bożonarodzeniowych i śledztwem związanym z nimi, ważną rolę w tej książce odgrywa rodzina. Bohaterka odkrywa, że to właśnie w rodzinie tkwi siła. Gdy cała rodzina jest ze sobą, razem, żyją w zgodzie i miłości, świat jest jak gdyby piękniejszy. To również opowieść o tym, jak ważne jest posiadanie rodziny. Kogoś, kto w każdej sytuacji byłby przy Tobie, wspierałby Cię i wybaczyłby Ci nawet najgorsze przewinienia. Hope odkrywa również, że to właśnie miłość i rodzina są ważniejsze niż kariera i artykuł na pierwszą stronę. 

To bardzo krótka, ale zarazem dobitnie przedstawiona historia, która skłania do refleksji nad naszym życiem i pokazuje, że szczęście tak naprawdę jest bardzo blisko nas, chociaż nie zawsze potrafimy je dostrzec. 

13 komentarzy:

  1. Ojej, już jakiś czas temu natknęłam się na tę książkę i sama recenzja bardzo mnie wzruszyła, ale potem zupełnie wyleciała mi z głowy, a teraz mi ją przypomniałaś :) I utwierdziłaś w przekonaniu, że chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie króciutkie historyjki ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio również miałam okazję przeczytać tę książkę i zgadzam się z Tobą w stu procentach - była rewelacyjna. Treść jest krótka, jednak niesie ze sobą bardzo wiele ważnych wartości ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  4. intrygujaca ksiazka, wydaje sie byc z bardzo dobrym przesłaniem/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chcę przeczytać tę książkę - chyba ją sobie kupię, o! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powieść jest niesamowita, bardzo poruszająca, a jej pojawieniu się na naszym rynku towarzyszy piękna akcja charytatywna;)

    Książkoholiczka94

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaintrygowałaś mnie. :) To świetna lekturka do przeczytania przed Świętami. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie bym przeczytała lubię takie mądre książki! Super myślę, że i mnie by się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam na nią ochotę, chyba dopiszę do listu do Mikołaja...

    Przy okazji zapraszam po odbiór nominacji: http://askier-pisze.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award-3.html :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja czytając sam opis czy recenzję, wzruszyłam się i poczułam ciepło na sercu. Nawet drobna pomoc i wsparcie od innych się liczy. Najdrobniejszy okruszek dobra. Mam nadzieję, że uda mi się zakupić ta książkę :)
    A wiecie, że wraz z wejściem tej książki na rynek, prowadzona jest akcja zakupu książek dla niewidomych? Tutaj więcej szczegółów: http://www.deon.pl/czytelnia/ksiazki/art,859,dolacz-do-akcji-szczescie-do-wziecia.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki takiej książce można odzyskać wiarę w człowieka, że istnieją jeszcze na tym świecie dobrzy ludzie, bo patrząc na to co się dzieje na świecie można się załamać :(

      Usuń
  11. Opis jak i Twoja recenzja jest bardzo intrygująca. Już dzięki temu jestem pewny, że ludzie mogliby wynieść dużo z tej książki, jak i nauczyć się zarazem /Mikołaj

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że potwierdza się też stwierdzenie, że nie liczy się ilość (w tym wypadku długość stron), ale jakość (treść książki). :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć!
Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. Chciałabym, abyś podzielił(a) się swoim zdaniem na temat przeczytanego postu. Będzie mi bardzo miło.