sobota, 28 listopada 2015

Magdalena Kordel - "Uroczysko"



Majka od dłuższego czasu ma wrażenie, że przyciąga wszystkie możliwe nieszczęścia. Zdradzona i porzucona przez męża, sama musi wychowywać nastoletnią córkę. Nie radzi sobie ze spłatą kredytu, przez co komornik chce odebrać im dom. Dosłownie cały świat wali jej się na głowę. Postanawia wyjechać w Sudety do uroczego Malowniczego. Z dala od wszystkiego chce zastanowić się nad przyszłością.

Magdalena Kordel to autorka, której twórczość mogłam już poznać przy okazji Wymarzonego Domu. Książka ta bardzo przypadła mi do gustu i wiedziałam, że chcę poznać jeszcze inne książki tej autorki. Przez długi czas nie miałam okazji. Jednak w wakacyjnych miesiącach tego roku natknęłam się na "Uroczysko" - pierwszą, debiutancką powieść autorki, która została wznowiona przez Wydawnictwo Znak w przepięknej okładce, na którą nie mogę się napatrzeć. Wiedziałam, że książka musi trafić w moje ręce.  I tak właśnie teraz, po kilku miesiącach mogę się pochwalić że ją przeczytałam i podzielić się z Wami moimi przeżyciami! 

Niektórzy uważają ją za książkę, jakich wiele na obecnym rynku wydawniczym. Kobieta po przejściach przeprowadza się na wieś i postanawia założyć swój pensjonat. Znacie to? Ja też znałam. Jednak nie przeszkodziło mi to w sięgnięciu po tę historię i wcale nie żałuję. Czas spędzony z tą książką to czas pełen cudownych chwil i śmiechu.

Tak jak wspominałam, 'Uroczysko' to debiut autorki, który jest po prostu rewelacyjny.  Mówiłam Wam, że  "Wymarzony dom" podobał mi się, ale  "Uroczysko" przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Po prostu uwielbiam tę książkę. Wielbię ją za bohaterów, których autorka wykreowała w swojej powieści.  Za impulsywną Majkę, która po rozstaniu z mężem chce coś zmienić w swoim życiu i postanawia zamieszkać na wsi, jej córkę Marysię i jej młodzieńcze zauroczenia i problemy z tym wynikające. Jagodę, rewelacyjną przyjaciółkę, która jest gotowa pomóc Majce w każdej sytuacji. Małą Anielkę, która rozbawiała mnie swoimi błyskotliwymi odpowiedziami i swoją dziecięcą mądrością i oczywiście za pana Miodka, przez którego płakałam ze śmiechu. I wszystkich innych bohaterów, którzy przyczynili się do tego, że ta książka jest taka cudowna. 

Tak dokładnie. Ta książka to prawdziwa komedia. STOP. Bez przesady.  To powieść, z wspaniałym zabarwieniem humorystycznym. Niejednokrotnie, zarówno przez bohaterów jak i sytuacji związanych z nimi nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. A zwłaszcza czytanie drugiej połowy książki poprawiło mi humor. Potrafiłam śmiać się na głos i miałam łzy w oczach ze śmiechu. Dlatego właśnie uwielbiam tę książkę. Pani Magda stworzyła naprawdę coś rewelacyjnego. Na medal  według mnie zasługują między innymi; Marysia i jej historia z Kasandrą, pierwsze spotkanie z panem Miodziem i historia z Bigosem. Kto czytał, ten zapewne pamięta, a ten kto nie czytał, niech szybciutko nadrobi, bo naprawdę warto! 

Żeby nie było - to nie tylko banalna książka, której historia pozwala nam się wyluzować. Bo owszem, tak jest. Jednak jest ona również bardzo życiowa. Przedstawia nam problemy, jakie mogą spotkać w prawdziwym życiu tak naprawdę każdą i każdego z nas. To książka, która pokazuje wartość rodziny i przyjaciół w życiu, którzy są dla naszych bohaterów bardzo ważnymi osobami. Są one wspaniałymi podporami w trudnych chwilach, ale również cudownymi kompanami w radości i szczęściu. 

Nie mogłabym wspomnieć o tym, że książkę czyta się naprawdę bardzo szybko. Co jest z jednej strony dużym plusem, a z drugiej minusem, bo zbyt szybko musimy się pożegnać z bohaterami. I choć jest drugi tom tej książki - "Sezon na cuda", którego swoją drogą bardzo chciałam przeczytać w te święta, to jest on praktycznie niedostępny. Nie można go nigdzie kupić. Wydawnictwo ma wznawiać go również w nowej szacie graficznej, jednak nie wiadomo, ile jeszcze trzeba będzie na niego czekać. A ja już nie mogę się doczekać jak potoczą się dalej losy bohaterów! 

To zdecydowanie idealna pozycja na szare, deszczowe / śnieżne jesienno-zimowe wieczory z ciepłym napojem i kocem. Ta książka, to idealne lekarstwo na gorszy dzień, który każdemu czasem się zdarza. 

Książkę możecie kupić w Taniej książce w naprawdę świetnej cenie. Sami zobaczcie! 

piątek, 27 listopada 2015

Eric-Emmanuel Schmitt - „Sekta egoistów”




Jeśli Bóg jest na poziomie Boga, nie zadowala się tym, że jest Sobą, robi coś więcej: Om tworzy. Ponieważ jest wszechmocny. Jest w stanie to zrobić. A ponieważ jest dobry, robi to. 

          Eric-Emmanuel Schmitt to postać znana i szanowana przez środowisko literackie. Miałam okazję czytać tylko jedną jego książkę, pt. Oskar i pani Róża, która to zrobiła na mnie niemałe wrażenie. W tym przypadku intrygujący tytuł i nazwisko autora, okazały się wystarczające, aby mnie zainteresować treścią. Jak prezentuje się debiut tego zacnego pisarza? Zobaczmy.
          Gérard zajmuje się badaniem języka, znudzony monotonią swojej pracy, zdaje się na przypadek i natrafia na wiekowy już tom, w którym znajduje wzmiankę na temat niezwykłego filozofa, założyciela osobliwego klubu - Sekty Egoistów. Poglądy Gasparda Languenhaerta zafascynowały badacza,  który postanowił zgłębić tę tajemnicę. 
          Gérard wyrusza na poszukiwania nie zważając na kilometry. Wkrótce zwykła ciekawostka, staje się dla niego najważniejszym priorytetem, a nawet obsesją. Badacz przestaje zwracać uwagę na wszystko, co nie ma związku z zagadkowym filozofem i jego niecodzienną opinią. 
          Egoizm powszechnie uznawany jest za coś niestosownego. Znacznie bardziej docenia się postawy empatyczne, co bardzo popieram. Niemniej takie jednostki mnie ciekawią. Uważam, że niełatwo jest być egoistą w dużo większym stopniu niż przeciętnie jest nim każdy człowiek, a Gaspard miał być egoistą totalnym, pępkiem świata, nie tylko swojego, ale i - jak uważał - każdego innego człowieka. 
          Z przykrością stwierdzam, że lektura nie jest tak porywająca, jak oczekiwałam. Nie przekonywał mnie styl autora, który wydał mi się nadęty. Sam temat powieści jest dość wymagający, bowiem filozofia, choć czasem banalna, zmusza nas do zadania sobie wielu naprawdę trudnych pytań. Pewna wyniosłość języka w Sekcie egoistów wydaje mi się zbędna. Narracja bynajmniej nie jest niezrozumiała, jednak sądzę, że może ona odpychać część potencjalnych czytelników. 
          Zdecydowanie najmocniejszym punktem jest postać Gasparda Languenhaerta, która mnie zaciekawiła. Nie w takim stopniu jak Gérarda ale jednak. Chciałam zrozumieć tok myślenia tego człowieka, rozważałam mocne i słabe punkty jego teorii i z fascynacją obserwowałam, co, jak, a przede wszystkim dlaczego, robił. Choć czasem jego zachowanie stawało się komicznie, spoglądając z większej perspektywy, śmiało można nazwać tego bohatera postacią tragiczną i konsekwentną w swoich poglądach, co można uznać zarówno za wadę, jak i za atut. 
         Bardzo żałuję, że tak mało w Sekcie egoistów jest o Sekcie Egoistów. Słowa, które składają się na tytuł tej powieści, nasuwają pewne wnioski. Sekta kojarzy się jednoznacznie z czymś złym, niebezpiecznym, mrocznym. Spodziewałam się, a raczej bardzo liczyłam, że takie elementy grozy się pojawią. Tymczasem o tytułowej sekcie była jedynie rozciągnięta wzmianka, niewiele wnosząca do treści. 
         Sekta egoistów to w ogólnym rozrachunku sporych rozmiarów wywód filozoficzny, skłaniający jednak do refleksji. Fakt, że książka jest krótka i napisana przejrzystym, dość dużym drukiem sprawiaj, że ta lektura jakoś idzie do przodu. Gdyby ta powieść była bardziej obszerna, pewnie niewiele osób by przez nią przebrnęło. Szczególnie elektryzuje zakończenie, które było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Szanuję i bardzo sobie cenię dzieła (i ich autorów), których finał rozbija niemal wszystkie konkluzje i zmusza do przeanalizowania całej treści od początku. 
          Pozwolę sobie dać Wam, Czytelnikom pewną radę odnośnie tej lektury. Jeśli, tak jak i ja, mieliście niewielką styczność z twórczością Schmitta, lepiej zrezygnować z lektury i przeczytać inną, bardziej dopracowaną powieść tego pisarza. Zapaleni fani Erica-Emmanuela Schmitta z pewnością zapragną przeczytać debiut swojego idola, co jest zrozumiałe, gdyż jest to nie lada smaczek. Aczkolwiek osoby mniej wtajemniczone, niechaj zainwestują w coś innego, jeśli chcą po tę lekturę sięgnąć z uwagi na autora, a nie fabułę. W drugim przypadku można zaryzykować i przekonać się na własnej skórze, czy moja opinia jest, w Waszym odczuciu, słuszna. 


         Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Sekta egoistów
Wydawnictwo: Znak litera nova
Data wydania: 2 listopada 2015
Ilość stron: 208
Ocena: 6/10


Za egzemplarz z całego serca dziękuję wydawnictwu:


oraz firmie C Rh*

środa, 25 listopada 2015

Edward Piega - "Dziedzicząc miłość"



Krzyś i jego brat Karol wychowywali się pod opieką troskliwej matki, która starała się jak mogła, by niczego im nie brakowało. Bardzo ciężko pracowała, a mimo to starała się znaleźć choć trochę czasu dla swoich dzieci.

Matka chłopców ciężko choruje, przez co nie jest w stanie zajmować się swoimi pociechami. Dzieci są zmuszone opuścić rodzinny dom i wyjechać do wujostwa - jakiś czas później ich matka umiera, chłopcy zostają pod opieką wuja i jego żony.

Do czasu wybuchu wojny chłopcy są wychowywani wspólnie, uczęszczają do szkoły, mają czas na zabawę, wydawać by się mogło, że niczego im nie brakuje. Dopiero po wybuchu wojny wszystko się zmienia. Krzyś od dziecka musi uczyć się walczyć o własne życie, niejednokrotnie staje oko w oko ze śmiercią, mimo to się nie poddaje. Zostaje odłączony od brata, musi sam radzić sobie ze wszystkim, podejmuje się prac, które są bardzo niebezpieczne, bardzo dużo ryzykuje. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze uda mu się zobaczyć brata...

Edward Piega opowiedział w swojej książce autentyczną historię, którą sam przeżył, był to bardzo trudny i emocjonujący etap jego życia, dlatego książka wprowadza czytelnika w klimat, który dostarcza niemałych przeżyć.

Po przeczytaniu książki, nadal czuje niedosyt, chciałabym więcej i więcej. Choć książka jest napisana bardzo szczegółowo, to i tak mam wrażenie, że nie wszystko zostało wyjaśnione.

Dwa razy zabierałam się do jej przeczytania, kiedy pierwszy raz wzięłam ją w ręce, poddałam się po 100 stronach. Tak dużo się w niej działo, że miałam wrażenie, że nie jestem w stanie przeczytać jej całej, jednak jakiś czas temu znów spróbowałam i odkryłam zaskakującą treść. Zobaczyłam w niej walecznego chłopca, który mimo trudności, nie poddaje się, walczy o dobro swoje i najbliższych, niejednokrotnie ryzykując przy tym życie...

Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób autor ubrał w słowa swoją historię, zdecydowanie jest godna polecenia!

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania novae res

wtorek, 24 listopada 2015

Stosisko Ann



Witam Panie i Panów!
Ostatnio mieliście okazję obejrzeć zdobycze Gosiek. Dzisiaj to ja będę się przechwalać, jakie wspaniałości przybyły do mojej, już przepełnionej, biblioteczki. Kilka książek kupiłam, część dostałam, a jeszcze inne wypożyczyłam. Niestety stosik jest niepełny, ponieważ niektóre książki zawiozłam już do domu i dosłownie powpychałam je w nieliczne luki mojej biblioteczki. Serce mnie wtedy bolało, oj cierpiałam ale co zrobić, jak miejsca brak?
Gosiek  w swoim poście czaruje nie tylko świetnymi lekturami ale i tłem oraz oprawą. Tymczasem w Olsztynie jest zimno i ani myślę wyściubiać nosa z mieszkania, jeśli nie muszę. Wydaje mi się jednak, że moje książki są wystarczająco piękne same w sobie! :D


1. Suzanne Collnis - Igrzyska Śmierci już czytałam i natychmiast się w nich zakochałam, jednak nie miałam tej trylogii na własność, o czym bardzo marzyłam. 
2. James Dashner - Więzień Labiryntu i Próby Ognia. Te pozycje upolowała dla mnie w Biedronce koleżanka. Od dawien dawna ciekawiła mnie ta seria. Spodziewam się po niej bardzo wiele. 
3. Rainbow Rowell - Fangirl to moja kolejna biedronkowa zdobycz, którą dorwałam z wielką radością. Jeszcze nie została przeze mnie przeczytana ale fabułę kupuję w ciemno! 


4. Rick Riordan - Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Ten oto znakomity cykl przytachałam z biblioteki miejskiej. Mam oko na Percy'ego już od jakiegoś czasu. Nie mogę się doczekać aż go przeczytam. Ostatnio nie mogę niestety narzekać na zbyt dużo wolnego czasu, dlatego też nie wiem, kiedy mi się to uda. 


5. Rick Riordan - Miecz lata dotarł do mnie niedawno od wspaniałego wydawnictwa Galeria Książki. Chciałabym przed zapoznaniem się z tym tomem, przeczytać serię o Percym ale nie wiem, jak to mi się ułoży. 
6. Sarah J. Mass - Dziedzictwo ognia dostałam od księgarni Bonito. Książka ta miała swoją premierę już jakiś czas temu i choć mam na tę książkę wielką ochotę, jakoś nie mogę się zabrać do czytania, wciąż wyskakuje mi coś innego. 
7. Moira Young - Gniewna gwiazda. Kroniki Czerwonej Pustyni to kolejna seria, z którą przyjdzie mi się pożegnać, bowiem jest to już jej ostatni tom. A umożliwiła mi to księgarnia Bonito, od której ją dostałam.
8. Alexandra Bracken - Po zmierzchu. Finałowy tom Mrocznych Umysłów również otrzymałam od mojej ulubionej księgarni. Przeczytałam go, a moja opinia znajduje się na blogu. Zapraszam. 
9. Agnieszka Haska&Jerzy Stachowicz - Bezlitosne podarowało mi wydawnictwo AKURAT. Niedawno do mnie przybyły. Jestem bardzo ciekawa tej lektury!


10. Eric-Emmanuel Schmitt - Sekta Egoistów to książka, którą dostałam od wyd. Znak Literanova. Obecnie tę powieść czytam a jej recenzja ukaże się w najbliższy piątek. Zapraszam więc wszystkich tych, których ta pozycja ciekawi.

W moim stosiku zabrakło 11. Kat Zhang - Co ze mnie zostało oraz 12. Darynda Jones - Trzeci grób na wprost od wydawnictwa Papierowy Księżyc, a także 13. Susan Ee - Angelfall. Penryn i kres dni, które dostałam od księgarni Bonito.

Musicie przyznać, że ostatnio nieźle się obłowiłam. Nic tak nie cieszy mola książkowego, jak przybywanie kolejnych powieści do kolekcji. Kupujcie dużo książek, bo nic tak jak lektura nie rozgrzewa serca, a robi się coraz zimnej, bo zima tuż-tuż! Całusy!


sobota, 21 listopada 2015

Jason F. Wright - "Szczęście do wzięcia"


Wokół nas wiele mówi się o pomocy drugiej osobie. Ostatnimi czasy wielu sportowców, aktorów, piosenkarzy czy innych sławnych ludzi bierze udział w różnorodnych akcjach charytatywnych, aby wspomóc potrzebujących. No tak, ale oni mają mnóstwo pieniędzy i mogą pozwolić sobie na taki gest. A gdzie ja? Z najniższą krajową, czy kieszonkowym od rodziców.  (pomyślicie sobie, prawda?)
Szczerze powiedziawszy również tak myślałam, dopiero książka, o której dzisiaj dla Was piszę uświadomiła mi, że nie trzeba być milionerami, aby pomagać innym. Bo to właśnie o tym jest ta książka. O bezinteresownej pomocy innym. 

Hope (Nadzieja) jest młodą, ambitną dziennikarką, prawdziwą dumą swojej adopcyjnej mamy. Marzy o napisaniu reportażu, który przyniesie jej wielką sławę. Zafascynowana fenomenem tajemniczych podarunków, które otrzymują ludzie w potrzebie, rozpoczyna prywatne śledztwo.
Rozwiązując zagadkę, Hope przekona się, że uczynione dobro zawsze do nas wraca w najbardziej niespodziewanym momencie. Przeżyje wspaniałą przygodę - spotka cudownych ludzi i zrozumie, że dla osiągnięcia własnych celów nigdy nie można wykorzystywać zaufania drugiej osoby. 

Propozycja zrecenzowania tej książki przyszła do mnie niespodziewanie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, jednak sam opis zaintrygował mnie do tego stopnia, że musiałam ją przeczytać. Od razu wiedziałam, że przypadnie mi do gustu. Jednak zupełnie nie spodziewałam się tego, co dostałam. Bo otrzymałam naprawdę bardzo wiele. Przede wszystkim wiarę w to, że na świecie są jeszcze ludzie, którzy chętnie służą pomocą, bezinteresownością i kierują się w życiu miłością do drugiego człowieka. 

W "Szczęściu do wzięcia" poznajemy bardzo ciekawą historię. Hope, która została porzucona w restauracji, zostaje zaadoptowana przez Louise. Jest jej oczkiem w głowie, wymarzoną córeczką. Dziewczynka wyrasta na piękną, mądrą i zdolną kobietę, której marzeniem jest bycie najlepszą dziennikarką, której artykuły pojawiałyby się na pierwszej stronie gazet. Jednak wiadomo, że aby osiągnąć sukces, trzeba się nieźle napracować. Dziewczyna od dawna poszukuje idealnego tematu na artykuł, który w końcu trafiłby na pierwszą stronę. I znajduje go, zupełnie przypadkowo. 
W międzyczasie jej matka umiera, dziewczyna zostaje sama. Gdyby tego było mało, pewnego dnia do jej domu włamali się złodzieje i ją okradli. Jednak to, co zastaje na progu do mieszkania, zaskakuje ją niesamowicie. Otóż na wejściu do mieszkania znajduje się szklany słoik z wypełnionymi po same brzegi monetami i papierowymi pieniędzmi. Zastanawia ją to, kto chciałby zrobić jej taki prezent, jednak nikt nie przychodzi jej do głowy. W Internecie znajduje kilka podobnych historii. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Odszukać darczyńcę i opisać to wszystko w gazecie. Toż to idealny pomysł na artykuł na pierwszą stronę! Jak postanawia, tak robi. Prowadzi swoje własne śledztwo, które doprowadza ją do rozwiązania zagadki. 

Historia ze słoikami napełnionymi monetami jest bardzo wzruszająca. Czytając, nie mogłam powstrzymać łez, które cisnęły mi się do oczu. Byłam dumna z tych ludzi, którzy zapoczątkowali tę tradycję. Sami niewiele mieli, a potrafili podzielić się z innymi, którzy bardziej niż oni sami potrzebowali pomocy. Poza tym rozpowszechnili ten gest najpierw w swojej rodzinie, a potem w całej Ameryce. Oddanie względem drugiej osoby jest tutaj bardzo widoczne. Autor pokazuje, że nie trzeba być milionerem, aby pomagać innym ludziom. Wystarczy dobre serce i chęci. 

Książka jest rewelacyjna. Idealna właśnie na taki jesienno-zimowy czas, gdy przed nami perspektywa świąt i dzielenia się z innymi tym, co mamy. Jest bardzo wzruszająca. Autor zachwycił mnie swoim lekkim piórem, które jednak potrafi czytelnika wzruszyć i skłonić do przemyśleń. To króciutka, ale jakże wartościowa książka, która potrafi zmienić życie i spojrzenie na inne osoby. Idea słoików bożonarodzeniowych bardzo mi się spodobała i niewykluczone, że podobnie jak nasi bohaterowie, zacznę zbierać "drobniaki" do specjalnego słoiczka, aby w przyszłe święta móc się podzielić z kimś, kto ma mniej niż ja. 

Poza ideą słoików bożonarodzeniowych i śledztwem związanym z nimi, ważną rolę w tej książce odgrywa rodzina. Bohaterka odkrywa, że to właśnie w rodzinie tkwi siła. Gdy cała rodzina jest ze sobą, razem, żyją w zgodzie i miłości, świat jest jak gdyby piękniejszy. To również opowieść o tym, jak ważne jest posiadanie rodziny. Kogoś, kto w każdej sytuacji byłby przy Tobie, wspierałby Cię i wybaczyłby Ci nawet najgorsze przewinienia. Hope odkrywa również, że to właśnie miłość i rodzina są ważniejsze niż kariera i artykuł na pierwszą stronę. 

To bardzo krótka, ale zarazem dobitnie przedstawiona historia, która skłania do refleksji nad naszym życiem i pokazuje, że szczęście tak naprawdę jest bardzo blisko nas, chociaż nie zawsze potrafimy je dostrzec. 

piątek, 20 listopada 2015

Alexandra Bracken - „Po zmierzchu”



Czerń jest kolorem pamięci.
To nasz kolor.
Jedyny, którego użyją, by opowiedzieć naszą historię. 

          Ten tom zamyka trylogię Alexandry Bracken pt. Mroczne Umysły, tym samym kończąc zdanie, w które układają się tytuły książek. W ten oto sposób dowiedzieliśmy się, że mroczne umysły nigdy nie gasną po zmierzchu, ale to każdy z nas już wiedział, prawa? Po zakończeniach zawsze spodziewa się najwięcej, a zatem z ciekawością i delikatną nieufnością chwyciłam za tę książkę. Przeczytałam ją, a więc jedyne, co mi pozostało to podzielić się z Wami moimi wrażeniami.
           Po ostatnich wydarzeniach Ruby razem z pozostałymi dziećmi wyrusza na poszukiwania bezpiecznej przystani. Teraz częściowo na jej barkach spoczywa rola przywódcy. Wie już czego pragnie i jak zamierza to osiągnąć. Zdecydowała się walczyć o wolność swoją i wszystkich dzieci. Niestety, nie zawsze wszystko układa się tak, jak byśmy tego chcieli.
           Jednym z aspektów najbardziej zasługujących na pochwałę jest to, że czytelnik bez problemu zdoła zauważyć, jak postać Ruby ewoluowała. Z przestraszonej dziewczynki, zmieniła się w pełną odwagi młodą kobietę, która ma już w pełni ułożoną hierarchię wartości. Gotową poświęcić rzeczy ważne dla tych jeszcze ważniejszych. Główna bohaterka nie miota się w morzu niepewności ale dąży do zrealizowania swoich celów, nawet pomimo chwil wahania i kilku „ale”. Szczególnie ważny jest fakt, że Ruby nareszcie zaakceptowała, kim jest i co potrafi. Bardzo dobrze pamiętam, jak nienawidziła i bała się swoich zdolności, a więc i samej siebie. To duży postęp, który mnie bardzo ucieszył.

Bo marzyciele zawsze budzą się z koszmarów i zostawiają w tyle nękające ich potwory. 

          Nie można zapomnieć o pozostałych postaciach. Z oczywistych względów nie będę wszystkich opisywać, jednak na tle całej gamy bohaterów wyróżnia się kilka jednostek znanych już z tomów poprzednich. Nadal swoją przemądrzałością bawi Pulpet, któremu wciąż dogryza pyskata Vida. Swoim urokiem rozczula Cole, a Liam na przemian wkurza i porusza serce. Co więcej wraca dawniej zagubiona postać, co z pewnością ucieszy wielu czytelników. Clancy nie odpuszcza i ponownie udowadnia, na ile go stać. Dwóm z tych bohaterów muszę poświęcić jeszcze kilka zdań. Rola Cole'a w Po zmierzchu zyskuje na ważności, dlatego nie dziwią mnie głosy rozczarowanych i zranionych fanów. Również żałuję, że jego losy zostały napisane tak, a nie inaczej, jak i strasznie mi żal, że brakuje tak wielu szczegółów. Jest to jednak defekt narracji pierwszoosobowej, co ciężko przeskoczyć. Młody Gray należy do kluczowych postaci, ponieważ to on od początku uzurpuje sobie rolę reżysera, a finał jego spektakli najczęściej, a nawet zawsze, jest krwawy. Rozumiem dlaczego autorka w taki sposób poprowadziła tego bohatera - sama to w końcu wyjaśniła ustami Ruby, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo mi się to nie podoba. Bardzo doceniam, że jego charakter nie uległ zmianie, ale Clancy zasłużył sobie na coś zupełnie innego, choćby z uwagi na Cole'a i jeszcze jednego bohatera, którego kochałam.

Kiedy przywieziono nas do Thurmond, padał deszcz.
Kiedy z niego wychodziłam, też padało.

           Wątek romantyczny może irytować, i jeśli chodzi o moje odczucia, to to właśnie robi ale zgrzyty między Ruby a Liamem są jak najbardziej zasadne. Autorka niejednokrotnie zaznaczała różnice w charakterach tych postaci. Każde z nich wierzy w coś innego, żadne też ani myśli ustąpić. Łączące ich uczucie jednocześnie łagodzi i zaostrza spór światopoglądowy. To naturalne, a nawet trochę potrzebne, bo gdyby byli idealną, zgodną parą, w obliczu wydarzeń mających miejsce w książce, jak i charakterów tych bohaterów, byłoby to niewiarygodne.
           Najsłabszą cechą tej powieści jest przewidywalność. Miałam nawet taki moment, kiedy sobie pomyślałam: hm, a sądziłam, ze to potoczy się tak i tak, zazwyczaj w tego typu powieściach tak jest, super, coś nowego. Jak się pewnie domyślacie za naście stron, dokładnie to się wydarzyło. Jest to tylko jeden z licznych przykładów. Wielu, istotnych bardziej lub mniej, rzeczy się samemu domyślić, a to bardzo boli, bo lubię być zaskakiwana, a nawet szokowana. Bardzo żałuję, że Alexandra Bracken zdecydowała się skorzystać z kilku wyświechtanych schematów.

Nie czas, by zmieniać samą siebie i dopasowywać się do świata. (…) To świat powinnaś zmieniać. Walczyć o rzeczywistość, która cię zaakceptuje i w której będziesz mogła istnieć taka, jaka jesteś. W której nikt nie otworzy ci głowy skalpelem, by cię zniszczyć.

           Jeśli czytaliście dwa poprzednie tomy, na pewno zastanawiacie się, jak wygląda finał. Ja Wam go nie opowiem, byście mogli przekonać się o tym na własnej skórze ale muszę przyznać. że w ogólnym rozrachunku, nie rozdrabniając się zbytnio, czuję się usatysfakcjonowana. Naprawdę spodobało mi się, w jaki sposób autorka poprowadziła wątek obozów, a nawet samych Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pomijając mój żal odnośnie wyżej wspomnianych bohaterów czy kilku detali, nie odczuwam niedosytu. Alexandra Bracken wyjaśniła bowiem wszystkie palące kwestie i zamknęła wszystkie wątki, co nie zmienia faktu, że z pewnością nie zabrakłoby fanów ciekawych ewentualnych dalszych losów bohaterów Mrocznych Umysłów.

          Bardzo pozytywnie oceniam ten tom, a także uważam, że sama seria stanowi dość ciekawą całość, wartą przeczytania, jeśli jest się fanem takiej tematyki. Ten cykl coś w sobie ma. Muszę przyznać, że sama jestem zaskoczona, jak wysoko oceniam tę trylogię, bo spodziewałam się innych odczuć. Tymczasem jestem zadowolona i gotowa zachęcić wszystkich zainteresowanych do przeczytania. Nie ma jakiegoś wielkiego WOW, przynajmniej ja tak nie mogę krzyknąć ale podobały mi się Mroczne Umysły. Dobrze mi się czytało i pozytywnie będę je wspominać.


          Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Po zmierzchu
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 11 sierpnia 2014
Ilość stron: 480
Ocena: 8/10



Za udostępnienie egzemplarza jestem dozgonnie wdzięczna księgarni:

 bonito.pl
          

środa, 18 listopada 2015

Rafał Nawrotny - "Uważaj na życzenia"



Marek Przybicki to młody mężczyzna, pisarz, który po napisaniu pierwszej książki (która okazała się hitem) stracił wenę, nie potrafi niczego więcej z siebie wycisnąć. Ma wokół siebie przyjaciół, którzy ucieczki od świata szukają na dnie butelki, sam bohater też nie stroni od takich trunków. Każdy jego dzień zaczyna się i kończy tak samo, alkohol gra w nim bardzo ważną rolę. 

Wszystko zmienia się, gdy w Marka życie wkracza Patrycja, dla której mężczyzna stara się nie popełnić żadnego błędu. Zaczyna nawet pisać, ale po kolejnej porażce popełnia największy błąd swojego życia... Ponoć wszystko da się naprawić, ale nasz bohater chyba wybrał nie tę drogę, którą powinien. Jego życie znów diametralnie się zmieniło, a czy na lepsze? Tego nie zdradzę!

Czuję niedosyt po przeczytaniu tej książki. Czegoś mi w niej brakowało... Często, baaaaardzo często nie zgadzałam się z decyzjami bohatera - drażniło mnie wszystko co robił...  Nie rozumiem jak można tak postępować, dlatego z każdą stroną miałam nadzieję, że Marek wreszcie przejrzy na oczy i zmieni swoje zachowanie.

Trudno mi ocenić tę książkę. Z jednej strony bardzo wciąga, z drugiej - irytuje. Chyba za bardzo utożsamiam się z bohaterami, ale nie potrafię inaczej. Ciekawa jestem opinii innych o tej książce...

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania novae res

wtorek, 17 listopada 2015

Jesienny stosik! / Gosiek

Cześć!
Jak dawno nie było tego typu notek na tym blogu, prawda? Szczerze powiedziawszy nawet nie wiem ile moich książek nie zostało pokazanych, ale teraz już trudno. Drugiego listopada miałam wolne, słońce pięknie świeciło, trzeba było wykorzystać pogodę. Postanowiłam zrobić jesienny stosik na bloga, który jednak nie miał wyglądać tak jak będzie wyglądał. Zdjęcia miały być robione w domu, nic specjalnego. Na szczęście wolne popołudnie i towarzysząca pogoda niemal zmusiły mnie do zdjęć w plenerze i tak oto powstało coś takiego, czym właśnie się chcę z Wami podzielić. 

Tak właśnie prezentuje się mój dzisiejszy stosik. Są to książki, które przybyły do mnie w ciągu ostatnich tygodni. Jest ich jeszcze więcej, jednak zapomniałam o nich przy robieniu zdjęć. Postaram się je pokazać w kolejnym moim stosiku, który może ukaże się w trochę mniejszym odstępie czasu niż poprzedni. 

Na początek przedstawię Wam mini stosik, który składa się wyłącznie z książek polskich autorów. Mam nadzieję, że spodobają mi się wszystkie.


1. Agnieszka Lingas - Łoniewska - "Brudny świat" - zakup własny - kupiłam na stronie wydawcy na rewelacyjnej promocji. Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale chyba-40% albo -50%. W każdym razie ceny były rewelacyjne i postanowiłam się skusić.

2. Agnieszka Lingas - Łoniewska - "Skazani na ból" - jw. Najnowsza książki pani Agnieszki, którą po prostu musiałam mieć. Kupiona przepremierowo, jednak jeszcze nie było czasu jej przeczytać.
3. Ewa Podsiadły-Natorska - "Błękitne dziewczyny" - od wyd. Akurat - Co mnie zachęciło? W głównej mierze dobre słowo o tej książce od Magdy Witkiewicz!
4. Magdalena Kordel - "Uroczysko" - od Księgarni taniaksiazka.pl - Od dawna marzyłam o przeczytaniu tej powieści i w końcu jest moja!
5. Nina Majewska-Brown - "Zwyczajny dzień" - od wyd. Rebis - kontynuacja "Wakacji", którą musiałam przeczytać.
6. Agnieszka Lingas-Łoniewska - "Bez przebaczenia" - zakup własny - Tak, zwariowałam na punkcie pani Agnieszki. Na tej promocji kupiłam trzy książki, wszystkie trzy widzicie poniżej, wszystkie trzy pani Agnieszki.
7. N. Coori - "Zaryzykuję dla Ciebie" - od wyd. Novaeres
8. Milena Wiktoria Jaworska - "Miles" - jw. Nasz patronat! Szykują się konkursy.



 9. John Green - "Papierowe miasta" - od Księgarni taniaksiazka.pl - kolejna książka, o której marzyłam od dawien dawna.

10. Jandy Nelson - "Oddam Ci słońce" - jw. Jej recenzję możecie już przeczytać na blogu.
11. Estelle Maskame - "Czy wspominałam, że Cię kocham?" - od wyd. Feeria Young - przepiękna, wspaniała, rewelacyjna powieść, którą polecam każdemu!
12. Antoine de Saint-Exupery - "Mały książę" - od kochanej Karoliny. Książka, której do tej pory nie miałam okazji przeczytać.
13. Jason F. Wright - "Szczęście do wzięcia" - od wyd. WAM

To już cały mój jesienny stosik. Kolejnego możecie wyczekiwać prawopodobnie przed Świętami Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że mi się uda go zrealizować. 

niedziela, 15 listopada 2015

ALBO ALBO BOOK TAG.

Witajcie! 
Dzisiaj znów przychodzę do Was z TAGiem, do którego dawno, dawno temu nominowała mnie Agnieszka z Książki od kuchni, za co serdecznie jej dziękuję. Z tym Tagiem spotkałam się już wiele razy, głównie na naszym polskim booktubie. Już wtedy bardzo mi się podobał i wiedziałam, że będę chciała go zrobić, a dzięki Agnieszce tylko się utwierdziłam w tej decyzji, że muszę. 

1. Wolisz czytać tylko trylogie czy powieści jednotomowe?
- Hmm ciężkie pytanie. Teoretycznie czytam większość jednotomowych książek. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo potem zawsze marzy mi się kontynuacja. Tak więc wolę czytać jednotomówki, bo czasem te trylogie to już za dużo. Autor nie wie co napisać i wymyśla za bardzo, przez co książka traci na wartości. 

2. Wolisz czytać tylko autorki czy tylko autorów?
- Nie ma to dla mnie jakiegoś wielkiego znaczenia. Z tego co zauważyłam, większości książek, które czytam napisane są przez kobiety, jednak raczej nie ma to jakiegoś wielkiego znaczenie, czy autorem była kobieta czy mężczyzna. 

3. Wolisz kupować tylko w Empiku czy tylko na stronach internetowych?
- Szczerze powiedziawszy w Empiku nie kupuję nigdy. Jeśli tylko w nim jestem, razem z Fośkiem, to tylko po to, żeby się rozejrzeć. Ceny są jakie są, wiadomo. Zdecydowanie bardziej wole kupować na stronach internetowych. W księgarniach internetowych, czy na stronach wydawnictw. Lepsze ceny i nie muszę nawet wychodzić z domu! 



4. Wolisz, żeby wszystkie książki zekranizowano czy żeby przekształcono je w seriale?
- Seriali raczej nie oglądam. A, nie. Oglądałam tylko Pamiętniki Wampirów, nic poza tym. Filmów ostatnimi czasy też nie, ale chcę to w końcu nadrobić. I oczywiście wolę, żeby je zekranizowano.

5. Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
- Wiadomo, że wolałabym czytać pięć książek tygodniowo, jednak niestety nie jest to możliwe. Nie mam wystarczająco dużo czasu na takie przyjemności. W tygodniu praca, w weekendy studia. Jednak staram się, aby codziennie przeczytać choć kilka(dziesiąt) stron. 

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
- Ciężkie pytanie. Chyba jednak wolałabym / chciałabym być autorem. Od dawna marzy mi się wydanie własnej książki, jednak nie mam na tyle samozaparcia, cierpliwości, wytrwałości i weny. No niestety. Może kiedyś, gdy już będę na emeryturze, będę miała doświadczenie życiowe i wiele czasu. Kto wie?



7. Wolisz czytać dwadzieścia książek w kółko czy sięgać po nowe pozycje?
- Oczywiście,że sięgać po nowe tytuły. Uwielbiam nowości, a zwłaszcza debiuty, po których nie wiadomo, czego należy się spodziewać. Bardzo lubię, gdy właśnie taki początkujący autor stworzy naprawdę coś dobrego. 

8. Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
- Bibliotekarzem! Zdecydowanie. Nie muszę chyba wyjaśniać, że ciężko by mi się było rozstać z książkami? A tak, to przynajmniej wiedziałabym, że "do mnie" wrócą. 

9. Wolisz czytać jeden ulubiony typ literatury czy wszystko poza nim?
- Ostatnio zaczytuję się głównie w obyczajówkach i new adult / young adult. Mam jednak ochotę na coś nowego. Marzy mi się Mróz. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Chciałabym wyjść trochę poza swój "teren". 



10. Wolisz czytać książki fizyczne czy e-booki?
- Zdecydowanie książki papierowe. E-booki czytam tylko wtedy, gdy nie mam możliwości czytania papierowej książki (czyt. w pracy). Uwielbiam szelest kartek oraz dotyk i zapach papieru. 


I oczywiście nie mogłoby się obyć bez nominacji. Zatem nominuję: 
bookworm
Kociarę
Isabel
Anitę
Sebastian
Paulinę

sobota, 14 listopada 2015

Nina Majewska-Brown - "Zwyczajny dzień"

Po wakacjach, czy zasłużonym urlopie zawsze przychodzi czas, w którym musimy wrócić do rzeczywistości. Skończyły się beztroskie chwile wakacji, nadszedł "Zwyczajny dzień", w którym musimy powrócić do szarej codzienności i radzenia sobie z przeciwnościami losu. Mimo, iż wakacje Niny i jej rodziny skończyły się jak się skończyły, kobieta musi wrócić do rzeczywistości. Bo po powrocie do Polski czeka ją "Zwyczajny dzień", w którym musi uporządkować wszystkie swoje sprawy i nauczyć się żyć na nowo.  

Zwyczajny dzień to kontynuacja Wakacji, barwnej i zmysłowej opowieści o poszukiwaniu i dawaniu miłości, szczęścia, akceptacji, o budowaniu świata na nowo, gdy ten dotychczasowy, tak bardzo bezpieczny i przewidywalny, niespodziewanie się rozpada

Nina po stracie ukochanego męża i syna musi na nowo uporządkować życie własne i ośmioletniej córki. W obliczu nieszczęść czuje się bezradna i zagubiona, ciągle szuka dna, od którego miałaby siłę się odbić. Niespodziewana ciąża i obecność Klary wyzwalają w niej nie tylko nowe siły, ale są również źródłem małych sukcesów i radości, które pozwalają dostrzec odrobinę cudowności w codzienności.

Po zaskakującym, emocjonującym, wspaniałym i rewelacyjnym debiucie "Wakacji", który skradł moje serce wracamy do codzienności. Nina z córką zostały na tym świecie same. Ich ukochani mężczyźni odeszli, a one muszą żyć dalej. Gdyby tego było mało, Nina spodziewa się dziecka, a w ich życie wkracza Joanna z małą Marianną, które jeszcze bardziej namieszają w życiu Brownów. Dużo atrakcji jak na tak krótki czas i wcześniejsze losy bohaterów. 

Tak jak wspominałam, "Wakacje" bardzo przypadły mi do gustu. Była to bardzo emocjonująca i wspaniała lektura. Po "Zwyczajnym dniu" spodziewałam się czegoś równie dobrego. 

W "Zwyczajnym dniu" autorka skupia się głównie na bohaterce jako matce, która musi sobie radzić sama. Nie dość, że została sama z ośmioletnią córką, Klarą, którą musi się opiekować i ciągle tłumaczyć jej brak ojca i brata, to po powrocie z Barcelony okazuje się, że Nina jest w ciąży, a ojcem dziecka jest oczywiście jej nieżyjący mąż, Bartek. Nina musi stawić czoła problemom, nauczyć się żyć bez tych dwóch bardzo ważych osób w jej życiu. Zmuszona jest przeorganizować sobie całe życie, zdobyć nowych umiejętności związanych z prowadzeniem domu, którymi wcześniej zajmował się Bartek. Gdyby wszytkich problemów było mało, pewnego dnia do jej drzwi dobija się pewna kobieta, Aśka z kilkuletnią dziewczynką. Okazuje się, że mała jest córką Bartka, a Aśka...no cóż. Była jego kochanką. Wiadomość ta szokuje Ninę, która traci sens własnego życia. Jednak z pomocą niezawodnej przyjaciółki Magdy, staje na nogi i stara sobie radzić z wszystkimi problemami. Jednym  tych problemów jest właśnie Aśka i mała Marianna, które odegrają ważną rolę w tej powieści. 

Książka podobała mi się, naprawdę. Tego nie mogę autorce zarzucić. Historia oczywiście bardzo mnie interesowała, bo bardzo chciałam się dowiedzieć, jak potoczyły się losy bohaterów "Wakacji". Niemniej jednak nie mogę powiedzieć, że jestem nią zachwycona i oczarowana. Zabrakło mi w niej trochę więcej emocji, życiowego podejścia do sytuacji. Nina wydała mi się zbyt naiwna i niedzisiejsza. 

Powieść oczywiście jest w pewnym sensie wzruszająca, zwłaszcza, jeśli chodzi o losy Aśki i Marianny. Jednak brakowało mi w niej czegoś, czego sama nie jestem w stanie określić. Nina w tej części wydawała mi się taka lekkomyślna, jakby nieprawdziwa. I tak jak w "Wakacjach" miałam wrażenie, jakby autorka opisywała siebie, swoją historię, tak teraz zupełnie to uleciało. 
Spodziewałam się po "Zwyczajnym dniu" czegoś zupełnie innego. Czegoś bardziej wzruszającego, życiowego, prawdziwego. Czegoś, po czym nie będę spała po nocach, nie mogąc przestać o tym myśleć. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Nie znaczy to jednak, że książka była zła. Oczywiście, że nie. Po prostu w porównaniu z "Wakacjami" wyszła słabiej. Może to przez to, że tam miałam słoneczną, piękną Barcelonę, o której marzę od lat? 

Pani Majewska-Brown pisze bardzo przyjemnie i lekko. Robi to w tak fenomenalny sposób, że książkę czyta się w błyskawicznym tempie. I to jest zdecydowanie jeden z większych plusów. Okładka również jest przepiękna. Bardzo podobna do pierwszej części, ale jakże inna. Mimo, iż mi zabrakło w tej książce większej dawki emocji, polecam ją wszsystkim zainteresowanym. Przede wszystkim tym, którzy czytali "Wakacje" i nie mieli jeszcze okazji poznać dalszych losów Niny. 

Zakończenie, jakim uraczyła nas autorka może sugerować, że to nie koniec opowieści o Ninie i jej dzieciach. Wydaje mi się, że autorka szykuje nam coś jeszcze. Czy mam rację? Na razie tego nie wiem. Wiem natomiast to, że gdyby pojawiła się kolejna część losów bohaterki, na pewno bym po nią sięgnęła i to z przyjemnością, bo jestem ciekawa, jak Nina sprawdzi się w roli potrójnej matki. 


piątek, 13 listopada 2015

Kat Zhang - „Co ze mnie zostało”




Chciałam zniknąć. Wślizgnąć się w nicość, którą  odkryłyśmy, gdy miałyśmy trzynaście lat, gdzie nie było nic ostrego, co zadawałoby ból, jedynie potok snów wirujących wokół nas, aż w końcu stawałyśmy się częścią ich. 
Ale nie mogłam. Teraz miałam zbyt wiele do stracenia.

          Co ze mnie zostało to debiut młodej pisarki, Kat Zhang, która tak jak i my jest molem książkowym. Pomysł autorki lekko kojarzył mi się z Intruzem Stephenie Meyer, nie umniejszało to jednak mojego zaciekawienia. Coś w opisie tej książki mnie intrygowało, biła z niego pewna emocja, która wzbudziła moje zainteresowanie. Nie spodziewałam się po tej lekturze niczego konkretnego a jednak w jakiś sposób mnie ona poruszyła.
          Eva i Addie są siostrami, nawet sobie bliższymi niż bliźnięta, ponieważ zamieszkują jedno ciało i znają wzajemnie swoje myśli oraz uczucia. Na pewnym etapie rozwoju dusza recesywna powinna zaniknąć, a wówczas absolutną władzę nad ciałem przejmuje dusza dominująca. Eva jednak nie odeszła. Osoby takak one nazywane są hybrydami, których obawia się i z którymi walczy cały kraj, Dziewczęta nie chcą się ze sobą rozstawać, udają więc, że są „normalne”, by nie zostać aresztowane. Przytłoczone strachem i niepewnością, walczą z system, zmotywowane miłością, której nie sposób zrozumieć w pełni.
          Kat Zhang posiada coś, co nie zawsze udaje się zdobyć nawet doświadczonym autorom - zdolność wzbudzenia w czytelniku emocji. Pamiętając, że mam do czynienia z debiutem, nie mogę tego nie docenić. Wczułam się w tragedię Evy i Addie. W czasie lektury towarzyszył mi ten smutek, który wyczułam już w opisie. Wlókł się za mną nieustannie, czasem wyprzedzając mnie o krok lub dwa. Współczułam tym dziewczynom, nie potrafiłam inaczej, tym bardziej że hybrydyzm to tylko jeden z ich wielu problemów.
           Eva jest duszą recesywną, a więc utraciła możliwość kierowania ciałem, To Addie ma wyłączną władzę, a jej siostra po prostu istnieje. Myśli, czuje, pragnie, jednak nie posiada żadnej siły sprawczej, utraciła ją kilka lat temu, w czasie kiedy powinna była odejść. Moment kiedy pojawia się możliwość, by Eva odzyskała umiejętność posługiwania się własnymi kończynami jest trudny dla obu dziewczyn. Addie chce, aby jej siostra była szczęśliwa ale utrata kontroli, którą posiadała od zawsze ją przeraża. Natomiast Eva nie chce na Addie naciskać, nie potrafi jednak zrezygnować z pragnienia, by na powrót móc być niezależną. Dylematy się mnożą, uczucia wybuchają, a niebezpieczeństwo jest coraz bliżej.
          Bardzo ciekawym aspektem tej książki jest narracja. To z perspektywy Evy czytelnik zapoznawany jest z wydarzeniami, ta jednak wypowiada się w liczbie mnogiej! W ten sposób jasno zostaje podkreślone, że Addie i Eva są jednością. Dwoma nierozłącznymi częściami całości. Duszami, które w harmonii potrafią funkcjonować w jednym ciele. Nie umknęło mojej uwadze, że w pewnym momencie ten zabieg gdzieś zanika, by ponownie powrócić. Jest to na tyle zaskakujące, że nie potrafię ocenić czy autorka postąpiła tak celowo, czy też się zapomniała, jednak rzuca się to w oczy, kiedy już jest się przyzwyczajonym do narracji mnogiej.
         Imponuje mi, że ta pozornie zwykła powieść młodzieżowa, przemyca w swojej treści tyle istotnych problemów, takich jak poszukiwanie własnej tożsamości, poświęcenie ale i walka o siebie oraz o to, w co wierzymy. Addie i Eva uczą czytelnika, że nie zawsze to dorośli mają rację. Czasami zamiast spuścić głowę należy krzyknąć głośno i wyraźnie: nie. Tak po prostu dać wyraz swoim emocjom, by móc ocalić to, co jest dla nas ważne, co szanujemy i kochamy, czego nie chcemy utracić za żadną cenę.
         Muszę przyznać, że pomył na fabułę jest ciekawy. Jak już wspomniałam, nie sposób nie skojarzyć sobie Co ze mnie zostało z Intruzem, na którego temat wypowiadać się nie mogę, bo lekturę porzuciłam po kilkudziesięciu stronach. Choć fakt, że Co ze mnie zostało dokończyłam, coś oznacza. Tutaj dwie dusze darzą się miłością i zaufaniem. Nie walczą o kontrolę ale chcą ją dzielić, a jedyne czego pragną to być razem. Nie sądzę, abyście kiedyś puścili wodze fantazji i wyobrażali sobie, jakby to było, jeśli w Was żyłby ktoś jeszcze, ktoś kto jest z Wami od chwili poczęcia. Ja takich refleksji nigdy nie snułam i naprawdę nie potrafię powiedzieć, jak postąpiłabym na miejscu głównych bohaterek. Nie wątpię, że doświadczyłabym wszystkich ich trosk. Bardzo ciekawa koncepcja, której rozwinięcie szalenie mnie ciekawi.
         Co więcej Kat Zhang tom pierwszy zamknęła dokładnie tak, jak lubię, czyli słodko-gorzko. Z jednej strony chciałabym się cieszyć, bo coś się udało, jednak inne przykre wydarzenie, rzuca cień na ten pozytyw i uniemożliwia mi radowanie się. Autorka nie domknęła wszystkich wątków, gdzieniegdzie stawiając znaki zapytania, gdyż Co ze mnie zostało otwiera cykl pod tytułem Kroniki Hybrydy. Ja jak najbardziej deklaruję chęć przeczytania kontynuacji. Zakończenie wzbudziło moją ciekawość, nasunęło mi się kilka pytań, na które odpowiedź chciałabym poznać i mam szczerą nadzieję, że uda mi się tego dokonać po przeczytaniu drugiego tomu tego cyklu.
         Jak najbardziej polecam przeczytać tę książkę wszystkim tym, którzy tak jak ja zostali przyciągnięci przez opis. Na pewno warto samemu się zapoznać i wystawić swoją własną, subiektywną opinię. Sądzę, że należy dać szansę tej młodej autorce, choćby po to, by dowiedzieć się, jak dalej zamierza rozwijać swój pomysł na ten cykl. Mi lektura sprawiła przyjemność, a finał zainteresował, zatem zachęcam do przeczytania, bo książka ta jest już dostępna w księgarniach.


Autor: Kat Zhang
Tytuł: Co ze mnie zostało
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 21 października 2015
Ilość stron: 398
Ocena: 7/10

Za egzemplarz z całego serca dziękuję wydawnictwu: