piątek, 23 października 2015

Rainbow Rowell - "Fangirl"

Czasem jest tak, że są książki, o których słyszy i czyta się wszędzie. Gdzie się tylko nie odwrócisz, tam znajdziesz okładkę, cytaty, zakładki, opinie, recenzje i inne formy reklamy. Tak również było z "Fangirl". Co prawda o książce słyszałam już dużo wcześniej, przed naszą premierą i już wtedy mnie kusiło, żeby ją przeczytać. Natomiast, gdy wydawnictwo Otwarte postanowiło ją wydać w Polsce wiedziałam, że niedługo to nastąpi. Że ją przeczytam. I tak właśnie jest. Jestem po lekturze "Fangirl" i mam zamiar powiedzieć Wam co myślę o tej książce. Zainteresowani? 

Cath i Wren to bliźniaczki, które są zawsze nierozłączne. Gdzie pojawi się Wren, tam zaraz można zobaczyć Cath. Zawsze są dla siebie wszystkim, wszystko robią razem, wszędzie pojawiają się razem.Wspierają się w każdej chwili, nie wyobrażają sobie kilku godzin spędzonych bez siebie. Są fankami Simona Snowa. Prawdziwymi fankami, zwłaszcza Cath, która pisze fanfiki o nim i ma naprawdę liczną "publiczność".

Gdy dziewczyny idą do college'u, ich drogi się rozchodzą. Wren wybiera życie imprezowe, chłopaków, randki, nowe znajomości, alkohol. Cath natomiast zamyka się w swoim pokoju, który dzieli z Reagan i pisze swoje fanfiki o Simonie Snownie. Nie chce zawierać nowych znajomości, stara się unikać ludzi jak ognia.

Czasem pisanie jest jak zbieganie z górki. Palce zostają na klawiaturze, tak samo jak nogi zostają w tle, nie nadążając za resztą ciała.
(Dokładnie tak)

Przez przystąpieniem do lektury byłam do niej bardzo pozytywnie nastawiona. Te wszystkie pozytywne opinie, jakie zbierała, wszelkie zachwyty, które wyczytywałam w Waszych recenzjach spowodowały, że chciałam jak najszybciej się za nią zabrać i sprawdzić, że ta "Fangirl" faktycznie jest taka dobra, jak mówicie. No i powiem szczerze, że trochę się rozczarowałam. Nie to, że książka jest zła, po prostu spodziewałam się czegoś lepszego po tych wszystkich zachwytach.


Cath nie starała się znaleźć nowych przyjaciół.
W niektórych sytuacjach wręcz pilnowała, żeby broń Boże nikogo nowego nie poznać. Nie bywała przy tym niegrzeczna. (Skryta, spięta, prawie mizantropijna? Owszem. Niegrzeczna? Nigdy).


Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, to trzeba przyznać. Autorka wykreowała ją jako niezdolną do życia z innymi ludźmi, zamkniętą w sobie do granic możliwości, która cały czas porównuje się ze swoją siostrą bliźniaczką i zapewnia siebie i wszystkich wokół, że jest "tą gorszą". Uważa się za osobę, której nic się nie udaje, na którą nikt nie miałby prawa zwrócić uwagi, bo to przecież tylko Cath, nikt więcej. Nikt specjalny. Denerwowało mnie to jej zachowanie. I również to izolowanie się od innych, żeby tylko ktoś jej nie polubił. Po co jej znajomi? Ma laptopa i Simona Snowa, to jej wystarczy.
Rozumiem, że sam tytuł i pomysł na książkę zobowiązuje, ale ja sobie to trochę inaczej wyobrażałam i niestety się przeliczyłam. Sama jestem książkoholiczką, uwielbiam czytać książki, pochłaniać je wręcz, jednak nie byłam w stanie zrozumieć zachowania bohaterki, niestety.

Spójrz na siebie. Ogarniasz świat, niczego się nie boisz. Ja za to boję się wszystkiego. I jestem szurnięta. Może nawet myślisz że jestem szurnięta tylko odrobinę, ale to dlatego, że pokazuję ludziom zaledwie wierzchołek góry lodowej mojego szurnięcia. Pod powierzchnią lekkiego szurnięcia i niedostosowania społecznego jestem całkowitą porażką.
(Tak, jesteś!)

Kolejnym minusem jaki zauważyłam w tej książce jest to, że składa się ona z kilku różnych książek. Oprócz tej prawdziwej, dotyczącej życia Cath historii pojawiają się również fragmenty z "Simona Snowa", fragmenty fanfiiku autorstwa Cath i innych krótkich notek. Nie spodobał mi się ten zabieg, to trzeba przyznać. Wytrącał mnie z rytmu, z historii Cath. W pewnym momencie nawet skończyłam je czytać, po prostu je omijałam, bo mnie to irytowało. Przeszkadzało mi w poznawaniu historii Cath i innych bohaterów. Tak, Simon Snow nie przypadł mi do gustu.

Nie mogę jednak powiedzieć, że książka nie podobała mi się. Czyta się ją naprawdę rewelacyjnie (no, oprócz tych wstawek z Simona Snowa i innych), jest wciągająca. Autorka posługuje się lekkim i swobodnym językiem, który przyjemnie się czyta. Nie znajdziemy tutaj pędzącej akcji, ani żadnych emocjonujących przeżyć, jednak autorka jakimś cudem potrafiła mnie przyciągnąć i nie pozwolić, abym przestała czytać, dopóki nie dobrnę do końca.
Myślę, że w dużym stopniu na odbiór tej książki przekłada się mój wiek. Wydaje mi się, że jestem już trochę za stara na tę powieść. Gdybym była pięć lat młodsza, może inaczej bym ją odebrała i zachwycałabym się z innymi, a teraz? No niestety. "Fangirl" mnie nie urzekła, nie spowodowała, że miałabym ochotę dla niej zarwać noc. Jest to dobra książka, trzeba to przyznać. Ale tylko dobra, nic więcej.

Uszczęśliwianie ludzi sprawia mi przyjemność. I jeśli już, to daje mi to jeszcze więcej energii, którą przeznaczam dla osób, na których mi zależy.

Jeśli chodzi o szatę graficzną. To jestem na tak. Okładka bardzo przypadła mi do gustu. Nie wiem jak inni, ale ja jestem nią zachwycona i skusiłabym się, widząc ją na półce w księgarni czy w bibliotece.

Komu polecam? Przede wszystkim młodszym czytelnikom, którzy mam nadzieję odnajdą w "Fangirl" coś, czego ja nie mogłam doszukać. Coś, co sprawi, że tę książkę odbiorą zupełnie inaczej niż ja, bardziej pozytywnie. Przecież tyle osób się nią zachwyca. Coś w niej musi być, bez powodu nie byłoby takiego zachwytu nad nią. Spróbujcie, przeczytajcie, wyróbcie sobie swoje zdanie na jej temat i dajcie mi znać!

Książkę miałam możliwość przeczytać w ramach Book Touru organizowanego przez Książkowe kocha nie kocha, a otrzymałam ją od Dominiki z bloga Czytelnia Dominiki, za co serdecznie dziękuję.