czwartek, 1 października 2015

John Green - „Papierowe miasta”




          Istnieje bardzo mała szansa, że któryś z moli książkowych nie słyszał o Johnie Greenie. Gwiazd naszych wina rozsławiło tego autora na całym świecie. I choć nie każdemu ta książka przypadła do gustu, zyskała ona miliony fanów, a wraz z nią jej autor. Osobiście byłam tą pozycją zachwycona, dlatego też Papierowe miasta bardzo mnie ciekawiły. Moje wrażenia znajdziecie poniżej.
          Quentin Jacobsen to przeciętny nastolatek, który chce dostać się na dobrą uczelnię, dużo zarabiać, założyć w odpowiednim momencie rodzinę... Jego wielką słabością jest jego sąsiadka, buntowniczka Margo Roth Spiegelman, o której wyczynach krążą legendy. Quentin jest nią zafascynowany od czasów ich dzieciństwa, kiedy to nie podzieliła ich jeszcze szkolna hierarchia społeczna. Niespodziewanie w monotonne życie chłopaka znowu wkracza Mrago... w stroju ninja! Wspólnie spędzają niezwykłą noc pełną przygód, po której dziewczyna znika, zostawiwszy wcześniej dla Quentina wskazówki, jak ją odnaleźć. By tego dokonać musi przemierzyć duży fragment USA. W czasie swojej podróży otworzy oczy na wiele rzeczy, których wcześniej nie dostrzegał, ale przede wszystkim zrozumie, że Margo Roth Spiegelman jest zupełnie inna niż mu się wydawało.
          Wzmianka o stroju ninja ostatecznie przekonała mnie, że to Papierowe miasta są kolejną książką Greena, którą muszę przeczytać. Ciekawiło mnie, o co tutaj właściwie chodzi. Spodziewałam się wiele, tym bardziej, że słyszałam bardzo dobre opinie na temat tej książki. John Green jak zwykle nie zawodzi i poprzez prostą historię, przemyca wartościowe treści, za co go bardzo cenię.


Ach, Boże Drogowej Sprawiedliwości, czemuż to drwisz sobie ze mnie? Minivanie, kamieniu młyński u me szyi! Znamię kainowe! Wredna bestio o wysokim suficie i niewielu koniach mechanicznych!

           Jak już wspominałam, zarówno Gwiazd naszych wina, jak i Papierowe miasta to powieści zbudowane na nieskomplikowanym pomyśle fabularnym, jednak John Green z czegoś prostego, potrafi zrobić coś niezwykłego za pomocą kreacji bohaterów, ich doświadczeń, czy narracji, które to skłaniają czytelnika do refleksji, przemyślenia tej czy innej myśli, która została zapisana przez autora. Niebagatelne znaczenie ma także styl, jakim charakteryzują się książki Greena. Przystępny język i łatwy w odbiorze przekaz sprawiają, że czyta się je przyjemnie, szybko, bez większych problemów. Ponadto w jego prozie występuje naturalny lekki dowcip, który dodaje całej powieści smaku.
          Kluczowi są bohaterowie, którzy posiadają bogate osobowości. Są interesujący, różnorodni i wielowymiarowi. Quentin wydaje się być sympatycznym ale nudnym dzieciakiem patrząc na niego z boku, a jednak okazuje się być kimś więcej niż można by sądzić po pozorach. Q uczy się wiele o ludziach i przyjaźni, a my razem z nim. Każda z postaci ma cechy pozytywne i negatywne, za które je kochamy lub ich nie lubimy. Są przede wszystkim wielobarwni i autentyczni, a to jest najistotniejsze.

Odchodzenie jest przyjemne i czyste, tylko kiedy zostawia się za sobą coś ważnego, coś, co miało dla nas znaczenie. Kiedy wyrywa się życie razem z korzeniami. Ale tego nie da się zrobić, dopóki nasze życie nie zapuści korzeni.

           I tym razem John Green udowodnił jak dobrze rozumie nastolatków. Nie są oni przerysowani czy stereotypowi. Tak, bywają płytcy ale jednocześnie ich myśli niejednokrotnie zaprzątają ważne kwestie życiowe. Autor wie, że młodzież wcale nie jest głupia, choć czasem zachowuje się nierozsądnie i bezmyślnie. Moim zdaniem takie podejście bardzo się chwali, gdyż często w książkach można spotkać nastolatków wykreowanych na głupich, samolubnych i rozpieszczonych szczeniaków. A nie zawsze tak jest. Osobiście lubię czytać książki młodzieżowe, które tę młodzież doceniają.
           Papierowe miasta charakteryzują się pewną mądrością. Postępowanie i przygody bohaterów uczą o ludziach, życiu ale i wiele można dowiedzieć się o sobie samym. Refleksje Greena wypowiedziane ustami Quentina dały mi do myślenia i skłoniły do przeanalizowania kilku istotnych rzeczy. W czasie czytania tej książki nie da się nie myśleć. I to jest w nich świetne.
           Warto zaznaczyć, że do pewnych szczegółów można się przyczepić, jeśli komuś zależy na tym, aby powieść była realistyczna. Zdarzają się sytuacje, których wiarygodność może budzić wątpliwości ale ich celem nie jest bycie prawdopodobnymi. Zostały one bowiem napisane pod wartości, które autor stara się przekazać odbiorcy. Dlatego też ja nie rozpatrywałam każdego kolejnego wydarzenia i posunięcia bohaterów jako realistycznych czy nierzeczywistych, bo nie tego szukam w książkach.

[...]wszyscy jesteśmy popękani. Każde z nas zaczyna życie jako wodoszczelny okręt. Ale potem przydarzają nam się różne rzeczy- ludzie nas opuszczają albo nas nie kochają, albo nas nie rozumieją, albo my ich nie rozumiemy, więc tracimy, przegrywamy i ranimy się wzajemnie. I okręt zaczyna pękać. No a kiedy okręt pęka, koniec staje się nieunikniony.

            Temat papierowych miast w obu aspektach uważam za interesujący. Nie miałam pojęcia, że kaligrafowie wymyślali nieistniejące miejscowości, aby ich prace nie zostały skopiowane. Ta informacja mnie zaskoczyła i zainteresowała. Niemniej ciekawe jest spojrzenie Margo na otaczającą ją rzeczywistość. Ta dziewczyna mnie intrygowała, z przyjemnością więc przeprowadzałam poszukiwania z Quentinem.
            Jak najbardziej polecam tę pozycję nie tylko nastolatkom ale i osobom dorosłym, bo z pewnością im się podoba. Papierowe miasta czyta się przyjemnie ale nie bezmyślnie. Przystępnie podane treści, niosą ze sobą uniwersalne wartości, dzięki czemu czytelnik się nie męczy a jednocześnie wynosi coś z lektury. Właśnie dlatego bardzo lubię i cenię literaturę Johna Greena, którą zamierzam poznać w całości. Was również do tego zachęcam, bo warto!

Autor: John Green
Tytuł: Papierowe miasta
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 15 lipca 2015
Ilość stron: 400
Ocena: 9/10

Za książkę dziękuję serdecznie Taniej Książce