piątek, 30 października 2015

Darynda Jones - „Trzeci grób na wprost”




Śmierć przychodzi do tych, którzy na nią czekają. 
Oraz do tych, którzy nie czekają.
Więc tak czy owak...

          Nie jest tajemnicą, że kocham serię o Charley Davidson, jak i samą Charley Davidson, z którą zawsze bawię się genialnie. Nie mogłam się wprost doczekać, kiedy w końcu dorwę się do tej książki i wtopię w świat zwariowanej kostuchy z najlepszym tyłkiem we wszystkich wymiarach (wierzę jej na słowo)! Wciągnęłam się straszliwie, a lektura poszła mi bardzo szybko. Teraz cierpię, bo jestem zmuszona czekać aż ukaże się kontynuacja Trzeciego grobu na wprost. Mam nadzieję, że niebawem pojawi się na rynku.
          Charley Davidson, kostucha pierwsza klasa i prywatna detektyw (taka sobie), uprawia swą profesję na kofeinowym gazie, i to sporym, jako że gorąco pragnie wywołać u siebie bezsenność. Ilekroć zmruży oczy, pojawia się Reyes Farrow - pół-człowiek, pół-supermodel, całkiem syn Szatana. Problem tylko w tym, że jest odrobinę poirytowany. W sumie Charley spętała go na całą wieczność, więc trudno się chłopu dziwić. Jednak trzynaście dni bez spania ma prawo zrobić z dziewczyny wariatkę.
          Kiedy więc pewien mężczyzna zatrudnia ją, by znalazła jego żonę, Charley przyjmuje zlecenie z jednym celem na oku: posadzić gościa, i to bynajmniej nie na stołku w barze. Wina wprost od mężczyzny bucha, więc Charley poprzysięga znaleźć zwłoki jego żony i udowodnić, że jest on mordercą.
          W międzyczasie Reyes wrócił do więzienia i nie jest z tego powodu specjalnie zadowolony... A przynajmniej Charley tak sądzi, dopóki ten ciemnowłosy szelma jej nie uprowadza. Zarzeka się przy tym, że człowiek, którego rzekomo zabił, żyje i ma się dobrze, a w dodatku przebywa gdzieś w pobliżu. A Reyes chce, by Charley go znalazła.
          Wizyta u starego kumpla, Rocketa, nie rzuca światła na sytuację Reyesa, Charley odkrywa jednak, że żona jej klienta nadal żyje. Co oznacza, że czasu jest niewiele. Znaleźć ją, zanim umrze, graniczyłoby z cudem, ale Charley musi chociaż spróbować. Z pomocą swej modnej inaczej recepcjonistki Cookie kostucha wyrusza na misję, by postawić łajdaków przed obliczem sprawiedliwości. Oby tylko Reyes nie okazał się jednym z nich. I oby nie wyszło na to, że z tej wymuszonej bezsenności ma omamy.


Złapałam telefon i znów zadzwoniłam do Cook.
- Stara, musimy sobie zorganizować wózek golfowy, żeby nim jeździć do pracy i z pracy do domu. 
- Idzie się jakieś trzydzieści sekund. 
- No właśnie! Co roku zaoszczędzimy na dojeździe do biura całe minuty. 
- Spałaś już?
- Pewnie. Ucięłam sobie po drodze turbo drzemkę.
- Czy ty czasem nie jechałaś samochodem? 
- No. Inni kierowcy ciągle mnie budzili. Klaksony powinny być zakazane. 


          W tym tomie Charley znowu ma kłopoty, co już chyba nikogo nie dziwi. Reyes nadal sprawia problemy, z tatą niełatwo jej się układa, a do tego jeszcze dochodzi nowe śledztwo. Jakby tego było mało, nad głową naszej kostuchy zawisła groźba wojny, w której Charley będzie musiała odegrać istotną rolę... Cóż, nikt nie obiecywał, że fucha kostuchy to spacerek po łące, prawda? Nie sposób jednak nie współczuć głównej bohaterce. Jestem pewna, że mój żal byłby stokroć większy, gdyby Charley nie rozśmieszała mnie na każdym kroku. 
             Nie jest tak, że autorka wszystko zwala na barki Charley, która ostatnio jest totalnie niewyspana. Przy jej boku obowiązkowo czuwa wspaniała Cookie. Te babki oddzielnie są zabójcze, ale kiedy występują razem są nie do zatrzymania. Ubóstwiam je. Ich ciągłe przekomarzanki, pieprzne i przezabawne riposty tworzą klimat tej serii. One stanowią duet doskonały. Nie oznacza to jednak, że pozostali bohaterowie zostali skryci w ich cieniu, bo i na przykład taki Wubek potrafi rozwalić mnie jednym swoim tekstem. Co więcej w tym tomie rozkręca się również smakowity Garrett, a o cudnym Reyesie wspominać nawet nie będę, bo nie muszę. W końcu wszystkie go uwielbiamy. Jeśli jednak, jakimś cudem, komuś za mało było fajnych facetów, w Trzecim grobie na wprost pojawia się gang motocyklowy bogaty w pociągających brutali. O tak, takie rzeczy to my lubimy, prawda?


 - Jak wizyta u Kim?
Westchnęłam przeciągle i z wysiłkiem, po czym powiedziałam:
- Kiedy przyszłam, była bardzo szczęśliwa. Kiedy wychodziłam, podejrzewam, że była na krawędzi samobójstwa.
- Rzeczywiście tak działasz na ludzi. 

          Wspominałam o tym w recenzjach poprzednich tomów, w tej i na pewno napiszę o tym w moich opiniach o kontynuacji: humor jest tutaj podstawą i najmocniejszym filarem. Choćbym miała najgorszy nastrój ever, strasznego doła i popłakiwała po kątach od tygodnia, nie zdołam ochronić się przed urokiem tego cyklu. Ta niebiańska kostucha zawsze mnie rozśmiesza, a wszystkie moje problemy na czas lektury stają się nieistotne. Właśnie to najbardziej sobie cenię w literaturze. Jeśli jakaś książka potrafi oderwać moją duszę, ciało i umysł od trosk świata doczesnego i szarej rzeczywistości w mojej opinii jest to powieść udana, bo właśnie w tym celu czytam. Tego pragnę, poszukuję i oczekuję. Uwielbiam się śmiać a czytając serię Daryndy Jones nie da się tego nie robić, co  jest genialne. 


Z nagłym rozbłyskiem przerażenia uświadomiłam sobie, że mój mysz przepadł. Po prostu... przepadł. Co za człowiek zabrałby biednego, bezbronnego mysza? Popatrzyłam na jego moduł USB - mój mysz uwielbiał ten moduł - i dałam sobie chwilę na to, by opłakać mysza, którego nazbyt często nie doceniałam. 

         Nurtuje mnie, kiedy relacja Charley i Reyesa zacznie się... przejaśniać (?). Nadal trudno jest określić, co tych dwojga łączy, poza nieziemskim pożądaniem i przyciąganiem, gdyż niezbyt dobrze układa im się na wszystkich płaszczyznach, w których do głosu dochodzi zdrowy rozsądek. Nasze gołąbeczki nadal się żrą i siłują, pomimo tego, że Charley jest ewidentnie zakochana a Reyes piekielnie o nią zazdrosny. Ich zawirowania wciągają i oczywiście bawią. Tak trzymać!
          Wątek detektywistyczno-kryminalny mnie osobiście zainteresował nie mniej od pozostałych. Głowiłam się nad tym czy ta żona żyje czy nie, gdzie jest i ogólnie, o co tutaj właściwie chodzi. Moja ulubiona nieszczęsna kostucha przy okazji śledztwa w tej sprawie, otarła się o śmierć po raz chyba już tysięczny, i ponownie spadła na cztery łapy. Fakt faktem niemało sponiewierana ale jednak w jednym kawałku, co mnie bardzo cieszy. Jak zwykle z opresji wyciągnął ją cięty język, powalający urok osobisty i hektolitry szczęścia. 

Jeśli życie daje ci cytryny, zatrzymaj je sobie
No bo wiesz - cytryny za friko. 

         Cóż Wam tu będę się dalej rozpływać i podniecać... Lepiej sami doświadczcie tych wszystkich wspaniałości, o których się powyżej rozpisuję, bo naprawdę warto. Zamiast się stresować szkołą, studiami, pracą czy innymi przytłaczającymi problemami, sięgnijcie po serię Daryndy Jones, która wyciągnie Was z dołka i doda sił na dalszą walkę z przeciwnościami losu. Bo najważniejsze to się wyluzować i odpocząć fizycznie, psychicznie i emocjonalnie, a to gwarantuje Trzeci grób na wprost

Autor: Darynda Jones
Tytuł: Trzeci grób na wprost
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 2015 rok
Ilość stron: 450
Ocena: 9/10

Za egzemplarz z całego serca dziękuję wydawnictwu:



opis skopiowałam ze strony http://www.papierowyksiezyc.pl/, ponieważ jest obłędny <3