sobota, 31 października 2015

Anna McParlin - "Ostatnie dni Królika"

Książki, w których poruszane są trudne tematy, zazwyczaj różnego rodzaju chorób są ostatnimi czasy coraz bardziej "chodliwe". Zarówno coraz więcej ich powstaje, jak również czytelnicy chętnie sięgają po taką literaturę. Ja dawno nie miałam niczego takiego w swoich dłoniach, dlatego w końcu przyszedł czas na "Ostatnie dni Królika". 

Czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana w rodzinie Królikiem, trafia do hospicjum – jej kilkuletnia walka z rakiem dobiega końca. Bliscy wciąż poszukują cudownego lekarstwa, powoli jednak godzą się z tym, że Mia wkrótce odejdzie. Każdy z nich na swój sposób radzi sobie z tym, co nieuniknione. Wojownicza matka nie poddaje się i ciągle wierzy, że lekarze uratują Mię. Siostra nie ma złudzeń, ale przekonuje nastoletnią Juliet, że jej mama wyzdrowieje. Brat rockandrollowiec co prawda przerywa trasę koncertową i wraca do domu, ale robi wszystko żeby nie myśleć o śmierci siostry. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii i plotkują, by zagłuszyć niepokój. Otoczona bliskimi Mia wspomina Johnny’ego, swoją pierwszą miłość. Ma nadzieje, że się spotkają. Najbliższe dziewięć dni zabierze wszystkich w szaloną podróż przez spełnione i niespełnione marzenia.

"Ostatnie dni Królika" to powieść o czterdziestoletniej Mii, zwanej przez rodzinę i przyjaciół Królikiem. Kobiecie chorej na raka, umierającej można powiedzieć. Ostatnie swoje dni spędza w hospicjum, gdzie każdego dnia wokół niej zbiera się liczna rodzina, która próbuje podnieść ją (jak również siebie) na duchu. Chcą, aby te ostatnie dni były dla niej wspaniałe, by spędziła je w rodzinnym gronie.  

Można pomyśleć, że ta książka to głównie szpital, choroba, śmierć, smutek, rozpacz i nic więcej. Ale tak nie jest.  "Ostatnie dni Królika" to nie tylko smutne sceny z chorą i przykutą do łóżka Mią. Nie. W jej wspomnieniach przenosimy się do jej dzieciństwa i lat młodości, gdy była piękną, zdrową i szczęśliwą dziewczynką, nastolatką i kobietą. Poznajemy jej pierwszą (i być może jedyną) miłość - Johnny'ego, który odszedł od niej wiele lat temu. Dowiadujemy się sporo rzeczy odnośnie jej dzieciństwa, relacji z rodziną, rodzeństwem i otoczeniem. Poznajemy jej pasje, zainteresowania. 

Książkę czyta się naprawdę bardzo dobrze. Chociaż podobno (bo tak stwierdziła moja przyjaciółka) ta książka nie jest w moim stylu ("bo Ty czytasz same romanse"), bardzo mi się podobała. Było to naprawdę świetne oderwanie się od moich codziennych lektur.  Spędziłam z nią wiele wspaniałych chwil. Czytałam ją dosyć długo, jednak było to celowe. Nie chciałam tak szybko rozstawać się z tymi cudownymi bohaterami. A poza tym. Wiedziałam co mnie czeka na końcu, dokładnie wiedziałam. Nawet tytuł mówi sam za siebie. Jednak mimo wszystko, nie sama śmierć Królika zrobiła na mnie takie wrażenie jak to, w jaki sposób odeszła. Łzy cisnęły mi się do oczu. To było takie piękne. 

Powieść podzielona jest na dziewięć części. Każda z nich to jeden dzień, który Królik spędza w hospicjum. Dziewięć dni, w których rodzina próbuje jeszcze coś zrobić, jakoś nie dopuścić do tego, co nieuniknione. Dziewięć dni, w których wszyscy są razem. Cała rodzina w komplecie. Zupełnie oderwana od codzienności. Rodzina, która każdego dnia zjawia się przy łóżku chorej, nie dając się jej nudzić, wspierająca Mię na duchu, wspominająca dawne życie. Ciepła, kochająca się rodzina, która w takiej właśnie chwili potrafi się zjednoczyć i być razem naprawdę, mimo wielu innych obowiązków. 

"Ostatnie dni Królika" polecam wszystkim tym, którzy chcą poczuć, co w życiu jest najważniejsze. Osobom, które chcą przeczytać emocjonującą książkę, poczuć wiele różnych emocji i otrzymać coś, co skłoni je do refleksji. Bo ta książka bez dwóch zdań jest dokładnie taka.