poniedziałek, 5 października 2015

Akcja wywiad: Magdalena Witkiewicz

Witajcie! 
Post ten miał się już ukazać wczoraj, jednak przez studia, które właśnie zaczęłam nie miałam kompletnie na to czasu, siły i głowy. Zaczęłam studia zaoczne, w ten weekend miałam właśnie pierwszy zjazd i w ogóle nie miałam czasu ani dla siebie, ani dla bloga, ani na czytania ani na nic. Mam nadzieję jednak, że jakoś uda mi się to wszystko zorganizować i posty będą ukazywały się regularnie! Poza tym...Fosiek wróciła i będzie się starała już dla Was pisać. Mam nadzieję, że cieszycie się? 

Dziś mam dla Was kolejny post z serii "Akcja wywiad". Tym razem przeprowadziłam rozmowę z cudowną osobą, jaką jest Magdalena Witkiewicz, autorką m.in "Pierwszej na liście", czy "Po prostu bądź", która swoją premierę będzie miała w środę (7.10). Zapraszam do czytania i komentowania! 

1.     Od czego zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Ostatnio sobie przypomniałam, że gdy byłam nastolatką, bardzo lubiłam się kłaść wcześniej do łóżka, by wymyślać historie. Zwykle to ja byłam bohaterką tych moich historii. Oczywiście w większości to były opowieści z wielką miłością na pierwszym planie. Wtedy nie myślałam, żeby być pisarką. To było dla mnie na tyle nierealne, że nawet nad tym się nie zastanawiałam. Byłam pewna, że by pisać książki trzeba być naprawdę kimś wielce niesamowitym. Nawet raz wysłałam opowiadanie na konkurs i nic nie wygrałam. Może gdybym wygrała, wcześniej bym pomyślała, by pisać? A tak… Na moje pisanie składało się kilka czynników. (śmiech) Urlop macierzyński i bardzo grzeczna córka, bardzo zapracowany mąż i w związku z tym wolne wieczory i chęć przelania historii w mojej głowie na papier. A w zasadzie na dysk komputera. Potem trochę cierpliwości też się przydało. Ale tak to się zaczęło. Nigdy w życiu nie pisałam do szuflady. Gdyby pierwsza książka nie spotkała się z zainteresowaniem wydawców, dalej byłabym chyba analitykiem marketingowym…

 2.  Skąd czerpie Pani pomysły na książki? Ile w Pani książkach jest osób prawdziwych, z którymi Pani kiedykolwiek się spotkała, a ile z nich to fikcja literacka?

W zasadzie wszystko jest fikcją. Czasem opowiem zasłyszane historie, ale przeważnie trochę je zmieniam. Tak, by pasowały do mojej fabuły. W Pierwszej na liście jeden z wątków jest inspirowany prawdziwymi zdarzeniami. Lubię jednak podglądać ludzi i często, gdy wymyślam bohatera, pożyczam sobie cechy ludzi, którzy gdzieś tam są wokół mnie. Czasem są rozpoznawani przez moich znajomych! Tak było w przypadku jednej z bohaterek Szczęścia pachnącego wanilią. Chociaż teraz sobie myślę, że jak kogoś nie lubię w realnym świecie, to nie będę miała dla niego litości! (śmiech)

3. Z którą z bohaterek książek napisanych przez Panią utożsamia się Pani najbardziej i dlaczego?

Wiadomo z którą!!! Z Milaczkiem! To była moja pierwsza powieść i wydaje mi się, że jestem taka sama jak ta sierota Milenka, która chciałaby dobrze dla całego świata, ale czasem świat postrzega to zupełnie na opak. Niektóre wydarzenia z życia Milaczka są prawdziwe. Może nie było wrednego dentysty, ale chyba niektórym osobom z przeszłości powinnam podziękować za inspirację (śmiech).

3.     Kto jako pierwszy czyta Pani książki zanim zostanie wysłane do wydawcy?

Bardzo różnie. Kiedyś to robiła moja mama, ale ostatnio stwierdziła, że już chce czytać wydane. Zatem przestała. Mam kilka koleżanek, którym wysyłam powieść w odcinkach. Ostatnio czytamy swoje książki z Lilianą Fabisińską i Nataszą Sochą. Wyłapujemy wtedy wszelakie głupoty i nieścisłości w treści. To wygląda trochę tak, jakbyśmy wzajemnie robiły sobie redakcję. Czytamy fragmentami, radzimy się często siebie co do fabuły, czy przebiegu akcji. W zakończeniu do „Po prostu bądź” piszę nawet o tym, że nie pozwoliły mi napisać „3 lata później”. Wredne! (śmiech).

4.     Z której dotychczas wydanej książki / książek jest Pani najbardziej zadowolona?
Z tej, którą dopiero napiszę. (śmiech) Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się zadebiutować. Wiem, że to trudne. Jestem również zadowolona, że nie posłuchałam wielu osób i zdecydowałam się napisać moją pierwszą poważną książkę „Opowieść niewiernej”. Trudno mi powiedzieć z której jestem najbardziej zadowolona… Najbardziej czuję "Zamek z piasku", ale wiem, że literacko najlepsza jest "Pierwsza na liście". "Po prostu bądź" z kolei jest najbardziej emocjonalna… Nie wiem. Każde dziecko kocha się tak samo.

5.     W środę (7.10) premierę będzie miała Pani najnowsza książka, "Po prostu bądź". Jak się Pani z tym czuje?
Zawsze się boję. Czuję się dokładnie tak, jak przed pierwszą randką. Jestem wystrojona, staram się najbardziej jak potrafię, wyglądam najlepiej jak umiem. Ale jest ryzyko, że nie zauważę plamy na spodniach, czy rozdartej bluzki. Inni to zauważą. Wypuszczam swoje dziecko w świat. I to już nie zależy ode mnie, czy zostanie ono przytulone i ukołysane, czy rozdarte na pół. A to zawsze boli. Jednak recenzje przedpremierowe pokazują, że jest dobrze. I bardzo się z tego cieszę.

6. Skąd pomysł w ogóle na taką fabułę? "Możemy się umówić i zawrzeć pewien pakt" 

Chyba dwa albo trzy lata temu, gdy byłam na targach książki w Krakowie i leżałam już sobie w hotelowym łóżku, dostałam od znajomej esemsesa. „Posłuchaj Sting Practical Arrangement, jak cię znam, napiszesz do tego powieść”.
Pamiętam, że wtedy kupiłam tę piosenkę na mój telefon, by jej posłuchać. I tak sobie spokojnie ta historia dojrzewała we mnie kilka lat, aż poczułam, że właśnie nadszedł moment, by ją opisać.

7. Czy jest coś w "Po prostu bądź", co chciałaby Pani teraz zmienić? Coś dopisać, coś wyrzucić, nanieść jakieś poprawki?

Nie! Nawet nie chcę teraz do niej zaglądać. Mam tak, że gdy kończę pisać książkę, to potem czytam ją jeszcze kilka, kilkanaście razy. I naprawdę już nie chcę nic dodawać, poprawiać, uzupełniać. Na tym etapie jestem zmęczona tą historią. A zresztą – już za późno. Niech idzie w świat i cieszy, wzrusza i bawi czytelników.  

8. Wiele osób pyta mnie, od której książki najlepiej rozpocząć literacką przygodę z Pani powieściami. Może to właśnie Pani doradzi tym osobom, które chciałyby przeczytać jakąś Pani książkę, ale nie wiedzą od czego zacząć?
To zależy, jaką literaturę lubi. Gdy czyta Nicholasa Sparksa – poleciłabym „Po prostu bądź”. Jeżeli lubi się pośmiać – "Moralność pani Piontek" i trylogię Milaczkową. Gdy komuś daje książkę na prezent, a nic o tej osobie nie wiem, daję "Pierwszą na liście". Czasem czytelnicy mówią mi kilka słów o sobie, wtedy wiem lepiej, którą książkę mu polecić. Tak trochę na receptę…

9. Mówi się, że w obecnych czasach jest mało osób czytających. Jak Pani się do tego odniesie?

Nie wiem, czy się z tym zgodzić. Ja obserwuję tendencję wzrostową. Rozmawiam też z paniami bibliotekarkami podczas spotkań autorskich i one są zadowolone! Moim zdaniem czytamy nie tak mało. Owszem, nie czytamy Prousta, czy innej literatury z górnej półki. Książki w tych czasach zwykle służą temu, by nabrać trochę oddechu od codziennych kłopotów. I myślę, że moje w tym celu są doskonałe (śmiech).

10. Na koniec: Jak zachęciłaby Pani moich czytelników bloga do sięgnięcia po "Po prostu bądź"?

„Po prostu bądź” zostało nazwane najpiękniejszą historią o miłości. Któż z nas nie marzy o miłości? Jest to historia o tym, że nawet jeżeli wydaje nam się, iż jest tak źle, że gorzej być nie może, należy zmusić się, by otworzyć drzwi, bo może gdzieś na progu nieśmiało stoi niepewne siebie szczęście. To ciepła otulająca powieść na jesienne wieczory.