sobota, 19 września 2015

Liliana Fabisińska - "Śnieżynki"

Mam listę kilku takich autorów, po których powieści mogę sięgać w ciemno i nie obawiam się, że mi się nie spodobają. Jedną z nich jest właśnie Liliana Fabisińska. Jej seria dla młodzieży "Bezsennik, czyli o czym  dziewczyny rozmawiają nocą" skradła moje serce jakieś 10 lat temu, natomiast w tym roku "Córeczkę" pokochałam na tyle, że wiedziałam, że sięgnę po każdą kolejną książkę, jaka zostanie wydana przez tą Panią. I takim oto sposobem mam "Śnieżynki". Powieść, przez którą nie mogłam w nocy spać, naprawdę! 

Igor i Mateusz znają się ze szkoły podstawowej. Mateusz, zwany Frędzlem był pośmiewiskiem dla całej klasy, a głównym jego prześladowcą był właśnie Igor. Jakie jest ich zdziwienie, gdy spotykają się niespodziewanie w klinice leczenia niepłodności. Ich żony również poznają się i po jakimś czasie zaprzyjaźniają. Obie mają ten sam problem. Chcą mieć dziecko, ale nie mogą. Znają swoje sekrety, zwierzają się sobie. Pewnego dnia z ich ust pada obietnica, przed którą nie można uciec, która została wypowiedziana spontanicznie, bez żadnego przemyślenia. I to właśnie ta obietnica sprawi, że już nic nie będzie takie jak dawniej. 

W powieści do czynienia mamy z dwoma małżeństwami. Monika i Mateusz to para, która od dawna stara się o dziecko, niestety z marnym skutkiem. Próbują wszelkich metod, które mogą im pomóc w poczęciu upragnionego potomstwa, jednak wszystko na nic. Zostaje im jednak jeden sposób, na który Mateusz za nic w świecie nie chce się zgodzić. Ma on bardzo pobożną rodzinę, wuj ma zostać kardynałem, brat, Marek jest księdzem. In vitro nie może wchodzić w grę. Monika bardzo pragnie tego dziecka, jak niczego bardziej na świecie i gotowa jest zrobić wszystko, aby urodzić dziecko i być szczęśliwa.

Daga i Igor to zupełne przeciwieństwo Moniki i Mateusza. To nowocześni ludzie, otwarci na wszelkie propozycje. Daga jest muzykiem, gra  orkiestrze, często wyjeżdża na koncerty. Pomiędzy trasami koncertowymi planuje zajść w ciążę. Jednak jak to w życiu, niczego nie można zaplanować. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie proste. Para nie może mieć dzieci. Igor tak naprawdę nie chce tego dziecka. Stara się o nie tylko ze względu na żonę, którą wydawać by się mogło, bardzo kocha.
Tak jak wspominałam, czułam, że ta książka bardzo mi się spodoba, jednak nie sądziłam, że aż do tego stopnia, że nie będę mogła przez nią spać w nocy, zastanawiając się, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. A tak właśnie było.
Początkowo nic nie zapowiadało tak emocjonującego zakończenia. Akcja płynęła sobie swoim rytmem, obie pary starały się o dziecko. Przeżywały kolejne niepowodzenia, ból, żal, smutek i rozpacz, to właśnie te uczucia dominowały w "Śnieżynkach". Było spokojnie, to trzeba przyznać. Do czasu. Ostatnie dziesięć rozdziałów były przełomowe. Decydujące o tym, jaką ocenę otrzyma ode mnie ta książka. Działo się w niej tyle, że nie mogłam nadążyć i uwierzyć w to, co się działo. Nie zdradzę Wam tutaj nic z fabuły, oj nie. Nie mogę odebrać Wam tej przyjemności. Sami musicie przeczytać i dowiedzieć się co się stało, że książka nabrała takiego tempa, takich emocji. Ja nie wiedziałam co myśleć. Autorka potrafiła tak namieszać w życiu bohaterów, że nikt się tego nie spodziewał.

Pani Liliana  po raz kolejny w swojej książce porusza trudną tematykę. Poprzednio HIV, które jakby się mogło wydawać nie dotyczy zwykłych prostych ludzi, a tym razem kwestia in vitro i związanych z nim dylematami, których doświadczają bohaterowie. Tym razem autorka nie skupiła się jednak na bardzo szczegółowych informacjach medycznych, a na emocjach i przeżyciach bohaterów, towarzyszących im w walce o dziecko. Chciała pokazać, jak zdeterminowane potrafią być kobiety w walce o swoje szczęście. A tym szczęściem dla nich miały być właśnie upragnione dwie kreski na teście ciążowym.

Bohaterowie są od siebie bardzo różni. Dzieli ich zupełnie wszystko. Mają zupełnie inny styl życia, poglądy, sposób zachowania, inne wartości są dla nich ważne. I to naprawdę dało radę się wyczuć. Po sposobie myślenia, podejmowania decyzji. Mimo wszystko jest jedno, co ich łączy - dziecko, o którym tak bardzo marzą, a którego nie mogą mieć. Postacie wykreowane przez autorkę są bardzo autentyczne, dokładnie takie, jakich można spotkać na ulicy, w gronie znajomych, w rodzinie, a może nawet w samych sobie odnajdziemy coś z któregoś bohatera.

Książka jest wspaniała! Wstrząsnęła mną i poruszyła do tego stopnia, że przez dłuższy czas nie potrafiłam  przestać myśleć o bohaterach i o ich walce o szczęśliwe życie w pełnej rodzinie. Pokazuje dylematy, jakie czekają wszystkich, którzy rozważają decyzję przystąpienia do in vitro. Pokazują nie tylko same plusy i zalety tej metody, ale i minusy, jednym z których jest religia.

Kolejnym plusem tej powieści jest niewątpliwie jej okładka. Jak już niejednokrotnie wspominałam, Filia ma wspaniałych grafików i wszystkie książki, jakie zostają u nich wydane są w przepięknej szacie graficznej. Już samo to zachęca czytelnika do sięgnięcia po powieść. Długo zastanawiałam się nad symboliką tej okładki, podobnie jak nad tytułem i nic nie mogłam wymyślić. Wszystkiego natomiast dowiedziałam się czytając "Śnieżynki". Historia z sukieneczką bardzo mnie poruszyła, autorka naprawdę świetnie to wymyśliła!

 Jestem przekonana, że po książkę powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy nie mogą mieć dziecka naturalnymi sposobami. Dla nich na pewno będzie to idealna lektura. Poza tym polecam ją wszystkim tym, którzy chcą w lekturze odnaleźć mnóstwo emocji i prawdziwego życia. Bo taka historia mogłaby zdarzyć się każdemu z nas, naszej rodzinie czy znajomym.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej emocjonującej książki dziękuję z całego serca autorce, pani Lilianie Fabisińskiej!