sobota, 12 września 2015

Krystyna Mirek - "Jabłoniowy sad. Szczęśliwy dom"

Szczęśliwy dom to dla wielu z nas największe marzenie. Kochająca się rodzina, mąż, żona, dzieci, domek z ogródkiem. Czyż nie o  tym marzy jakaś część z nas? To właśnie rodzina i miłość jest dla niektórych nadal najważniejszą wartością w życiu. To właśnie ona nadaje życiu sens i sprawia, że jesteśmy szczęśliwi.
Krystyna Mirek to autorka, która posiada na swoim koncie już dziewięć książek (+ opowiadanie w "Cichej 5"). Pisze książki obyczajowe, które trafiają do serc tysięcy Polek. Studiowała na UJ w Krakowie. Przez wiele lat pracowała w szkole jako nauczycielka języka polskiego i niemieckiego. Obecnie pisarstwo stało się jej dominującym zajęciem w życiu zawodowym. Prywatnie mama czwórki dzieci.

Z twórczością Krystyny Mirek miałam już do czynienia kilkakrotnie. Wszystko zaczęło się od "Miłości z jasnego nieba", potem była "Droga do marzeń", od której pokochałam twórczość tej pani. Następnie "Podarunek", opowiadanie w "Cichej 5" oraz "Francuska opowieść".  Na blogu również ukazał się wywiad, do którego przeczytania serdecznie Was zachęcam.

Gdy tylko dowiedziałam się, że autorka wydaje nową książkę, od razu wiedziałam, że będę chciała się z nią zapoznać najszybciej jak to możliwe. Jeszcze nigdy pani Mirek nie zawiodła mnie. Wiedziałam, że i tym razem też tak będzie.  "Szczęśliwy dom" to pierwsza część sagi rodzinnej, którą autorka już dawno chciała napisać. Jeśli tylko znacie jakieś jej książki, możecie się domyślić, jak cudowna może być ta seria. 

"Są czasem takie poranki w życiu, kiedy otwiera się oczy i człowiek czuje, że już niczego więcej nie trzeba."

W powieści poznajemy Jana i Helenę. Starsze małżeństwo, które właśnie ma przeżywać czterdziestą rocznicę ślubu. Każda ich rocznica celebrowana jest wraz z całą rodziną. Wszyscy spotykają się przy stole. W tym dniu nikogo nie może tam zabraknąć. Ta piękna tradycja utrzymywana jest już od wielu lat. Tym razem Jan i jego siostra, Marta mają złe przeczucia związane z tym dniem. Czy ich przeczucia się sprawdzą? 
Państwo Zagórscy mają cztery dorosłe córki, jednak nie potrafią pozwolić "wyfrunąć im z gniazda". 
Najstarsza, Maryla ma dwójkę dzieci, chłopców. Z mężem się rozwiodła, próbuje ułożyć sobie z kimś życie, jednak nie potrafi znaleźć tego odpowiedniego. Bo dla niej dzieci są najważniejsze. 
Julia jest weterynarzem, wraz ze swoją przyjaciółką prowadzi klinikę weterynaryjną. Ma zaręczyć się z Ksawerym, również weterynarzem. Jednak na jej drodze stanie jej dawna miłość. Jak potoczą się jej losy?
Gabrysia wraz z mężem od lat nieskutecznie starają się o dziecko. Przez to ich zwiazek nie jest już taki jak kiedyś. Na dodatek, on pracuje w Niemczech, rzadko się widują. A w jego życiu niespodziewanie pojawi się młoda dziewczyna...w ciąży. 
Aniela natomiast ma córeczkę. O niej tak naprawdę dowiadujemy się najmniej, jednak jestem pewna, że druga część nam to wynagrodzi. 

"Tata miał rację. Są takie bitwy w życiu, których nie wolno przegrać. Można się już bowiem po klęsce nigdy nie podnieść"

Autorka jak zwykle mnie nie rozczarowała. Wręcz przeciwnie. Sprawiła, że podczas czytania mogłam się zrelaksować, zwyczajnie odpocząć. Razem z bohaterami siedziałam w sadzie pod gruszą, delektowałam się cudownymi widokami otaczającymi ten piękny, szczęśliwy dom. Razem z nimi byłam po prostu szczęśliwa. Pani Krysia w taki sposób napisała tę powieść, że dało się wyczuć ciepło bijące od ludzi, których wykreowała, klimat księgarnio-herbaciarki Jana. Bohaterowie również są bardzo prawdziwi. Bo właśnie takich ludzi możemy spotkać codziennie na ulicy, a nawet w swojej rodzinie. Bardzo polubiłam rodzinę Zagórskich. Zwłaszcza małżeństwo, Helenę i Jana, którzy pomimo czterdziestu lat małżeństwa, nadal są w sobie zakochani do szaleństwa. Czuć było od nich to uczucie, które połączyło ich wiele lat temu i które nadal istnieje i sprawia, że czytelnik nie raz uśmiechnie się podczas czytania. Spójrzcie poniżej, czyż to nie jest piękne?

"Potężna siła ciągnęła go w stronę domu. To była jego oaza. Szczęśliwe miejsce, w kórym zawsze mógł szukać schronienia. Sam wybudował, urządził to miejsce, ale dobra energia, która sprawiała, że budynek stał się wyjątkowy, nie pochodziła od niego. Źródłem ciepła tego domu była Helena."

Pani Krysia nie szczędzi nam prawdziwego życia w tej powieści. Problem z bezskutecznym staraniem się o dziecko, które w jakiś sposób psuje relacje między małżonkami. Dodatkowo, gdyby tego było mało, mąż Gabrysi pracuje w Niemczech, przez co rozłąka jest dodatkowym problemem w ich życiu.

"Zrozum, my tam, na emigracji też jakoś musimy żyć. Spotykamy się wirczorami, rozmawiamy. Człowiek nie chce być sam. To łączy ludzi. Tworzą sięnowe przyjaźnie, czasem też romanse, niestety. Bywa, że długa rozłąka łamie nawet tych, którzy normalnie nigdy by nie pomyśleli o zdradzie."

Następnie problemem, który Pani Krysia nam przedstawiła jest samotne rodzicielstwo. Zarówno Aniela, jak i Maryla samotnie wychowują dzieci. Córeczka Anieli w ogóle nie ma kontaktu ze swoim ojcem, nawet go nie zna. Nikt nie wie, kim on jest. Synowie Maryli natomiast spotykają się ze swoim ojcem, jednak to nie to samo, niż gdyby Marcin w pełni uczestniczył w ich życiu. 

No i oczywiście Julia, która ma się zaręczyć z Ksawerym, jednak na jej drodze staje dawno niewidziany chłopak, pierwsza miłość, na którego widok serce zaczyna szybciej bić. I od tej pory już nic nie będzie takie jak wcześniej. Dziewczyna ma dylemat, czy naprawdę kocha Ksawerego i co czuje do Feliksa. 

"- Myślę, że bez gwałtownych, prawdziwych uczuć człowiek jest spokojniejszy. Ale czy szczęśliwszy? Wątpię.
- Miłość zawsze niesie za sobą jakieś komplikacje. Wystarczy spojrzeć na naszych rodziców. To mogła być prosta historia, gdyby wszyscy troje byli choć trochę mniej zakochani."

Jak widać książka naprawdę przypadła mi do gustu. Sposób, w jaki autorka przedstawiła nam miejsce akcji sprawił, że nie miałam żadnego problemu z wyobrażeniem sobie tego miejsca. Co więcej, widziałam je bardzo wyraźnie, tak jakbym tam była. Bohaterowie również bardzo mi się podobają. Wszyscy mają w sobie coś, co mnie do nich przekonało. Sama chciałabym mieć taką rodzinę. Ciepłą, pełną uczuć, miłości do siebie nawzajem. Rodzinę, która mimo wszystko jest ze sobą szczęśliwa.
Autorka właśnie bardzo duży nacisk położyła na wartości, jaką jest rodzina. Pokazuje nam, że bez niej nasze życie nie jest pełne, czegoś w nim brakuje. A kochająca się rodzina może być lekarstwem na całe zło.  

Moją uwagę od razu zwróciła również okładka, która jest po prostu obłędna. Wiadomo, że to właśnie okładka ma przyciągnąć do siebie czytelnika i ta w pełni spełnia to zadanie. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem nią oczarowana i gdybym nie znała autorki, mimo wszystko skusiłabym się na nią, chociażby ze względu na tę wspaniałą okładkę. Wydawnictwo Filia słynie własnie z tego, że okładki ich książek są piękne, ale ta jest fenomenalna. Zdecydowanie znajdzie się na mojej liście najładniejszych okładek. 

Książkę polecam wszystkim tym, którzy spragnieni są powieści przepełnionej ciepłem i miłością rodzinną, jednak, żeby nie było za słodko, tak jak w prawdziwym życiu, u Zagórskich zdarzają się problemy, którym muszą stawić czoła. Jestem pewna, że powieść spodoba się Wam wszystkim, którzy właśnie lubują w takich klimatach. 

Ja dodam od siebie tylko tyle, że już nie mogę się doczekać kolejnej części, bo wydaje mi się, że będzie bardziej emocjonująca. Zakończenie mnie bardzo zaciekawiło, więc teraz tylko trzeba czekać na drugi tom i życzyć pani Krysi dużo czasu na pisanie i przede wszystkim weny, bez której ani rusz.

Za możliwość przeczytania "Szczęśliwego domu", wraz z osobistą dedykacją dziękuję serdecznie autorce, Krystynie Mirek.