czwartek, 24 września 2015

Darynda Jones - „Drugi grób po lewej”




Byłem ateistą, 
dopóki nie uświadomiłem sobie, że jestem bogiem. 
NAKLEJKA NA ZDERZAK

          Lektura Pierwszego grobu po prawej sprawiła mi wiele przyjemności. To bardzo wciągająca i relaksująca powieść. Podobnych wrażeń oczekiwałam, kiedy sięgnęłam po jej kontynuację, która zapowiadała się bardzo obiecująco. Ku mojej radości Drugi grób po lewej okazał się być równie zabawny i pełen akcji.
         Kiedy najlepsza przyjaciółka obcesowo budzi Charley w środku nocy, każe jej natychmiast się ubierać, a w dodatku rzuca w nią ubraniami, Charley zaczyna się zastanawiać, o co Cookie chodzi. Kapcie-króliczki i skórzana miniówa? W zestawie? Serio?
          Cookie wyciąga Charley przemocą i bezskutecznie próbuje upchnąć ją do bagażnika – głównie dlatego, że kostucha się stawia. W końcu jednak wyjaśnia, że jej przyjaciółka Mimi zniknęła pięć dni wcześniej, ale właśnie wysłała do Cookie sms-a z propozycją pilnego spotkania w pewnej restauracji. Na miejscu wprawdzie nie ma Mimi, jest za to pozostawiony przez nią ślad – kobiece imię na ścianie toalety. Na parkingu przed restauracją Charley i Cookie zostają napadnięte przez rozszalałego męża zaginionej, który ostatecznie je wynajmuje, by znalazły jego żonę. Ponoć Mimi zachowywała się podejrzanie, odkąd się dowiedziała, że koleżanka z czasów liceum – ta sama, o której mowa na ścianie – została zamordowana…
          Tymczasem Reyes Alexander Farrow (znany również jako Syn Szatana. Tak jest. Dosłownie) opuścił swe cielesne ciało, bo torturują go demony, które pragną tym sposobem zwabić Charley. Reyes nie może do tego dopuścić, bo jeśli demony dorwą Charley, zdobędą portal do nieba… i zrobi się nieprzyjemnie. Czy Charley pogodzi gorące noce z bezcielesnym Reyesem oraz jeszcze gorętsze dni, poświęcane na tropienie zaginionej? Czy Cookie kiedykolwiek wyrobi sobie dobry gust? I czy na świecie jest dość kawy oraz czekolady, by dostarczyć paniom paliwa?


Oddech mi parował, a kłęby mgiełki odbijały się od ścianek prysznica. Powstrzymałam impuls, by spojrzeć w kierunku nieba i unieść powoli ramiona, podczas gdy para kłębi się dookoła, chociaż fajnie byłoby poudawać, że jestem boginią oceanu. Totalnie mogłabym dorzucić trochę śpiewu operowego dla lepszego efektu. 

          Totalnie kocham Daryndę Jones za to, że napisała tak boski cykl. Jestem na nią też totalnie wściekła, że napisała tak świetny cykl, przez co nie mogę się jej prozą rozkoszować - pochłaniam zdanie za zdaniem jak szalona i zanim się obejrzę, kończę książkę. Tak właśnie było i tym razem. Charley jest jeszcze bardziej pyskata, Reyes nadal jest piekielnie seksowny, akcja dalej mknie w zawrotnym tempie, a kawy wciąż, dzięki Bogu, nie brakuje. 

[...] Kiedy mijałam windy, otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich moją siostrę. Westchnęła i wyszła. [...]
- Dobra. Wrócę jutro rano - odwróciła się i pomaszerowała korytarzem nieco przede mną, jakby nie chciała być ze mną widziana w miejscu publicznym. A skoro tak, to dam jej dobry powód. 
Sapnęłam, złapałam się za klatkę piersiową, opadłam na ścianę i zaczęłam ciężko hiperwentylować. Udawać, że się hiperwentyluje, ale tak, żeby naprawdę nie hiperwentylować, jest dużo trudniej, niż można by sądzić.
Gemma odwróciła się i popatrzyła na mnie gniewnie. 
- Co ty wyprawiasz? - wycedziła przez zęby. 
- Wszystko do mnie wraca - odparłam, zakrywając głowę ręką w straszliwych katuszach. - Kiedy byłam w szpitalu i wycinano mi migdałki, próbowałam uciec. Płyn, który wyciekał z mojej przeciętnej kroplówki, przywiódł ich wprost do mnie. 
Gemma martwiła się, że ktoś może się nam przyglądać, więc rozejrzała się szybko dookoła, po czym skupiła na mnie. 
- Nie wycinano ci migdałków. W życiu nie byłaś w szpitalu przez noc. 
- Och. - Wyprostowałam się. To było krępujące. - Czekaj! Owszem, byłam, kiedy umarła ciocia Selena. Zostałam z nią, całą noc trzymałam ją za rękę. 
Przewróciła oczami. 
- Ciocia Selena jest misjonarką w Gwatemali. 
- Poważnie? To kim była ta starsza pani?
Westchnęła głośno i przeciągle, ponownie poszła do wyjścia i rzuciła przez ramię. 
- To pewnie była twoja prawdziwa matka, bo nie ma mowy, żebyśmy naprawdę były spokrewnione. 
Uśmiechnęłam się i potruchtałam za nią. 
- Tak tylko mówisz, żeby mi humor poprawić. 

         Wątki niezakończone w poprzednim tomie, mają swoją kontynuację w Drugim grobie po lewej. Szczególnie zaskakują kolejne odsłonięte karty z życia syna szatana, który okazuje się być sławny, jednak to wątek kryminalny zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie. Jest on bardziej skomplikowany niż w tomie pierwszym, co mnie niezmiernie ucieszyło, bo uwielbiam uczestniczyć w śledztwie wraz z bohaterami. Z wielką przyjemnością błądziłam z Charley i zachodziłam w głowę, o co tutaj właściwie chodzi. Autorka trzyma czytelnika w niepewności niemal do samego finału, by go ostatecznie bardzo zaskoczyć. 
          Akcja jest jeszcze bardziej intensywna, a już w Pierwszym grobie po prawej była ona bardzo dynamiczna. Trudno mi ocenić czy jest to zaleta, a może zupełnie odwrotnie - wada. Charley nie miała chwili wytchnienia. Z jednej trudne sytuacji, pakowała się w kolejne niebezpieczeństwo. I tak do samego końca. Odniosłam wrażenie, że to szaleństwo istniejące w życiu naszej detektyw, przybrało trochę zbyt duże rozmiary. Momenty wyciszenia również są potrzebne. Mam więc nadzieję, że w Trzecim grobie na wprost Darynda Jones da Charlotte trochę odpocząć. 


Na paluszkach podeszłam do drzwi, obiecując sobie, że jeśli przyszli mnie zabić już teraz, to się naprawdę wkurwię. Wyjrzałam przez judasza. Przy moich drzwiach stały dwie kobiety z Bibliami w rękach. Proszę. Przecież to fatalne przebranie. To zapewne wytrawne zabójczynie, nasłane, by jeszcze przed południem wpakować mi w głowę dwie kulki. 

          Romans kostuchy i syna szatana nie ewoluował. Ich relacja utrzymuje się na tym samym poziomie. Gdyby korzystali z Facebook'a zapewne ustawiliby sobie status związku na "to skomplikowane". Reyes chroni Charley, Charley chce ocalić Reyes'a i tak to wszystko się toczy, aż do punktu kulminacyjnego, po którym następuje wielki znak zapytania. Ci bohaterowie tworzą iście nieziemską i elektryzującą parę. Jestem ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy. 
          Humor i w tym tomie nie zawodzi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy czytałam o przygodach Charlotte Davidson, czego bezpośrednim powodem jest znakomita, oryginalna narracja. Nie sposób nie śmiać się, kiedy zapoznaje się z myślami Charley, a jej riposty zwalają z nóg. I w kontynuacji nadal występują przed rozdziałami zabawne sentencje, które tak mnie urzekły przy lekturze Pierwszego grobu po prawej


- Jesteś ranna? Jak głowa? - zapytał wujek Bob. Ależ on był uczuciowy. 
- Lepiej niż twoja. Brałeś pod uwagę elektrowstrząsy? 
Wypuścił powietrze powoli.
- Czyli nadal jesteś na mnie zła. 
- Tak ci się wydaje?

          Drugi tom serii Charley Davidson jest bardzo udany. Trzysta osiemdziesiąt cztery strony akcji zaprawionej dużą dawką genialnego humoru, taki właśnie jest Drugi grób po lewej. Spędziłam niezwykle miłe chwile na lekturze tej książki i ze zniecierpliwieniem będę oczekiwała aż w moje łapki dostanie się Trzeci grób na wprost. Seria Daryndy Jones to idealna opcja dla kogoś, kto chce się oderwać od codzienności, zrelaksować i poprawić sobie humor. Ta kostucha zabija... śmiechem! 



Autor: Darynda Jones
Tytuł: Drugi grób po lewej
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 19 lipca 2013
Ilość stron: 388
Ocena: 8/10

źródło opisu: http://papierowyksiezyc.pl