czwartek, 27 sierpnia 2015

BlaskTV: Sakamichi no Apollon





          Sakamichi no Apollon zwróciło moją uwagę, kiedy jego pierwsze odcinki zaczęły się pojawiać, ale nie zamierzałam tego tytułu oglądać. Jednak z czasem zauważałam coraz więcej pozytywnych opinii na jego temat, które wzbudziły moją ciekawość, aż wkrótce stwierdziłam, że jak najbardziej jest to pozycja dla mnie. Nie pomyliłam się. Bardzo mnie cieszy, że zdecydowałam się obejrzeć to anime, gdyż czas na poświęcony na seans upłyną mi niezwykle przyjemnie.


         Kaoru Nishimi kolejny raz się przeprowadził. Ciągłe zmienianie miejsca zamieszkania oraz fakt, iż w sytuacjach stresowych Kaoru dostawał mdłości, nie sprzyjało w zawieraniu znajomości, przez co chłopak wiódł życie samotnika. W szkole w Kiusiu przyjęty zostaje wrogo, gdyż rówieśnicy oceniają go jako zarozumiałego i zadufanego w sobie mieszczucha z bogatej rodziny. Niespodziewanie chłopak zawiera znajomość ze szkolnym chuliganem - skorym do bitek Sentarou Kawabuchim, zakochanym w jazzie oraz Ritsuko Mukae, jego przyjaciółką od najmłodszych lat i gospodynią klasy. Kawabuchi rzuca wyzwanie grającemu na fortepianie muzykę klasyczną Kaoru, co zapoczątkowuje przyjaźń między chłopakami i Ritsuko, a Nishimi niespodziewanie także rozkochuje się w jazzie i wstępuje do zespołu. Od tego momentu ta piękna i głęboka znajomość będzie wzlatywać i opadać w rytm muzyki jazzowej.


          Opis fabuły brzmi raczej niepozornie. Przyjaźń, szkoła, muzyka... nic w tym odkrywczego, a jednak ten tytuł ma w sobie sławne "to COŚ". Składa się na to wiele czynników. Zdecydowanie ogromnym atutem tej produkcji jest równowaga, którą udało się twórcom zachować. Żaden wątek nie dominuje na innymi; występuje odpowiednia ilość dramatu, komedii, a także muzyki, która stanowi przepiękne tło dla tej, sztampowej acz ciekawie i niebanalnie zrealizowanej, historii obyczajowej.


          Bohaterowie byli dla mnie największym zaskoczeniem. Spodziewałam się, że Kaoru będzie
biernym, nudnym, zakompleksionym i niezdolnym do podjęcia jakiegokolwiek działania, chłopakiem. Ku mojemu zdumieniu okazał się być zupełnie inny. Nishimi potrafił działać, walczył o to, co było dla niego ważne. Co więcej ten chłopak to prawdziwa bomba zegarowa; wybuchał niespodziewanie, a kiedy już gejzer jego emocji wystrzeliwał, nijak nie dało się go powstrzymać. Jego nieprzewidywalna natura nieraz mnie zaskakiwała i wprawiała w zdumienie.
Kolejną postacią, która mnie zaskoczyła był Sentarou. Sądziłam, że to on będzie tym gniewnym i niebezpiecznym, a jednak okazał się być radosny, serdeczny i pełen ciepła. Kiedy już myślałam, że Karou zniszczył swoją przyjaźń z Kawabuchim, cierpkimi słowami, które wyskakiwałaby z jego ust w chwilach silnego wzburzenia, wyrozumiałość i cierpliwość Sena od nowa wszystko sklejała. Jego swobodny i szczery sposób bycia mnie rozczulał. To zaskakujące, że tych dwóch, wydawałoby się, kompletnie różnych chłopaków, połączyła tak głęboka przyjaźń. Kaoru - drobny, cichy i uprzejmy a Sentarou głośny, radosny i bezpośredni. A jednak tak wiele ich łączy: miłość do muzyki, trudna sytuacja rodzinna ale i samotność, która tak długo trawiła ich serca. 
          O Ritsuko już tak wiele dobrego napisać nie mogę. To dobra dziewczyna, bardzo licząca się uczuciami innych. Spokojna, miła, naiwnie niewinna, a nawet dobrotliwa, częściej mnie irytowała niż wzbudzała moją sympatię. W myśl śmigających po Internecie memów, Mukae prezentowała postawę Sam Się Domyśl, co działało mi na nerwy. Druga postać kobieca jest Yurika, panienka z dobrego domu i pierwsza miłość Sentarou. Zdecydowanie bardziej ciekawa postać, choć niewiele mniej irytująca. Jej niezłomność, odwaga, duch walki, ale i wyrozumiałość, sprawiły, że pod koniec zaczęłam tę bohaterkę szanować. Kolejną postacią jest Junichi, przyjaciel Sena i Ritsuko, studiujący w Tokio. To kolejny wielbiciel jazzu, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie szarmanckiego uwodziciela, jednak jak się okazuje, jego serce skrywa wiele sekretów.

          Bardzo mnie cieszy, że postarano się, aby wszystkie wydarzenia miały swoje solidne, logiczne podstawy. Zdarzały się sytuacje, kiedy krzyczałam w myślach: Hej, co on/ona wyprawia?/O co tutaj chodzi?/Co to ma być?!, a wówczas bohaterowie stawili sobie takie same pytania lub udzielali odpowiedzi na te zadane już przeze mnie. Za każdym razem, już uspokojona, wydychałam z ulgą powietrze z płuc, że nie przyjdzie mi patrzeć na serię absurdów. Zrezygnowano z popularnych, niewyobrażalnie denerwujących, schematów i pokuszono się o kilka oryginalnych rozwiązań, za mnie bardzo raduje. Akcja została poprowadzona z wyczuciem i smakiem. Osadzenie akcji w latach 60. to kolejne świetne posunięcie. Z powodzeniem ujęto urokliwy klimat tamtych lat, pozbawiony technologii, ale za to pełen dobrej muzyki, spokoju i leniwie płynących chwil.

          Nie mogło zabraknąć miłosnych zawirowań. Trójkąt w bardzo szybkim tempie zamienił się w wielokąt. Jest to wątek, który rozwijał się bardzo szybko, zresztą nie on jeden, co jest zrozumiałe, gdyż anime - niestety - liczy sobie jedynie 12 odcinków. Przyznam, że momentami czułam się zmęczona tym bałaganem. Jednak doceniam fakt, że wątek ten nie został zakończony w sposób oczywisty oraz nie zdominował całej akcji.

          Koniecznie muszę pochwalić oprawę graficzną, gdyż zarówno bohaterowie, jak i tła zostały skrupulatnie narysowane. Oko odbiorcy cieszą piękne krajobrazy; plaże, wzgórza, usłane śniegiem ulice... Kolorystyka jest bogata, głęboka ale odpowiednio wyważona, a nie przesadnie jaskrawa. Animacja prezentuje się znakomicie. Postaci poruszają się płynnie, a gra na instrumentach wygląda bardzo naturalnie. Muzyka jest z pewnością kolejnym mocnym aspektem tego tytułu. Oczywiście prym wiedzie jazz, którego zapaloną fanką i znawczynią nie jestem ale kocham niemal każdy gatunek muzyczny. Tutejszy soundtrack mnie zdecydowanie kupił. W bardzo subtelny ale zauważalny sposób piosenki zostały wplecione w tło. W utworach rozpoczynającym i kończącym każdy odcinek jestem oficjalnie zakochana. Ani razu nie zdarzyło mi się przewinąć openingu czy zamknąć okno przed wysłuchaniem endingu. Obie te piosenki wywoływały u mnie uczucie melancholii. Słysząc je, nie mogłam powstrzymać uśmiechu, cisnącego mi się na usta. Wizualnie opening i ending przedstawiają się równie dobrze.


         Ku mojej rozpaczy niewiele anime rodzaju josei wychodzi, dlatego też z radością przyjmuję każdy kolejny tytuł. Sakamichi no Apollon to produkcja opowiadająca o przyjaźni, miłości, konieczności stawiania czoła problemom oraz muzyce. Wszystko to dzieje się w niesamowitych latach sześćdziesiątych. Akcja błyskawicznie mknie do przodu, gdyż manga liczy sobie aż 9 tomów. Upchnięcie takiej ilości historii to bardzo trudne zadanie. Choć mangi nie czytałam, domyślam się, że wiele zostało wycięte, co na pewno w jakimś stopniu spłyca poszczególne wątki. Szczególnie widoczne jest to w ostatnim odcinku. Nietrudno jednak dostrzec starania twórców, aby zawrzeć w anime wszystko, co konieczne. W moim odczuciu to anime prezentuje się naprawdę bardzo dobrze. Zdecydowaniem polecam wszystkim gustującym w seriach obyczajowych, zaprawionych romansem, dramatem, komedią oraz oczywiście, muzyką. Seans powinien sprawić Wam wielką przyjemność.


Autor: Yuki Kodama
Tytuł: Sakamichi no Apollon
Data wydania: 2012 rok
Studio: Mappa, Tezuka Productions
Reżyser: Shinichirō Watanabe
Scenariusz: Ayako Katoh,
                       Yūko KakiharaMuzyka: Yoko Kanno
Ilość odcinków: 12x23 min
Ocena: 8/10