sobota, 27 czerwca 2015

Melissa Moretti - "Kochanek z Malty"

Z czym Wam się kojarzy Malta?  Dla mnie, pierwsze skojarzenie, to wakacje, morze, plaża, słońce, czyli wszystko, co lekkie, najlepsze i najprzyjemniejsze. Lato, to idealna pora na tego typu powieści. Lekkie, niezobowiązujące, przy których bardzo dobrze można wypocząć. To właśnie wtedy jest największy wysyp na rynku wydawniczym książek z nutką romansu, jakiejś przygody, ciepłych krajów. Tak jest i tym razem. "Kochanek z Malty" zalicza się do tego typu książek. Jesteście zainteresowani czymś idealnym na wakacyjne klimaty? Przeczytajcie tę recenzję i zastanówcie się, czy to może ta książka nie jest najodpowiedniejszą propozycją na ten czas. 

 Paul przybywa z Malty do Rzymu i rozpoczyna pracę jako szofer w starym pałacu arystokratycznej rodziny Agostinich. Wkrótce okazuje się, że kryje tajemnicę, która całkowicie odmieni życie wszystkich mieszkańców wiekowej rezydencji. Jedni stają się jego sojusznikami, inni zamieniają się we wrogów.
Jak Paul, który przywykł do ciężkiej pracy i którego nie pociąga ani blichtr salonów, ani alkoholowe i narkotykowe ekscesy, odnajdzie się w tym środowisku?
Czy ulegnie kaprysom którejś z córek pani domu, czy może wybierze miłość skromnej pokojówki Anny?
Czy sekret, który ukrywa, doprowadzi go do szczęśliwego zakończenia?

Ostatnio mam taki okres w życiu, że sięgam głównie po pozycje typowo dla kobiet. Jakiś romans w tle, cudowne miejsce akcji, przejmujący bohaterowie. Gdy tylko dowiedziałam się, o tej książce, wiedziałam, że będzie to idealna lektura na letnie popołudnia. Od razu zabrałam się za lekturę.

"Często potrzeba wielu lat, żeby mężczyzna zrozumiał, że to, czego nie zepsuje pośpiechem, będzie dłużej trwać. Długo oczekiwać i pozwolić oczekiwać na siebie - to sprawia, że doznajemy zupełnie innych radości. Kiedy kobieta pomoże zrozumieć to mężczyźnie, ich związek zacznie naprawdę żyć. Zaczną naprawdę kochać."

Wakacyjne lektury mają to do siebie, że czasem są zbyt lekkie, za banalne, co powoduje zniechęcenie czytelnika do dalszego czytania, czy tutaj jest podobnie? Nie. Autorka bardzo dobrze prowadziła akcję, pisała prostym i zrozumiałym, ale przyjemnym językiem, który pozwolił mi wejść w świat Paula oraz rodziny Agostinich. Bez problemu odnalazłam się w Rzymie pośród tych wszystkich bohaterów. Czułam się tak, jak gdybym uczestniczyła w tych wydarzeniach, patrząc na nie gdzieś z boku. Było to bardzo fajne uczucie. Razem z Robertą i Paulem jechałam na wystawne imprezy i spotkania, na które zapraszani byli jedynie najbogatsi i najważniejsi w Rzymie. Bardzo dobrze został wykreowany również stosunek rodziny Agostinich wobec służby. Z jednej strony bogaci, którzy od wszystkiego mają swoich ludzi, a z drugiej prości ludzie, którzy pracują dla nich, poświęcając im większość swojego czasu, często kosztem własnego życia i rodziny. 

Bohaterowie wykreowani są rewelacyjnie! Anna - pokojówka, którą polubiłam od pierwszych stron, a z drugiej strony Raffaele, młody Agostini, którego wręcz nie znosiłam. Luciana, najstarsza w rodzinie, której wszyscy są podporządkowani. Wykonują wszelkie jej rozkazy, liczą się z jej zdaniem. Początkowo wydawała mi się zimną i oschłą osobą, jednak potem zmieniłam zdanie co do niej. Kolejną kobietą w rodzinie jest Roberta. Specyficzna postać. Ma córkę, Mirellę, często imprezuje, pragnie znaleźć sobie stałego partnera, jednak żaden nie spełnia jej oczekiwań, a jak już ktoś taki pojawił się w jej życiu...okazało się, że jest niedostępny. Jaka jest Roberta? Rozpieszczona, to na pewno, dostaje (prawie) wszystko co chce. I najmłodsza - Mirella. Świetna dziewczynka, która jest zupełnie inna od swojej matki. Jest normalną osobą, która ukrywa swoje pochodzenie, nie chwali się tym, co ma i kim jest. Szczera, uczciwa i znająca się na ludziach osoba. No i Paul, bez którego nie byłoby tej książki. To właśnie on jest głównym bohaterem. Mężczyzną, który skrywa jakąś tajemnicę. Od początku dziwnie się zachowuje, zbiera "materiały" na temat tej rodziny. Zupełnie nie zorientowałam się po co. Tajemnica tkwiła w powietrzu od samego początku, jednak jej rozwiązanie otrzymujemy dopiero na ostatnich kartach powieści. Mnie osobiście zaskoczyło, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale wiem, że wiele osób zorientowało się w trakcie powieści. Ja miałam niespodziankę - i dobrze!

Książka jest rewelacyjna, naprawdę bardzo mi się podobała. Czyta się ją w szybkim tempie, jest wciągająca i ciężko jest się od niej oderwać. Idealna na letni popołudniowy relaks z książką. Przedstawia ona miłość dwójki pracowników Agostinich - pokojówki Anny i szofera Paula, która jest opisana w fantastyczny sposób i czyta się ją bardzo przyjemnie.
Na dodatek ta piękna okładka, od której nie mogę oderwać wzroku. To właśnie ona przykuła moją uwagę, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam.

Polecam "Kochanka z Malty" wszystkim spragnionym lekkich i przyjemnych lektur, którzy chcą odpocząć przy ciekawej książce. Jestem pewna, że nie będziecie żałować tych kilku chwil spędzonych w towarzystwie Anny, Paula i rodziny Agostinich.