sobota, 9 maja 2015

[PRZEDPREMIEROWO] Colleen Hoover - "Maybe Someday"


Podczas gdy Wy będziecie czytać tę recenzję, ja prawdopodobnie będę w szkole na maturze ustnej z polskiego. Przed, w trakcie, po. Nieważne. Ważne jest to, że to ta książka będzie winna mojemu ewentualnemu gorszemu wynikowi z tego egzaminu. Bo to właśnie ona pochłonęła mnie na tyle, że nie byłam w stanie oderwać się od niej i wziąć się do nauki.

O Colleen Hoover słyszałam bardzo dużo, wszyscy wychwalali pod niebiosa jej książkę "Hopeless", którą to właśnie zasłynęła na polskim rynku wydawniczym. "Hopeless" jeszcze przede mną, jednak niedługo na pewno się za nią zabiorę. Po tym, co przeżyłam czytając "Maybe Someday", na pewno nie odpuszczę innych jej książek. Nie ma mowy. 

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin, w dniu jej urodzin. Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Jak potoczą się ich losy? 

Muzyka, muzyka, muzyka. To ona gra tutaj pierwsze skrzypce. To właśnie od niej wszystko się zaczyna. To ona sprawia, że tych dwoje poznają się i...już nic nie jest takie jak wcześniej. Nigdzie wcześniej nie spotkałam się z żadną książką, w której tak dużą rolę odgrywałaby muzyka. Tutaj zdecydowanie wysuwa się na główny plan i scala wszystkie inne wątki. Muzyka w tej powieści nadaje jej klimat magiczny i romantyczny. 
Świetnym pomysłem autorki było to, że nasi bohaterowie - Sydney i Ridge wyrażają swoje uczucia i emocje właśnie poprzez teksty piosenek, które potem zostają wykorzystane w zespole "Sound of Cedar", w którym pierwsze skrzypce gra brat Ridge'a - Brennan. Ich teksty są naprawdę piękne i poruszające. Jeśli tylko chcecie ich posłuchać, odsyłam Was tutaj, gdzie znajdziecie cały soundtrack. Gdyby tego było mało, jeśli tylko macie problem z angielskim, na ostatnich kartach powieści wszystkie te piosenki zostały przetłumaczone na język polski, więc śmiało możecie się w nich odnaleźć. 

Powieść przedstawiona jest z dwóch punktów widzenia. Sydney oraz Ridge'a. Bardzo mi się to podobało, a kolejnym plusem jest to, że ich rozdziały nie opowiadają o tym samym, lecz są kontynuacją dalszych losów i zdarzeń. Jeśli chodzi o samych bohaterów, to moim zdaniem nie można ich nie polubić. Zwłaszcza Sydney, która została moją najlepszą przyjaciółką i z którą bardzo przeżyłam rozstanie, które przyszło zbyt szybko. Ridge również jest osobą, która wzbudziła moje zaufanie. Jest fajnym kolesiem, którego od razu można polubić. Ciekawą postacią był również Warren. Świetny chłopak, o którym pierwsze wrażenie może być mylne. 

"Maybe Someday" to bardzo wciągająca książka. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek książka wciągnęła mnie na tyle, by przeczytać ją w taks szybkim tempie. Dodatkowo, czytałam ją w formie ebooka, co zawsze wymagało ode mnie dużo więcej czasu, bo nigdy nie mogłam się przemóc, aby czytać. Tym razem nie mogłam się od niej oderwać. I chciałam więcej, jeszcze więcej...a tutaj niespodziewanie nastąpił koniec. To było straszne! Książka złamała moje serce, dosłownie. Cały czas byłam duchem i sercem z Sydney. W każdej chwili jej życia, a to tak bardzo bolało. 

Książkę polecam wszystkim fanom New Adult oraz tym, którzy mieli już styczność z tą autorką. Chociaż wydaje mi się, że im nawet nie muszę polecać, oni sami rzucą się na nią wcześniej czy później. Ja bym tak zrobiła. I zrobię. Z "Hopeless". Mam tylko nadzieję, że mnie nie zawiedzie. 
Oczywiście "Maybe Someday" nie mogę ocenić inaczej niż: 

10/10



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 13 maja 2015r!
Ilość stron: 388

Za możliwość zrecenzowania tej książki i przeżycia wspaniałych chwil wraz z bohaterami dziękuję serdecznie Pani Monice z Wydawnictwa Otwartego. 


PS. Od poniedziałku bierzemy się ostro do roboty. Matury będą już prawie za nami, dlatego będziemy miały więcej czasu na czytanie, recenzowanie i dopracowywanie bloga, na którego mamy parę pomysłów.