sobota, 23 maja 2015

Katarzyna Michalak - "Nie oddam dzieci"



Tak jak niektórzy z Was bardzo dobrze wiedzą, jestem wielką fanką twórczości pani Katarzyny Michalak. I choć wiem, że jest sporo takich osób, które bardzo krytykują jej książki, mi się bardzo podobają i mogę się przy nich zrelaksować, odpocząć. Są również takie jej książki jak "Bezdomna" oraz właśnie "Nie oddam dzieci", które są zupełnie innymi powieściami. Grają na emocjach, skłaniają do refleksji. I choćby nie wiem co, nie przekonacie mnie do tego, że pani Michalak pisze "byle co". Być może się nie znam, czytam jakieś "głupoty", ale lubię to co robię. Każdy ma swój gust, swoje ulubione gatunki literackie, czy autorów, którym ufa bezgranicznie. I dla mnie taką osobą jest właśnie Katarzyna Michalak. 
Gdy tylko dowiedziałam się, że pani Kasia pisze książkę z serii z Czarnym Kotem, wiedziałam, że będę chciała po nią sięgnąć najszybciej jak się da. Zwłaszcza, że jak czytałam, miała to być najmocniejsza książka w całej karierze pani Michalak. Nie mogłam sobie jej odmówić, nie ma mowy. 

Michał Sokołowski, młody i utalentowany chirurg oddany swojej pracy, nie zauważa momentu, w którym staje się ona ważniejsza niż rodzina. Dopiero gdy jego ukochana żona i najmłodszy synek giną pod kołami rozpędzonego samochodu, Michał zrozumie, co tak naprawdę jest ważne. Za późno…
Ale to nie koniec jego tragedii. Los bywa okrutny, a ludzie jeszcze bardziej. Pogrążonego w rozpaczy mężczyznę czeka jeszcze jeden cios, który spadnie z najmniej spodziewanej strony.
Zrozpaczony ojciec musi podjąć o desperacką walkę o prawa do opieki nad pozostałymi dziećmi i stawić czoła nie tylko wymiarowi sprawiedliwości, ale i tym, którzy powinni stać po jego stronie.
Michał musi znaleźć w sobie siłę, by wykrzyczeć: Nie oddam dzieci! Albo… utraci je również.

Tak jak wspominałam, pani Katarzyna Michalak jest autorką, po której książki mogę sięgać w ciemno. Chyba nie zdarzyło mi się jeszcze ani razu, żeby jakakolwiek jej powieść mnie zawiodła. A przygodę z twórczością Katarzyny Michalak zaczęłam rok temu, przy okazji serii Kwiatowej, która do dziś jest moją ulubioną i dzielę się z nią ze wszystkimi możliwymi osobami. 

Pamiętam, jak czytałam Bezdomną. Jak ona wstrząsnęła mnie i poruszyła do głębi. A "Nie oddam dzieci" miała być jeszcze mocniejsza, najmocniejsza spośród wszystkich książek dotychczas wydanych przez Kejt. I dokładnie tak jest! To, co zrobiła ze mną powieść "Nie oddam dzieci", nie uczyniła żadna inna. I wydaje mi się, że w najbliższej przyszłości żadna nie uczyni. Z pewnością jest to powieść, która zapada w pamięć. Ja, mimo, iż przeczytałam ją już ponad tydzień temu, nadal myślami sięgam do Michała i jego rodziny. To, w jaki sposób mnie poruszyła, świadczy o tym, że pani Kasia jednak umie pisać i umie rozbudzić w czytelniku emocje. 

Zacznijmy od tego, że książka jest bardzo wciągająca. Wciąga już od pierwszych stron, w których poznajemy Michała Sokołowskiego, jego żonę Martę i uroczego, trzyletniego Antosia, który właśnie obchodzi swoje trzecie urodziny. I los, a właściwie lekkomyślność i głupota innych kierowców, znajdujących się na drodze spowodowała tragiczny wypadek, w którym giną zarówno Antoś jak i Marta. Opis wypadku był bardzo, ale to bardzo realistyczny. Czytając, miałam wrażenie, że jestem na miejscu zdarzenia i obserwuję to, co dzieje się wokół. Żałowałam tylko jednego, że nie mogę nic zrobić, aby pomóc Marcie i jej synkowi. 
Czytając, serce biło mi dwa razy szybciej niż zwykle. Potem, w szpitalu, na sali operacyjnej, gdy Michał operował Tadka Marszaka, nie zdając sobie sprawy kim on jest i do czego się przyczynił. Kolejno, gdy ktoś w końcu musiał przekazać mu tragiczną wiadomość o śmierci ukochanej żony i synka. Bardzo współczułam bohaterowi tego, co musi przeżywać. Czułam jego ból i rozpacz, ale do końca wierzyłam w to, że doprowadzi się do ładu, aby ratować to, co pozostało z jego rodziny. 

Wstrząsająca książka. Długo po przeczytaniu nie mogłam się pozbierać. Wzbudziła we mnie tyle emocji, co chyba żadna inna. Jest bardzo, ale to bardzo wzruszająca. Pokazuje tragedię, jaka przytrafiła się Sobolewskim i siłę rodziny. Często zdarzało mi się uronić (nie jedną) łzę. Nie mogłam zrozumieć, że na świecie jest naprawdę tyle zła, a po drogach jeżdżą tak nieodpowiedzialni ludzie. 

Książka wspaniała, ale wymagająca silnych nerwów. Wciąga jak magnez, wbija w fotel, powoduje przyspieszenie bicia serca. To właśnie zrobiła ze mną pani Michalak podczas czytania tej książki. 
Spędziłam przy niej naprawdę niewiele czasu, gdyż czyta się ją w błyskawicznym tempie, a emocje, które się we mnie nagromadziły, zostały jeszcze na długi czas. 

Moja ocena: 
10/10